Siedmioramienna gwiazda cz 12

— Tatusiu, czy to znaczy, że Bóg będzie bronił Eugenię?
— Tak kochanie. Pan czasem wybiera osobę i sprawdza jej wiarę. Ale kiedy to robi, znaczy że bardzo jej ufa i wie, że ta osoba go nie zawiedzie.
Julia podała obiad. Wszyscy mieli dobry czas. A ten płynął nieubłaganie. Zrobiło się w pół do czwartej.  
— Mam się spotkać ze Sławkiem. Powiedział ostatnio, że dzisiaj posłucha o Bogu, cieszę się.
Monice było naprawde cieżko. Ale nie mogła nic pisnąć.
— Dobrze, wiem że będziesz mówić z wiarą i sercem.
Monika wyjęła komórkę i zadzwoniła do domu.
— Hej to ja. Moglibyście po mnie przyjechać, proszę.
.........
— Jadłam coś, ale chetnie zjem. Dziękuje, mamo.
Wytarła łzę dłonią.
— Po prostu nie mogę w to uwierzyć, kochaja mnie jak dziecko. Nie mogę.
Eugenia przypomniała sobie w ułamku chwili dobry czas z rodzicami.
— Popatrz jak to jest. Są tacy co mają obojga rodziców i nie ma tam miłości. Pełno jest takich rodzin. Dlaczego tak jest? Kto zawinił?
— Można mówić wiele. Czemu moja matka zezwoliła? A jego nie spotkała żadna kara. Dostał wylewu, bo upadł po pijanemu. A mi było smutno. Cieszyłm się, że skończy się moja udręka, ale się zasmuciłam. Wówczas nie wiedziałam dlaczego, ale teraz wiem.  
Zielonooka przytuliła Monikę.  
— Wybacz mi, bo nie raz myślałam o tobie źle. A przy okazji myślałam jak to jest.
— Co jak jest?
— No wiesz...
— A, o to ci chodzi. Czasem nie było tak najgorzej. Czasem chciałam się zabić. Nikt mnie nie bił, nie zmuszał. Pewnie w jakiś sposób mnie chronił. Dziwne, nie?  
— Tak. Czemu Bóg dopuszcza takie rzeczy.
— Tak, Czemu dopuszcza — powiedziała Monika i pomyślała o tym co wie, że ma się stać.
Przyjechał Stanisław.  
— Witajcie. Podwieźć cię gdzieś, Eugenio?
— Witam, panie dyrektorze. Tam nie daleko szkoły jest taki bar z dobrym, prawie domowym jedzeniem.  
— Wiem gdzie to jest. Wsiadaj.  
Dziewczyny usiadły na tylnim siedzeniu. Po dwudziestu minutach byli na miejscu.
— Dziękuje, panie dyrektorze.  
Eugenia cmoknęła Monikę w policzek. Po chwili audi zniknęło za rogiem. Po ośmiu minutach pojawił się Sławek. Wyglądał bardziej elegancko.
— Ja już jadłam, ale mam miejsce. Pójdziemy tam gdzie w piątek?
— Dobrze.
Sławek był znowu spięty. Kiedy był z nią czuł, że Eugenia jest w porządku. Starał się nie myśleć o jej ciele, ale teraz jak na złość zaczął. Po chwili jednak się uspokoił. I to nie dlatego, że walczył z tym i wygrał. Pomyślał, że musi realizować plan Majki. Zamiast o Eugeni, zaczał myśleć o innej zielonookiej.
— Jak twój dzień? — zapytała miło Eugenia.
— Jak co dzień.
Eugenia chciała mu opowiedziec o chrzcie, o tym jak bardzo jest szczęśliwa, że jest bliżej Boga, ale powstrzymywała się, bo chciała, żeby on zaczął. Czuła, że inaczej będzie go cisnać. I ku jej uciesze sam rozpoczął.
— Mieliśmy porozmawiać o Bogu i wierze. Jestem zainteresowany.
— Miło mi. Nie będę ci robić wykładu. To jest tak, że każdy ma to w sercu. Albo to przyjmuje, albo odrzuca. Ja od małego chodziłam do kościoła i uczestniczyłam we wszystkich ceremoniach. I nagle w ciągu jednego dnia wszystko się zawaliło. Teraz wiem, że się myliłam co do tego jak wierzyłam całe życie. Nie w co wierzyłam.
Sławek był zaskoczony. Spodziewał się listy co powinien robić, a czego się wystrzegać. I znowu był o centymetr, żeby się przyznać do wszystkiego, mimo konsekwencji, ale tym razem pomyślał, że jeśli to zrobi, straci obie. Dlatego zaniechał. Pomyślał o czymś i zapytał dziewczyny.
— Czy sądzisz, że związek, który się zaczął od współżycia, ma powodzenie?
Oczywiście pomyślał o sobie i Majce. Eugenia nie zastanawiała się ani chwili.
— Tak, to możliwe. Nie znaczy to, że jest to reguła. Znane mi jest dobre i kochające się małżeństwo, które tak zaczęło.
Sławek poczuł się dobrze. Może i w jego przypadku, tak się stanie. Co prawda nie pytał dalej, bo gdyby to zrobił, dowiedziałby się, że tamten związek zaczął się również od uczucia, a łóżko było tego wynikiem, a nie odwrotnie.  
Potem Eugenia weszła na bardziej spodziewany temat. Mówiła o Bożej łasce, wybaczeniu i miłości. Tego Sławek nie słuchał, bo rozmyślał jak to będzie miło znowu kochać się z Majką.
— Wiesz, rozmawiałem z Elvisem. Oni są zainteresowani również, bo powiedzieli, że twoja wiara jest pewnie bardziej solidna niż większości tych, co chodzą do kościoła.
Dziewczyna zastanawiała się chwile, czy to możliwe, że Bóg dotknął także ich serc, skoro to wiedzą, ale nic nie powiedziała o tym
— Zastanawiałam się czy iść, ale w takim razie czuję się w obowiazku. Chętnie opowiem wszystkim co wiem i czuję.
Sławek odczuł wibrację swojej komórki.  
— Przepraszam.
Zerknął. Dostał wiadomość od Majki.
,,Musze się natychmiast z tobą zobaczyć" Podała adres.
Chłopak się nie zastanawiał chwili.
— Coś się stało w domu. Taty nie ma, a siostra i mama są w potrzebie. Dowioze cię do domu i muszę jechać.
Eugenia się zdenerwowała.  
— Skoro to takie ważne, jedź. Rodzice są w domu, przyjadą mnie odebrać.
— Dziekuję ci. To spotkamy się w szkole, a potem idziemy na piatą. Dziękuję.  
Pobiegł do samochodu. Eugenia trochę się martwiła czy nic tam się nie stało groźnego. Pomodliła się o to do Pana. Zadzwoniła do rodziców. Tata obiecał zaraz po nią przyjechać.
    Sławek jecha szybciej niż zezwalają przepisy. Lubił wcisnąć swojej staruszce gazu. Marzył o tym, że może kiedyś Elvis da mu się przejechać, chociaż wątpił, że los okaże się dla niego tak łaskawy.
Dojechał. Majka już czekała. Miał tyle dobrych wiadomosci. Kiedy ją zobaczył, poczuł na nowo pragnienie jej ciała.
— Wszystko dobrze, urobiłem to naiwną dziewczynę. Trochę wątpiłem, ale pamiętałem twoje słowa. Myślę, że zasłużyłem na pocałunek albo i więcej.  
Tak był podekscytowany, że zapomniał, że on jest służącym, a ona panią.
Majka popatrzyła na niego dziwnie.  
— To wszystko jest inaczej. Nagadałam ci kłamstw i złych rzeczy. Nie mam czasu by ci mówić. Lepiej będzie jak nie przyjdziesz z Eugenią.
Chłopak był kompletnie zaszokowany. Nie wiedział co powiedzieć, więc powiedział co miało dla niego największe znaczenie.
— A co z nami. Będziesz ze mną? Pragnę cię.
— Nie wiem, to zależy od ciebie.  
Pocałowała go szybko w usta.
— Muszę lecieć. Nie dzwoń. Dam znać.
Zaczęła iść szybkim krokiem. Szatyn dostrzegł w oddali czarne BMW M5. Majka dobiegła do samochody. Drzwi się otworzyły i dziewczyna zniknęła. Sławek stał i żadna myśl nie przychodziła mu do głowy.
  
Majka i Karo spędziły niedzielny wieczór z Elvisem. Tym razem nie było żadnych prochów ani alkoholu, natomiast namówił je by słuchały jego muzyki. Były posłuszne jak baranki. A on triumfował w swoim wnętrzu. Tym razem jego wpływ był tak silny, że obie prawie nie rozmawiały ze sobą, wróciły na noc spać do Karo. Majka nie odpowiedziała na trzy wiadomości od matki.  
Anna robiła co powinna, ale w jej środku nadal panował mrok i chłód. Mąż nie dawał znaku życia. W domu siedziala w fotelu i patrzyła w ścianę.

Poniedziałek zaczął się bezchmurnie. Ptaki śpiewały i wszystko budziło się do nowego dnia. Karo i Majka jak automaty wstały, załatwiły fizjologiczne potrzeby i umyły zęby. Nie myły się. Zjadły bez smaku po kanapce i pojechały do szkoły. Kto je zawiózł? Ich najbliższy przyjaciek, Elvis. Również się nie odzywał. Przekazał im tylko dobra, jak sądził widomość, że rodzice przyjadą dopiero we wtorek.
— Impreza zaczyna się o piatej, ale wy możecie przyjść zaraz po szkole.  
— Dobrze, Elvis — powiedziała Karo.
— Skoro ona przychodzi to ty też.
Oczywiście skierował to do Majki. Ona tylko skinęła głową.
— Co się nie odzywasz?
— Nie mam ochoty.  
— Jesteś wkurzona na Karo, czy na mnie.
— Nie jestem wkurzona, po prostu nie chce mi się gadać.
— Powinnaś mieć dobry humor, dzisiaj podepczesz Eugenię. Albo ją złamiemy albo przystapi do nas.  
Dojechali do szkoły. Na przerwach Sławek starał się coś wyciągnąć od Majki, ale ona prawie nic nie mówiła. Nie chciał tego robić, ale zadecydował sam porozmawiać z Eugenią. Podszedł do niej na dużej przerwie. Nie widział nigdzie trójki. Dzisiaj nie było w szkole ani Moniki ani Piotra. Zadzwoniła do blondynki i dowiedziała się, że dzisiaj załatwiają legalną adopcje.  
— Cześć — zaczął Sławek.
— Witaj. Co się dzieje? Widziałam, ze rozmawiałeś z Majką. Czy coś się zmieniło?
— Ona mówiła mi, że lepiej jakbyś nie przychodziła.
— A co mówił Elvis?
— Mówił, że wszystko aktualne i idzie dobrze. Był miły.
— Nic się nie martw. Dziewczyny pewnie spanikowały. Widzisz, czasami kiedy mamy otrzymać prawdę, boimy się. To pewnie dlatego. Chcą mnie przeprosić, chcą porozmawiać o wierze i Bogu, to bardzo dobrze. Ja przyjadę za piętnaście piąta w nasze miejsce i poczekam na ciebie. I razem pojedziemy. Nie przejmuj się.  
— Dobrze, niech będzie.  
Kiedy Eugenia odeszła, szatyn zaczął gorączkowo myśleć. W sumie na czym mu zależy? Chciałby mieć to z Majką. Kiedy był blisko Eugenii, chciał tego również z nią. Czuł się trochę zgubiony. Majka wytłumaczyła mu wszystko, a potem nagle to odwołała. I tego nie rozumiał. To miało ręce i nogi co mówiła poprzednio, więc co? Czy to miał być dla niego sprawdzian? Może chciała, żeby pokazał jej lojalność? Postanowił postępować według tego, co mu powiedziała wcześniej.  

Eugenia założyła ładną sukienkę z grubym konopnym paskiem. Sukienka była do kolan z białej bawełnu i namalowane były tam kwiaty z przewagą zielonych liści.  
Zostawiła rodzicom wiadomość, że jest u znajomych z klasy na spotkaniu. Nie chciała pisać prywatka. Sądziła, że u Elvisa będą rozmawiać i może suchać czegoś. Pomodliła się o to, żeby dobrze jej poszło przekazanie prawdy. Zupełnie nie pamiętała co zaraz po chrzcie, powiedział Piotr, ale jakkolwiek miała ufność w Bożą opiekę. Przyjechała punktualnie za dwadzieścia piąta.  
Sławek przyjechał za piętnaście. Miał adres do Elvisa na komórce i co dziwne, on sam mu go napisał. Widocznie Majka dała mu jego numer. Tak szczerze, Elvis mu imponował i trochę mu zazdrościł, że ma forsę.
Ponieważ nic nie mówił, ona zagadnęła.
— Dobrze, że cie poznałam. W ten sposób ty i cała trójka będzie się mogła dowiedzieć prawdy o Stwórcy.
Sławek pomyślał, że bardzo go to nie obchodzi i że to co mówi potwierdza tylko to, co mu mówiła o niej Majka. Odważył się coś powiedzieć na ten temat.
— Zastanawiam się czemu ty to masz wiedzieć? Czemu ja nie wiem i oni, a dopiero mamy usłyszeć od ciebie?  
Nie powiedził tego ostro czy z kpiną, więc dziewczyna odpowiedziała mu jak jej serce mówiło.
— Mnie rodzice uczyli i starali się mówić o tym od małego. Przez wiele lat chodziłam do kościoła, ale w końcu poznałam coś z bardziej wiarygodnej strony. Opowiem wam wszystkim, dobrze?
— Pewnie, możesz powiedzieć. Myślę, że oni będą mieć pytania i pewnie nie ze wszystkim się zgodzą.
— Och, to nie kłopot. To nawet lepiej, niż jakby ktoś miał wszystko przyjąć, a przy pierwszej próbie, upaść.
— Co rozumiesz przez, upać?
— Kiedy idziesz do Boga, wznosisz się, kiedy idziesz w drugą stronę, upadasz.
Poczuł złość. Tak, ona zdecydowanie uważa się za lepszą. Podoba mu się, ale będzie bardziej zadowolony, jak ją sprowadzą na ziemię. Pomyślał sobie, że z dwojga, bardziej chyba woli mieć nadal Majkę, bo Eugenia pewnie uzna jego pragnienia za zbyt niskie i płytkie.  
    Przyjechali na miejsce. Sławek nigdy jeszcze nie był u Elvisa i dom jego rodziców zrobił na nim wrażenie. Trochę się zdziwił, że nie zobaczył reakcji zachwytu na twarzy dziewczyny.
— Niezła chata, nie?
— Dom jak dom, widziałam ładniejsze.
Szatyn mało nie wybuchnął. Zaczał czuć, że jego dawna sympatia do Eugeni, przemienia się powoli w zniechęcenie, a nawet w złość. Jednak powsztrzymał się od wypowiedzenia czegokolwiek.
Drzwi otworzył Elvis.
— Wchodźcie, proszę.
— A gdzie dziewczyny? — zapytała Eugenia.
Są w środku, mają dzisiaj cały dzień złe humory. Próbuję coś z tym zrobić.
Weszli do salonu. Maja siedziała koło Karo i obie miały troche stremowane miny.
— Cześć wam. Trochę dziwne, że w szkole nie rozmawiamy, a teraz mamy.
— Tak wyszło — odrzekła Maja.
— No powiedz Karo, co miałaś powiedzieć, koleżanka czeka.
Karo popatrzyła na Elvisa, a potem na Eugenie.
— Przepraszam, nie wiesz dlaczego to powiedziałam.
— Jest w porządku, było mi bardzo przykro, ale już jest dobrze.
— No to wszystko w porządku, lody przełamane. Napijesz się czegoś mocnego, Eugenio?
— Nie lubię alkoholu. Nigdy nie piłam i nie mam ochoty
— To skąd wiesz, że nie lubisz, jak nie piłaś — roześmiał się Sławek — ja poproszę.
Majka spojrzała się ostro na szatyna, ale zobaczyła wzrok Elvisa i jej wzrok przyjął łagodny wyraz.
— Dobra, dziewczyny zrobiły kanapki jak widzicie, to się częstujcie. Czy ktoś jeszcze nie chce alkoholu, bo idę przygotować drinki.  
Popatrzył na Maje i Karo, ale one się tylko lekko uśmiechnęły.
— Wy dziewczyny zabawcie chwile naszego gościa, a ty Sławek pomożesz mi w kuchni.
— Jasne, bardzo chętnie.
Kiedy chłopcy zniknęli w kuchni, Karo szepnęła.
— Pamiętaj, że jesteśmy z tobą.
Eugenia popatrzyła na nią.
— Nie rozumiem?  
— Wiem — szepnęła szybko.
W drzwiach pokazał się Elvis i popatrzył na blondynkę z uśmiechem, ale ona tylko skuliła się w fotelu.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i szkolne, użył 2471 słów i 13965 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Duygu

    O, Matko, co za akcja! Co tu się dzieje? Najbardziej emocjonalna część tego opowiadania!  :bravo: Łapa musi tu być i to TAKA DUŻA. Sławek, weź się chłopie zdecyduj. Szkoda mi Gieni. Coś czuję, że alkohol to niedobry pomysł...  :question: Oby nic złego się nie stało! Ale Majka mu powiedziała, hah  :lol2:   :rotfl:

  • AlexAthame

    @Duygu Dochodzimy do końca dramatu. Myślę, że dalej będzie Ci się podobać. Dziękuję za miły komentarz :)