To ja już sam zacznę płakać cz. 16

Cz. 16
Adam
Minął już miesiąc od śmierci mojego syna, a ja wciąż płaczę po nocach. Nie potrafię w to uwierzyć, tak jak nie potrafię uwierzyć w to, że na ciele mojego syna było tyle złamań i zrośnięć. Jego ciałko było tak bardzo zdeformowane, gdy zrobili mu sekcję zwłok, że nie bardzo wiedzieli jak mi o tym powiedzieć.
A ja?
Jak mogłem nie zauważyć, że mieszkałem z kobietą, która każdego dnia katowała mojego syna. Jak mogłem nie dostrzec w jego oczach bólu, kiedy go przytulałem, a on nie miał na to ochoty. Sądziłem, że jest niewdzięczny, choć go nie osądzałem, a on zwyczajnie nie potrafił wytrzymać z bólu, bo albo miał coś złamane, albo strasznie poturbowane. I to przez własną matkę!
Teraz wiem, dlaczego nie chciała mieć więcej dzieci, choć czasem żałuję, że zdecydowaliśmy się na Kubusia. Gdybym był lepszym człowiekiem nie zgotowałbym mu takiego losu, jaki zgotowała mu własna matka!
Nienawidzę siebie!
Nienawidzę tej kobiety!
Chcę rozwodu!
Chcę jej śmierci!
I to w największych męczarniach, na jakie kogokolwiek stać!
Chcę, aby cierpiała tak jak on!
Chcę…
Tyle rzeczy chcę, ale wiem, że nic z tego nie da się wykonać. Ta potworna kobieta zabiła nie tylko mojego małego niewinnego synka, ale i sama popełniła samobójstwo w jego łóżeczku. Zbitym szkłem, najprawdopodobniej od lusterka, poprzecinała sobie tętnicę szyjną i przykryła się kołderką Kubusia.
Nie…
Nie potrafię o tym dłużej myśleć…
Sam chcę się zabić…
Myśl o śmierci prześladuje mnie każdego dnia. W każdej chwili, w każdej sekundzie, mam ochotę być bliżej swojego synka i w końcu bezboleśnie go przytulić. Chcę być razem z nim, czuć jego bliskość i uchronić go przed wszystkim. Chcę powiedzieć mu, że go kocham i zawsze kochałem. Chcę, aby wiedział, że zawsze był dla mnie najważniejszy i do końca życia najważniejszy będzie.
Miałem tylko jego…






             Część druga






Szpital Świętego Marka

Marzena
Wciąż nie potrafię tego zrozumieć. Jak on mógł targnąć się na swoje życie w miesiąc po śmierci swojego syna i żony? No dobrze, nikomu nie będzie szkoda Karoliny i wydaje mi się, że grzeszę wspominając nawet jej imię, a co dopiero nazywać ją żoną i matką.
Niektóre kobiety nigdy nie powinny mieć dzieci. A te, co je pragną, wciąż nie mogą ich mieć. Życie nie jest sprawiedliwe. Nic, co się dzieje w życiu nie może być sprawiedliwe, skoro Bóg pozwala, aby takie rzeczy działy się na świecie. Wybacz Boże, jeśli cię obrażam, ale nie potrafię zrozumieć, dlaczego spotkała go taka tragedia? Czym sobie na nią zasłużył?
Biorę jego rękę do swojej i całuję ją, jak całuje się ukochanego, choć nie jesteśmy parą. Budzi się. Z początku się boję, bo nie wiem jak zareaguje na wieść, że wciąż żyje, ale chyba mogę być spokojna, bo przez cały czas podają mu silne leki uspakajające.
- Witaj wśród żywych - mówię mu, choć nie wiem czy już mnie słyszy. Mruga gwałtownie oczami, jakby nie rozumiejąc, co się stało, a potem spogląda na swoją lewą dłoń, która wciąż jest cała zabandażowana.
Głupek chciał poprzecinać sobie żyły i umrzeć, ale w porę do niego przyszłam. Znalazłam go w łazience. Leżał we wodzie skapanej krwią, lecz na szczęście jeszcze oddychał. Zrobił sobie tak głębokie rany, że lekarze obawiali się, czy będzie miał czucie we wszystkich palcach. Gdy był nieprzytomny nie mogli tego sprawdzić.
- Co ja tu robię?- Pyta patrząc na mnie niezbyt miło.
- A masz czucie w głowie?- Zapytałam go głaszcząc po policzku.
- No- mruczy.
Z całych sił wywaliłam mu z liścia, bo na to kretyn zasłużył. Zszokowany nie wiedział, co się dzieje. Chciał się złapać lewą ręką, ale ona wciąż pozostała nieruchomo. Druga ręka z wenflonem powędrowała do jego policzka, a ja zaraz wymierzam mu drugi cios.
- To za to, kurwa, że chciałeś się zabić- mówię mu już nieco spokojniejsza patrząc jak gładzi teraz drugi policzek.
- Jesteś nienormalna!- Krzyczy ochryple sprowadzając tym samym do siebie pielęgniarkę.
- Właśnie się obudził- mówię jej, lecz ona przygląda się jego twarzy.
- Matko boska!- Krzyczy, lecz ją uspokajam.
- Spokojnie, ktoś musiał poczuć, co sądzą inni za ten jego wyczyn.
- Ta wstrętna baba dwa razy mnie uderzyła- skarży się.
- Ojej i co teraz zrobisz? Znów podetniesz sobie żyły? Ale pamiętaj, że tym razem mogę nie zdążyć- mówię mu sarkastycznie i wychodzę.
Oby tylko wyzdrowiał, modlę się będąc już na korytarzu.


386 czyt.
100%22
Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 862 słów i 4630 znaków.

2 komentarze

 
  • AlexAthame

    AlexAthame · 17 lut 2019

    Dobre opowiadanko. Nie mogłem komentować. W sumie życiowe. Nie wszystko kończy się dobrze

  • AnonimS

    AnonimS · 16 lut 2019

    Ciekawe zakończenie.  Ale ja się  nie dziwię że się targnął na swoje życie. kiedy się  traci dziecko,  i ma poczucie winy że się nic nie zrobiło żeby go ocalić a nawet nie zauważyło że dziecko cierpi.  To jak można z tym żyć?