To ja już sam zacznę płakać cz. 50 i 51

Cz. 50
Marzena
Nie wiem czy powinnam mieć do siebie pretensje, czy dziękować Bogu za swoje dobre serce, ale jadąc do Domu Starców nie mogłam przestać myśleć o chwili, gdy go pocałowałam. I potem jeszcze ta odpowiedź na moje dobranoc. Sądziłam, że nie spał, tylko udawał, że śpi, a tak naprawdę czekał na moją reakcję, jednak zaraz po tych słowach znów się położył i zasnął. Jak dziecko.
Wzdrygnęłam się na komunikat od taksówkarza, że jesteśmy już na miejscu. Zapłaciłam mu pożyczonymi pieniędzmi od Alicji, która dziękowała mi, że przetrzymałam Adama i wysiadłam na spotkanie z ostatnim życzeniem Gerdi.
Jeśli ktokolwiek i kiedykolwiek miał przyjemność być w tym miejscu, to na pewno zapamiętał je na zawsze. Sam zapach środków czyszczących i odkażaczy nie był w stanie zatuszować zapachu moczu i kału. Spacerujące sanitariuszki chodziły w tę i z powrotem ze zmęczonymi twarzami wyrażającymi nadużycie ich własnych sił fizycznych. Do tego nawet żadna nie zwróciła na mnie najmniejszej uwagi, choć chrząknęłam dość głośno.
- Przepraszam?- Zapytałam jedną z nich, która wyglądała jakby miała chwilę wolnego.
- Tak?- Odwróciła się do mnie niemal błagalnie prosząc o pomoc przy pracy.
- Gdzie mogę zapytać kogoś o panią Teresę Perz?
Spojrzała na mnie dziwnie taksując mnie wzrokiem.
- Na pewno chodzi o tą panią?- Zapytała, a ja byłam zdziwiona, że tak się mną zainteresowała.
- No tak. Muszę chwilę z nią porozmawiać- bąknęłam, bo tak naprawdę to sama nie widziałam, o czym niby miałabym z nią pogawędzić.
- Pani wybaczy, ale ostatnio dawno jej nikt nie odwiedzał. Ja sama pracuję tutaj dopiero pięć lat, ale tylko raz pamiętam, jak przyszedł do niej pewnego dnia młodzieniec, po czym odwiedził ją może jeszcze dwa razy i dotąd się nie pojawił.
Nie bardzo wiedziałam, co mam na to odpowiedzieć, bo sama nie wiedziałam, kim ta osoba jest, no i czemu mam do niej zajrzeć. Miałam tylko nadzieję, że kiedy wspomnę o Gerdi kobieta sama zacznie jakiś temat.
- Cóż, ja sama jestem tu pierwszy raz- powiedziałam taksując sanitariuszkę wzrokiem. Miała może z dwadzieścia pięć lat, nie więcej, a już nieco się garbiła. Włosy starannie zaczesała w koka, tak, że nie było widać, czy ma je dłuższe, czy tylko do ramion.
- Och, to proszę się przygotować na niezbyt miły widok. Ta kobieta potrafi nabawić każdego strachem.
- A długo tutaj jest?
Sanitariuszka wzruszyła ramionami.
- Odkąd tutaj pracuję, na pewno.
Kobieta jakby oczekiwała dalszych pytań, ale oprócz pytania jak ja mam do niej trafić, nic nie przychodziło mi do głowy.
- Pani jest z rodziny?- Zapytała nagle, jakby sobie przypomniała, że najpierw należy pytać, po co ktoś przychodzi do odwiedzającego, a nie obgadywanie go z być może obcą osobą.
- Ja? Nie- zmieszałam się.- Zresztą nie wiem sama, po co tutaj przyszłam. Moja dawna znajoma powiedziała, abym tego właśnie dnia odwiedziła ją tutaj.
Sprawy finansowe pozostawiłam w tajemnicy. Każdy był łachy na pieniądze, więc tym bardziej osoby tutaj pracujące mogłyby się nieźle obłowić.
- I nie wie pani, po co tutaj jest?
- Nie- odparłam i pokiwałam głową wzruszając ramionami.
- W takim razie niech się pani ma na baczności. Nie to, że kobieta jest groźna, ale ma niezły charakterek. Wydaje jej się, ż jest tutaj królową i może robić, co chce. Rzuca rozkazami jak sędzia i oczekuje, że każdy jej wysłucha. Może jednak ucieszy się na pani wizytę, bo wyraźnie kiedyś dała znać, ż czeka na kogoś, kto o niej nie pamięta, bądź uważa, że zmarła. Jakoś o tej osobie mówiła, ale ja zapomniałam, wie pani, każdy coś tu od kogoś oczekuje- mrugnęła okiem.
- Rozumiem- powiedziałam, choć nic do mnie nie docierało.- Więc gdzie mogę się jej spodziewać?
Wskazała mi palcem najbliższe drzwi po prawej stronie.
- Jest tam. Właśnie jest jej pora podziwiania widoków. Codziennie musi, choć przez chwilę po spoglądać przez okno. Twierdzi, że wtedy czuje się wolna.
Uśmiechnęłam się do brunetki, która życzyła mi powodzenia. Potem skierowałam się w stronę drzwi, które były ostatnią podróżą w nieznane. I miałam nadzieję, że będzie to krótka wizyta.





Cz. 51
Adam
Nie wiem jak dotarłem do domu, ale kiedy oprzytomniałem, zdałem sobie sprawę, że śpię we własnym łóżku. Niby sam, ale na tyle uprzytomniałem, abym zaczął słyszeć z dołu odgłosy Angel.
Ruch głową w stronę okna uświadomił mi, że jeszcze jest dzień, więc może nie spałem aż tak długo. I zaraz, jakby dopiero mózg uświadomił sobie, że ma, co robić, nasłał na mnie okropny ból głowy.
- Tylko nie to- powiedziałem do siebie przewracając się w łóżku.- Ala!- Krzyknąłem, choć wiedziałem, że mogę nie spotkać się z jej dobrym humorem. Zwłaszcza po tym, jak przenocowałem u Marzeny.
- Zaraz- dosłyszałem głos mojej żony, która coś tam tłumaczyła naszemu dziecku, ale nie rozumiałem, co.
Boże, niech się ten ból głowy wreszcie skończy, inaczej chcę, aby mnie ktoś zabił. I po co ja w ogóle tyle wypiłem? Po co w ogóle wypiłem, zapytałem siebie, gdy nagle wszystko zaczęło mi się przypominać.
Tajemnica.
Alicja.
Mały grobek.
Teraz już nie wiedziałem, czy ból głowy był silniejszy, czy świadomość, że moja żona mnie okłamywała. I to nie przez miesiąc, dwa, ale przez cały czas, odkąd dwa lata temu ją poznałem. Prawie natychmiast powrócił smutek i żal, lecz obiecałem sobie, że muszę je jakoś zwalczyć, aby zaczekać na jej reakcję. Niech ona najpierw mi powie jak ja tu się znalazłem, a dopiero potem zobaczymy. No i niech przyniesie mi jakąś tabletkę przeciwbólową, bo zaraz rozsadzi mi łeb!
Jak na rozkaz w drzwiach stanęła sylwetka Alicji.
- Nie spałeś zbyt długo- zauważyła, co dawało jej punkt za spostrzegawczość.
- Dasz mi ibuprom?- To było moje przywitanie jej.
Podała mi szklaneczkę z wodą i dwie tabletki Ibum.
- Te będą skuteczniejsze- odparła, a ja natychmiast je połknąłem. Potem z powrotem opadłem na poduszkę.
- Chyba umieram- powiedziałem opierając swoje dłonie na głowie.
- Nie koniecznie. Jeśli chcesz, to najpierw zaczekaj, aż trojaczki przyjdą na świat- powiedziała spokojnie i pogładziła mnie po głowie.
- Która jest godzina?
- Po dwunastej po południu.
- Kto mnie tutaj przeniósł?- Zapytałem, bo musiałem poznać prawdę.
- Nikt. Sam przyszedłeś. Potykałeś się co chwila i zostawiłeś kilka plam po wczorajszym dniu, a potem na czworakach dostałeś się tutaj.
Perspektywa dowiadywania się takich rzeczy nie była najlepszym sposobem na zapomnienie o bólu głowy, toteż zaprzestałem zadawania pytań. W sumie dobrze by mi zrobiło, gdybym, znów się przespał, ale nagle przypomniałem sobie o niespodziance, która pewnie wciąż leżała na podłodze w domu Marzeny.  
Teraz, to dopiero było mi wstyd.
- Marzena jest już w domu?- Zapytałem, znienacka żonę, która wciąż głaskała mnie po głowie.
- Nie wiem, ale chyba nie. Miała do załatwienia jakąś bardzo ważną rzecz, ale nie powiedziała mi, o co chodzi. A dlaczego pytasz?
- Bo na podłodze została u niej niezła pamiątka.






Antony ostatnio chodzi jakiś dziwny. Nie to, że jego zachowanie mi jakoś przeszkadza, bo wręcz przeciwnie, ale jednak jest jakieś, ale. Wczoraj na przykład kochaliśmy się dwa razy i było mi jak w niebie, lecz zaraz po stosunku wyskoczył gdzieś i przyszedł dopiero po kilku minutach.
- Czy coś się stało?- Zapytałam go ledwo zwalając się z łóżka.
- Nie. A dlaczego pytasz? Czy tobie coś się stało?
Mnie? Przecież to on zniknął, jakby czegoś się obawiał, a gdy przyszedł to udawał, że nic się nie stało.
- Mi nie, ale ty…- urwałam, bo przeszył mnie wzrokiem.
- Twoje dziecko się rusza. Nie czujesz tego?- Zapytał wgapiając się w mój brzuch. Szybko ubodło mnie słowo ,,twoje”, a nie nasze, jak sądziłam, jednak nie zwróciłam mu uwagi.
- Wiem. Chcesz dotknąć?
Podszedł do mnie i położył swoją dłoń na moim brzuchu.
- Na pewno jest bardzo silny. Tak jak mama.
No tak. Przecież nie mógł go do siebie porównywać, bo skąd miał wiedzieć, kto jest ojcem dziecka? Ja sama zresztą nie byłam tego pewna, bo przyjmowałam klientów na rozkazy matki i nie tylko bywali oni codziennie, skąd nie mogłam obliczyć, kiedy dokładnie zaszłam w ciążę, ale i bywało ich nawet kilkunastu. Matka nie oszczędzała mnie, bo większy wysiłek dla mnie, bywał bardziej opłacalny dla niej.
- Zamyśliłaś się- zauważył odchodząc na bok.- Ubierz się, żebyś była zdrowa. Przecież wiesz, że musisz o siebie dbać- powiedział, co mnie bardzo wzruszyło.
- Dobrze- odparłam pomijając jego pytanie.
Potem jak zwykle jedliśmy w ciszy i skupieniu, bo on czytał gazetę. Nauczyłam się, że nie warto mu w tym przeszkadzać, bo nieraz, gdy jeszcze o tym nie wiedziałam, zaczynałam jakąś rozmowę, a on natychmiast odpowiadał mi złością.
- Jak ty czytasz, ja ci nie przeszkadzam - po czym wracał do lektury.
- Wybacz- odpowiadałam, czekając aż skończy artykuł i sam na mnie spojrzy. Wystarczyły mi takie cztery jego reakcje, żebym zapamiętała je na całe życie.
Teraz staram się sama nie rozpoczynać rozmów, tylko czekam na jego przyzwolenie. W końcu to on mnie wyciągnął z piekła, więc powinnam być mu wdzięczna.
- Już niedługo rozwiązanie sprawy- powiedział mi pewnego dnia, kiedy jedliśmy wspólną kolację.
- Masz rację. To już siódmy miesiąc i raptem odwróci się na ósmy. Niektóre kobiety rodzą wcześniej swoje dzieci- zauważyłam, bo tak pisało w gazetach, które czytywałam, gdy go nie było w domu.
- O tak. Nigdy nie wiadomo, kiedy nastąpi koniec- mówił, co napawało mnie strachem, a nie radością. W takich chwilach bałam się, co zrobi ze mną i z moim dzieckiem, gdy się urodzi. Czy będzie chciał być dla niego ojcem, czy nas pozostawi?
- Nie martw się. Wszystko będzie dobrze- mówił, gdy widział w moich oczach niepewność.
- Wiem Antony. Wiem to każdego dnia, w którym czuję, że jesteś z nami. Bardzo ci za to dziękuję.
W głębi duszy jednak przygotowywałam się na coś złego. Mój los od początku naznaczony był porażką, o czym przekonałam się po jego reakcji na wieść, że spodziewam się dziecka i to nie jego. Będąc w ciąży kobieta pewne rzeczy wyczuwała na odległość, lecz gdybym wtedy posłuchała swojego przeczucia, być może nie doszłoby to tego.


284 czyt.
100%3
Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2021 słów i 10636 znaków.

Dodaj komentarz