To ja już sam zacznę płakać cz. 28

Cz. 28
                  Obecnie…




Przypomnienie tamtych chwil okazało się dla mnie zbyt bolesne. Nie świadom rozpłakałem się wciąż tuląc do siebie Angel. Córcia usnęła, a ja nawet tego nie zauważyłem. Ucałowałem jej czółko i delikatnie ułożyłem do łóżeczka
- Zawsze będziesz mogła na mnie liczyć Aniołku- powiedziałem szeptem i zanim wyszedłem z jej pokoju, starłem rękawem ociekające łzy.
Wybacz Kubusiu, że zawiodłem. Wybacz mi wszystkie bóle, których od niej doznałeś, a których ja nie widziałem. Kochałem cię synku, wierz mi i nadal kocham. Angel też kocham i wiesz, co? Gdy dorośnie, kiedyś jej o tobie opowiem.
Obiecuję.





Dzień, w którym spotkałam mojego wybawcę, był najlepszym dniem, jaki mnie w życiu spotkał. Przyznam, że spodziewałam się u siebie samych starszych facetów i nigdy nie liczyłam na kogoś młodego, komu mogłabym się spodobać.
Tamtego dnia, gdy miał przyjść specjalny gość, starałam się wypaść jak najlepiej. Obiecałam nawet sobie, że postaram się tak bardzo, jak tylko będzie to możliwe, aby zdobyć serce tak ważnego gościa.
Wymyta i pachnąca czekałam na niego przed łóżkiem ze spuszczona głową. Dlatego pierwsze, co zobaczyłam, to ładne lakierowane buty i czarne garniturowe spodnie.
- Masz panie godzinę!- Oznajmiła matka i wyszła z pokoju zamykając go wcześniej na klucz.
Gość podchodził do mnie wolno, a ja wciąż stałam w tym samym miejscu. Podnosząc głowę coraz wyżej ujrzałam na spodniach pasek w kolorze ciemnego brązu i dalej ładną wyprasowaną koszulę gładką i białą. Sylwetka mojego gościa była nadzwyczaj szczupła, a ręce bardzo długie i chude. Pod szyją znajdował się krawat, a dalej…
- Witaj- powiedział zaskakując mnie tym, bo nikt nigdy do mnie nic nie mówił.
Skłoniłam się tylko pamiętając o tym, że matka zabroniła mi cokolwiek powiedzieć.
- Nie gniewasz się na mnie za to, że tu przyszedłem?
Miał taki melodyjny głos i tak młodzieńczy wygląd. Na oko określiłam go, jako dwudziestoparolatka, być może dżentelmena, który olśnił mnie szafirowymi oczami, szerokimi ustami i ciemnymi włosami nieco przydługimi. Pachniał piżmem i czymś jeszcze, co urzekało moje zmysły.
- Jestem tu pierwszy raz- powiedział szarmancko nie patrząc na mnie jak na przedmiot domowego użytku, tylko jak na kobietę, czy też dziecko, które się nią stawało.
Zamurowało mnie, że tak młody i piękny dżentelmen wybrał właśnie taki sposób na swój pierwszy raz, ale zdając sobie sprawę z dzisiejszych czasów, pewnie nie powinnam go oceniać. Nie znałam przecież tutejszych mężczyzn, tylko kapucynów i fajtłapów, którzy najpierw zrywali ze mnie ubrania, a potem wpychali mi obślizgłe fujary do ust i czekali na sztywny cud, który nie zawsze występował, bo potrafili przyjść upojeni trunkami.
On był inny.
- Zabroniono ci rozmawiać?- Zapytał, a ja tylko pokiwałam głową w przód.- Dobrze, więc nie będziemy rozmawiać.
Podszedł do mnie i najpierw pomasował mi rękę, na której zauważył ślad od łańcucha. Pocałował to miejsce, a potem pokierował mną, abym się położyła. Następnie wycałował moje obie nogi, na których niestety znajdowały się łańcuchy i gdy usłyszałam dziwne klik, zdziwiłam się, bo odpiął mi łańcuch najpierw ten z jednej nogi, a potem ten drugi. Potem podniósł mnie za ręce i zaczął całować jak kochanek, a nie jak ktoś, kto przychodzi sobie poużywać.
Po raz pierwszy ktoś najpierw pocałował mnie w usta, czoło i znów w usta sprawiając mi taką przyjemność. Lekko rozchylił moje ramiączka od sukienki i pozwolił, aby samowolnie opadły na dół wraz z moją koszulka.
Dotykał mnie. Pieścił moją szyję, ramiona, potem znów mnie całował. Nie wiem nawet, kiedy opadliśmy na łóżko i kiedy zaczęłam go obejmować z przecudowną rozkoszą, której nigdy wcześniej nie zaznałam.
Ten mężczyzna nie wykorzystywał mnie, tylko się ze mną kochał. I to zamiast ja jego zaspakajać, to on pieścił mnie całą, sprawiając mi nieskończoną listę orgazmów, które zaczęłam poznawać.  
To on rozpalił we mnie ogień, który płonął, gdy był blisko mnie.
Zakochałam się.  
Nie potrafiłam tego nazwać, ale serce biło mi tak mocno, że zapragnęłam, aby przychodził do mnie codziennie. Pragnęłam go. Pragnęłam go nie tylko do kochania się, ale i do przytulania, czy też do pocałunków, które sprawiały, że przy nim czułam się bezpieczna.
- Muszę już iść- szepnął, gdy po skończonej miłości pocałował mnie namiętnie i przeprosił, że musi niestety założyć mi te łańcuchy.
Nic mu nie odpowiedziałam, tylko patrzyłam na niego z rozkoszą i pomogłam mu się ubrać. Poprawiłam mu koszulę, bo przekrzywił mu się kołnierzyk i nagle zapragnęłam to robić codziennie.
- Gdy wyjdę udawaj, że cię biłem, dobrze? Twoja szefowa nakazała mi na koniec cię zbić, ale nie potrafiłbym tego zrobić. Połóż się na podłodze i być skulona, aby sądziła, że się na tobie wyżyłem.
Pokiwałam głową na znak aprobaty i zaraz położyłam się na podłodze nie przestając na niego patrzeć.
- Wrócę tu- szepnął i zapukał dwa razy w drzwi. Odwróciłam się od niego tyłem i skuliłam jak nakazał, odgrywając po raz pierwszy rolę poturbowanej, choć chciało mi się śmiać i cieszyć ze swojego szczęścia. Zamknęłam oczy i starając się, abym wypadła wiarygodnie, przypomniałam sobie chwile, gdy pozwoliła mnie wykorzystywać kilku chłopom na raz i śmiała się z mojego poniżenia. Scena w mojej głowie natychmiast stała się realna i nie potrafiłam już powstrzymać swoich łez.
Mój widok musiał zadowolić matkę, bo nic nie dodała, tylko ze śmiechem zamknęła mnie z powrotem na klucz.
Zakochałam się.  
Naprawdę zakochałam się w tym mężczyźnie.
On, jako pierwszy był dla mnie dobry i dla niego pierwszego zapragnęłam żyć.
Miałam nadzieję, że tym razem los się do mnie uśmiechnął.

332 czyt.
100%31
Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1117 słów i 6048 znaków, zaktualizowała 25 mar 2019.

1 komentarz

 
  • AnonimS

    AnonimS · 23 mar 2019

    Nadzieja matką... Pozdrawiam