Siedmioramienna gwiazda cz 3

— Nie drzyj ryja i nie strasz mnie policją, bo cię na odwyk zabiorą. A nie chciałabyś chyba żebym sam z twoja córcią pomieszkiwał.  
Mówiąc to wyciągnął ręce w kierunku dziewczyny i chciał ja objąć.  
Monika wywinęła się i powiedziała.        
— Łapy przy sobie, pijaku!                  
Coś złego pokazało się w przekrwionych oczach Witka.    
— Tak się do tatusia odzywasz, mała dziwko?    
Zamierzył się i gdyby nie jego stan z pewnością ręka dotarłaby do twarzy dziewczyny. Monika odskoczyła i znalazła się przy drzwiach. Wybiegła na klatkę. Jak na razie miała w kontaktach jeden numer, dyrektora Kalwińskiego. Zastanowiła się chwilę. Ten człowiek zrobił dla niej w jeden dzień więcej niż wszyscy inni przez całe życie. Pomyślała jeszcze o jednej osobie. Do tej pory nie odbierała tego tak, ale teraz jakaś myśl jej mówiła, że w pewnym sensie, ta osoba jest jej coś dłużna. Miała jej pomagać w matematyce. W sumie, być może uratowała jej wówczas życie. Nie pamiętała numeru ale zapisała go na kartce. Wyszła z klatki, na wszelki wypadek, gdyby kolega mamusi miał zamiar wyjść i jej szukać. Szansa na to była marna, ale istniała. W końcu znalazła numer. Wystukała. Była prawie siódma, więc Eugenia nie mogła jeszcze spać.
— Halo kto mówi? — usłyszała Eugenia.
— To ja Monika.
— O! Cześć, dałaś mi inny numer.
— Tak, mam nowy telefon. Mam wielką prośbę. Mogłybyśmy się pouczyć tej matematyki dzisiaj?
— Och, nie jestem przygotowana. Sama nie wiem co powiedzieć.
Monika również się zastanawiała jak kontynuować rozmowę. Czy wspomnieć jej, że jej wówczas pomogła? Czy powiedzieć prawdę, że nie ma gdzie się podziać. Miała jeszcze dwie możliwości. Mogła zadzwonić do Kalwińskiego albo iść do hotelu. Na myśl o hotelu trochę się wzdrygnęła. Nie chciała tego. Nie zamierzała również wracać do domu, bo mogło tam być teraz równie dobrze piekło lub lubieżny sex. Obu opcji nie chciała. Postanowiła również nie zawracać głowy Kalwińskiemu.  
— Posłuchaj Monika, mam problem. Oszukałam cię odnośnie korepetycji. Nie mam gdzie się podziać, tej nocy, tak wyszło.  
Nastapiła cisza. Tak cicha, że Monika słyszała bicie swojego serca.
— Wybacz, nie będę ci mogła pomóc. Przepraszam.
Pierwsze co cisnęło się na usta Monice to jakieś brzydkie słowo, ale nie powiedziała tego.  
— Dobra, nie ma sprawy. Miłego wieczoru.  
Stała i poczuła taki ból w sercu jakiego dawno nie odczuwała.  
— A już ci zaufałam. Pozwoliłeś mnie gwałcić i to wielokrotnie, bić, poniewierać jak szmatę. Dałeś m irównież matkę, która nigdy nie wstawiła się za mną. Mało tego, była zazdrosna, że ten zwyrodnialec ze mną spi, a nie z nią. Po co mi pomogłeś, żeby mnie jeszcze bardziej przygnieść? Jesteś okrutny.  
Monika poczuła się źle. Wiedziała, że dyrektor jej nie odmówi. I kiedy była bliska przekląć raz na zawsze Stwórcę, wypowiedziała na pozór bardzo buntownicze zdanie.
— Daje ci ostatnią szansę. Jeżeli jesteś kim mówią, pomóż mi. A uwierzę w to jeżeli Eugenia mi pomoże. Tylko wówczas.  
W tym samym czasie, o kilka kilometrów na wschód od miejsca gdzie teraz stała, zielonooka wpatrywała się w swoją komórkę. Poczuła dziwne odczucie, prawie fizyczne. Ma swoje plany, chce się poczytać, posłuchać muzyki, a przede wszystkim pomyśleć o swoim spotkaniu ze Sławkiem. Ale to wydało się niedostatecznym powodem. Rodzice. Nie może sprowadzić do domu osoby, której prawie nie zna. A słyszała o niej. Cała szkoła o tym huczała. Prostytutka. Daje ciało za pieniadze. Eugenia nie była pewna czy rodzice wyrażą zgode nawet na to, żeby ją uczyła. A co dopiero spała w ich domu! I gdzie będzie spać? Rodzice mają jedno łózko, a ona ma drugie. Wykluczone. Trzeba sobie radzić w życiu. Może Bóg ją pokarał za jej grzechy! Położyła telefon na biurko. Wzięła książkę z półki. Otworzyła na stronie, gdzie wczoraj skończyła. Przeczytała dwa słowa. Wzięła telefon i połaczyła się z ostatnim numerem.  
— Monika?
Kiedy Monika zobaczyła numer, już wiedziała. O ile poprzedni ból ranił, teraz zapomniała o całym bólu jaki ją spotkał od sześciu lat i wcześniej.
— Tak?
— Gdzie dokładnie jesteś, zaraz po ciebie przyjedziemy.
— Pytałaś rodziców, ja...?
— Nie pytałam. To nie ważne. Wybacz, ze ci odmówiłam. Gdzie jesteś?
Monika podała miejsce. Czuła błogość i radość. Poczuła, że przed chwilą umarła i ożyła. Wiedziała, że jest nowym człowiekiem. I wiedziała jeszcze jedno. Nigdy nie czytała słowa z bibli, ale wiedziała z cała pewnością jak czuła się uratowana przez Jezusa kobieta cudzołożna. Czuła jak całuje zakurzone stopy, jak mniemano syna Józefa. Czuła jak jej łzy padają na jego stopy. Wiedziała, że żadna moc nie jest w stanie jej zmienić. Była wolna. Szczęśliwa i pełna.

Eugenia wyszła z pokoju. Zapukała do pokoju rodziców.  
— Co się stało, kochanie? — zapytał ojciec.  
Dostrzegła projekty na stole, mama siedziała na fotelu i czytała książkę.
— Proszę cię. Musimy pojechać po moją koleżankę. Ona nie ma gdzie spać, będzie spała ze mną w pokoju.
— Córeczko, nic nie mówiłaś. Nie mamy warunków!
— Tato, czy rozumiesz co ja mówię? Człowiek potrzebuje pomocy, mam jechać sama? Wiesz, że nie prowadzę zbyt dobrze, i nie mam prawa jazdy.
Ojciec popatrzyła na nią nie dłużej niż dwie sekundy.
— Dobrze córeczko, jedna chwila. Kochanie, przygotuj coś do jedzenia, może głodna — powiedziała Janina.
Po dwóch minutach siedzieli już w samochodzie.
— Co to za koleżanka? Znasz ją dobrze?
— Monika Morawska.
— Morawska, powiadasz. Coś mi się obiło o uszy. Czy to nie ta dziewczyna o podejrzanej reputacji?
— Tak, to ona.
Mirek poczuł się dziwnie. Co skłoniło jego córkę do tej decyzji? Wiedział, że Eugenia jest czysta i te sprawy są jej dalekie.
— Kochanie, dlaczego?
Odpowiedź dziewczyny była natychmiastowa.
— To człowiek i potrzebuje pomocy, dlatego.
Ojciec przyjął odpowiedź i pomyślał, że jego córka jest lepsza od niego. Lepsza od żony i lepsza od wszystkiego co zna.
— Jest jeszcze jedna sprawa, ale o tym pomyślałam dopiero teraz.
Mężczyzna wyczuł dziwny dźwiek głosu u córki. Czekał.  
— Gdyby nie ona, już bym nie zyła. Zawdzięczam jej życie.
Mirosław poczuł jak jego dłonie zaciskają się mocniej na kierownicy.  
— Co ty mówisz kochanie?!
— Mój problem to małe piersi, wiesz że jestem płaska jak deska. Zero, tylko sutki i brodawki. To wyglada jak jakiś głupi żart, bo mama ma duże D. Rok temu pewna dziewczyna wyszydziła mnie przy wszystkich, nazwała mnie, , , Wyprysk". Chciałam sobie podciąć żyły. Nie wiem jak w tej ciemnej szatni mnie znalazła, a właściwie wiem.  
Samochód zwalniał. W oddali zobaczyli Monikę. Zanim zatrzymali kompletnie, Mirosław zapytał. Wiedział odpowiedź, ale chciał usłyszeć ją z ust córki.
— Powiedziałaś, że nie wiesz jak się ta dziewczyna tam znalazła, a właściwie wiesz. Powiedz.
— To proste. Bóg ja tam posłał.
Mirosław zatrzymał samochód. Wysiedli oboje.
— Przepraszam za kłopot — powiedział Monika.
— To żaden kłopot. Żona robi kolacje, jedźmy.  
— Usiądę z nią, tato.
Po chwili obie dziewczyny siedziały na tylnim siedzeniu.  
— Przepraszam, że ci zrobiam kłopot i twoim rodzicom.
Monika poczuła dłoń Eugeni. Po chwili trzymały się mocno.
Dojechali po dwudziestu minutach. Kiedy weszli kanapki stały na stole, a goraca herbata w kubkach.
— To jest moja żona, Janina. Ja jestem Mirosław. A ten czarny czworonóg to Morus. To skoro się już znamy siadajmy do stołu.
Usiedli.  
— Zwykle przed posikiem modlimy się, nie bedzie ci przeszkadzać?
— Pan jest głową domu, ale mam prośbę. Czy ja mogę odmówić modlitwę dziekczynną?
Eugenia poczuła zdziwienie. Była pewna, że Monika nie wierzy. Ale po chwili pomyślała, że moze coś jest inaczej.
— Oczywiście. Gość w domu, Bóg w domu.
Lecz zamiast spodziewanego Ojcze nasz, usłyszeli coś w nie znanym jezyku. Twarz dziewczyny się zmieniła i Monika zaczęła mówić bardzo szybko i wyraźnie. Nastąpiła cisza i wówczas odezwała się Eugenia.
— Złożyłem w Panu cała nadzieję, On schylił się nade mna i wysłuchała mojego wołania. Wydobył mnie z dołu zagłady i z kałuży błota, a stopy moje postawił na skale i umocnił moje kroki. I włożył w moje usta śpiew nowy, pieśń dla naszego Boga. Wielu zobaczy i przejmie ich trwoga, i położa swą ufnośc w Panu. Szczęśliwy mąż, który złożył swa nadzieję w Panu, a nie idzie za pyszałkami i zwolennikami kłamstwa. Pan światłem i zbawieniem moim, kogo mam się lękać. Pan moją obroną, kogo mam się trwożyć?*
Nastapiła cisza. W końcu Pan Mirosław zapytał.  
— Co to był za jezyk i jak ty, córko moja, wiedziałaś?
— To był armejski, a jak wiedziałam? Pewnie Pan mi powiedział.
— Pobłogosław ten dom, Panie. Ten posiłek, Panie i ręce, które przygotowały ten posiłek. O to cię proszę w imieniu Jezusa Chrystusa — powiedziała Monika.
— Nie mówiłaś nam kochanie, że twoja koleżanka jest wierząca — powiedział Mirosław.
— Ja dopiero od niedawna, zaraz po pierwszym telefonie do Eugeni — powiedziała Monika.
— Czy to był dar języka? — zapytała Janina.
— Tak, proszę pani.
Czuło się coś w powietrzu. Jedli, ale nie czuli samego pokarmu, raczej jak coś wypełnia ich dusze. Rozmawiali jak dobrzy znajomi, a wręcz przyjaciele.  
W końcu dziewczyny poszły do pokoju.  
— Masz tylko jedno łózko, och!
— Jest dość szerokie. Jesteś mojego wzrostu, mam jakąś piżamę, albo koszulę do spania.
— Dziękuję.
— Ja myślałam, że tylko ja wierzę i Piotr. Doprawdy nie wiedziałam. Więc jak mogłaś, to robić co robiłaś?
— To już przeszłość. Kiedyś ci opowiem. Jestem nowym człowiekiem. W ciągu kilku dni wydarzy się coś strasznego, ale potem cała klasa, ci co zostaną, uwierzą.
Eugenia poczuła ciarki.
— Co masz na mysli mówiąc, ci co zostaną?  
— Trzy osoby umrą, wiem kto, ale nie wolno mi powiedzieć.
— Boże, co ty mówisz!
— Właśnie On mi powiedział. Ale ufaj. Mogę się umyć?  
— Jasne. Dam ci ręcznik, gąbkę i koszulę.  
Monika siedziała na brzegu łóżka, a Eugenia wyjęła jasną, prawie białą koszulę do spania.
— Mam lawedę i owocowy płyn do kąpieli, który wolisz?
— Poproszę lawedę.  
Po chwili miedzianowłosa wszystko przygotowała i Monika poszła się myć. Po około kwadransie wyszła z łazienki. Miała na sobie koszulę do samych kostek.
— Wygladasz tak ładnie. Zmieniłam prześcieradło i powłokę. Umyję się i zaraz przyjdę.
Zielonooka myła się szybko. W końcu wytarła ciało ręcznikiem i ubrała piżamę. Swoją ulubioną. Białą w zielone misie. Kiedy weszła do sypialni Monika siedziała na brzegu łózka.
— Nigdy nie spałam z dziewczyną — szepnęła Monika.
— Ja też nie. Ale jakoś damy radę.
Po chwili się położyły. Światło górne było zgaszone, a tylko mała lampka paliła się przy łózku.  
— Monika, pamiętsz tamten dzień? Dlaczego tam byłaś?  
Eugenia sądziła, że koleżanka będzie się zastanawiać, przypominać sobie jak to było, ale dziewczyna odpowiedziała od razu.
— Coś mi kazało iśc do szatni. Teraz wiem, że to był Pan.  
— Było mi tak źle. Miałam wiarę, rodzice mnie wspomagali jak długo pamiętam, ale wówczas wszystko uleciało. Chciałam się zabić. I zrobiłabym to gdyby nie ty. Dopiero dzisiaj, jak jechaliśmy po ciebie, powiedziałam ojcu. Był w szoku, ja czułam.
— To już minęło. Czujesz nienawiść do Karo?
— Trochę. Ona jest ładna, ale czemu mi tak dokuczyła?  
— Nie wiem. Spróbuj jej wybaczyć.
— Próbuję, ale nie moge do końca, lecz już nie mówmy o tym. Czy sądzisz, że jestem ładna? Wiesz, ciało mam ok, tylko nie mam piersi. Widziałaś moją mamę.To wygląda na żart.
— Jesteś bardzo ładna i zgrabna. Ale prawdziwa twoja uroda to wnętrze.  
— Myślałam, że żaden chłopak na mnie nie spojrzy. A dzisiaj Sławek mnie poprosił, żebym z nim poszła jutro na randkę. On jest taki przystojny, ale i bardzo miły.  
— To dobry chłopak — szepnęła Monika.
— Widziałam, że masz nową komórkę...
— Tak. Tobie moge powiedzieć, bo zachowasz to w tajemnicy.
— Prawie się nie znamy. Skąd wiesz, że zachowam tajemnicę?
— Czy wiesz co się stało przy kolacji?
— Chodzi o to że mówiłaś?
— Tak.
— Nie mam pojecia, a ty wiesz?
— Tak. Otrzymałaś dar Duch świętego. I ja także.
— I co teraz będzie?
— Musisz się ochrzcić w Imieniu Pana.
— Ochszczono mnie jak byłam mała.  
— Poczytaj Dzieje apostolskie. Musisz się ochrzcić w ciągu dwóch dni jeszcze raz, poprawnie.
— Ale...
Monika uniosła się na łokciu. Eugenia czuła jak jej oczy wprost płoną.
— Musisz się narodzić na nowo. Zostałałś ochszczona Duchem Świętym, a teraz musisz ochrzcić się w wodzie w imieniu Pana. Znajdziesz to w Dziejach apostolskich rozdział dziewiętnastym a o ponownym narodzeni w rozdziale czwartym.
— Skąd znasz Pismo Święte, jestem pewna, że nigdy nie czytałaś!—Nic nie rozumiesz? On mi to wszystko mówi.
Monika chciała dyskutować ale poczuła coś w sobie i zamiast dyskutować, zapytała.
— Gdzie mogę się tak ochrzcić?
— Spotkaj mnie w sobotę koło południa. Znajdziemy miejsce.
— Wiesz gdzie?
— Nie, ale w sobotę będę wiedziała. Śpijmy już. Dobranoc.  
Ale miedzianowłosej ciężko było zasnąć. Monika też nie spała. Widziała swoimi wewnętrznymi oczami co stanie się w poniedziałek i czuła jak lecą jej łzy.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i szkolne, użył 2491 słów i 13839 znaków, zaktualizował 22 lis 2017.

2 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Duygu

    Wybacz, żenie skomentowałam wcześniej, ale Bóg mi świadkiem, że przeczytałam już wczoraj  :jupi: Bardzo się cieszę, że Eugenia pomogła Monice. Ojciec Moniki jest... Eh, spokojnie, spokojnie, nie napiszę brzydkich słów. Lubię czarne charaktery, no ale bez przesady  ;) Dobra część, ciekawe co dalej będzie z dziewczynami. Oby nadal sobie pomagały. Łapa w górę, Alex!  :bravo:  :jupi:

  • AlexAthame

    @Duygu dziękuję  :danss:

  • Doti

    Tego się nie spoziewalam :)  
    Monia zaczęła gadać jak opętana :)  
    Żartuje, piękny rozdział  :kiss:

  • AlexAthame

    @Doti Dzięki.