Światło w ciemności – rozdział 20

Światło w ciemności – rozdział 20Nicholas

Obudziłem się z jękiem i ledwo podniosłem się do pozycji pionowej. Bolała mnie głowa. Znowu. Może jednak nie powinienem tyle pić. Nie otwierając oczu, siedziałem chwilę w bezruchu, aż w końcu kołdra się ze mnie ześlizgnęła i poczułem chłód. Wtedy otworzyłem oczy i zobaczyłem, że byłem całkiem nagi. Nie miałem nawet bokserek. Dziwne. Może zdjąłem je po pijaku. A może… Omiotłem wzrokiem pokój, czując się… nieswojo. Co się wczoraj stało?  
Z powrotem opadłem na plecy, próbując sobie coś przypomnieć. Jak wróciłem do mieszkania? Pewnie taksówką. Co robiłem, jak już tu dotarłem? Gadałem z Hayley? Chyba tak. Ale o czym? Tego już nie wiedziałem. Nie chciało mi się nad tym zastanawiać, gdy głowę miałem jak z ołowiu. Sięgnąłem ręką po byle jakie ciuchy i ubrałem się, by potem przejść do kuchni. Potrzebowałem kawy. Albo wody. Zimnej wody. Zacząłem łapczywie pić, czując, że muszę iść pod prysznic. Chyba musiałem wybrać się też do fryzjera. Czułem, że na głowie robi mi się jedna wielka szopa czarnych kręconych włosów.  
To był, cholera, ostatni raz. Ostatni raz upiłem się z powodu jakiejś dziewczyny. Nie miałem na to czasu ani zdrowia. Miałem dość. Nie mogłem tak dłużej żyć. Nie chciałem.
Usiadłem przy stole, bo kręciło mi się w głowie. Otworzyłem okno, by dotarło do mnie trochę chłodnego powietrza. Znowu zacząłem się zastanawiać, co się wczoraj stało, ale nagle zadzwoniła moja komórka. Angelika. Odebrałem.
– Halo?
– No, żyjesz – odezwała się. – Głowa boli?
– Skąd…
– Już nie pamiętasz, co do mnie wypisywałeś po pijaku? – westchnęła. – Przynajmniej trafiłeś z powrotem do mieszkania.
– Nie jest ze mną aż tak źle, ale dziękuję za troskę.
– Coś się stało z Hayley? Zaprosiłeś ją i odmówiła?
– Nie, nic z tych rzeczy.
– Chcesz… przyjechać? I pogadać?
Zanim odpowiedziałem, usłyszałem kroki i skrobanie pazurów po podłodze. Do kuchni weszła Hayley z towarzyszącym jej Milo.  
– Może później – rzuciłem do słuchawki. – Muszę się doprowadzić do porządku. Oddzwonię po prysznicu, ok?
– Ok, czekam.
Rozłączyłem się i odłożyłem komórkę, przenosząc wzrok na Hayley. Była blada jak ściana i wyglądała, jakby nie spała całą noc. Miała na sobie jedynie krótkie spodenki i ciemnoczerwoną koszulkę z napisem “AMAZING IN BED”. Zmrużyłem oczy. Czy już wcześniej czytałem ten napis?  
– Hej – wychrypiałem, przyglądając się jej twarzy. Wyglądała niewiele lepiej ode mnie, tak jakby też piła. Ale zaraz, przecież była na randce z tym gościem. Może coś wypili. A może… coś się stało. Czy on jej coś zrobił? – Dobrze się czujesz?
– Nie. – Opadła na krzesło naprzeciwko mnie. – Endometrioza stwierdziła, że się przypomni…
Endometrioza. Czyli tak się to nazywało. Musiałem później o tym poczytać, by w końcu wiedzieć, o co chodzi. Jednocześnie ulżyło mi, że to nie było związane z tym kolesiem.  
– Coś cię boli? – zapytałem, bo miałem wrażenie, że miała łzy w oczach.
– Tak, ale już nie tak bardzo jak w nocy. – Spojrzała mi w oczy i przez chwilę nic nie mówiła. – Pamiętasz… wczoraj?
– Właściwie… miałem nadzieję, że trochę rozjaśnisz mi sytuację. Byłaś tu, kiedy wróciłem?
– Byłam. Oglądałam maraton Przyjaciół, kiedy wróciłeś i… do mnie dołączyłeś.
Faktycznie, coś mi się kojarzyło. Gdy wróciłem, świeciło się światło w salonie. Siedziałem z nią na kanapie. Gdy to powiedziała, wspomnienia jakby nagle same wróciły. Ponownie spojrzałem na jej koszulkę. Chyba wczoraj też ją miała.  
Nagle przez głowę przemknął mi dziwny obraz. Obraz zdejmowania tej koszulki i rzucania jej na podłogę. Osłupiały, ponownie spojrzałem na Hayley.
– I… co było potem? Oglądaliśmy serial? Mówiłem coś… po pijaku? – Nagle umysł zaczął pracować mi bardzo szybko. Co miał znaczyć ten obraz w mojej głowie? Niemożliwe, że zdejmowałem jej koszulkę. Owszem, raz zdejmowałem z niej sukienkę, ale wtedy była pijana. I dlaczego obudziłem się nagi? – Piłaś coś wczoraj? – dorzuciłem. Moje pytania zapewne nie miały dla niej żadnego sensu, ale musiałem wiedzieć, czy jedynie to sobie wyobraziłem, czy to była prawda.
– Nie piłam. – Przeczesała dłonią włosy, nie patrząc na mnie. – Chociaż może powinnam… Mam ci streścić cały wieczór? Odcinek po odcinku?
– Nie, tylko… – Coraz bardziej panikowałem, zwłaszcza że mówiła zagadkami, które nie nadawały się na moją skacowaną głowę. – Muszę wiedzieć, czy niczego nie odwaliłem. Sama wiesz, jak się zachowuję po alkoholu… – Nagle zmarszczyłem brwi. – Byliśmy w moim pokoju?
– Nie martw się, niczego nie odwaliłeś. Zaprowadziłam cię do łóżka i utuliłam do snu. – Uśmiechnęła się lekko.
Tylko tyle? Zaprowadziła mnie do łóżka? Coś nie dawało mi tu spokoju. Byłem przekonany, że leżała razem ze mną. I co miała znaczyć jej koszulka na podłodze? A może to była moja?
– Znowu zrobiłem striptiz? Z twoją pomocą?
– No cóż… – Zarumieniła się. – Nie gniewam się. – Założyła kosmyk włosów za ucho.
Co to miało znaczyć? Rozebrałem się przed nią? Dlatego byłem bez bokserek? Boże. Zacisnąłem usta, bo nie wiedziałem, czy bardziej chce mi się śmiać, czy jednak powinienem się trochę wstydzić.
– Przepraszam, że musiałaś to oglądać. – A zapewne dużo się naoglądała, skoro rano byłem nagi.
– Nie masz za co… Chyba jesteśmy kwita po moim ostatnim występie…
– To był ostatni raz. Nie będę więcej pił. Mam tego dość.
– To dobrze. Twoja wątroba będzie ci wdzięczna. – Znowu się uśmiechnęła, ale patrzyła na mnie w taki sposób… Inaczej niż zwykle. – Będziesz coś jadł?
– Raczej nie. Jeszcze nie. Pójdę pod prysznic.
– Okej… ja wracam do łóżka… – Podniosła się, wyjęła jakiś jogurt z lodówki, wzięła łyżeczkę i wyszła z kuchni.
Powlokłem się do łazienki. Nie chciało mi się już myśleć nad tym, co się wydarzyło. Miałem jakieś przebłyski, ale nie wiedziałem, czy mogłem im ufać. Hayley była u mnie. Bez koszulki. Wylądowała na podłodze. Miała ten sam napis, co ta, w której weszła do kuchni. Ja byłem nagi. W dodatku wydawało mi się, że ją całowałem. Rozbierałem. Że leżała pode mną i jęczała. Nie było trudno dodać dwa do dwóch, ale… to było przecież niemożliwe. Chyba mój pijacki mózg sobie to wyśnił, albo po prostu sobie to wyobrażałem, chcąc, żeby wszystko okazało się prawdą. Ale przecież gdybyśmy poszli do łóżka, Hayley by mi powiedziała. Nie okłamałaby mnie. Pokręciłem głową. Nie, to na pewno się nie stało. Hayley w życiu by mi na to nie pozwoliła. Przecież była na randce. Z moim sobowtórem. Nie potrzebowała oryginału do szczęścia.
To był tylko kolejny powód, żeby przestać pić. Nie chciałem po raz kolejny pytać jej, co robiłem, bo tego nie pamiętałem ani wyobrażać sobie niestworzonych rzeczy. Nie chciałem popaść w alkoholizm. Tylko tego by mi brakowało.
Wchodząc pod chłodny strumień wody obiecałem sobie, że więcej tak nie zrobię, choćby nie wiem jak mnie to kusiło.


Hayley

Nick nie pamiętał. Mogłam się tego spodziewać, ale jak głupia miałam nadzieję, że może jednak nie wypił tak dużo. W dodatku już umawiał się z Angeliką, mimo że był skacowany. Byłam rozczarowana i sobą, i nim. Co z tego, że ja pamiętałam? To tylko bardziej bolało. Może gdyby seks nie był taki dobry… Ale był. I w tym cały problem. Chciałam więcej, chociaż doskonale wiedziałam, że to się nigdy nie zdarzy. Byłam masochistką.
Głupia, głupia, głupia.
Zastanawiałam się, jak by zareagował, gdybym powiedziała mu prawdę. Myślałam, że to sobie wyjaśnimy, ale kiedy usłyszałam, że rozmawiał z nią… Nie chciałam być jedną z wielu, ale byłam. Na własne życzenie. Jednak nie chciałam też kłamać mu prosto w oczy. Powiedziałam prawdę, chociaż nie do końca. Ominęłam najważniejsze. Chyba bałam się jego reakcji. Bałam się, że zacznie przepraszać, tłumaczyć, że to nic nie znaczyło, że się więcej nie powtórzy. Po tym wszystkim, co się między nami ostatnio stało… Chyba rozpadłabym się na kawałki.  
Żałowałam, że nie posłuchałam głosu rozsądku, ale jednocześnie nie żałowałam ani trochę.
Po prawie nieprzespanej nocy spędziłam dzień w łóżku. Nadal źle się czułam, chociaż było już o wiele lepiej. Will wrócił cały w skowronkach, ale mina mu zrzedła, kiedy mnie zobaczył. Znowu zaczynał panikować, więc starałam się go uspokoić. Przygotował późny obiad i zjedliśmy razem, a potem poszliśmy na spacer z psem. Świeże powietrze dobrze mi zrobiło, mogłam to zrobić wcześniej, ale bałam się wychodzić sama, bo nie czułam się na siłach. Nie chciałam też prosić Nicka, bo przecież słyszałam, że resztę dnia miał już zajętą. Wieczór spędziłam z bratem, grając na konsoli, ale byłam wykończona, więc szybko położyłam się spać. Nawet wcześniej niż Will, a to zdarzało się wyjątkowo rzadko.
***
Dzisiaj świeciło słońce. Wpadające przez okno promienie sprawiły, że miałam ochotę rysować, zwłaszcza że biurko było zalane ciepłym światłem. Miałam nadzieję, że tym razem w końcu narysuję jakieś zwierzę. Wzięłam do ręki ołówek, a nie węgiel, jakby samo to mogło sprawić, że na kartce nie pojawi się podobizna Nicka. W mieszkaniu było cicho. Will był w pracy, Milo spał po naszym bieganiu, a Nicka nie widziałam, więc pewnie go nie było. Nie włączyłam muzyki na słuchawkach, tylko przez głośnik w telefonie. Nie jakoś głośno, bo nie chciałam za bardzo skupić się na słowach piosenki. Na laptopie stojącym w rogu blatu powiększyłam zdjęcie dalmatyńczyka, którego miałam zamiar naszkicować. Może się uda. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam rysować. Powoli linie zaczynały przypominać psa, proporcje się zgadzały, chociaż coś mi nie pasowało. Zaczęłam rysować plamki na sierści, cicho nucąc słowa piosenki, która zbliżała się do końca.
– Myślałem, że narysujesz mnie.
Aż podskoczyłam, serce prawie wyskoczyło mi z piersi, a dłoń niekontrolowanie przejechała ołówkiem przez całą kartkę. Z wrażenia przycisnęłam zbyt mocno. Rysunek był do wyrzucenia. To nie program graficzny, gdzie mogłabym wcisnąć “cofnij” i krecha zniknęłaby równie szybko, co się pojawiła. Pierwszy rysunek od bardzo dawna, który nie był podobizną Nicka, zniszczony w sekundę. Jęknęłam.
– Dlaczego? – zapytałam, podnosząc głowę, żeby na niego spojrzeć.
– Bo jestem dobrym modelem? – Uśmiechnął się szeroko.
– Nie mogę już rysować niczego innego? Poza tym, nie pamiętam, żebyś się zgłaszał na ochotnika…
– Bo mnie ochrzaniłaś, że biorę twoje rysunki bez pytania, a to wiatr je zdmuchnął. Ale jak potrzebujesz ochotnika, to bardzo proszę. Gdzie mam stanąć?  
Wiatr? Więc chciał je tylko podnieść? Było mi głupio, że tak na niego wtedy naskoczyłam. Moja wyobraźnia już zaczęła pracować i w myślach już prosiłam go, żeby zdjął koszulkę, skoro chciał pozować.  
Boże. Byłam żałosna.
– Nigdzie. Nie będę cię rysować – powiedziałam, chociaż z trudem przełknęłam ślinę.
– Jesteś pewna? Mogę się rozebrać – dodał, unosząc jedną brew.
Zrobiło mi się gorąco. Czytał w myślach czy co? A może znowu miał zamiar zaproponować seks? Dopiero co wychodził do Angeliki...
– Naprawdę? Myślisz, że to mnie przekona?
Nawet nie próbowałam pozbyć się krechy. Odłożyłam ołówek i odsunęłam się trochę od biurka, ale nie czułam się zbyt komfortowo, kiedy patrzył na mnie z góry. To znaczy zawsze patrzył z góry, bo był wyższy, ale teraz przecież siedziałam na krześle.
– Mnie by przekonało – powiedział, wzruszając ramionami. – Ale skoro nie chcesz, żebym ci pozował, to zawsze możesz poprosić Dereka. Różnica i tak będzie minimalna – dodał z gorzkim uśmiechem, po czym obrócił się i poszedł do swojego pokoju.  
Szczęka mi opadła. Że co? Skąd on wiedział o Dereku? Skąd wiedział, jak wyglądał? Może Will mu powiedział, ale… czemu to zabrzmiało tak, jakby był zazdrosny? Przecież miał Angelikę. O co mu chodziło?
Mój telefon zawibrował, a na ekranie pojawiła się wiadomość od Dereka, jakby Nick go przywołał samym wypowiedzeniem jego imienia. Pisał do mnie codziennie od naszej randki, raz nawet zadzwonił, ale nie odebrałam. Nie odpisywałam. Olewałam go i czułam się z tym źle. Musiałam mu w końcu napisać, że nic z tego nie będzie. Żeby nie robił sobie nadziei. Wzięłam komórkę do ręki i napisałam wiadomość. Jedna odpowiedź na tyle jego pytań. Nie powinnam była z nim wychodzić. Przeprosiłam go i napisałam wprost, że to koniec, chociaż jeszcze nic się nie zaczęło. Może powinnam się z nim spotkać i to wyjaśnić, ale wcale nie miałam na to ochoty. Miałam nadzieję, że nie będzie już do mnie pisał, bo będę musiała go zablokować. Nie chciałam utrzymywać z nim kontaktu.
Ochota na rysowanie odeszła razem z Nickiem. Schowałam wszystko z biurka, poszłam się przebrać w strój do ćwiczeń i rozłożyłam matę w salonie. Zamierzałam dać sobie porządny wycisk. Chciałam, żeby bolały mnie mięśnie, bo ból fizyczny był lepszy od tego psychicznego. I chociaż świeciło słońce, ciemność wokół mnie wcale nie znikała.
***
Siedziałam na kanapie w salonie z laptopem na kolanach i przeglądałam oferty pracy. Skończyłam pisać CV, ale co z tego, skoro nie było miejsca, do którego mogłabym je wysłać. Chyba musiałam wrócić do tworzenia okładek, jednak na samą myśl czułam wstręt. Niektórzy autorzy wymagali czytania wcześniej ich książek, co było fajne i kiedyś mnie to cieszyło, ale teraz… Teraz nie miałam na to ochoty. To tylko dowodziło, jak głęboko tkwiłam w ciemności. Nie czułam się już sobą.
Usłyszałam dzwonek do drzwi i zaskoczona spojrzałam w tamtym kierunku. Kto to mógł być? Zamknęłam klapę laptopa i odłożyłam go na bok. Milo pobiegł pod drzwi, ale kiedy do niego dołączyłam, kazałam mu wrócić do swojego posłania. Posłuchał, chociaż nie był zadowolony i czujnie obserwował drzwi. Otworzyłam, spodziewając się Kevina, albo Andrei, albo Gabrielli, albo całej trójki, ewentualnie Angeliki, na co zacisnęłam zęby, ale przede mną stała elegancko ubrana kobieta. Usta miała pomalowane szminką, ale brązowe tęczówki i czarne włosy… Od razu w głowie pojawił mi się Nick. Podobieństwo rzucało się w oczy i byłam zaskoczona, bo ani on, ani Will nigdy nie mówili o jego rodzicach. Po jej minie było widać, że to nie mnie się spodziewała. Była wyraźnie niezadowolona i patrzyła na mnie tak, że chciałam zniknąć.
– Kim jesteś? – odezwała się niezadowolonym tonem.  
– Jestem… Hayley. Siostra Willa. A pani jest…
Zmarszczyła brwi.
– To wiele wyjaśnia – skwitowała, nie odpowiadając na pytanie. Weszła do środka i zamknęła za sobą drzwi. – Gdzie Nicholas?
Czy Nick był w ogóle w domu? Nie widziałam go dzisiaj. Zalała mnie panika. A co, jeśli go nie było? Miałam tu siedzieć z jego matką i… I co? Nie wiedziałam, czy powinnam go zawołać, czy może od razu pobiec do jego pokoju.
– Mamo? Co ty tu robisz?  
Poczułam ulgę, słysząc głos Nicka, który wyraźnie był zaskoczony. Chyba nie spodziewał się takiej wizyty. Jego czarne włosy były uroczo rozczochrane. Miał na sobie zwykłe dżinsy i szarą bluzę z kapturem i wyglądał tak… do schrupania. Nie bez powodu przy jego numerze telefonu dałam emotkę ciasteczka. Tylko szkoda, że nie mogłam nic z tym zrobić.  
– Co ja tu robię? A co ty robisz, Nicholas? – Jej oczy ciskały gromy. Wskazała na mnie. – Czy to z nią zdradziłeś Kim?
Nickowi opadła szczęka. Mnie też. Chyba się przesłyszałam. Spojrzał na mnie, a potem na swoją mamę.
– Słucham?
Kobieta znowu spojrzała na mnie.
– Chyba nie powinnaś być przy tej rozmowie. To sprawa między mną a moim synem.
Nie byłam w stanie wykrztusić z siebie ani słowa. Spojrzałam tylko na Nicka, który pokiwał głową, po czym uciekłam do pokoju Willa. Nie zamknęłam do końca drzwi, bo wpuszczałam do środka Milo, ale oni rozmawiali tak głośno, że pewnie i tak bym wszystko słyszała.
– Czy ta dziewczyna tu mieszka? – usłyszałam jej głos, pełen oburzenia.
– Nie mów tak o niej. Ona ma imię. Co ty tu w ogóle robisz? I dlaczego zarzucasz mi zdradę Kim?
– Nawet mi nie powiedziałeś, że się rozstaliście. Musiałam dowiedzieć się od niej. Nie spodziewałam się tego po tobie, Nicholas. To już za dużo, nawet jak na ciebie. Jak mogłeś ją zdradzić? Taka dobra dziewczyna…
– Nie zdradziłem jej! Co ona ci nagadała?
– Powiedziała, że przespałeś się z inną, bo nie miałeś szacunku dla jej zasad. I że powiedziałeś jej to prosto w twarz. Zaprzeczysz?
Nastała chwila milczenia, a kiedy się w końcu odezwał, miał dużo niższy głos:
– Nie, ale nie jest tak, jak mówi. Nie zdradziłem jej. Zdążyliśmy się rozstać i każde poszło w swoją stronę.
– To właśnie nazywasz “pójściem w swoją stronę”? Sypianie z obcymi dziewczynami? Myślałam, że lepiej cię wychowaliśmy i że w końcu wyrosłeś z tych twoich… zachowań. Teraz chyba jednak już nic mnie nie zdziwi. Od kiedy i dlaczego mieszkasz z tą dziewczyną?!
– Uspokój się! To siostra Willa. I zanim oskarżysz mnie o spanie z nią, od razu ci powiem, że nic takiego nie miało miejsca. Chcesz wiedzieć, dlaczego tu jest? Może trzeba było się częściej odzywać i interesować moim życiem – wycedził Nick głosem pełnym jadu. – Chyba pierwszy raz jesteś w tym mieszkaniu, co? Nic dziwnego, że musiałaś się pytać Hayley, gdzie jestem. Nie trafiłabyś nawet do mojego pokoju.
– Nie tym tonem.
– A jakim? Nawet nie wiesz, co się stało. Wysłuchałaś wersji Kim i uważasz, że wiesz już wszystko? Może zamiast mnie oskarżać, zapytałabyś o cokolwiek! Zapytałabyś o moją wersję! Ale nie, najlepiej rzucać oskarżeniami od progu!
Nie mogłam tego słuchać. Moja mama nigdy nie zrobiłaby czegoś takiego. Najpierw wysłuchałaby mojej wersji. Biedny Nick. Było mi go żal i chociaż ostatnio powiedział, że już nie będzie pił, to zaczynałam się obawiać, że jednak to zrobi.


Nicholas

Przyszła tu i od razu się na mnie rzuciła. Kim nagadała jej samych głupot. W oczach mamy widziałem rozczarowanie. Widywałem je często przez wiele lat.
– Już zapomniałeś, jaką ilością kłamstw karmiłeś mnie i ojca? Dziwisz się, że nie zapytałam? I tak nie usłyszałabym od ciebie prawdy. W tej sprawie wolę jednak zaufać Kim…
– Kim? – przerwałem jej i zaśmiałem się. – Tej samej Kim, która próbowała nakłonić mnie seksem, żebym do niej wrócił? Tej świętoszkowatej Kim, która zaraz po rozstaniu poleciała do jakiegoś umięśnionego blondyna? Faktycznie, po co można wierzyć własnemu synowi, jeśli można zaufać tej kłamliwej…
– Nicholas!
– Mam tego dość. Nie będę ci się tłumaczył. – Zacisnąłem zęby, ledwo nad sobą panując. Miałem ochotę w coś uderzyć. – Przykro mi, mamo, że lubiłaś mnie tylko wtedy, gdy byłem z Kim. Jej już nie ma, a ty możesz wrócić do udawania, że twój syn mieszka gdzieś daleko. – Już nie pamiętałem, kiedy ostatnio się tak kłóciliśmy. Takich momentów było wiele, gdy byłem nastolatkiem, ale ostatnio było lepiej. Do cholery, miałem dwadzieścia siedem lat, a mama przyszła na mnie nakrzyczeć, bo moja była naopowiadała jej kłamstw. – Może przemyśl swoje zachowanie.
Patrzyła na mnie bez wyrazu.
– Co się z tobą stało, Nicholas? Dlaczego… dlaczego jesteś taki? Myślałam, że gdy wyjdziesz z okresu dojrzewania, to wszystko minie, ale ty…  
– Tak, jestem zły, najgorszy, jestem twoim najgorszym rozczarowaniem – przerwałem jej, czując gdzieś głęboko piekący ból. – Znam tą listę na pamięć. Możesz już iść. Trafisz do drzwi?
Przygryzła wargę. Poprawiła torebkę na ramieniu i rzuciła mi ostatnie spojrzenie. Myślałem, że coś powie, ale tylko odwróciła się i wyszła. Trzasnęły drzwi, a ja opadłem na krzesło, zaciskając pięść tak mocno, że aż mi zbielała. Oddychałem przez nos, próbując opanować chęć popchnięcia stołu tak, że cały by się przewrócił. Ostatecznie ograniczyłem się tylko do kopnięcia drugiego krzesła tak, że wylądowało pod ścianą. Nie przyniosło mi to wielkiej ulgi. Miałem ochotę się rozpłakać, ale chyba już nie byłem do tego zdolny. Nie mogłem uwierzyć, że Kim powiedziała mojej mamie, że ją zdradziłem. Tak jakby mama potrzebowała jeszcze kolejnego powodu, by być mną rozczarowana.
– Nick… – Hayley stanęła nagle w wejściu do kuchni. – Ja… nie chciałam podsłuchiwać, ale tak głośno się kłóciliście…
– Pewnie nawet ludzie na ulicy słyszeli – mruknąłem, odwracając wzrok. – Fajną mam mamusię, nie?
– Przykro mi…
– Nie musisz się nade mną litować. – Odsunąłem się od stołu tak gwałtownie, że zadygotał i stojąca na nim szklanka spadła i rozbiła się z hukiem o podłogę. Kopnąłem gwałtownie odłamek szkła, który zatrzymał się przy mojej stopie. – Kurwa mać! Musiała przyjść aż tu, żeby mnie oskarżyć o zdradę? Nie mogła zadzwonić? Przecież zawsze, kurwa, tak robi! – Kopnąłem kolejne krzesło. Przestawałem się kontrolować. – Ma mnie w dupie przez cały czas, ale jak najdroższa Kim powie jedno słówko, to już leci, żeby mnie zlinczować!
Hayley wyglądała na przestraszoną i chyba miała łzy w oczach, ale podeszła do mnie i mocno objęła. Chciałem jej się wyrwać, ale ściskała mnie zaskakująco mocno. Po chwili poczułem spadek siły. Już nie chciało mi się kopać. Poczułem ból. Sam miałem łzy w oczach, ale przecież nie mogłem się przed nią rozpłakać. Opadłem na krzesło. Hayley nadal mnie tuliła, stojąc między moimi nogami. Zaczęła głaskać mnie po włosach.
– Jestem tu – powiedziała cicho, a kiedy nie odpowiedziałem, dodała: – Nie jesteś zły. Twoja mama nie ma racji. Jesteś dobrym człowiekiem, dobrym przyjacielem, można na ciebie liczyć.  
Delikatnie wyswobodziłem się z jej uścisku. W milczeniu schyliłem się i pozbierałem największe kawałki szkła. I tak trzeba tu było odkurzyć, ale teraz o tym nie myślałem. Wyrzuciłem je do śmieci. Potem spojrzałem na Hayley.
– Dobrym człowiekiem? Dobrym przyjacielem? – powtórzyłem z kpiną i bólem. Nie wiedziała, co mówi. – Już zapomniałaś, co ci zrobiłem? Alkohol wyzwala we mnie to, co najgorsze, ale to nie znaczy, że bez niego taki nie jestem. Bo jestem zepsuty. – Ruszyłem do swojego pokoju, nie dając jej szansy na odpowiedź.  
Potrzebowałem zostać sam.


Hayley

Nick myślał, że był zepsuty? To było strasznie smutne. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego jego mama wierzyła Kim, a nie własnemu synowi. Z ich kłótni wynikało, że nie mieli ze sobą najlepszego kontaktu. W dodatku dowiedziałam się, co takiego się stało między Nickiem a jego byłą. To musiało być w okolicach Walentynek. Dlatego się upił i wywalił całą blachę szarlotki. Nadal było mi przykro, ale przynajmniej znałam już powód jego zachowania.  
Nick był zagubiony, zraniony i niedoceniany, ale na pewno nie zepsuty.
Odkurzyłam odłamki szkła, które zostały na podłodze, a były zbyt małe, by zbierać je rękami. Wolałabym nie wbić sobie żadnego w stopę. Nie chciałam też, żeby Milo wbił sobie szkło w łapę. Dla pewności odkurzyłam nie tylko kuchnię, ale też korytarz i salon. Nick zamknął się w pokoju i tym razem nie zamierzałam mu przeszkadzać. A przynajmniej jeszcze nie. Pomyślałam, że upiekę mu ciasto, chociaż obiecałam sobie, że już więcej tego nie zrobię.  
Już zapomniałaś, co ci zrobiłem?
Nie zapomniałam, ale nie zamierzałam też gniewać się o to do końca życia. To tylko ciasto.
Milo siedział ze mną w kuchni, myśląc, że dostanie kawałek, a przecież doskonale wiedział, że i tak tego nie zje. Dałam mu jeden z jego przysmaków, żeby zaszył się pod stołem i nie plątał pod nogami. Upiekłam szarlotkę, a kiedy trochę ostygła, ukroiłam spory kawałek i poszłam do Nicka. Nie odpowiadał na pukanie, więc w końcu nacisnęłam klamkę i weszłam do środka. Pokój był pusty. Nawet nie zauważyłam, kiedy wyszedł. Jak to się stało? Może podczas odkurzania. Musiałam stać tyłem, a odkurzacz zagłuszył jego kroki. Postawiłam talerz z ciastem na stoliku obok łóżka i wróciłam się do kuchni po ściereczkę, żeby je przykryć. Wzięłam też kartkę i długopis, a potem napisałam notkę, którą zostawiłam na wierzchu ciasta.
Nie mogłam sobie znaleźć miejsca, bo martwiłam się o Nicka. Bałam się, że poszedł pić, wda się w bójkę, i tym razem stanie się mu coś poważniejszego niż rozcięta brew. Nigdy nie widziałam go w takim stanie jak po kłótni z mamą. Trochę mnie to przeraziło. Nie zdawałam sobie sprawy, że jego ciemność była gorsza i bardziej przerażająca od mojej. W końcu odważyłam się do niego zadzwonić, ale nie odebrał.  
Usłyszałam, że otwierają się drzwi wejściowe i od razu tam pobiegłam, mając nadzieję, że to Nick. Mina mi zrzedła, gdy zobaczyłam brata.
– To ty – wyrwało mi się.
– Jesteś rozczarowana. Spodziewałaś się kogoś innego?
– Myślałam, że może Nick wrócił…
Will spojrzał na mnie podejrzliwie.
– Dlaczego na niego czekasz?
– Bo… była tu jego mama i strasznie się pokłócili. Oskarżyła go o zdradę Kim i…
– Nie zdradził jej! – przerwał mi Will. – Co za głupia, katolicka… Pewnie nagadała jego matce niestworzone rzeczy, a ona jest w nią wpatrzona jak w obrazek, więc to, co powie Kim, jest święte.
– Nawet nie zapytała o jego wersję…
– Czyli jak zawsze – prychnął. Nadal się nie rozebrał. – Dzwoniłaś do niego?
– Nie odbiera.
– Okej, to ja spróbuję. – Wyjął telefon z kieszeni, wybrał numer Nicka i zaczął chodzić, czekając na połączenie. – Nie odbiera.
Nie podobało mi się to. Zaczynał boleć mnie żołądek z nerwów. A co, jeśli siedział w barze i się upijał? A co, jeśli coś mu się stało? A może nic mu nie jest. Może tylko chciał pooddychać świeżym powietrzem. Może tylko… pojechał do Angeliki i właśnie uprawiali seks? Coś zakuło mnie w sercu.  
– Mówił, że nie będzie już pił, ale po dzisiaj nie jestem tego taka pewna… – powiedziałam, patrząc na brata. – Co robimy?
– Nie mamy za dużo opcji. Chyba dzwonimy do oporu. W końcu odbierze.


Nicholas

Nie mogłem wytrzymać w pokoju, dlatego gdy Hayley zajęła się odkurzaniem, wymknąłem się na siłownię, mając nadzieję, że mnie nie zauważyła. Sam planowałem odkurzyć to szkło, ale wtedy Hayley pewnie by przyszła i zadawałaby pytania, albo dalej patrzyłaby się na mnie tym pełnym litości wzrokiem… Nie tego chciałem. Złapałem torbę ze strojem i czym prędzej wyszedłem. Próbowałem się odciąć od tego, co się stało, ale na trzeźwo było ciężko. Omal nie skręciłem do baru, ale w końcu coś sobie obiecałem. Gdy znalazłem się na siłowni, szybko się przebrałem i zostawiłem komórkę w szatni. Przyszedłem się zmęczyć. Brałem coraz to nowsze sztangi, nie chcąc nawet patrzeć na siebie w lustrze. Mocniej, szybciej, więcej, ciężej. Byle się zmęczyć, byle nie mieć siły myśleć.  
Szkoda tylko, że żadne ćwiczenia świata nie pomogą pozbyć się tego okropnego uczucia i wspomnienia rozczarowanych oczu mamy. Zawsze taka była, a ja jakimś cudem nadal do tego nie przywykłem. O nic mnie nie pytała, bo zakładała z góry, że ją okłamię.  
W końcu przesadziłem. Od dawna nie byłem na siłowni. Jak wygłodniały zwierz rzuciłem się do ćwiczeń, nie myśląc – w pewnym momencie poczułem ostry ból w barku. Syknąłem i upuściłem sztangę, w ostatniej chwili odskakując, zanim upadła mi na stopy. Cholera. Złapałem się za bark, który zaczął pulsować i boleć tak, że ledwo mogłem obrócić głowę. Teraz byłem na siebie jeszcze bardziej wściekły.  
Koniec ćwiczeń. Wróciłem do szatni i zmieniłem tylko spodnie. Nie mogłem ściągnąć koszulki, bo aż syczałem przy każdej próbie. Nienawidziłem tego bólu. Uniemożliwiał jakiekolwiek ruchy. Miałem być wyłączony z życia na następne parę dni.  
Choć z drugiej strony, może taki ból był lepszy od psychicznego.
Zerknąłem na komórkę. Miałem po kilka nieodebranych połączeń od Hayley i Willa. Cholera, coś musiało się stać – po co inaczej dzwoniliby do mnie oboje?
Na tyle szybko na ile mogłem, wróciłem do mieszkania. Torba uderzyła z hukiem o podłogę, gdy zsunęła mi się z ramienia. Chciałem skierować się od razu do pokoju, ale Hayley wybiegła z kuchni i wyglądała, jakby chciała rzucić się mi na szyję, ale zrezygnowała w ostatniej chwili. Stanęła przede mną z ulgą wymalowaną na twarzy.
– Jesteś – powiedziała, uważnie mi się przypatrując. – Dlaczego nie odbierałeś? Martwiliśmy się.
– Jestem – powiedziałem, krzywiąc się z bólu. – Nie miałem przy sobie komórki. Co się stało? Dlaczego do mnie wydzwanialiście?
– Bo… byłeś taki wściekły i myślałam, że pójdziesz się upić i… coś ci się stanie…
– Nic nie piłem. Ale chyba naciągnąłem sobie bark. – Lekko nim poruszyłem i syknąłem. – Ledwo mogę się ruszyć…
Hayley już miała coś powiedzieć, ale w tym momencie Will wyszedł z łazienki.
– No nareszcie! W porządku, stary? Hayley powiedziała mi, kto cię odwiedził.
– Nie chcę o tym gadać – mruknąłem. Will wiedział więcej o mojej sytuacji z rodzicami niż Hayley, ale to wcale nie pomagało. – Mamy jakąś maść na urazy? Albo stany zapalne? Cokolwiek?
– Wątpię. Skoczę do apteki – odpowiedział Will i złapał swoją kurtkę.
– Dzięki. Ja chyba pójdę się położyć. – Ruszyłem powoli w stronę swojego pokoju.  
Położenie się na łóżku wymagało sporo wysiłku, bo każda pozycja powodowała ból. Żałowałem, że poszedłem na siłownię. W końcu jakoś ułożyłem się na boku, gdy zobaczyłem coś na szafce obok łóżka. Ciasto. Szarlotka. Zrobiło mi się gorąco. Leżała tam jakaś karteczka. Z wysiłkiem znowu się podniosłem, by ją przeczytać:  
Nie zapomniałam. To nadal boli, ale już Ci wybaczyłam.★
Poczucie winy zapiekło bardziej niż bolący mięsień. Przygryzłem mocno wargę. Potraktowałem ją okropnie, a ona… Mimo wszystko nie odwróciła się ode mnie. Nie zasługiwałem na to.
Ciasto pachniało i wyglądało smakowicie, ale nie miałem siły po nie sięgnąć. Po prostu tak leżałem, starając się nie ruszać.
Usłyszałem pukanie, drzwi się otworzyły i stanęła w nich Hayley.
– Mam maść – powiedziała, podnosząc rękę, w której trzymała podłużne pudełko.
Po raz kolejny się podniosłem do pozycji siedzącej i stęknąłem cicho.
– Mogłabyś… mnie posmarować? – Idiotycznie się czułem, pytając ją o to. – Sam nie dam rady.
– Jasne. – Uśmiechnęła się, zamknęła drzwi i podeszła do mnie. – Pomóc ci to zdjąć?
Pokiwałem głową. Odłożyła maść gdzieś na bok i ostrożnie chwyciła za krawędź koszulki. Czułem się jak kaleka, bo zdejmowanie jej szło opornie, ale w końcu się udało. Hayley usiadła za mną i po chwili poczułem na skórze zimną maść, a potem jej palce.  
– Byłeś na siłowni? – zapytała, rozsmarowując delikatnie żel.
– Tak. I chyba przesadziłem z ciężarem. – Skrzywiłem się, choć zaczynałem czuć stopniową ulgę od chłodnej substancji.
– Nie chciałeś, żeby twoje mięśnie były miękkie jak pierniczki?
Wyrwało mi się niekontrolowane parsknięcie, co oczywiście zabolało, więc na nowo się skrzywiłem. Miałem wrażenie, że rozmowę o piernikach prowadziliśmy sto lat temu.
– Nie chciałem. A ty byś tego chciała? Żebym miał takie miękkie flaki i duży brzuch?
– Raczej nie, ale nie zauważyłam, żebyś takie miał.
– Właśnie dlatego. Bo nie mogę sobie odpuścić. – Znowu spojrzałem na ciasto. Byłem wdzięczny, że siedziała za mną i nie widziałem jej twarzy. – Dziękuję… za szarlotkę. Nie zasłużyłem na to.  
– Dlaczego tak mówisz? Gdybyś nie zasłużył, to bym jej nie zrobiła.
– Chciałbym, żebyś wiedziała… – Na chwilę zamilkłem, ale kontynuowałem: – To dlatego nie chcę już więcej pić. Zachowałem się wtedy okropnie. Nie chcę więcej tak robić. Nie chcę taki być…
– Ja też nie chcę, żebyś taki był… – powiedziała cicho i poczułem, jak delikatnie obejmuje mnie w pasie, przytulając od tyłu. – Rozumiem… masz swoje demony… ale… nie musisz się mierzyć z nimi sam…
Chyba miałem wilgotne oczy. Nie mogłem się poruszyć. Cieszyłem się, że była z tyłu i tego nie widziała.
– Cieszę się, że mi wybaczyłaś – powiedziałem cicho, wyciągając rękę, która mnie nie bolała i nakrywając jej dłoń swoją. – I… nie wiem, czy mogę ci to obiecać, ale na pewno obiecam, że się postaram… więcej cię nie zawiodę.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 6245 słów i 33898 znaków, zaktualizowała 21 kwi o 17:08.

1 komentarz

 
  • AlexAthame

    Miła część.Hayley jest sobą i może w końcu Nick to dostrzeże kogo ma obok. Szkoda, że nie pamięta co było między nimi. Może to i lepiej bo czułby się z tym źle. Właśnie myślałem czy wspomnisz o Kim. Wolałbym w oryginale.Tylko na tyle ją stać? Och. :)

  • candy

    @AlexAthame w jakim sensie "w oryginale"?

  • AlexAthame

    @candy To znaczy słowa Kim wypowiedziane przez Kim.Bo tu mamy słowa Kim wypowiedziane przez mamę Nicka.

  • candy

    @AlexAthame Kim już wystarczająco tu namieszała :D

  • AlexAthame

    @candy  :smile: