To ja już sam zacznę płakać cz. 19

Cz. 19
Marzena
Wciąż nie potrafię w to uwierzyć. Dzisiaj Adam bierze ślub, na który mnie zaprosili. Mam być druhną tej młodej damulki, o co bardzo mnie poprosili. Nie domyślali się, że wsadzają mi nóż w plecy, bo serce właśnie samo pękło do końca, będąc już tyle razy rozrywane.
- To wspaniale, że się zgodziłaś- rzekła Alicja ściskając mnie za szyję.
- Nie ma za co- odpowiadam i silę się na uśmiech.
- Jesteś prawdziwą przyjaciółką- mówi Adam i również mnie ściska, co doprowadza mnie niechcący do łez.
- Bardzo się cieszę waszym szczęściem- odpowiadam, żeby ukryć prawdziwy powód moich łez i rozpaczy serca, którego nigdy im nie pokażę w całości.
- Och, jakaś ty beksa!- Żartuje Alicja i trąca mnie w bok.- Tylko mi nie mów, że też jesteś w ciąży!
Też?
Nawet nie ma pojęcia, jaką strzela właśnie gafę.
- Nie w moim wieku- mówię, lecz ciągnę jej wypowiedź.
- Czyli, że ktoś się tu będzie powiększał, tak?
Alicja wpada Adamowi w ramiona i całuje go na moich oczach. Odwracam głowę, bo taki widok jest dla mnie nie do zniesienia. Nie potrafię gapić się na inną kobietę, która całuje mojego mężczyznę. Mojego ukochanego i to od wielu lat.
Cóż jednak mam z tego, skoro nigdy mu tego nie powiedziałam? Może gdybym kiedykolwiek spróbowała…
Ale teraz jest już za późno…
- Jesteś w ciąży?- Pyta zaskoczony i uradowany Adam.- Naprawdę? Nosisz w łonie nasze dziecko?
- Tak kochany, tak! Miałam ci powiedzieć w czasie podróży poślubnej, ale nie potrafiłam dłużej ukrywać tego, wybacz.
- Od jak dawna wiesz?- Pytam udając, że jestem ciekawa. Że jestem ciekawa ile jeszcze męki zniosę, zanim na świecie będzie chodziło jedno z dzieci, które nigdy nie będzie moje. Ani nawet nasze.
- Och! Miesiączka spóźnia mi się już drugi miesiąc, ale jakoś tak wcześniej nie zwracałam na to uwagi- mówi onieśmielona. – Wczoraj byłam u lekarza i powiedział, że to już jedenasty tydzień.  
- Skarbie… jestem… jestem po prostu taki wzruszony…
Teraz Adam się rozkleił. Ja niechcący też, choć nie z tego samego powodu, co oni, bo im ta wiadomość przyniosła radość, a mnie ból. Alicja przytula nas obu i skacze jak małe dziecko, które właśnie zobaczyło nadjeżdżający pojazd z lodami.
- Tylko spokojnie- mówi Adam.- Skoro jesteś w ciąży, to powinnaś na siebie uważać- uspakaja ją słusznie.
- Wiem, moi kochani, ale nic nie mogę na to poradzić, że jestem taka szczęśliwa!
I oto ta właśnie wiadomość zalewa mnie przez najbliższe dwa tygodnie, w czasie, których płaczę nocami jak opętana, a w dzień jem wszystko, co popadnie. Po miesiącu moja waga sięga już sto dwa kilogramy. Wyglądam jakbym sama była w ciąży i to w ostatnim trymestrze. Wciąż zła i zrozpaczona wciągam teraz wszystko, nie zastanawiając się, czy mi to pomaga, czy bardziej szkodzi.  
Dopiero, kiedy jestem w sklepie z Alicją na zakupach, wszystko ze mnie wychodzi i mdleję.
Po raz pierwszy w życiu.






Adam
Co się dzieje z Marzeną? Praktycznie tyje na moich oczach i za każdym razem, gdy ją widzę wydaje się być większa i bardziej zmęczona. Ostatnio nawet zemdlała w sklepie z zabawkami dla dzieci. Całe szczęście, że Ala była z nią, bo nie wiem jakby to dla niej się skończyło.
Co się z nią porobiło? Jeszcze niedawno była taka radosna, a teraz sieje rozpaczą. Już nawet nie potrafi się uśmiechnąć, gdy ją odwiedzamy. Zmusiliśmy ją, aby zrobiła sobie wszystkie badania, lecz początkowo odmawiała. Dopiero, gdy zemdlała drugi raz, w końcu udało nam się ją zaprowadzić do lekarza.
Groziła jej cukrzyca i miała nadciśnienie. Serce nie pracowała już tak zwinnie, jak kiedyś, gdyż zwałki tłuszczu uniemożliwiały mu normalna pracę.  Marzena musiała jak najszybciej pozbyć się nadmiaru swojej wagi, jeśli chciała dożyć pięćdziesiątki.
- Co się z tobą dzieje?- Zapytałem ją pewnego dnia, gdy Ala miała wizytę u ginekologa. Była już w siódmym miesiącu ciąży i sama przytyła dwanaście kilo, ale wciąż była szczuplejsza niż Marzena.
- Nic. Powiedz raczej, co u was słychać- odpowiedziała odgarniając swoje wciąż długie, ale teraz przetłuszczone włosy. Od jakiegoś czasu przestała je myć i w ogóle przestała o siebie dbać. Nigdy taka nie była. I to mnie najbardziej niepokoiło.
- U nas jest wszystko dobrze, przecież wiesz. Ale mam wrażenie, że to z tobą dzieje się źle.
Przysiadłem się koło niej na wersalce, bo odkąd przybyło jej tuszy, fotele okazywały się być za szczupłe.
- Wydaje ci się- mruknęła biorąc do ręki schowanego pod poduszką batonika.
- Zostaw to!- Zabrałem jej i nie zamierzałem oddać.- Czy ty chcesz się do reszty wykończyć? Weź się w garść kobieto!
- Daj mi spokój- odpowiedziała, lecz wzrokiem poszukiwała tego batona. Bałem się, że nie jadła, dlatego, że była głodna, ale z powodu jakiś kłopotów, może zmartwień, o których nigdy nam nie mówiła.
- To ty daj spokój. Spójrz, co ty ze sobą robisz? Dlaczego wciskasz w siebie te paskudztwa, skoro lekarz wyraźnie ci powiedział, że nie wolno. Chcesz ze sobą skończyć? A nawet, jeśli tak, to powiedz mi, kto cię wciśnie w tą cholerną trumnę, co? I kto cię poniesie? Zastanawiałaś się nad tym?
- Odwal się- wydarła się ledwo potrafiąc wstać z wersalki.- Nie musisz mi ubliżać! Wiem, że jestem gruba! I, że zawsze taka byłam, ale nie masz prawa aż tak mnie obrażać!
Chyba przesadziłem, ale wydawało mi się, że Marzena potrzebuje wstrząsu, adrenaliny, która sprawi, że rzuci te paskudztwa i w końcu weźmie się w garść. Po dobroci nie pozwalała, więc została mi już tylko siła. Siła rzeczywistości.
- Marzena…
- Daj mi już spokój, dobrze?
Stała teraz odwrócona do mnie plecami, ale z ruchu ramion wyczytałem, że płacze.
- Idź już. Dajcie mi wszyscy spokój…- łkała.
Zrozumiałem, że popełniłem błąd. Marzena nie była jeszcze gotowa na wstrząs i teraz obawiałem się, że już nigdy nie będzie gotowa na zmianę. Przeze mnie. Jednak nie potrafiłem jej tak zostawić. I wtedy sobie coś przypomniałem…
Przypomniałem sobie, jak stała nade mną, gdy wymiotowałem z powodu przedawkowania alkoholu…
Przypomniałem sobie, jak przychodziła do mnie i starała się zapobiegać moim głupim zachowaniom, w których starałem się odebrać sobie życie…
Przypomniałem sobie, jak odcinała sznurek tuż przy mojej głowie, kiedy upity alkoholem chciałem się powiesić…
Przypomniałem sobie, jak waliłem w jej brzuch pięściami, kiedy wsadzała mi palce do gardła, gdy połknąłem kilka butelek przeróżnych tabletek…
Przypomniałem sobie, jak trzymała mnie za rękę, gdy odzyskiwałem pamięć w szpitalu zaraz po wypadku, kiedy to bezmyślnie rzuciłem się pod nadjeżdżający samochód…
Przypomniałem sobie, jak obiecała, że będzie moją przyjaciółką na dobra i na złe…
Właśnie sobie to wszystko przypomniałem…
- Wybacz, że cię skrzywdziłem. Przepraszam. Uwierz mi, że pamiętam teraz, jak ty opiekowałaś się mną, gdy ja tego potrzebowałem. Wybacz mi, że zamiast ja teraz tobie pomagać, staram się tylko ciebie pogrążyć. Nie taki miałem zamiar…
- Odejdź… proszę…
Podchodzę do niej i kładę jej rękę na ramieniu. Strząsa ją zaraz, gdy tylko jej dotykam i oddala się ode mnie w głąb pokoju.
- Powiedziałam wyjdź!- Krzyczy.
Wychodzę.
Bo nic nie potrafię już lepszego wymyśleć…

455 czyt.
100%31
Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1433 słów i 7566 znaków.

1 komentarz

 
  • AnonimS

    AnonimS · 1 mar 2019

    Strasznie nieogarnięty ten facet. Wkurza mnie. Jego bym wysłał po nauki do K... pozdrawiam