To ja już sam zacznę płakać cz. 5

Cz.5
Adam
Całe szczęście, że Karolina jest w domu. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby teraz miała pracować, a Kubuś byłby chory. Nie ma to jak jeden rodzic pracuje, a drugi zajmuje się dziećmi. Albo dzieckiem. Gdyby tylko, choć raz pozwoliła mi, postarać się o kolejne maleństwo. Nawet nie ma pojęcia jak ja tego pragnę. Sam w dzieciństwie nie miałem rodzeństwa, więc rozumiem, co to znaczy być samemu ze wszystkim. Z nikim nie można się pobawić, do nikogo nie można się odezwać. Trzeba liczyć tylko na siebie, albo na rodziców, choć zabawa z rodzicami też potrafi się znudzić.
Puk, puk!
Usłyszałem jak ktoś puka mi do drzwi biura.
- Proszę.
Weszła szczupła kobieta, blondynka z włosami ściętymi na jeża. Boki miała podgolone, a reszta trzymała się sztywno jak paluszki w szklance. Rzadko widzę takich klientów, którzy przychodzą do mnie w podartych dżinsach, szpilkach i bluzce na cieniutkich ramiączkach i to bez stanika. Być może zbyt długo zacząłem się wpatrywać w miejsce zwane ,,przebywaczem” wisiorków, ale zwyczajnie inaczej się nie dało.
- Nie przeszkadzam?- Spytała tak delikatnie i cichutko, że aż bałem się, iż to tylko w moich myślach do mnie przemówiła. Taki głos nie pasował do jej stroju, ani fryzury bynajmniej.
- Ależ skąd. Proszę usiąść. Adam Paterson do usług.
Podałem jej dłoń na przywitanie. Uścisnęła mnie tak delikatnie, że muśniecie motyla byłoby bardziej wyczuwalne.
- Alicja Kava.
Usiadła na wskazanym przeze mnie miejscu. Oczy były w kolorze silnej czerni, to też przenikły mnie na wskroś. W ciemności można by powiedzieć, że przypomina kobietę bez oczu.
- Co panią do mnie sprowadza?
Odchrząknęła i zaczęła niepewnie rozglądać się po moim biurze. Wodziłem wzrokiem za jej spojrzeniem. Przeglądała najpierw regały z teczkami i inne szafki, gdzie były albo książki o samochodach, albo katalogi sprzedaży pojazdów i prawie ani razu nie zamrugała. Potem spojrzała na okno za mną, gdzie rozchodził się widok na prawie wszystkie samochody, które miałem w ofercie sprzedaży i na koniec spojrzała na biurko, a potem na mnie.
- Ładny pokoik. Wygląda na to, że lubi pan samochody- zagadnęła nieśmiało wciąż nie zdradzając powodu swojej wizyty.
Czy lubiłem samochody? Pewnie. Inaczej nie stałbym teraz we własnym salonie przeglądając w katalogu nowe roczniki Opla Omegi.
- To znaczy, lubię samochody, ale bardziej zajmuję się ich sprzedażą niż podziwianiem. Te auta nie są nowe. Ja je tylko doszlifowuję. Ale pasjonują mnie samochody najnowszych generacji. Rozumiem, że jeden z naszych pojazdów panią zainteresował?
- Chyba tak- odparła nieśmiało.- Ale wciąż nie potrafię się zdecydować.
O co tej kobiecie chodziło? Widok niczym z piekła rodem, a głos anielski. Zupełnie nie docierało do mnie to, co ona mówiła. Jakbym miał jechać mercedesem beczką, a czułbym się jak w limuzynie.
- Więc na jakim okazie pani oko przystanęło?
Nie potrafiłem nie patrzeć na jej włosy i oczy. Usta zdawały się mówić innym tonem, niż same na to wskazywały.
- Bo widzi pan, ja sam nie wiem. Niby oglądałam wszystkie samochody, ale jakoś tak nie potrafię określić, czy zielony by do mnie pasował…
Zielony? Wydawało mi się, że użyje jakiejś wypatrzonej marki samochodu, a nie koloru. Skąd ta dziewczyna się urwała?
- Zielony, ale co?
- No, samochód. Zielony samochód- odparła niepewnie.
Sam musiałem odchrząknąć, bo rozmowa zaczynała się nieco komplikować. Ta dziewczyna była dla mnie zupełnym zaprzeczeniem samej siebie. To jakby jeść jabłko, a powiedzieć, że smakuje jak pomidor.
Zupełny bezsens.
- A to nie zastanawiała się pani nad marką samochodu, tylko nad kolorem?
Pierwszy raz przyszedł do mnie ktoś tak dziwny i prosił o wybór koloru samochodu, a nie markę. Nawet patrząc na nią, ciężko było określić, czy to ma być tani samochód, czy droższy, bo równie dobrze wyglądała dziwnie, mówiła jeszcze dziwniej, więc może zgrywała niezależną finansowo, a tak w ogóle przeliczała każdy grosz.
W mojej pracy często bywało tak, że klient najpierw samochód oglądał, a potem wytykał mu niedoskonałości, że a to blacha jest źle pomalowana, a to był bity, choć doskonale wiedziałem, że nie był, a tak naprawdę poznając cenę albo szybko go brał, albo stękał jeszcze bardziej. Jednak każdego z nich dało się wyczuć i wiedziałem, z kim mogę jeszcze po negocjować, a na kogo uważać.
Ta kobieta przeginała wszelkie marginesy.
- Ach- machnęła ręką.- Już sama nie wiem. Być może wcale nie powinnam kupować żadnego samochodu.
Nagle w oka mgnieniu wybuchła płaczem i ukryła swoją twarz w dłoniach. Cholera, co tu się działo? O co tej kobiecie chodziło? Przyszła nie wiadomo skąd i gadała od rzeczy, a teraz zanosiła się płaczem.
- Przepraszam- powiedziałem i wstając od stolika położyłem jej swoją rękę na jej ramieniu.- Czy czymś panią zraniłem? Jeśli sobie pani życzy, to możemy dobrać kolor samochodu do pani wyglądu…
Cholera, co ja w ogóle wygadywałem? Dobrać kolor do wyglądu? Kim ja u licha byłem, żeby gadać takie beznadziejne głupstwa? Tej kobicie być może potrzebny był psycholog, a nie sprzedawca samochodów używanych. Pech jednak chciał, że przyszła z tym do mnie, a ja nijak nie potrafiłem się zachować w takiej sytuacji.
- Ja… ja przepraszam- chlipała.- Nie powinnam była tu przychodzić. Nie powinnam była słuchać Kamili, ani przebierać się w to całe gówno! Przecież to zupełnie nie jest mój styl. Świat jest taki okrutny! Gdyby nie ten pieprzony samochód, Antony by żył!
Nic nie rozumiałem z tych słów. Zabrałem jednak swoją rękę z jej ramienia i wyciągnąłem ją w kierunku telefonu. Chciałem zadzwonić po karetkę, bo kobieta płakała tak, że aż chwilami brakowało jej tchu. Bałem się, że może tym płaczem sobie coś zrobić, ale gdy tylko zerknęła, gdzie sięgam prawie natychmiast podniosła się i postarała uspokoić.
- Proszę nigdzie nie dzwonić. Już sobie stąd idę.
Gdyby na moim polu pracy coś jej się stało, jeszcze wezwaliby mnie do sądu na sprawę, więc może lepiej by było, gdybym najpierw ją uspokoił, a dopiero potem wypościł. Nie chciałem, aby cierpiała, ale też wątpiłem, że uda mi się jej pomóc.
- To znaczy…, ja tylko chciałem dać znać swojej sekretarce, aby przyniosła pani jakieś chusteczki- skłamałem, ale przekonywująco.
- Wystarczy, że poda mi pan jedną z tych z pod pana biurkiem- wymamrotała ścierając resztki łez z policzka.
- Dobrze- odparłem speszony.- A skąd pani wiedziała, że akurat są tam?
Głupie pytanie, ale dla mnie zupełnie oczywiste. Rzadko, kto wiedział, gdzie trzymam chusteczki higieniczne, a ona przecież była tu pierwszy raz, więc mnie nieco ta wiedza przeraziła. W dzisiejszych czasach nie trudno było o oszusta, czy też włamywacza, który wpierw poznawał teren, a potem brał, co mu było potrzebne, lub co się opłacało.
- Proszę spojrzeć w okno- wskazała palcem.- Odbijają się w szybie. Razem z pana teczką i kubkiem awak.
Szybko spojrzałem na okno, gdzie faktycznie cały obraz zawartości z mojej strony biurka był dla kogoś naprzeciwko siedzącego widoczny.
- Nie awak, tylko kawa.- Wyjąłem swój kubek z pod stolika jeszcze brudnego od porannej kawy.
- W szybie odbijało się od tyłu- rzekła usprawiedliwiająco.
- No tak.
Podałem jej pudełko chusteczek, gdzie bez wahania sięgnęła po dwie i zaraz wydmuchała swój nos. Potem schowała je do swojej kieszeni i usiadła tam gdzie była na początku, czyli naprzeciwko mnie. W tej chwili nie miałem wątpliwości, że moje wahania odnośnie jej wieku były uzasadnione. Najpierw wyglądała na kobietę, bo nie płakała, ale teraz, będąc cała we łzach przypominała mi małą dziewczynkę, która potrzebuje przytulenia. Ot, małe dziecko, które jedynie nakryło się warstwą dorosłej skorupy.
- Przepraszam. Pan mnie nie zna, a ja narobiłam takiego zamieszania.
Małe obwódki wokół oczu nieco się zaokrągliły. Twarz, wcześniej barwy jasnej niczym porcelana, przybrała znikomą ilość różu w okolicy policzków. Zupełnie, jakby właśnie przed chwilą go sobie nałożyła. Paznokcie miała równo przystrzyżone, pomalowane bezbarwnym kolorem. Ot, zadbana panienka.
- Nic się nie stało. Widocznie widok moich samochodów zadziałał na panią …- poszukałem w głowie odpowiedniego słowa.- Impulsywnie.
Zaśmiała się przez łzy.
-Zabawne, ale ja nigdy nie byłam impulsywna. Zawsze musiałam kilkakrotnie wszystko sobie przemyśleć, zanim cokolwiek zrobiłam. Oprócz tego- wskazała na swoje ubranie.
-A coś z nim nie tak?
Pytaniem sam wkopałem się w dalszą rozmowę, którą już dawno powinienem był zakończyć. Coś mi jednak w tej dziewczynie nie pasowało i przeczucie mi mówiło, że jeszcze nie raz ją tu zobaczę.
- No tak. Chyba nie da się nie zauważyć tych dziur- wskazała na dżinsowe spodnie ze świeżo wyciętymi otworami.-  I włosów - które sam zauważyłem, że ktoś maszynką wygolił niedawno, bo nie wyglądała w nich zbyt pewnie. - O butach nie wspominając. Bo wie pan, na co dzień tak nie wyglądam. To znaczy nie wyglądałam, póki…
O nie, tylko błagam, nie płacz mi znowu!
- Póki coś się nie stało, prawda?
Lepiej coś mówić, niż czekać na jakąś reakcję. Zawsze wtedy istnieje szansa, że osoba sama się rozmyśli i przestanie o sobie opowiadać, ale oczywiście to był tylko teoria.
- Proszę nie mówić do mnie pani, dobrze? Jestem Alicja, Alicja Kava.
- Dobrze. Fajne nazwisko. Przypomina mi o kawie, której dawno nie piłem- dodałem dla rozluźnienia atmosfery. Przez nią sam czułem się skonsternowany.  
W końcu się uśmiechnęła. Poczułem nagłą ulgę, że może jakoś dobiegniemy końca rozmowy i będę mógł zacząć kończyć resztę swojej roboty. Odruchowo spojrzałem na zegarek. Była trzynasta dwie. Do piętnastej zostało jeszcze sporo czasu. I nie wiem, czy na to stwierdzenie mi ulżyło.
- Ale, pisze się przez v, nie przez w.
- To zupełnie jak ta pisarka Alex Kava.
- Czyta pan książki?
- Ja?- Spojrzałem na nią zdziwiony.- Nie, moja żona czyta. Ma ich pełno, ale wciąż domaga się więcej. Nieraz zapomina o obiedzie, jeśli jakaś książka bardzo ją wciągnie, ale zawsze możemy zamówić sobie pizze.
Zatkało mnie. Obca kobieta, no dobra, dziewczyna, a ja spowiadam się jej z mojego małżeńskiego życia. Co ona takiego w sobie miała, że postanowiłem się jej zwierzyć? Pracowałem w tej firmie już od dziesięciu lat, zmieniając oczywiście stanowiska, bo zaczynałem od parkingowego, ale nikomu nigdy nie opowiadałem o swoich problemach, ani życiu. Aż bałem się pomyśleć, co by było, gdybym wygadał się o niespełnionym dziecku.
- To fanie. Ja też czasem czytam, choć teraz nieco więcej, niż kiedyś, gdy był Antony- znów się zamyśliła.
- To twój chłopak?- Zapytałem znienacka sam siebie zaskakując.
Pokiwała głową, że tak, choć potem, że nie. Ciężko mi było ją zrozumieć.
- Antony zmarł trzy lata temu. Potrącił go samochód, gdy jechał mi się oświadczyć. Jechał rowerem, a tamten kierowca wpadł na niego z tyłu, jakby go nie zauważył. W pobliżu jego ciała znaleziono pierścionek zaręczynowy.
Kilka ciężkich łez spadło jej na spodnie, ale ich nie wytarła. Znów podałem jej opakowanie chusteczek, które przyjęła ze skinieniem głowy, po czym wydmuchała nos.
- Od tamtej pory jestem sama. Mam koleżanki, na przykład taką zwariowaną Kamilę, która to właśnie wymyśliła, że jeśli przerobię się na punka, to szybko zapomnę o Antonym. Powiedziała, że powinnam postarać się o samochód i być niezależna, bo inaczej nigdy nie spotkam tej właściwej osoby. Nie rozumie tylko tego, że ja nikogo nie szukam. Ja wciąż go kocham, choć minęły już trzy lata, dwa miesiące i trzy dni.
Wzruszyła mnie tymi słowami. Nie jeden człowiek po miesiącu otrząsa się i zapoznaje inne osoby, a ona przeszło trzy lata wciąż kocha kogoś, kto nigdy już do niej nie wróci.
Żeby mnie ktoś tam mocno kochał.
- Nie wiem, co mam ci teraz powiedzieć.
- To nie ważne. Wysłuchał mnie pan, a to wystarczy.
Wzruszyła mnie szczerość tej dziewczyny. Była niczym zagubiony Anioł, któremu los nagle odebrał skrzydła. Szybko zapałałem do niej przyjaźnią, choć wciąż była mi obca.
- Adam- powiedziałem i wyciągnąłem do niej dłoń po raz drugi.
- Co?
- Jestem Adam. Teraz chyba możemy już przejść na ty?
Uśmiechnęła się, a mnie w końcu zrobiło się lekko na duszy.
- Alicja- odparła wciąż trzymając moją dłoń.- Ale wolę, jak mówią na mnie Ala.







Nie lubię jak do mamy przychodzą koleżanki. Mówią, że jestem słodki i wszystkie chcą mnie przytulać, a ja tego nie chcę. Nie, dlatego, że mi to przeszkadza, ale dlatego, że gdy to robią prawie wszystko mnie boli bardziej. Kładą mnie na przykład na swoich kolanach i opierają swoje ręce o moje kolanka, przez co chce mi się płakać. One śmieją się, myśląc, że są dla mnie miłe, ale tak naprawdę, to naciskają na moje siniaki. To tak bardzo boli.
Raz, gdy przyszła do niej taka chuda dziewczyna, mama powiedziała jej, że umiem już mówić ładnie, kiedy tylko zechcę. Zdziwiona dziewczyna zapytała mnie, czy podoba mi się jej bluzka, a ja kiwnąłem głową, że tak, bo zaraz za nią mama też tak kiwała głową. Ale ona chciała ode mnie odpowiedzi. Nie mogłem jej przecież powiedzieć tego całym zdaniem, bo choć w głowie to mówiłem, to jednak ustami mi nie wychodziło. Ale powiedziałem, że tak.
- No dalej, powiedz to całym zdaniem- zachęcała mnie mama.
- Tak, doba- powiedziałem, bo tylko tyle umiałem.
- Całym zdaniem się mówi- nalegała mama, choć wiedziała, że nie umiem jeszcze wszystkiego mówić.
- Doba, badzio doba- znów powtórzyłem, ale tylko ta jej koleżanka się skrzywiła.
- Widocznie mnie nie lubi- wzruszyła ramionami i poszła do pokoju, gdzie siedział tata.
- Jesteś taki niewychowany- powiedziała mi mama na ucho i ciągnąc za nie bardzo mocno, zaprowadziła mnie do mojego pokoju, który nazywałem ,,strasznym kątem’’. Oczywiście nazywałem go tak w myślach, bo tego też bym nie wypowiedział, ale to wystarczyło, abym znów posikał się ze strachu. A może i z bólu też? Tego już nie byłem w stanie stwierdzić.
Za zamkniętymi drzwiami mama dała mi dwa kopniaki w pupę i mocno przygniotła mi szyję. Powiedziała, że następnym razem mam być milszy do jej koleżanek i gdy mnie pościła, dopiero złapałem oddech.
Za co ona mnie tak karze?

582 czyt.
100%32
Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2791 słów i 14809 znaków.

2 komentarze

 
  • AnonimS

    AnonimS · 17 gru 2018

    Ludzie  jak się zaczną bezkarnie znęcać to potem tylko eskalacja

  • AlexAthame

    AlexAthame · 29 paź 2018

    Ciekawe jak się to skończy. Wciągające. Zdajesz sobie sprawę ze mama każdemu normalnemu człowiekowi juz podpadła