To ja już sam zacznę płakać cz. 34

Cz. 34
Tamta chwila na zawsze zmieniła moje życie. Wprowadziłam się do niej zaraz po wypiciu herbaty. Staruszka zmarła w następnym tygodniu zostawiając mi dom i swoją polisę. Pochowałam ją tak, jak sobie tego życzyła. Spaliłam jej ciało i wraz z urną wysypałam jej prochy do pobliskiego stawu, gdzie utonął jej mąż. Urnę też tam zostawiłam, tak jak sobie tego życzyła. Zadbałam o dom stając się czytelnikiem jej biblioteczki i jedyne, czego wtedy nie zrobiłam, wciąż pozostawało niesprawdzone.
Jej polisa.
Przecież kobieta, z którą mieszkałam niecały tydzień zostawiła mi swoją polisę, która miała mi pomóc stanąć na nogi. Przez to wszystko zupełnie o niej zapomniałam.
- Wciąż pani wspomina?- Zapytała kobieta, o której znów zapomniałam.
- Już nie- zarumieniłam się na pewno, bo niezwykła fala gorąca oblała mnie od środka. Nie wiem, czy użycie, czy też sprawdzenie polisy kobiety, z którą mieszkałam byłoby w porządku, ale czy miałam teraz inne wyjście? Przecież na łożu śmierci obiecałam jej, że dobrze zajmę się jej domem.
- Więc ile pan ceni za ten regał?
- Najmocniej panią przepraszam, ale właśnie sobie o czymś przypomniałam. Nie pogniewa się pani, że muszę na chwilę wyjść?
Pomruczała niezbyt przyjemnie, ale zabrała moją, a już jej walizkę, którą dałam jej w prezencie i w chwilę potem, szybkim krokiem poszłam po małą skrytkę, którą wciąż trzymałam w szafie pod ubraniami i wyjęłam jej zawartość. Koperta wyglądała na nietkniętą. Odpieczętowałam ją natychmiast i przeczytałam jej zawartość.
Droga Marzenko!
Gdzie żeś ty się poniewierała przez tyle czasu? Przecież prosiłam cię, abyś zajrzała do tej koperty zaraz po moim pogrzebie, a nie teraz! Nie wiem, wciąż muszę ci wszystko tłumaczyć. Za dobra jesteś dla tego świata i to twoja wina, pamiętaj. Mam nadzieję, że trójka, czy też piątka twoich dzieciaczków już zdążyła zdemolować mi mieszkanie, którego teraz jesteś właścicielką, inaczej biada ci, bo nie każdy ma okazję spotkać kogoś takiego jak ty, gdy jest jedną nogą już w grobie.
Do rzeczy!
Sprawą z polisą zajmie się mój prawnik Janusz Kilecki, który nie jest już taki młody, więc musisz się spieszyć. Jedź do niego ze swoim dowodem tożsamości, a on zrobi resztę. Na pytanie ile chcesz wypłacić odpowiedz mu, że cały regał książek, bo po tym pozna, że ty to ty. Gdybyś odpowiedziała inaczej, będzie zmuszony zatrzymać pieniądze przez miesiąc i dopiero po tym okresie możesz próbować po raz drugi, ale już hasłem keżąisk łager yłac. I nie jest to bez sensu, bo to tylko hasło w odwrocie. I nie dziw się tak bardzo, bo ja nie pytam, dlaczego ty wciąż wspominasz swoje dzieciństwo.
Tak, więc spadaj, póki masz czas.
A!  
Zapomniałabym ci podać jego adres. Janusz Kielecki mieszka w Turku na ulicy Browarnej 15. Jest łysy, stary, ma sztuczną szczękę, ale wciąż jest dobry w te klocki. Tego jednak mu nie mów, bo się obrazi. Wciąż pamiętam, kiedy byliśmy w autobusie, a mu nie chciał się podnieść. He, He. Ale tego też mu nie mów. Tak, więc spadaj i leć moja droga ku szczęściu swojemu!
Twoja staruszka Gertruda Paja(Gerdi)

Zamknęłam kopertę praktycznie ze śmiechem na ustach. Moja kochana Gerdi, choć po śmierci, a wciąż potrafiła mnie zaskoczyć. Zmówiłam za nią krótki pacierz, bo ona sam nie lubiła tych długich i zaraz potem włożyłam kopertę do torebki i zamknęłam drzwi. Zamówiłam taksówkę, bo wciąż miałam pieniądze za sprzedane ubrania, które wcisnęła mi ta kobieta, i w chwilę potem taksówka wiozła mnie do Janusza Kieleckiego, który był kluczem do mojego, szczęścia?  

275 czyt.
100%2
Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 694 słów i 3760 znaków.

Dodaj komentarz