To ja już sam zacznę płakać cz. 13

Cz.13
Adam
Dawno już nie byłem taki wypoczęty. Być może, dlatego, że dzisiejszy poranek upłynął w ciszy i spokoju, a nie w awanturach i skargach na naszego syna. Polubiłem tą Krysię. Ciekawi mnie, czy już poszła sobie do domu. Jest już pięć po dwunastej, więc pewnie tak. Ciekawe jak Karolina zareagowała na widok Krysi. Być może nawet i jej zaparzyła herbatę.
Przemyślenia przerywa mi klient. Poświęcam mu czterdzieści dwie minuty, ale nie są ona próżne, bo udaje mi się sprzedać Toyotę Corollę za całkiem niezłą sumkę. I do tego nawet się nie targował. Podpisałem mu półroczną gwarancję i wyszedł z bardzo zadowoloną miną.
A potem zadzwoniła Marzena.
- No hej!- Przywitała mnie trochę ochryple.
- No witaj. Jak się czujesz?- Zapytałem, bo ciekaw byłem, do której balowali.
- Już prawie dobrze. Dwa ibupromy, mogą nawet zdziałać cuda, co nie da się powiedzieć o naszym wyglądzie fizycznym, ale jest ok.
- Do której balowałaś?
- Do trzeciej. Już dawno tak się nie bawiłam. Poprzypominałyśmy sobie dawne czasy i takie tam. A jak sprawowała się Krysia?
Chciałbym mieć taką córkę.
- Dobrze. Całkiem wygadana dziewczynka.
- No nie? Też jej to powiedziałam, gdy serwowała nam drinki. Nie uwierzysz, ale ta mała nawet pozmywała mi naczynia i posprzątała pokój, który jakoś tak nie pałał do mnie uczuciem.
- Domyślam się.
U mnie też spisała się na medal.
- Nie bądź taki bezczelny, bo sam wiesz, że zawsze dbam o swój dom- dodała oskarżająco.
- No wiem. A po co dzwonisz?
- A tak tylko. Chciałam cię przeprosić za wczorajsze zachowanie. Sorki, że tak wepchnęłam ci małą, ale nie miałam wyjścia- usprawiedliwiała się.
- Już dobrze, nie było tak źle.
- A ty jak to zniosłeś?
- Co?
- No swoją ukochaną. Pewnie zrobiła ci niezły galimatias, co?
O dziwo, nie.
- Nie było tak źle, ale wisisz mi kawę.
- Nie ma sprawy- ziewnęła.- Ale może trochę później, bo teraz mała zmywa, a ja chyba jeszcze nie wyglądam na taką, którą mógłbyś zobaczyć- dodała kokieteryjnie.
- Daj spokój. Ty zawsze wyglądasz nieźle.
Prawie widziałem, jak w tej chwili przewraca oczami do góry i robi się rumiana. Zawsze tak reagowała na komplementy ode mnie.
- Tak tylko mówisz. Szkoda tylko, że nie powiedziałeś mi tego zanim…- urwała zdając sobie sprawę, że mówi to na głos.
- Zanim, co?- Zapytałem, choć wiedziałem, że się we mnie podkochuje. Uśmiechnąłem się do siebie, bo miło było czasem być dowartościowanym.
- A co zanim?
- Co ty mówisz?
- No właśnie nie wiem. A tak, wpadnij na kawę około szóstej.
- Dobra.
Już miałem się rozłączyć, ale postanowiłem, że poczekam, aż ona to zrobi. Usłyszałem w tle jakieś pukniecie, a potem głos Marzeny rozmawiającej z tą koleżanką.
- Boże, ale ze mnie idiotka- powiedziała mając do siebie pretensje.
- Czemu?- Usłyszałem w tle.
- Daj spokój, chyba jeszcze ze mnie całkiem nie wyparowało wczorajsze balansowanie.  
Usłyszałem skrzek i domyśliłem się, że usiadła na swojej starej kanapie.
- A co się stało, gadaj!
- No wiesz, zadzwoniłam do Adasia i coś tam z nim pogadałam, a potem o mało mu nie wyznałam, że się w nim kocham- uderzenie, chyba w czoło.
- No weź!- Zaśmiała się koleżanka.
- No! A potem wypaliłam, żeby przyszedł wieczorem, czy coś takiego, a zobacz jak ja wyglądam. Stare cielsko i to pomarszczone najbardziej na brzuchu.
- Nie przesadzaj. Każda kobieta po porodzie tak wygląda.
Że co? O czym one gadały? Jakim porodzie? Bardziej wcisnąłem się w słuchawkę, bo gdy ruszały się na kanapie pisk przeszkadzał mi w dosłyszeniu każdego słowa.
- Ale, nie każda, która je poroniła. Zresztą nie przypominaj mi.
- A jeszcze ktoś o tym wie?
- No coś ty! Tylko ty, ja i ten pacan, który gdy tylko poroniłam, zwinął swoje manatki i tyle go było widać.
- Nie mów o nim w ten sposób. W ogóle nie powinnaś o nim myśleć, bo przecież cię zgwałcił, sama o tym mówiłaś.
- Ach, dajmy już spokój, co?
Kilka puknięć i czyjeś kroki. Potem ktoś wyłączył telefon.  
Z bijącym sercem wciąż trzymałem go przy uchu nie potrafiąc poukładać tych wszystkich informacji. Marzena nigdy mi nie wspominała, że była kiedykolwiek w ciąży. Znam ją dość długo i praktycznie odkąd pamiętam, zawsze była taka puszysta. No chyba, że stało się to zanim się poznaliśmy, a ona nie chciała nikomu zdradzić swojego sekretu.
Trochę mnie to ubodło, bo sądziłem, że mówimy sobie o wszystkim, ale z drugiej strony nie mogłem mieć do niej o to pretensji. Nikt nie chciałby opowiadać o utracie swojego dziecka, a ja nawet nie miałem zamiaru sobie wyobrażać jej bólu w tamtym okresie. Teraz przynamniej wiem, dlaczego do tej pory jeszcze z nikim się nie związała. Wciąż opowiada, że nie natrafiła na tego jedynego, a może tak naprawdę boi się związku, bo to by oznaczało, że ktoś poznałby jej tajemnicę.
Rozparłem się w fotelu i wziąłem głęboki oddech. Telefon odłożyłem na stół i zacząłem się zastanawiać jak ja jej teraz spojrzę w oczy? No przecież ten, kto rozłączył połączenie musiał zauważyć, że ono wciąż trwało, a tym samym dowiedział się, że słyszałem, o czym rozmawiały.
Teraz nie byłem już pewny, czy dam radę iść na to spotkanie.



Karolina
W sumie, to trochę szkoda, że ta mała wróciła do swojej matki. Nie to, że ją polubiłam, ale podobało mi się, że posprzątała za mnie i nic nie musiałam robić. Dodatkowo zajmowała się śmierdzielem i miałam czas na poczytanie książki. A wciągała mnie taka jedna Central Park Guillaume Musso. Prawie doszłam do połowy i trzeba mu przyznać, że ten to potrafi pisać książki. Dosłownie potrafią wciągnąć czytelnika bez reszty.
A może by tak zaprosić do siebie tą małą? Mogłaby pobawić mi Kubę, a ja bym ją dokończyła? Nawet na sama myśl humor mi się poprawił, ale zaraz potem mały mi go popsuł.
- Am, Am!- Zawołał przybiegając do mnie.
- Czego chcesz!- Odepchnęłam go od książki, bo mógł mi ją pobrudzić.
- Am, Am- tym razem powiedział to ciszej.
- Jesteś głodny?- Zapytałam z lamentem.  
- Tak. Am, Am . Mało, mało.
- Och!
Wstałam od stołu i odłożyłam książkę na bok. Cholerny smarkacz akurat teraz musiał być głodny. Zerknęłam na zegarek.
- Jasna cholera! Już po drugiej! Kurwa! Przez ciebie smarkaczu znowu nie zdążę zrobić obiadu!
Kopnęłam go w nogę ze złością.
- Nie mogłeś kurwa wcześniej przyjść?
Mały nie płacze, ale oczy mu się szklą. Masuje nóżkę nie patrząc na mnie.
- Am, Am- mówi cicho.
Nerwy mnie szarpią, bo przecież widzi, że właśnie wstałam i nie wiem, co mam zrobić, bo Adam zaraz przyjedzie z roboty, a tu nic do żarcia. Wszystko przez tego pieprzonego bachora. Znowu mam ochotę mu przylać, ale powstrzymuje się, bo nagle wpadam na genialny pomysł. Biorę do ręki komórkę i wyciskam numer do Pizzerii. Odzywa się jakaś leniwa gościówa, więc tłumaczę jej, co ma być.
- Dwie rodzinne wegetariańskie z dodatkiem sosów tylko czosnkowych i z dużą ilością żółtego sera.
Leniwa gościówa przyjmuje moje zamówienie mówiąc, że pizza będzie gotowa za godzinę. Kłócę się z nią mówiąc, że ma być szybciej, bo zaraz mąż przyjedzie z pracy, a ja mu chciałam zrobić niespodziankę, na co ona mi odpowiada, że szybciej mogłam zadzwonić. Potem tak na nią wrzeszczę, że głupia się rozłącza. Rozindożona rzucam telefonem o ścianę, który odbija się o głowę Kuby. Ten zaczyna wrzeszczeć niemiłosiernie, co już jest szczytem moich granic. Z czoła bachora leci krew, więc każę mu się położyć. Dzwoni mój telefon, więc go odbieram, starając się uspokoić. Przedstawia mi się jakiś szef pizzerii, który poucza mnie jak należy przeprowadzać kulturalne rozmowy telefoniczne. Mówi, że jeśli nie przeproszę pracownicy, moje zamówienie będzie anulowane. Zerkam na zegar, który pokazuje już dziesięć po drugiej. Mały wciąż beczy, więc wybucham niekontrolowanym gniewem, równając gościa z błotem, a potem rzucam w małego telefonem z całej siły, nakazując mu, aby się zamknął.
I zamyka się.
A potem słyszę trzaśnięcie drzwiami.
Lecz nikogo nie ma w domu.

799 czyt.
100%22
Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1620 słów i 8341 znaków.

2 komentarze

 
  • AlexAthame

    AlexAthame · 2 sty 2019

    No tak. Nic się nie zmieniło. Ładnego nic nie mogę powiedzieć o tej pani, a brzydkiego nie chce. Czekam co dalej się wydarzy.

  • AnonimS

    AnonimS · 31 gru 2018

    Znecania sie ciag dalszy