Sztorm serca cz 10 finał.

Czy zostawić list? Przyznać się? Wiatr nie miała pewności. Załadowała karnisty z benzyną, miała przygotowany specjalny kij, żeby zablokować drzwi.  
Jechała małym Chevroletem Sonoma S 10. Jedyna myśl, która królowała w jej głowie to, że las zacznie płonąć. Przy sprzyjającym wietrze powinno spłonąć wiele hektarów. Dojechała na miejsce. Dostrzegła czarnego cadilaca suv.  

Jane wróciła do domu. Rozebrała się i ułożyła ubranie do foliowego worka. Wzięła sprysznic i położyła się spać. Nastawiła komórkę na budzenie o godzinie ósmej. Fala zginęła parę minut po dziesiątej. To nie ważne, że tam był inny czas. Przed oczami miała kartkę: Czas zgonu: 10:13.
Kiedy się obudziła umyła się, wytarła ręcznikiem i stała chwilę nago przed otwartą szafą. Wzięła białą suknię. Szkoda, że Tracy nigdy jej nie chciała przyjąć. Włączyła komórkę na wiadomości. Jak przez mgłę, czytała
, , Wczoraj w nocy nieznany sprawca wzniecił silny ogień w pobliżu domku leśnego, należącego do magnata olejowego, Jacksona Hergingtona, który rok temu odziedziczył i prowadził interesy po ojcu Malcolmie Hegringtonie. Z uwagi na wiatr i suche podłoże, gaszenie pożaru jest utrudnione. Na razie ewakuowano około czterysta domów. Prawdopodobnie Tracy H i Jackson H zginęli przez zaczadzenie, zanim płomienie strawiły całkowicie ich leśną rezydencję. Policja prowadzi śledztwo".
Jane próbowała zebrać myśli. A więc jednak podpaliła. Nie miała jednak całkowitej pewności. Popatrzyła jeszcze raz na fotografie Fali i wzięła proszki. Zaczęła pisać na kartce słowa. Ułożyła pieczołowicie długopis i położyła się na łóżku. Po jakimś czasie powieki zaczęły ciążyć. Zasnęła.

Wiatr otworzyła oczy. Patrzyła w sufit. Zobaczyła, że komórka leżąca na stoliku pokazuje wiadomość. Ale od kogo? Przecież nikt nie zna jej numeru. Otworzyła wiadomość i zmarszczyła brwi
, , Twoji rodzice nie żyją. Zostali spaleni w leśnym domku. Powiedz, że to nie Ty zrobiłaś, proszę! Scott"
Poderwała się z łóżka.  
To jakiś straszny sen. Miała to zrobić, ale usłyszała głos. Jej głos.  
— Smołko nie rób tego.
To nie mogła być halucynacja. Czyli jest gdzieś. Czy jest w niebie? Nigdy o tym nie myślała.
Ale skąd ma jej numer? Policja.  
— Boże, Jane. Mogłam się domyśleć.  
Bez zwłocznie dotknęła symbolu słuchawki.
— Wiatr, mam dla ciebie smutną wiadomość. Jane nie żyje. Wzięła środki nasenne. Jestem właśnie na miejscu.  
Czarnowłosa miała coś powiedzieć, ale w ułamku chwili zmieniła zdanie. Ubrała się w jeansy i ciemno zieloną bluzkę. Położyła komórkę na stole i na leżącej obok kartce napisała trzy siódemki. Wyszła do garażu i zapaliła swoją Augustę. Pojechła w kierunku centrum.  

  Dziewięćdziesiąt minut wcześniej

Porucznik Roger Moore patrzył na mapę morderstw. Dostawił miejsce ostatniego wypadku, Co było z pewnością zaplanowanym morderstwem.  
— No rusz głową Świety, bo ci odbiorą sprawę.  
Dostał takie imię, bo rodzice bardzo lubili odtwórcę Świętego, a potem Jamesa Boonda 007. Do pokoju bez pukania wszedł Craford.  
— Jakiś facet do ciebie. Przyjaciel tych co się upiekli.
Głupi uśmiech kapitana, wcale nie podobał się porucznikowi.
— Ja pukam do pańskiego pokoju kiedy wchodzę, kapitanie.
— Bo ja jestem twoim szefem, a nie ty moim. Rusz tą mózgownicą, zostały ci jeszce trzy dni. Potem zabieram ci sprawę.  
Kapitan zamknął drzwi, a po chwili Roger usłyszał pukanie.
— Poszę.
Do pokoju wszedł Scott.
— Nazywam się Scott Clark. Jestem długoletnim przyjacielem rodziny Hergingtonów.
— Proszę usiąść, kawy?
— Panie poruczniku, proszę wybaczyć, ale nie mamy dużo czasu. Chodzi o życie jednej, a może dwóch osób.
— Może pan mówić jasniej, panie Clark?
— Scott, tak będzie lepiej.
— Jestem Roger — porucznik wyciągnął rękę.
Ale ta zawisła w powietrzu.
— Potrzebuję adres mojej żony. Jesteśmy w separacji, nie wiem gdzie mieszka. Muszę też dostać numer komórki córki Hergintonów.
— Tak, to da się zrobić, a dlaczego?
Twarz Scotta się zmieniła.
— Nic nie rozumiesz, idioto. To ma być natychmiast!
Roger pomyślał, że facet ma jaja.
— Jedna sekunda. Ale później oczekuję wyjaśnień.
Po trzech minutach mieli informację. Komórka żony nie odpowiadała, na telefonie Wiatru zostawił wiadomość.
— Ma pan szybki samochód, poruczniku?
    Po dwudziestu minutach dotarli na miejsce. Porucznik zapukała. Po drugim razie Scott dotknął mu ramienia.  
— Mogę?
— Proszę.
Scott potężnym koniakiem wywalił drzwi z zawiasami.
— Masz kopyto facet. Trenowałeś coś?
Ale Scott nie odpowiedział, podbiegł do łóżka i zatrzymał się w miejscu. Porucznik już wiedział. Rzucił okiem na list leżący na krześle.  
— A więc mamy sprawcę i powód.
— To nie ona — szepnął Scott. To niemożliwe.
— Przykro mi, Scott. Ale tu jest napisane, że to ona.  
Na idealnie kwadratowym skrawku papieru widniał napis. Piękną kaligrafią.
,,Spaliłam świat. Może mi wybaczą"
Porucznik spojrzał na zdjęcie.
— Córka?
— Tak. Proszę mi pozwolić opowiedzieć, a pan niech robi swoje.
Usłuszł komórkę.
— Wiatr, mam dla ciebie smutna wiadomość, Jane nie żyje. Wzięła środki nasenne. Właśnie jestem na miejscu. Smołko? Smołko!
Roger zadzwonił gdzie trzeba.
— To proszę opowiadać — zwrócił się do Scotta, kiedy zakończył rozmowę.
— Proszę wybaczyć. Jest jeszcze drugie życie. Może te zdołam uratować. Pojedzie pan ze mną? Znam adres, ale muszę się naprawdę spieszyć.
— Jest pan niesamowitym gościem. Niestety, muszę zostać.
Uśmiechnał się.  
— Tak, jestem idiota. Dam ci poprowadzić mój służbowy wóz. Potrzebujesz 15 sekund instrukcji.
   Po minucie Scott pruł na sygnale. O ile Wiatr nie uzbroiła drzwi, powinien je otworzyć
— Panie, żebym zdążył. To pewnie dlatego, że nie wierzyliśmy w Ciebie. Uratuj chociaż ją.  
    Po siedemnastu minutach był na miejscu. Miał szczęście. Drzwi nie były zamknięte, a właściwie został je lekko uchylone. Miał szczęści, ponieważ Wiatr nie miała systemu alarmowego, ale drzwi zostały uzbrojone trzy centymetrową nierdzewną stalą. Podszedł do stolika i zobaczył kartkę. Wziął komórkę i wystukał lokalizację drapacza chmur 777. Wybiegł z mieszkania.

Moor czekał na ekipę. Włączył komórkę i obserwował zdjęcie, które zrobił w swoim gabinecie.
— Cholera, wiedziałem.
Wystukał słowo, ogień i wszedł na google tłumacza.  
— Ogień, spaliłam świat. Dlatego mówił, że to nie ona. No tak. On. Takim kopem mógł urwać mu głowę, a nie tylko złamać kark. A ja mu dałem samochód. Craford urwie mi łeb. Albo jaja również.  
    Usłyszał policyjne wozy. Zgasił rekorder. Takie przyzwyczajenie zawodowe, nagrywał zawsze swoje przemyślenia.

Scott wbiegł do budynku. Zabrał na wszelki wypadek plakietkę porucznika. Budynek był szóstym co do wysokości drapaczem chmur w LA. Oszklony. Ma 221 metrów.  
Dojechał na ostatnie pietro. Skoro nie było gapiów na dole więc istniała duża szansa, że Wiatr tam jeszcze jest. A może czeka na niego?  
— Boże nie — szepnął do siebie. Fala zginęła w wodzie, a Wiatr chce umrzeć w powietrzu, pomyślał.  
Zaczął wchodzić po drabince na dach. Skoro drzwi były otwarte, znaczyło to tylko jedno. Wiatr tu jest.
Dostrzegł ją od razu. Czarne włosy i błękitne spodnie.  
— Smołko!
— A więc znalazłeś mnie.  
— Nie chcesz tego zrobić?
— Oczywiście, że chcę. Tak mam jakieś szanse, że ją spotkam.
— Wiesz co mama napisała w liście. To twoje słowa, które wypowiedziałaś kiedy umarła Fala.
— To nie ona.
— Wiem.
— Chciała to zrobić, ale pewnie doszła do zmysłóww. Ja też chciałam, ale Fala mnie powstrzymała.
— Co ty pleciesz, Smołko?
— Tak, miałam baniaki benzyny i byłam gotowa. Ale usłyszałm jej głos. Powstrzymała mnie. Ale i tak skoczę. Będę z nią.  
— Nie zależy ci na nikim innym?
— Nie. Ona była całym moim sensem życia. Wybrałyśmy takie życie. Teraz wiem, że to był błąd. Ale czy mogło być inaczej?
— Widziałem twoje zdjęcia. Zależy ci jeszcze na kimś.
— Kwestia czy tej osobie zależy na mnie. I na ile?
— Tak jak tobie na mojej córce, a wiem, że byłaś z nią blisko. Bardzo blisko.  
Wiatr otworzyła szerzej oczy.
— Mówiła ci, niemożliwe?
— Nie, ale kochające serce wie.
W oczach dziewczyny pokazały się łzy.
— Nie kłamiesz, prawda?  
— Nie kochanie. Będę cię kochał pełnią miłości. Jak ojciec,  jak przyjaciel, jak ona. Gdybyś mnie wówczas nie pocałowała, nigdy bym się nie domyślił.
— Scott, spróbuję, ale jeżeli nie zdołam, nie zatrzymuj mnie.
— Obiecuję.  
— Mam do załatwienia jeszcze jedną sprawę. Kto to zrobił. Ten ktoś musiał być blisko Jacksona. Wiedział o moich słowach, wiedział o słowach Jane.  
— Tak, masz rację. Ale powiedz mi jedno. Czy ty nienawidziłaś swoich rodziców?
— Nie wiem. Nie byłam zupełnie przy zdrowych zmysłach. Dopier jak Snopek mnie powstrzymała, zrozumiałam. To była nasza wina. Nikogo innego. Igrałyśmy ze śmiercią. A ze śmiercią nie można wygrać. I tak w końcu będziesz jej.  
— Chodź, kochanie.
Zaczęli schodzić. Po kilku minutach jechali, ale już nie na sygnale. Po kilkunastu minutach dojechali na posterunek.
— Od kiedy mnie kochasz?
Wiatr popatrzyła na niego.
— Pamiętasz jak skakałyśmy z jednego dębu na drugi?
— Miałaś wówczas siedem lat! Snopek wiedziała?
— A jak myślisz? Ona wszystko wiedziała o mnie, a ja o niej. Powiem ci coś. Czekałam na ciebie i chciałam skoczyć. Kilka minut przedtem jak przyszedłeś powiedziała do mnie drugi raz.  
— Co powiedziała?
— Powiedziała. Kochaj go. Masz tylko jego, a on ma tylko Ciebie. Tak będziecie ze mną, a ja z wami.
   Weszli na posterunek.  
Moore siedział za biurkiem i stuka długopisem o blat.
— Przykro mi panienko, Hergington.  
— Mnie również. Co to za mapa?
— To miejsca zbrodni. Pora lunchu. Policjnt też ma prawo coś zjeść. Stawiam.
Po kwadransie siedzieli na zewnątrz jednej z licznych kafejek. Moore długo patrzył na Scotta.
— Powiem wam coś i wy mi odpowiecie. W zasadzie mam większość pytań do panienki Hergington. Wiem kto zabił pani rodziców.
— Tego nie zrobiłam ani ja ani mama. W zasadzie nie wiem dlaczego się zabiła, a może i wiem.
— Wiem o tym.
Porucznik zapisał coś na kartce i podał ją Wiatrowi.
— Zabiorą mi sprawę, więc nie mogę obiecać, że nie znajdą sprawcy. Masz sansę. Zrób to dobrze, ale obiecaj mi, że to ostatnia sprawa.
Wiatr uśmiechnęła się.
— Masz moje słowo poruczniku. Jak na to wpadłeś?
— Jeżeli do tego dojdą, ty dostaniesz truciznę, a ja pójdę siedzieć. Scott rozwalił drzwi jednym kopniakiem. Ten pedofil sobie zasłużył. Do tej chwili byłem pewny, że to facet. W sumie ty chciałaś, żeby ktoś na to wpadł. Rozwiazaniem jest ogień. Chiński heroglif.  
— Tak. Jak chcesz wiedzieć, nie żałuję. Ale ja zabiłam tylko pierwszego, tego Sobczaka. Nie mam pojęcia kto zabił resztę. Może mój ojciec? Jakkolwiek ten kto to zrobił, zasłużył na dużego buziaka.
— Sprawdziłem twoje akta. Złamałaś nogę i rękę faceta, który był mistrzem stanu w pełnym kontakcie. Ja myślę, że to ty. Ale nikomu nie powiem. Będę leciał.
Moore podał rękę Scottowi i tym razem Scott ją uścisnął. Podał też dłoń Wiatrowi. Ona się uśmiechnęła i pocałowała go w usta. Porucznik uśmiechnął się również i odszedł.
— Dlaczego go pocałowałaś. Lubisz dorosłych facetów?
— Domyśl się, kochanie.
Wiatr przytuliła Scotta i pocałowała go bardziej namiętnie.
— Wciąż mam w sercu, Jane — powiedział.
— A ja do końca życia będę miała, Snopka.  
— Ożenisz się ze mną, mam już osiemnaście lat?
Scott się zatrzymał.  
— To on?
— Domyślny to ty nie jesteś. Ale za to cię też kocham.  
Wzięła go za rękę. Na niebie widać było dym palącego się lasu. Poczuła jak sztorm w jej sercu ucichł.  

                              Zakończenie.

Wiatr nie zdołała dopaść zabójcy jej rodziców. Prawa ręka Jacksona, Robert O'Brian, kiedy doszedł do wniosku, że są na jego tropie, palnął sobie w łeb. Powód dlaczego ich zabił? Najprostszy. Nienawiść i zazdrość.  
Stary Hergington musiał z powrotem zabrać się za interes. Jednakże nie długo. Strata syna i synowej oraz, Fali, którą bardzo kochał skróciła mu życie. Scott i Wiatr otrzymali 2 miliardy dolarów. Kiedy Wiatr skończyła dziewiętnaście lat, wyszła za Scotta. Za dziewięć miesięcy urodziła im się córeczka. Miała śliczne błękitne oczy i złote loczki. Dali jej na imię Ogień. Porucznik Moore dostał pochwałę. Drobiazgowe śledztwo, które równolegle prowadził kapitan, doprowadziło do całkowitego rozwiązania. Robert O'Brian należał do komandosów. Ćwiczył sztuki walki. Wiedział, co powiedziała, Wiatr kiedy umarła Fala, ponieważ w chwili słabości, Jackson mu się zwierzył. Połączenie miejsc zbrodni tworzyło chiński heroglif, znaczący słowo Ogień. Kiedy Wiatr i Scott dowiedzieli się wszystkiego, Smołka się uśmiechnęła.
— Geniusz — powiedziała głośno.
— Kto, kochanie? — zapytał, Scott.
— Święty.

                                  Koniec.
Dla niedomyślnych. Wszystkich, poza Sobczakiem, zabił Moor. Wiatr się tego domyślił, bo pocałowała go w usta. Żyli szczęśliwie ze Scottem. Kiedy Ogień skończyła siedem lat, Wiatr poprosiła Pana o wybaczenie wszystkich swoich przewinień. Tym razem nie słyszała Fali.Miala pewność, że spotka ją po drugiej stronie, bo Pan jej wybaczył...

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat, użył 2383 słów i 13818 znaków, zaktualizował 7 sie 2019.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto