Siedmioramienna gwiazda cz 7

Karo, Elwis i Majka szeptali coś, a siedzieli blisko wyjścia na boisko. Powiedzili Karo tyle co powinna wiedzieć.
— To podejdź do niego i wszystko wyprostuj — powiedział Elvis.  
Majka podeszła do chłopaka. Spojrzał na nią wystraszony.
— Hej.
— Hej — odrzekł.
— Słuchaj Sławek. Przepraszam. Postąpiłam głupio i pochopnie. W sumie chciałeś być szczery. Nie zrobiłeś niczego złego. Chciałbym, żebyś spotkał się z Eugenią. Potem postanowisz, którą z nas wolisz. Ona jest cnotka, więc ci się nie da jak ja. Wiem, że o to ci tak bardzo nie chodziło, to raczej ja chciałam. Elvis robi prywatkę w poniedziałek. Jesteś zaproszony. Karo i ja chciałyśmy ją przeprosić. Więc jak przyjdzie z tobą, byłaby dobra okazja. Pomyśl i przekaz to jej. Widzisz, Karo i Elvis, są blisko, a ja chciałabym mieć też chłopaka. Ale jeżeli zdecydujesz się być z Eugenią, to w porządku.  
Odeszła, a chłopak nie mógł uwierzyć co słyszał. Rzucił okiem na Eugenię. Miała na sobie ładną pastelową sukienkę, lekko przed kolana. Chłopak od razu dostrzegł jej zgrabne łydki. Ponieważ wyczuł zakłopotanie w jej oczach, postanowił podejść. Jeszcze pięć minut wcześniej myślał, żeby wszystko odwołać, oczywiście nie zamierzał powiedzieć miedzianowłosej całej prawdy.
Podszedł do Eugenni.
— Cześć.
— Cześć, Sławek. Nasze spotkanie jest nadal aktualne?  
— Tak, oczywiście. Mam dla ciebie miłą wiadomość. Nie wiem jak to Majka wiedziała, ale prosiła przekazać, że ty i ja jesteśmy zaproszeni do Elvisa na prywatkę w poniedziałek. Głównym powodem tej prywatki jesteś ty. Chcieli cię oficjalnie przeprosić. Za wszystko, a głownie za pewne słowa.
Eugenia poczuła się dziwnie. Czyżby Pan dotknął ich serc. Poczuła się raźniej.  
— Możemy omówić to na spotkaniu. I ja mam ci coś miłego do powiedzenia. Będę czekać po lekcjach na przystanku.
— Ależ Eugenio, nie musisz się wstydzić. Możemy razem wyjść na parking.  
— Dobrze, więc tak zrobimy. O, Monika wraca, mam z nią do omówienia niektóre sprawy.
— Zaczęłaś się z nią kolegować? Zauważyłem, że usiadła z tobą. Nie chcę być plotkarzem, ale wiesz czym ona się zajmuje. Podobno mają ją zawiesić w prawach ucznia.
— Ona z tym skończyła. Każdy popełnia błędy. Do zobaczenia po lekcjach.  
    Miedzianowłosa podeszła do Moniki. Sławek spojrzał na nią i zdecydował się podejść do trójki.
— Cześć.  
— Hej. Fajnie, że podszedłeś — powiedział Elvis.  
— Sądziłem, że jesteście inni. Cała wasza trójka. Chyba nie jest za późno, żebyśmy zostali przyjaciółmi. Rozmawiałem z Eugenią. Mamy omówic to razem dzisiaj na spotkaniu. Damy znać.
— Fajnie, tu jest mój numer — odrzekła Maja.  
Sławek rzucił spojrzenie na Elvisa, a ten odwzajemnił mu prawie przyjacielskim, pełnym uśmiechu spojrzeniem.
Maja podała mu numer swojego telefonu komórkowego. Wcześniej wysłała bardzo niemiłą wiadomość do matki.  
, , Jestem w lepszym miejscu niż twój dom. Nie próbuj mnie szukać. Zabiorę swoje rzeczy kiedy będziesz w pracy. Mam nadzieję, że spotka cię los na jaki zasugujesz. Nie masz męża, stracisz drugiego i właśnie wczoraj straciłaś córkę. Do nigdy, zła kobieto".
Majka nie wiedziała, że po jej wiadomosci Anna długo siedziała z paskiem od sukienki, poniewaz zamierzała ze sobą skończyć. Nie płakała. Ale po dwóch godzinach doszła do wniosku, że to byłaby zbyt lekka kara dla niej, gdyby odebrała sobie życie. Postanowiła żyć i cierpieć. Wzięła prysznic, umalowała się i pojechała do pracy. W głowie i sercu miała pustkę. Czuła jak ostry ból przeszywa jej duszę.  

Eugenia nie mogła doczekac się końcowego dzwonka. Wczorajsze doświadczenie przerastało ją. Ale przyjęła je do samej duszy. Wiedziała jak nigdy dotąd, że Bóg jest realny i żywy. Ale miała też ciało, a to niewiadomo czemu zaczęło domagać się swoich praw. Pamiętała rozmowę z rodzicami. Zastanawiała się czy jest na tyle odważna, żeby wywalić z samego początku z największego działa i postawić te pytanie Sławkowi. Nie miała jeszcze pewności czy tak zrobi. Nie chciała planować nic z góry, raczej swoje działania dostosować do zaistniałych sytuacji. Pożegnała się z Moniką. Oczywiście pamiętała o dniu jutrzejszym, ale to co miało się wydarzyć, zdawało się być takie dalekie i nie realne.
Sławek czuł zdenerwowanie. Wczoraj miał pierwszy erotyczny kontakt z kobiecym ciałem. Pełny i całkowity. A dzisiaj miał spotkać drugą dziewczynę. Jeszcze do pierwszych lekcji miał kompletnie inną wizję piątkowego popołudnia. Postanowił porozmawiać z Eugenią, przeprosić i zrezygnować z randki. W domysłach planował się zalać u jednego z drugorzędnych kolegów.  
A teraz wszystko się zmieniło. Nie spodziewał się, że Maję będzie stać na przeprosiny po wczorajszym wieczorze. Wiedział jedno. Z pewnościa nie powie Eugenni o wczorajszym spotkaniu z Mają. Sądził że przy dobrych układach, nigdy się to nie wyda. Chciał spotkać się z Eugenią mimo, że już postanowił, że będzie z Mają. Przypuszczał, że skoro Maja podeszła i zachowała się tak szlachetnie, nie rozgada później, o ich zbliżeniu. Sławek podświadomie czuł, że dziewczyna nadal go pragnie i że prawdopodobnie ich intymna relacja szybko się powtórzy, a nawet może zaczną regularne współżycie. Miał pewność że o wczorajszym wie tylko on i Maja. Nie domyślał się nawet w co wchodzi. Nie miał pojecia, że jest tylko pionkiem w grze.  
Nie tylko Elvis wiedział co się wydarzyło wczorajszego wieczoru pomiedzy Sławkiem i Mają. Dwie inne osoby miały tego świadomość, ale ich wiedza nie pochodziła ze zwykłego źródła.  
   Monika jechała ze swoim wybawcą i rozmyślała o tym co stało się wczoraj. Miała całkowitą pewność, że sam Pan stworzenia ją prowadził. Ale kiedy się obudziła rano, pamiętała wszystko, ale nie czuła się tak samo jak poprzedniego wieczoru. Dopiero kiedy zamieniła kilka miłych słów z dyrektorem i wsiedli do jego audi, moc do niej powróciła. Dokładnie w tej samej sile co wczoraj wieczorem. Dostała całkowite objawienie tego co się wydarzyło wczoraj z Mają, Sławkiem, Karo i Elvisem. I dokładnie wiedziała co planują. a co najdziwniejsze wiedziała co zrobi Sławek i jej obecnie, najbliższa dusza, Eugenia, mimo że oni sami jeszcze tego nie wiedzieli. Ta wiedza dotyczyła całej piątki, odnośnie siebie nie wiedziała nic. Ta otrzymana informacja wstrząsnęła jej duchem.  
Kalwiński zauważył zmianę na jej licu.
— Coś się stało, Moniko?
Normalnie by to ukryła, ale nie mogła.
— Tak, ale nie mogę o tym mówić.
— Ależ powiedz, już ci nic nie grozi. Dowiesz się za kika minut czegoś co cię powinno ucieszyć, mniemam.
— To całkiem inna sprawa, już dobrze.
Dyrektor nie zrozumiał, ale odczuł że nie powinien naciskać.
Rzeczywiście jej buzia przybrała normalny, łagodny wyraz. Objawiono jej tylko sprawy związane z pozostałą piątką. Widocznie Bóg nie chciał odbierać jej radości, która miała ją spotkać.
Dojechali.  
— To mój dom — powiedział.  
Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale za wczasu zastopował.
— O widzę, że Róża już jest.
Na parkingu przed wiazdem do garazu stał Peugot 3008 suv.
— Takie pieniądze można zarobić będąc kuratorem? — zapytła Monika ze śmiechem.
— Ojciec Róży ma dość renomowany interes. Cóż, czasami ojcowie są jacy powinni być.  
Stanisław odkrył natychmiast jak wielką gafę strzelił.
— Przepraszam — szepnął.
— Takie życie — odparła Monika.
Weszli do domu. W drzwiach przywitała ich Róża. Mogła mieć trochę mniej niż czterdzieści lat. Miała nieco mocną budowę kości, ale poza tym prezentowała się całkiem dobrze. Uśmiechnęła się szczerze do Moniki i przytuliła ją krótko, dopiero po chwili pocałowała policzek mężczyzny.
— Witaj w domu — powiedziała.  
— W waszym domu — odrzekła z lekkim smutkiem dziewczyna.  
Róża wymieniła szybkie spojrzenie ze Stanisławem.
— Mieliśmy ci powiedzieć w czasie, albo po obiedzie, ale nie mogę czekać. Powiedz jej Staś.
— Wiem, ze pan dyrektor mi pomógł jak nikt do tej pory w życiu i wiem, ze mamy razem pracować. Jak już pani wie, coś postanowiłam i dotrzymam...
— Mów mi Róża.
— Trochę mi niezręcznie.
— Usiądźmy, dopóki Róża nie poda obiadu — rzekł Stanisław.  
Usiedli na skórzanej kanapie.
— Czy chciałabyś, żeby ten dom był twoim domem?
— Nie chodzi o dom, wczoraj w restauracji coś powiedziałeś, co...
— Słuchaj, Moniko. Postanowiliśmy razem z Róża cię adoptować. Jeżeli dasz nam szansę, damy ci tyle miłości ile tylko zdołamy.
Monika poczuła uderzenie gorąca.
— To nie może być prawdą. Prawo...
— Nie martw się o prawo. Wiem jaką masz sytuację, jeżeli matka się nie zgodzi dobrowolnie, możemy ją zmusić. Ale nie chcemy tego robić. Najważniejsza jest twoja decyzja.
— To jest wciąż moja matka, tylko upadła. Nie wiem kiedy, nie wiem dlaczego. Ale tak, zgadzam się. Wczoraj kiedy to powiedziałeś...
Monika wtuliła się w mocna pierś Kalwińskiego, ale nie płakała. Popatrzyła mu prosto w oczy.
— Chciałabym znowu być małą dziewczynka.  
Róża podeszła i przytulili się razem. Tym razem łzy pokazały się w oczch zarówno Stanisława jak i Róży, a na ślicznej buzi Moniki pojawił się uśmiech.  
— Nigdy nie traćcie nadziei. On jest żywy.  
— I ja ci coś opowiem po obiedzie, Moniko. A teraz jedzmy. Po co się trudziłam.  

Eugenia była trochę zdenerwowana kiedy wsiadła do smamochodu Sławka. Nigdy jeszcze nie była z chłopakiem na randce. Druga rzecz postawiła ją w stan alertu. Poczuła damskie perfumy. Mimo to, nie chciała pytać. Może jechał z mamą, może ma siostrę? Postanowiła jednak się zapytać, chociaż nie wprost.
— Masz rodzeństwo, Sławek?
— Tak, dwie siostry. Jedna ma piętnaście, druga dwadzieścia. A ty?
— Jestem jedynaczka. Mama miała duży kłopot przy porodzie i byłam kilka miesiecy w inkubatorze. Mama, po mnie nie mogła mieć już dzieci.  
— Przykro mi.
— Mnie też, zawsze chciałam mieć brata czy siostrę. Jeżdżą czasem z tobą?
— Tak, bardzo często. A czemu pytasz?
Eugenia nie świadomie doszła do miejsca, gdzie nie miała wyboru. W pierwszej chwili chciała powiedzieć coś innego, ale nie mogła. Czuła, że nie powinna kłamać.
— Poczułam damskie perfumy.
Sławek odczuł ucisk w żołądku. Chciał powiedzieć, że wiózł wczoraj Maję, ale powiedzia zupełnie co innego.
— To pewnie siostry. Wiesz dziewczyny się teraz stroją, malują i w ogóle.
Eugenia się uspokoiła ale znowu coś innego ja poruszyło. Nie była pewna czy to się tyczy do niej.
— Ja się nie maluję i prawie nie używam perfum. Nawet paznokci nie maluję. Czy to ci przeszkadza u mnie?
Sławek się zmieszał.  
— Nie. Wyglądasz dobrze bez makijażu. Pojedziemy na obiad, czy wolisz na kawę?
— Możemy pójść na coś lekkiego, a potem na deser.  
Miedzianowłosa zaczęła sobie układać w głowie jak ma zacząć rozmawiać. Chłopak robił wrażenie sympatyczne, zachowywał się bez zarzutu. Czuła, że jest bardziej spięty niż ona. Doszła do wniosku, że nie będzie musiała mu nic mówić z tych spraw. Przestał mówić, że mu się podoba, nie próbował jej dotknąć. Postanowiła się zapytać tylko o kwestię wiary. Poczuła bowiem, że ta dla niej jest istotne, czy jej ewentualny chłopak wierzy w siłę nadrzędną. I czy w ogóle wierzy w coś. Chciała go jednak najpierw poznać, a dopiero postawić to pytanie.
Dojechli do baru. Mało było już takich jak ten. Usiedi i zamówili zupy jarzynowe i kluski leniwe. Zanim zaczęli jeść, Eugenia zapytała go czy mu nie przeszkadza jak poprosi o błogosławieństwo. Nie skojarzyła, że to będzie się dokładnie łączyć z jego nastawieniem do wiary i Stwórcy
— Nie bardzo rozumiem?
— Zawsze jak jemy w domu, modlimy się przy stole.
— Dobrze, mi to nie przeszkadza.
Wiec dziewczyna zaczęła.
— Panie, pobłogosław ten posiłek. Dziękuję ci za to, że możemy go razem spożyć. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.  
Zawsze się podobnie modlili w domu, ale teraz coś jeszcze cisnęło się jej na usta.
— Proszę o to w imieniu Jezusa Chrystusa.
Sławek poczuł się dziwnie. Powiedział, że to mu nie przeszkadza, ale mu jednak chyba przeszkadzało. Rozejrzał się czy inni też słyszeli.  
— To trochę dziwne. To jedzenie ktoś przygotował, a ty prosisz o błogosławieństwo kogoś kogo tu nie ma.
Eugenia pominęła jego wypowiedź i pomyślała, że ostatnio Monika prosiła o błogosławieństwo dla tych rąk co przygotowały posiłek w ich domu, czyli Janiny.
— Poczekaj chwilkę, zaraz przyjdę.
Podeszła do bufetu.
— Przepraszam, czy jest ta osoba, która robiła nasz obiad?
— Czy coś nie tak? Znalazła pani coś w zupie?
— Nie nie. Wszystko dobrze.
— Kucharz jest i pomoc również, zaraz poproszę.  
Po chwili przyszedł mężczyzna około pięćdziesięcioletni i trzydziestoletnia kobieta.
— Coś się stało, proszę pani?
— Wszystko dobrze. Jeszcze nie zaczęłam jeść. Niech Pan Bóg pobłogosławi wasze ręce, za ten posiłek. Dziekuje w imieniu Pana.  
Eugenia odeszła, a oni patrzyli po sobie.
— Dziwna dziewczyna, ale miło jest na duszy jak się słyszy takie słowa, nie sądzisz Zośka?
— Tak Olek, bardzo miło. Są jeszcze mili ludzie, a myślałam że już wszyscy schamieli.  
Oni wrócili do kuchni, a miedzianowłosa do stołu.
— Zawsze się modlisz?
— Często.
— Wiesz, wtedy na ławce, na przystanku było inaczej...— nie chciał kontynuować tego drażliwego tematu.
— A teraz się zmieniło? Dlaczego?
— Nie mówię, że się zmieniło. Chciałbym cię lepiej poznać. Co myślisz o propozycji trójki?
— To miło z ich strony, ale ja nie chodzę na takie imprezy.
— To nie impreza, oni chcą to zrobić specjalnie dla ciebie.
Sławek nie wiedział, czemu tak powiedział, a zielonooka poczuła się dobrze.
— Och, nie wiem co powiedzieć. Może ich zapytam w poniedziałek w szkole, co ich do tego skłoniło.
— Sa inni, bo trzymają się razem, ale to mili goście.
— Znasz ich dobrze, nie wiedziałam.
— Nie tak dobrze. Czasem mamy o kimś inne zdanie niż jest w rzeczywistości.
— Tak, to prawda. A ty wierzysz w Boga? — zmieniła nagle temat.
— Nie mam zdania. Rodzice nie chodzą do kościoła. Nigdy o tym nie myślałem.  
— Tak, rozumiem. Czułam się wyobcowana, ale to mi nie przeszkadza, że ludzie nie wierzą. Czemu się ze mną umówiłeś?
Sławek był zaskoczony jej odważnym pytaniem. Ale na to mógł jej odpowiedzieć dość łatwo.
— Obserwowałem cię, chciałem poznać. Podobasz mi się, ale nie tylko z urody.
Eugenia poczuła miłe odczucie gdzieś w środku.
— Miło słyszeć, zdaje sobie sprawę, że większości chopakom chodzi o jedno.
Poruszył się nieznacznie na krześle i przełknął nerwowo ślinę.
— Mi o to nie chodzi.
— Jesteśmy tak zbudowani, że ciało ma swoje prawa, ale dobrze jest na tym panować.
Sławek nie wytrzymała.
— Eugenio! Sądziłem, że jesteś zahukaną, zawstydzoną jedynaczką i zrobisz się czerwona jak tylko coś wspomnimy o tych sprawach, a ty jesteś bardziej odważna niż ja. Prawdę mówiąc czułem coś tam na przystanku, wiesz co mam na myśli...
— Ja też czułam.
Szatyn zastanawiał się skąd u niej jest tyle odwagi. Postnowił zapytać ją o coś mimo, że wiedział iż tym co powie, może zawalić wszystko.
— Nie spotkałaś się ze mną, żeby...
— Żeby co?
— No wiesz...
— Wiem co chcesz powiedzieć, ale nie możesz tego wyksztusić, prawda?
Kiedy to usłyszał, nabrał odwagi.
— Kochać się ze mną — wypalił.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i szkolne, użył 2787 słów i 15955 znaków, zaktualizował 6 lis 2018.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Duygu

    Uhuhu, to niezła randka! Kocham Sławka i Eugenię  <3 Są młodzi, życie nadal uczy, nie są jeszcze ukształtowani. Oby stworzyli szczęśliwą parę. A czy to spotkanie w ramach przeprosin będzie dobre...? Mam mieszane uczucia  :and: Monika zasługuje na szczęście! Ha, i dobrze Majka napisała matce!  :bravo: Ślicznie, przyjacielu.

  • AlexAthame

    @Duygu Och Duygu zobaczysz co będzie.....Dziękuję ślicznie  za piękne komentarze.