To ja już sam zacznę płakać cz. 26

Cz. 26
Marzena
Adam nie potrzebnie przysłał do mnie Alicję. Przecież nie obraził mnie niczym, ale ona uparcie przepraszała mnie raz za razem. Gdy w końcu powiedziałam jej, że przyjmuję przeprosiny, dała mi spokój i zaproponowała wspólne zakupy. Jakby mi tego tylko było trzeba. Wiedziała przecież, że byłam bez grosza, ale chyba nie chciała mnie obrazić. Zresztą, Ala była za dobra, aby móc obrazić kogokolwiek.
- Wiesz, kiedy byłam mała, marzyłam o takich ubrankach- powiedziała mi niespodziewanie, gdy oglądaliśmy sukienki dla Angel.
- Ja nawet nigdy nie miałam podobnych- powiedziałam nie chcąc, aby drążyła ten temat. Tamte czasy minęły i nie chciałam, aby ktoś mi je przypominał. Nawet ktoś tak dobry, jak Alicja.
Ona jednak nie zamierzała kończyć tego tematu.
- Wiesz, że gdy byłam mała uważałam, że jestem chłopcem?
Zaskoczyło mnie to, ale choć starałam się zrobić obojętną minę, jej słowa sprawiły, że coś w środku mnie pękło.
- Chyba każda mała dziewczynka uważa sie za chłopca. A zwłaszcza takie, które często przebywają w ich towarzystwie.
- Być może. Ja nie miałam w życiu tak dobrze, jak ty. Nigdy nie mówiłam tego nikomu, nawet Adamowi, ale matka od zawsze mnie biła. Czasami nawet miałam ochotę umrzeć.
Cisza stanęła między nami. Była tak niezręczna, jak sytuacja, w której się znajdowaliśmy. Tak prawdę powiedziawszy nigdy nie interesowało mnie życie innych. Sama za młodu musiałam dbać o siebie, choć gdybym pewnie sama się zapytała, czy poszło mi dobrze, odparłabym NIE. Bo nigdy nie było dobrze. Ale też nikt nie musiał o tym wiedzieć.
- Mogę ci zaufać?- Spytała mnie tak nagle, że aż zabrakło mi śliny w ustach.
- Chyba tak- powiedziałam trochę za bardzo spokojnie, bo spojrzała na mnie z pod oka.
- Wiesz, że noszę w sobie tajemnicę, o której nikt, ale to nikt na świecie nie wie?
Odłożyła sukienkę i wzięła do ręki inną taką żółtą w białe kropeczki.
- Chyba każdy z nas ma jakieś tajemnice. Wiem, że każdy z nas ma jakieś tam brudy, których lepiej nigdy nie wymiatać spod dywanu. To śliczna sukienka.
- Też tak myślę. Wezmę jeszcze tylko trzy pary rajtuzów i możemy iść do jakiejś małej knajpki, gdzie nikt nas nie będzie podsłuchiwał.
Nie wiem czy chciałam poznawać tajemnice Alicji. Nie miałam nawet pojęcia, jakie nosi sekrety, bo nigdy mnie to nie obchodziło. Nie wiem nawet, czy ją lubiłam, bo gdy rozmawiałyśmy o Adamie miałam ochotę ją udusić, aby tylko móc samemu z nim być. Jednak, gdy tematami naszych rozmów były rzeczy inne, okazywało się, że miałyśmy dość dużo ze sobą wspólnego.
Żeby nie męczyć jej aż tak bardzo, poszłyśmy do ,,Gustawa’’, gdzie w barze podawali starodawne jedzenie, takie jak grochówka, kopytka, rosół, czy też barszczyk. Ala zamówiła dla nas porcję frytek ze schabowym i wbrew moim protestom zapłaciła zanim zdążyłam zareagować. Usiedliśmy przy ostatnim stoliku, na którym stał obrus w kwiaty, a na nim wazonik ze sztucznymi kwiatkami i dwie świece. Sądziłam, że poczeka, aż kelner przyniesie nam jedzenie, ale ona nie potrafiła już dłużej usiedzieć w miejscu i zaczęła mi się zwierzać.
- Ale obiecaj, że na pewno Adam nigdy się o tym nie dowie.
- Obiecuję. Wybacz, że się wtrącę, ale sądziłam, że nie macie przed sobą tajemnic.
Musiałam to powiedzieć, bo inaczej nie wiedziałabym, czy to, co zamierza mi wyznać jest szczere, czy tylko sprawdza, czy nie puszczę pary z ust.
- Bo, nie mamy, ale to go nie dotyczy. To bardziej jest z mojej przeszłości. Nikt nie wie, co mi się przydarzyło. Tylko Antony wiedział, ale go już nie ma.
Gdy powiedziała imię swojego zmarłego chłopaka, aż dech mi zaparło. Wcześniej tylko raz na początku ich znajomości wypowiedziała to imię. Podobno ustalili z Adamem, że nie będą wracać do swoich przeszłości, gdyż zbyt wiele bólu to im by przyniosło. Ja uważałam, że właśnie powinni sobie opowiedzieć o wszystkim, aby poznać się najlepiej i wiedzieć, kiedy coś ich trapi, lecz to było tylko moje skromne zdanie. Oni, jako małżeństwo myśleli inaczej, a ja, jako ich koleżanka musiałam to uszanować.
Kelner przyniósł picie zapewniając nas, że zaraz poda resztę zamówienia. Podziękowaliśmy mu skinieniem głowy i odszedł.
- Ale dlaczego chcesz coś tak ważnego opowiedzieć właśnie mnie? Przecież nigdy z niczego mi się nie zwierzałaś. Chodziłyśmy razem na zakupy, plotkowałyśmy, ale nie sądziłam, że zechcesz podzielić się ze mną swoimi tajemnicami.
Była to najszczersza prawda i chciałam, aby wiedziała, co o tym myślę.
- Wiem, ale wydaje mi się, że jestem ci winna przeprosiny.
- Mnie? Ale dlaczego? Przecież nic złego mi nie zrobiłaś.
- No niby nie- pokręciła głową.- Ale wybacz, że źle cię oceniłam. Nie chciałam tego, uwierz mi, ale po prostu…- urwała.
- Po prostu, co?
- No, po prostu nigdy nie spotkałam nikogo takiego jak ty. Teraz wydaje mi się to zabawne, ale wtedy był taki okres czasu, że byłam o ciebie zazdrosna. No wiesz, jak kobieta o kobietę. Wydawało mi się nawet, że podkochujesz się w Adamie.
Spojrzała na mnie znacząco, ale zaraz się roześmiała. O czym ona do diabla mówiła? Zaczynało mnie to już wkurzać. Najpierw pilnie musiała mi coś wyznać, a teraz coś tam mamrotała trzy po trzy, a ja za cholerę jej nie rozumiałam. Nie wiem, czemu, ale w tej różowej sukience wydała mi się teraz taka dziecinna i taka głupia. Gdyby nie fakt, że pod nią rośnie jej dziecko, pewnie bym jej coś na ten temat odpaliła.
- A dlaczego tak uważasz?
Kelner przyniósł nasze talerze i jako pierwsza wzięłam do ust frytkę, bo ręce mi się zatrzęsły z nerwów.
- Wiem, wiem- gestykulował rękami.- Już tak teraz nie myślę. I już nie jestem o ciebie zazdrosna, wierz mi. Po tym, jak odrzuciłaś od siebie tak przystojnego faceta jak Wojtek, wiem, co przed nami ukrywałaś. Ale nie musisz już nic udawać. Ja nikomu nie powiem, że jesteś homoseksualna.
Że niby, co?!
Zakrztusiłam się frytką, która jakimś cudem stanęła mi w przełyku. Zaczęłam kaszleć, bo tkwiła tam jak bąk na małpie, który nie ma zamiaru jej opuścić. Alicja wstała od stołu i zaczęła mnie oklepywać, choć zdążyłam już zwrócić na siebie całą uwagę gości.
Kiedy mi przeszło, podała mi szklankę soku i pogłaskała po głowie.
- Doceniam to, co robiłaś dla Adama. Wiem, że opiekowałaś się nim i byłaś mu jak siostra. Gdybyś była hetero już dawno byś go pocałowała, czy też zrobiła coś innego, ale ty tak nie potrafiłaś, bo po prostu on nigdy cię nie interesował. Dopiero od niedawna zdałam sobie z tego sprawę.
Gadała i gadała, a ja miałam ochotę schować się pod ziemię i już nigdy z niej nie wyjść. Może i ktoś brał mnie za gburkę, grubaskę, cz też idiotkę, ale jeszcze nikt nie wziął mnie za lesbę.
To było gorsze od fasolki z groszkiem na czczo. Właśnie zrobiła ze mnie lesbijkę, którą nigdy nie byłam. Matko, nawet mnie nigdy nie przeszło to przez myśl. A teraz zwyczajnie siedziałyśmy sobie przy stoliku, a ona zawalała mi cały świat. W głowie chodziło mi tylko jedno pytanie.
Czy Adam też tak myślał?
Czy dlatego nigdy się mną nie zainteresował?
- Czy gniewasz się na mnie?- Zapytała, a ja dopiero teraz zauważyłam, że wciąż się na mnie gapiła.
- Ja? No coś ty.
- To dobrze- powiedziała i dopiero teraz odetchnął z ulgą.- Bałam się, że mnie za to znienawidzisz. No wiesz, za to, że odkryłam prawdę. Czasami zastanawiałam się, dlaczego nie pragniesz mieć dziecka, ani nie masz chłopaka, ale teraz stało się to dla mnie jasne. Przecież kobieta z kobietą nie mogą mieć dziecka, bo niby jak? No chyba, że zrobią sobie zabieg sztucznego zapładniania, to wtedy mały, albo mała będzie mieć tylko dwie mamy, albo aż dwie mamy. A ty? Czy myślałaś kiedyś o sztucznym zapłodnieniu?
Boże! Skąd te pytania? Co to właściwie było? I dlaczego ja jeszcze tego nie zaprzeczyłam?
- Nie, nie myślałam- odparłam, choć kiedyś się nad tym zastanawiałam. Nie miałam jednak zamiaru aż tak jej się zwierzać ze swoich myśli, czy marzeń, bo wystarczył mi fakt, że właśnie stałam się lesbą, którą nigdy być bym nie mogła, bo moje serce przepełnia miłość do Adama. Jej męża i mojego najlepszego przyjaciela.  
Ale tego jej nie mogłam powiedzieć.
- A Adam też o tym wie?- Zapytałam z takim smutkiem w głosie, że mało mi serce nie pękło.
- No. Nie złość się na mnie, ale to jemu pierwszemu powiedziałam o moich podejrzeniach. I wiesz, co mi powiedział?
A czy to było teraz ważne? Moja miłość życiowa sądziła, że jestem odmieńcem, więc równie dobrze mógł mnie teraz przejechać samochód, a potem walec drogowy, bo tyle mnie teraz obchodziło moje życie.
- Co?
- Ok., powiem ci, ale błagam nie śmiej się, bo on nie znał prawdy. Powiedział mi, że kiedyś mu się podobałaś. Sądził nawet, że się w nim podkochiwałaś, a mu to pochlebiało. Powiedział też, że zawsze chciał mieć taką dziewczynę jak ty, ale jakoś los tak sprawił, że na drodze pojawiłam mu się ja i nawet dobrze, bo skoro jesteś lesbijką, to i tak nigdy byś z nim nie była.
Skończyła gadać, a mnie zachciało się wyć. Chciałam, aby przejechał mnie czołg, a potem poparzył ogień. Chciałam walić głową w ścianę i robić to tak długo, aż mi pęknie. Chciałam, aby kopnął mnie prąd, a potem ktoś wrzucił mnie do jeziora przywiązując do moich stóp stu kilogramowe kamienie, abym nigdy nie wypłynęła na powierzchnię i to nie ważne żywa, czy martwa. Chciałam, aby ktoś w tej chwili wpadł do tej knajpy i wymierzył we mnie pistoletem wyładowując na mnie cały magazynek naboi, a potem żeby wypłynęła ze mnie cała krew i wsiąknęła w tą wytartą podłogę.
- Marzena?
Spojrzałam w jej oczy, ale nie byłam pewna, czy widzę w nich ją, czy samą siebie dotykającą dna.
- Dobrze się czujesz?- Zapytała, a ja nie byłam w stanie jej o niczym opowiedzieć. Nawet nie mogłam zaprzeczyć temu, co o mnie pomyślała, skoro Adam już o tym wiedział. Nic nie mogłam. Siedziałam tylko i zamiast wziąć się w garść zaczęłam jeść te tłuste i wypchane skrobią pyrki, które obecnie przypominały moje ciało.
- Tak- powiedziałam, lecz tak mogło oznaczać teraz ,,TAK- jestem tłustym wieprzem, który jest w życiu nieszczęśliwy’’, lub ,,TAK- zjem te frytki, bo nic mi innego nie pozostało”, bądź ,,TAK- czuję się dobrze, tylko że jakoś tak serce zaczyna przestawać mi bić”.
-No to ok. Teraz powiem ci moją tajemnicę. Pamiętasz jak wspomniałam ci o Antonym?
Może tak, a może nie. Co mnie teraz obchodził jakiś Antony, skoro miłość mojego życia sądzi, że jestem lesbijką?
- No.
- Ale, na pewno nie powiesz nic o tym Adamowi?
- NA PEWNO- odparłam twardo.
- No, bo wiesz, co? Ja kiedyś jak byłam mała zostałam zgwałcona. Miałam może czternaście lat, gdy jakiś zboczeniec dopadł mnie, gdy wracałam ze szkoły do domu. Nie wiem skąd się znalazł, ani czy podjechał samochodem, bo uderzył mnie czymś twardym w tył głowy i zemdlałam. Potem obudziłam się w parku za szkołą, było już ciemno i wciąż dzwoniła moja komórka. Nie wiem jak, ani kiedy, ale odebrałam ją i odruchowo powiedziałam rodzicom, że jestem u koleżanki i zaraz przyjdę do domu. Na dole czułam się taka obolała i gdy zajrzałam do spodni zobaczyłam krew. Nie musiałam długo myśleć, aby wiedzieć, że zostałam zgwałcona. Oczywiście wstydziłam się tego, dlatego nic nie powiedziałam o tym moim rodzicom. Wytłumaczyłam się, że zagadałam się z koleżanką i gdy mnie odprowadzała nie zauważyłam lampy, na którą weszłam i przez którą miałam solidnego siniaka. Nigdy nie okłamałam swoich rodziców, więc mi uwierzyli. Potem jednak zauważyłam, że rośnie we mnie dziecko i wpadłam w panikę. Nikt przecież nie wiedział, że stało mi się coś złego, a ja nie bardzo wiedziałam jak mam to ukryć, no i co zrobić z dzieckiem. Nie musiałam długo się tym martwić, bo po pewnym czasie, gdy byłam u babci, dopadł mnie tak silny ból brzucha, że sądziłam, iż umieram. Pamiętam, że wypadłam wtedy z domu i pobiegłam do stodoły. Babcia podejrzewała, że jest ze mną coś nie tak i poszła za mną. Gdy zobaczyła mój brzuch starannie ukrywany za szerokimi bluzkami, natychmiast zerwała ze mnie spodnie i bez słowa przyjęła poród. Był taki maleńki i taki zimny. Nie wiem jak długo już we mnie nie żył, ale nigdy z nikim na ten temat nie rozmawiałam. Babcia też nie pytała, choć wiem, że nie raz chciała. Jakimś sposobem rozumiała mnie i pomogła mi się pozbierać. Zakopałyśmy go w lesie pod starym dębem. Zmówiłyśmy za niego modlitwę, a ja tuż przed włożeniem go do ziemi, bo owinęłam jego ciałko tylko ręcznikiem, nadałam mu imię Adam. Praktycznie, co roku, gdy babcia jeszcze żyła przyjeżdżałam do niej i razem szliśmy na grób mojego synka, który nigdy nie złapał pierwszego oddechu. Za dwa dni minie kolejna rocznica, odkąd go tam pochowałam. Wiem, że może proszę cię o zbyt wiele, ale bardzo bym chciała, abyś tam ze mną pojechała. Tylko na chwilkę. Zgodzisz się?
I co miałam na to powiedzieć?  



370 czyt.
100%21
Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2618 słów i 13486 znaków.

1 komentarz

 
  • AnonimS

    AnonimS · 20 marca

    Powinna powiedzieć ze nie jedzie. Bo to się na toksyczną znajomość zanosi... pozdrawiam