To ja już sam zacznę płakać cz. 10

Cz. 10
Nikt mnie w szkole nie lubi. Koledzy chcieli pograć ze mną w piłkę, ale ja nie potrafiłem dość szybko biegać. Kulałem na prawą nogę od ostatniego spotkania z mamą. Tym razem poszło o to, że zmarnowałem jej życie. Powiedziała, że nie chciała mnie mieć, ale musiała mnie urodzić, bo ojciec na to nalegał. Podobno to przeze mnie nie mogła spełnić nic swoich marzeń o pisarstwie. Mówiła, że wiecznie czegoś od niej potrzebują, choć tak na prawdę, to o nic jej nie proszę. Gdy jestem głodny, sam zaglądam do lodówki i biorę plasterek kiełbasy, krojąc go na cztery kawałki, tak jak pokazywała mi to mama i nakładam je na cztery kawałki chleba. Tej kiełbaski jest bardzo malutko, ale mama twierdzi, że chłopcy mają skłonności do tycia i potem często chorują, dlatego o mnie dba. Zapobiega mojej przyszłej chorobie, choć pani w szkole powiedziała, że mam niedowagę. Mama sprecyzowała to, jako pomyłkę i pokazała mi, że mam raczej nadwagę, gdyż moje policzki i ręce nie są twarde, jak u zdrowego dziecka, tylko miękkie.  
Potem poszła ze mną do lekarza, żeby przepisał mi jakieś tabletki na bulimię. Nakłamała mu, że jem dużo, a potem wszystko oddaję. Ja odkąd zjadłem śniadanie, do tej pory nie jadłem nic, bo podobno do lekarza idzie się na czczo, a to było już sześć godzin odkąd coś zjadłem. Potem kazała mi zjeść pieczone udku od kurczaka, które mogę zjeść tylko w święta i kazała mi jeść je przy panu doktorze. Dziwnie smakował, jakby czymś go ktoś obsypał. Zauważyłem to, zanim miałem go zjeść, ale gdy wgryzłem się w środek, był taki pyszny, że niemal w sekundę udko zniknęło. Potem, jakby coś zaczęło mnie kręcić w brzuchu i to coś podchodziło mi do gardła. Wybiegłem z gabinetu lekarza ledwie zdążając do łazienki i wszystko wyrzygałem.
Byłem taki zły na siebie, bo kurczak był przepyszny, choć smakował nieco inaczej, niż ostatnio. Wracając do salki, lekarz znów mnie przebadał.
- Dlaczego zwymiotowałeś?- Zapytał.
- Bo musiałem- odparłem wyczerpany i słaby.
- Ale wymiotując oddałeś wszystko, co twój organizm potrzebuje do tego, aby być zdrowym i silnym.
- Wiem- odparłem opierając się głową o mamę.
- No cóż, przepiszę mu coś. Gdyby po tym nie przeszło, to proszę przyjść do mnie jeszcze raz, dobrze?
- Dobrze panie doktorze- odparła mama.
Gdy doktor na chwilę wyszedł, mama wstała tak szybko, że nie zdążyłem się podźwignąć i upadłem na podłogę z ławeczki. Mama zaczekała chwilę, lecz gdy usłyszała, że idzie doktor, uklęknęła przy mnie i zaczynała mnie bić po twarzy.
- Obudź się synku- mówiła dość głośno, aby lekarz to usłyszał, po czym podniosła mnie i położyła na leżance.
- Widzi pan doktorze? W jednej chwili się o mnie opierał, a zaraz potem stracił przytomność. On chyba na prawdę jest bardzo chory.
Lekarz przebadał mnie kolejny raz, lecz teraz na leżąco i zalecił pielęgniarce pobieranie krwi i inne badania, których już nie pamiętałem.
Chyba naprawdę byłem bardzo chory.




Adam
Tuż przed wieczorem zadzwoniła do mnie Marzena Kraśko, nasza długoletnia przyjaciółka. Zegar wskazywał dwudziestą zero pięć, dlatego też bardzo mnie jej telefon zadziwił. Co prawda Marzena wciąż pozostawała wolna, ale jeszcze nigdy nie zdarzyło jej się, aby dzwoniła do nas o tak późnej, dla nas, bo mieliśmy dziecko, porze. Karolina wybałuszyła na mnie oczy, domyślając się niewiadomo, czego, lecz ja ze spokojem przyjąłem jej telefon.
- Hej!- Zacząłem, bo nic innego nie przyszło mi do głowy.
- No cześć- rzekła nieco desperacko.- Nie przeszkadzam?
- Nie, no skądże. A coś się stało?
Zbyt wiele czasu ją znałem, aby domyśleć się kłopotów, które sugerowały jej prawie drżące słowa.
- No niby nie…, ale wiesz, właśnie wpadła do mnie moja dawna koleżanka, no, przyjaciółka, można by powiedzieć i wiesz, nie wiem, co mam zrobić.
- Ale z czym? Od kiedy to ty w ogóle czegoś nie wiesz?- Zażartowałem, bo bałem się, że zaraz mi się rozpłacze.
- No, bo ona jest z Warszawy, a to było bardzo daleko…- urwała.
- Ale ja wciąż nic nie rozumiem co do mnie mówisz. Być może, dlatego, że zaraz położę małego spać i o tej godzinie niezbyt jarzę, ale gdybyś była tak łaskawa wyrzucić to wszystko z siebie, byłbym wdzięczny.
Chyba poskutkowało, bo wyparowała na jednym tchu.
- Dobrze, bo widzisz właśnie przyjechała do mnie Magda King z Warszawy, na pewno jej nie znasz i ona ma małe dziecko, to znaczy pięcioletnią Krysię i one się z tamtą wyprowadzili i szukają nowego domu, dlatego ona postanowiła się do mnie wprowadzić, a ja wcześniej nieco już wypiłam, więc bym chciała cię prosić, czy byś nie przenocował u siebie tej małej.
Słowa z wolna dochodziły do mnie niczym wyścig żółwi na sto metrów.  
- Ale co na to jej matka?- Zapytałem, bo po raz pierwszy mnie o coś takiego poprosiła.
- No Magda też jest nieco wcięta, bo wiesz, trochę żeśmy powspominały, a wiesz, jaka ja jestem wrażliwa. Mała by była w nowym domu, a tu same niezbyt trzeźwe osoby i wiesz…
Miałem przenocować u siebie jakąś obcą dziewczynkę? Już widziałem, jak Karolina wyraża na to zgodę.
- Posłuchaj- odchrząknąłem.- Wiesz, że ja bardzo chętnie, ale daj mi minutkę, abym spytał o to Karolinę, dobrze? Wiesz, jaka ona jest…
- Ok., za minutkę zadzwonię! Jesteś wspaniały, wiedziałam, że się zgodzisz!
Rozłączyła się zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć. Znając Marzenę nawet nie zastanawiałem się, jakby to powiedzieć Karolinie, tylko od razu pognałem do niej, aby uniknąć awantury.
Karolina właśnie suszyła włosy w łazience.
- Kochanie, mamy problem- powiedziałem dość głośno, aby usłyszała mnie z pośród dźwięków suszarki do włosów.
- He?
- Musimy porozmawiać!
Nagle usłyszałem dźwięk dzwonka do drzwi. Speszony nie wiedziałem, co mam zrobić, bo w każdej chwili Marzena mogła zadzwonić, a tu jeszcze dodatkowo wpadał do nas jakiś bezdomny.
Podszedłem do drzwi i prawie zamarłem, gdy w progu stanęła Marzena z Krysią, bo przynajmniej tym kimś mogła być ta mała blondyneczka z niebieściutkimi oczkami i małym słodkim noskiem w stroju Czerwonego Kapturka.
- Postanowiłam nie czekać, bo cię znam stary- rzekła nieco przechylając się w moją stronę, co było raczej niekontrolowanym odruchem.- To jest Krysia- wybełkotała.- Jutro po nią wpadnę, pa!
- Ale zaczekaj! Miałaś poczekać jak porozmawiam z Karoliną!
W odpowiedzi tylko machnęła ręką i poszła idąc mocno chwiejnym krokiem. Ja z kolei spojrzałem na dość niską dziewczynkę, która wciąż stała w tym samym miejscu i patrzyła na mnie z pod pochylonej w dół głowy.
- Zimno mi- powiedziała na tyle dziecięco, że odpowiedź odnośnie jej spania była już raczej przesądzona. Tak jak i była przesądzona kłótnia z Karoliną, o czym nie chciałem nawet myśleć.
- Wejdź kochanie- powiedziałem zachęcając ją skinieniem ręki.
- Dziękuję- odrzekła i małymi kroczkami zamknęła za sobą drzwi.- Proszę się nie martwić, nie sprawię państwu kłopotu- powiedziała, co mnie zamurowało. Jakim cudem pięcioletnie dziecko potrafiło się tak kulturalnie zachować?
Poczekałem, aż się rozbierze ze swojego czerwonego płaszczyku, chcąc ją zaprowadzić do pokoju, lecz musiałem poczekać jeszcze, aż zdejmie buciki, które ułożyła zgodnie z naszymi butami na półce pod ścianą. Płaszczyk wziąłem od niej i zawiesiłem na wieszaku nad szafką i gdy się obróciłem małej już nie było.
- Gdzie jesteś Karin?- Zapytałem nigdzie nie widząc małej.
- Jestem Krysia- poprawił mnie głos dobiegający z kuchni.
Zachowanie dziewczynki było dla mnie nowością, lecz czar prysł równie szybko, co się pojawił, gdy tylko Karolina pojawiła się w drzwiach. Włosy miała już wysuszone, równie wyszczotkowane, które spoczywały na jej ramionach. Wciąż jeszcze chodziła w dżinsach i białej koszulce.
- A to, kto?- Spytała zaskoczona.
Już otworzyłem usta, gdy mała mnie ubiegła. Podeszła do niej i z miną niewiniątka wyciągnęła do mojej żony rękę.
- Nazywam się Krysia King i mam pięć lat. Pani wybaczy mojej mamie i cioci Marzenie, że mnie tu przyprowadziły, ale bały się, żebym nie była z nimi, gdy piły. Ten miły pan pozwolił mi tu przenocować, inaczej musiałabym spać u innych sąsiadów. I niech pani się tym nie przejmuje, bo nie raz spałam u obcych osób. Jestem przyzwyczajona do takich zachowań matki, dlatego proszę tylko o kawałek materaca, albo koca i położę się w kąciku. Bez obawy, szybko zasypiam. Tylko proszę mi pozwolić przed spaniem zmówić paciorek, bo tak zawsze robiłam z tatą i nie gniewajcie się na mnie za to. Jutro rano już mnie tu nie będzie.
Dopiero teraz puściła dłoń Karoliny, która wciąż wraz ze mną trzymała otwarte usta.
- Dobrze- tylko tyle wyjąkała, wskazując jej pokój gościnny.
Zdumiało mnie jak szybko mała zyskała przychylność Karoliny. Być może, dlatego, że obie były blondynkami, a być może przez wypowiedź tej małej, której ja sam tak dokładnie bym nie ułożył.
- A mogę jeszcze tylko skorzystać z toalety?- Zapytała nie patrząc na żadne z nas mając pochyloną na dół głowę.
- Jest prosto i po lewo- wskazałem jej ręką korytarz .
- Powiedziałeś jej tak, jakbyśmy mieli dwie łazienki- wyszeptała Karolina.
- No, bo z tego szoku, sam nie wiem.  
Rękoma przeczesałem włosy na swojej głowie, bo wciąż nie wiedziałem, dlaczego Karolina nie urządziła mi awantury.
- Zrozum, ja nie miałem wyjścia- odparłem bezradnie otwierając swoje ręce.
- Już dobra, daj spokój. Głowa mnie boli. Jak mała wyjdzie, wezmę prysznic i pójdziemy spać, dobra? Pościel tej małej na kanapie i rano pamiętaj, że ty robisz śniadanie- dodała i wyszła z kuchni.
Wciąż w szoku usiadłem przy stole i podparłem się rękoma pod głowę. Wydawało mi się, że śnię, bo dobroć Karoliny była dla mnie niezrozumiała. Przecież ona nie lubiła przyjmować żadnych gości, a tą małą potraktowała, jakby była jej ciotką. Albo nawet córką, czego nigdy nie okazywała przy obcych dzieciach. Więc albo miała dobry humor, albo to ból głowy sprawił, że przyjęła tą małą do porządku dziennego.
Oczywiście jutro śniadanie należało do mnie, więc ustawiłem budzik na piątą trzydzieści. Poobserwowałem jak Krysia mówi pacierz, żegna się i kładzie na naszej kanapie, która nie należała do wygodnych.
- I dziękuję Ci Boże za Twe cudne dary- dodała przykrywając się polarowym kocem i zamknęła oczy.
Boże, jakbym ja chciał mieć taką córkę- pomyślałem i z nadzieją poszedłem do łóżka. Karolina miała zamknięte oczy, choć słyszałem, że nie spała. Kolejny dzień bez zbliżenia. Dlaczego ona mnie tak odrzucała? Czy nie byłem dla niej dość dobrym ojcem, abyśmy mogli mieć drugie dziecko?
Z ta myślą zasnąłem.

657 czyt.
100%21
Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2131 słów i 11121 znaków.

1 komentarz

 
  • agnes1709

    agnes1709 · 24 gru 2018

    Jestem