Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

The Choice #12

EVIE

*trzy dni temu*

Szłam parkiem, co jakiś czas mijałam jakichś ludzi. Matki z dziećmi, zakochane pary, przyjaciół czy emerytów.  
Niektórzy siedzieli na ławkach, niektórzy odpoczywali pod drzewami na kocach a jeszcze inni szli w nieznanym mi kierunku.  
W pewnym momencie stanęłam jak wryta patrząc przed siebie. On też się zatrzymał i patrzył mi w oczy. Nie sądziłam, że jeszcze się spotkamy.  
-Matthew?  
-Cześć robaczku.  
*teraz*
Wczoraj wróciłam ze szpitala. Powinnam leżeć i odpoczywać ale nie mogę, muszę jechać do firmy na rozmowę. Chcę tej pracy i żaden Carl czy inny idiota nie zabroni mi pracować.  
-Gdzie jedziesz? - zapytała gdy ja ubierałam szpilki.  
-Słonko mamusia jedzie na spotkanie ze znajomymi.  
-Kiedy wrócisz? - zeskoczyła z fotela i podeszła do mnie. Złapałam jej twarz w dłonie i pocałowałam ją w czoło.  
-Do mojej córeczki? Jak najszybciej. Teraz chodź zaprowadzę cie do Taylora, zajmie się tobą przez chwilkę. - wyciągnęłam do niej dłoń, za którą złapała i ruszyłyśmy do kuchni. Taylor to nasz kucharz, lubi Maie więc wiem, że zgodzi się na to żeby z nią posiedzieć jak ja pójdę na rozmowę kwalifikacyjną.  
-Dzień dobry, pani Evie. Podać coś? - zapytał przerywając sobie ścieranie blatu.  
-Nie. Zajmij się proszę Maią na dosłownie kilka godzin. Gdyby Carl pytał gdzie jestem powiedz, że wyszłam na spotkanie ze starą znajomą. - pokiwał jedynie głową i wziął małą na ręce. Uśmiechnęłam się do niego i dałam buziaka Mai po czym wyszłam z domu.  
Wsiadłam do wcześniej zamówionej taksówki i ruszyłam do, mam nadzieję, mojej nowej pracy.  
Kilka minut później byłam już na miejscu, wyszłam z taksówki poprawiłam spódnice i ruszyłam do drzwi.  
Weszłam do windy, kliknęłam guzik, który prowadzi na jedenaste piętro. W środku grała przyjemna muzyka ale nie słuchałam jej długo. Winda otworzyła się na odpowiednim piętrze, wyszłam z niej i podeszłam do recepcji.  
-Dzień dobry, ja w sprawie pracy.  
-Pewnie, pani Evie Keskín. - kiwnęłam na te słowa głową. - Zapraszam. - uśmiechnęła się do mnie i prowadziła do gabinetu mojego nowego, przyszłego pracodawcy.  
-Panie McDuff, pani Keskín już jest. - po chwili wyszła i zaprosiła mnie gestem ręki do środka.  
Uśmiechnęłam się do niej i weszłam do gabinetu. Przy biurku siedział on. Matthew McDuff. Stanęłam w osłupieniu i patrzyłam na niego, nic się nie zmienił. Kruczoczarne, krótkie, postawione na żel włosy, czarne oczy, kilkudniowy zarost, sportowa sylwetka i wciąż bardzo dobry, elegancki styl. On nie był mną zaskoczony, na pewno nie tak jak ja nim.  
Wstał z fotela i uśmiechnął się szeroko.  
-Cześć robaczku.  
-Matthew. Ty żyjesz?  
-Mówiłem że mnie tak szybko się nie pozbędziesz. - w tym momencie przypomniał mi się liścik ze szpitala.  
"Nie pozbędziesz się mnie tak szybko. M."  
-To ty? - zapytałam bardziej sama siebie. On jedynie popatrzył na mnie z lekkim zdziwieniem ale olał to pytanie.  
-Zostaw mi swoje CV na biurku, przejże je i dam Ci znać.  
-Jestem tutaj jedynie w sprawach zawodowych, tu nie chodzi o przeszłość. - zaczęłam się tłumaczyć. Nie chcę żeby sytuacje z kiedyś znów się powtórzyły i zataczały błędne koło.  
-Oczywiście, że tu chodzi jedynie o pracę.  
-Pracę w tej firmie. Jako sekretarka. - mówiłam tak jakbym mu to tłumaczyła. -Dobrze wiesz, że dawna praca już mnie nie kręci odkąd...  
-Mama nie żyje. Wiem.  
-Dlaczego wróciłeś? - zmieniłam temat. Nie lubiłam wracać do tamtego przykrego momentu.  
-Jesteś moją siostrą Zeynep. Wróciłem do rodziny. - na te słowa parsknęłam śmiechem.  
-Problem w tym, że Ty już jej nie masz. - puściłam mu oczko i wyszłam z gabinetu trzaskając drzwiami.

--------------------------------

Wiem, że krótkie ale teraz mam nieciekawą sytuacje rodzinną. Nie za bardzo chce mi się pisać ale się staram choć zdanie złożyć heh. Może w najblizszym czasie złapie mnie wena i będę wrzucać rozdziały częściej. Jak narazie tylko tyle :/  
Pozdrawiam :*

HIJALUCIFER111

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 753 słów i 4107 znaków. Tag: #miłość

Dodaj komentarz