To ja już sam zacznę płakać cz. 2

Cz. 2
Adam
Nie wiem, ale chyba z naszym dzieckiem jest coś nie tak. Ciągle płacze i płacze, gdy tylko wchodzę do domu. Karolina mówi, że takie dzieci już są, że ciągle płaczą, bo wszystko chciałyby dostać, ale ja tam nie wiem. U innych kolegów z pracy dzieci są spokojne. Może i czasem zapłaczą, jak im coś jest, ale nie aż tak, jak Kubuś.  
Kurczę, a może on jest chory? Może się przeziębił i coś go boli w brzuszku, czy też gardełko ma zaczerwienione, a ja tego nie zauważyłem? Zresztą Karolina powinna wiedzieć, co mu jest. W końcu jest jego matką, a matki zawsze wcześniej wiedzą, co się dzieje z dzieckiem, zanim wystąpią prawdziwe objawy jakiejś choroby. Muszę z nią porozmawiać. Ale najpierw pojadę do sklepu i kupię coś dobrego na kolację. Karolina pewnie znowu upichci coś na ostatnią chwilę i albo przypali, albo nie dopiecze. Chciałoby się rzec typowa kobieta, ale nie wiem czy to do niej pasuje. Inne koleżanki z mojej pracy raczej nadążają ze wszystkim, choć mają po dwójce dzieci. Na dodatek one pracują, ich mężowie też pracują, a mimo to potrafią jakoś połączyć wszystkie obowiązki. Cóż, jak widać nie mam takiego szczęścia. Przynajmniej się z Karoliną nie kłócę. Gdy coś jej nie wyjdzie, nie drę się, bo to bez sensu. Jedzenie można jakoś przełknąć. Po co się awanturować?
Wjechałem do ,,Kropki’’, gdzie wszystko mogę kupić za jednym zamachem. Był to duży market, gdzie były rzeczy spożywcze, ogrodnicze, motoryzacyjne i nawet obuwnicze i takie z odzieżą. Jedyne, co mi się tylko w nim nie podobało, to fakt, że zanim doszedłem do spożywczego, musiałem najpierw przemierzyć wszystkie inne po kolei, bo ten był na końcu. Chwyt marketingowy.
Karolina lubi do niego przychodzić, bo wielokrotnie zamiast zrobić zakupy, kupiła sobie najpierw jakieś buty, czy bluzkę, a dopiero potem za resztę coś do lodówki.  
- A czy ty byś przeszedł obojętnie obok rzeczy, które były po pięćdziesięcioprocentowej obniżce? –  Tłumaczyła się jak zwykle, gdy zakupów było niewiele, a tych rzeczy zbędnych nazbyt dużo.
- No już dobrze, kochanie  -  machałem na to ręką, bo rozmowa była całkiem zbędna. I tak by tego nie oddała, a ja straciłbym kilka dni na kłótnie i awantury, których wcale nie chciałem przechodzić. W życiu były rzeczy ważniejsze, jak na przykład mój Kubuś, którego kochałem ponad wszystko. Nigdy bym go nie skrzywdził i nigdy nie pozwolę go skrzywdzić. Zbyt długo się starałem, aby go mieć. Karolina z początku nie chciała jeszcze dziecka, ale przecież oboje byliśmy już po trzydziestce, więc dla mnie i dla niej chyba też był to ostatni dzwonek, na co najmniej pierwszego bobaska. Potem, z czego się orientowałem, kobieta często nie donosiła ciąży, albo ją traciła już na samym początku. Aż nie chciało mi się o tym myśleć. Kubuś ma już trzy latka, więc może ją jakoś przekonam na kolejne dziecko.
Wezmę dwie duże zamrożone pizze ze wszystkimi dodatkami i jakąś kolejną książkę, to być może ją jakoś przekonam.
Wychodząc z działu spożywczego, natrafiłem na Marzenę. Akurat wchodziła do działu spożywczego. Marzena była naszą wspólną przyjaciółką, która mieszkała trzy budynki od nas. Miała około czterdziestu lat i nigdy nie widziałem jej z mężczyzną. Ma długie do pasa czarne włosy, czarne oczy i szerokie usta. Jest dość otyła, ale mi to nie przeszkadza. Najważniejsze, że zawsze mogę na nią liczyć. Znamy się od przeszło dwudziestu lat i nigdy nie zawiodła mojej przyjaźni. Kiedyś mieszkała z taką starszą panią Gertrudą Paja, ale staruszka umarła pozostawiając jej cały dom, który był jej własnością.
- O! Cześć Adaś! Widzę, że zakupy ci służą- zażartowała widząc dwie duże torby z zakupami.
- Jak najbardziej. Nie ma to jak szybki wypad do mądrego sklepu, w którym wszystko jest, tyle, że na samym końcu.
Marzena czasami wpadała do nas na kawę, lub zwyczajnie na plotki, które najwięcej radochy sprawiały mojej żonie. Czasami potrafiły gawędzić tak do późna w nocy i to mnie przypadło położenie spać Kubusia.
- No, ten spożywczy, to po prostu bajka. Tyle, że za siedmioma górami i siedmioma lasami- dodała z uśmiechem.
- Co prawda, to prawda. Teraz weź, niech ci braknie chleba do pracy, to, choć sklep za rogiem, to najwcześniej za godzinę jesteś z powrotem.
Zaśmialiśmy się. Marzena była zabawną kobieta i wciąż wolną. Miała czterdzieści lat, ale wyglądała na młodszą. Zawsze chodziła z rozpuszczonymi włosami i prezentowała swoje wdzięki niczym noc zapadając w pamięci. Czarne oczy dodawały jej tajemniczości, a szerokie usta zmysłowości. Praktycznie, gdyby ważyła z dwadzieścia kilo mniej, pewnie każdy facet by się za nią oglądał i już dawno usidlił w związku małżeńskim z piątką wspaniałych dzieciaków .
- A ty, po co wpadłaś? Szybkie zakupy, czy coś?
- Czy coś- zaśmiała się.- Zwyczajnie zrobiłam sobie dzień niekontrolowanych zakupów. Zawsze tak robię na początku miesiąca, żeby poprawić sobie humor. Jakieś ciasteczka, lody i wiesz. Brakuje tylko kogoś, kto po tym wszystkim posprząta- znów zażartowała, choć wiedziałem, co miała na myśli.  
Od pewnego czasu Marzena zdawała się być nieco zamyślona i smutna, choć w moim towarzystwie wyraźnie ożywała. Brakowało jej pewnie tej drugiej połówki, do której mogłaby przyjść z każdym problemem i który użyczyłby jej swojego ramienia do wypłakania swoich łez życia i samotności. Cóż jednak ja na to mogłem poradzić? Byłem w szczęśliwym związku z Karoliną, która dawała mi wszystko, co chciałem. No, może nie zupełnie wszystko, ale było ok.
- To może wpadniesz do nas na kolację?- Zasugerowałem niespodziewanie.- Kupiłem akurat dwie pizze rodzinne, więc sama rozumiesz, że nie damy rady ich zjeść sami.
Podrapała się po nosie i odrzuciła włosy do tyłu.
- Zobaczę, co da się zrobić kochanie- rzuciła, mrugnęła oczkiem flirciarsko i zniknęła. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Fajna była z niej babeczka. Ona to zawsze potrafiła poprawić mi humor. Niby samotna, a taka dzielna. Podziwiałem ją za to. Mogłaby tylko nieco schudnąć, bo stukilowa kobieta nawet barwnej urody, nadal wciąż była stukilową kobietą. Zastanawiałem się tylko, czy gdyby spotkała kogoś innego, kogoś, kto by się nią zainteresował, to czy zaczęłaby dbać o siebie i nieco schudła. Nie to, że mi to przeszkadzało, ale zwyczajnie, dla swojego zdrowia. Być może uda mi się coś tam napomknąć przy kolacji.





Odkąd pamiętam mama prawie cały czas mnie biła. Gdy nie chciałem spać dostawałem lanie. Gdy obudziłem się za wcześnie, też dostawałem lanie. Mogłaby mi przynajmniej powiedzieć, kiedy mam się obudzić, żeby się ucieszyła. Spałbym tak długo jak długo by chciała, a żeby tylko już przestała.
Dzisiaj znów miałem pecha. Nie pamiętam nawet, kiedy zasnąłem. W kącikach oczu było coś ostrego, co musiałem szybko z nich wyciągnąć. To chyba zrobiło mi się od płaczu. Jakby moje łzy zamieniły się w ostre kolce. Bolało, gdy wygrzebałem coś jasnego z oczu, ale potem było już dobrze. Pupa wciąż mnie bolała, ale nie to było najgorsze. Przed spaniem zapomniałem zrobić siku i teraz cała piżama była mokra. I łóżeczko też. Wystraszony spojrzałem na Pana Misia, który patrzył na mnie groźnie i już było pewne, co zaraz zrobi. Zaraz zawoła mamę, a ona mnie pobije. Chyba, że sam zdejmę kołdrę i ją przebiorę, a potem sam zmienię ubranie.  
Pan Miś wciąż na mnie patrzył, więc odwróciłem go tyłem. Wyszedłem przez wyciągnięte szczebelki i pociągnąłem za sobą kołderkę. Była ciężka, ale jakoś wyszła. Potem sam zdjąłem spodenki, ale zaklinowałem się, kiedy próbowałem zdjąć bluzkę przez głowę. Nie wiem, jakim sposobem wcześniej ją na głowę wcisnąłem, bo teraz za nic nie chciała zejść. Wyjąłem jedną rękę, ale przełożyłem ją tam, gdzie była dziura na głowę i teraz ani ręka nie chciała mi wyjść, ani głowa.
- Mama!- Krzyknąłem odruchowo, lecz zaraz szybko zatkałem sobie usta ręką. Co ja najlepszego zrobiłem! Po co ją zawołałem? Teraz przyjdzie i znów zacznie się koszmar…
O nie. Słyszę jej kroki. Gdzie mam się schować? Gdzie mam położyć posikaną kołdrę i piżamkę? Kto uwolni mi moją rękę?
I wtedy usłyszałem zgrzyt zamka. Drzwi się otworzyły i mama widząc, co narobiłem, zrobiła wielkie oczy.
A potem znowu mnie pobiła…

654 czyt.
100%11
Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1638 słów i 8675 znaków.

1 komentarz

 
  • AnonimS

    AnonimS · 17 gru 2018

    Ciężko komentować