Siedmioramienna gwiazda cz 10

Karo zostawiła Elvisa i pojechała odebrać swoją dawną i chyba nadal, mimo kilku wpadek, jedyną przyjaciółkę. Taraz czuła się pewniej. Nie bardzo ją obchodzily plany Elvisa, on zawsze byl postrzelony. Chociaż właśnie to, poza jego urodą oczywiście, pociągało ją w nim, również. Maja zajmowała się drugim co do urody w klasie chłopakiem i urabiała go na swoją modę. To był dobry znak. Nareszcie jeden stres mniej. W końcu jej błękitnooki będzie jej i w takiej sytuacji może jej się łatwiej uda zmiękczyć jego przyjemności. Czemu sprawiały mu rozkosz dziwne upodobania, których ślady miała na sobie? Nie wszystko pamiętała. W normalnych warunkach pewnie by bardziej bolało, ale pod wpływem narkotyku nie robiło na niej wrażenia. Pierwsze oszołomienie, nie naturalne doznania rozkoszy, kolorów i zamazanej rzeczywistości fascynowały, ale dochodzenie do siebie nie należało do przyjemności. Zależało jej na nim, ale mimo to nie za bardzo to lubiła. Ostatnie spotkanie odebrała jako urocze. Stwierdził, że jest ładniejsza od Eugeni, i to ją trochę wzmocniło. Dlaczego? Bo mimo wyraźnego mankamentu w ciele miedzianowłosej, sama Karo uważała, że Eugenia mimo wszystko jest od niej ładniejsza. Tylko o jedną część ciała się nie martwiła. Piersi miała ładne i pełne, a tamta prawie wcale, więc na tym polu nawet nie musiała się porównywać.  
Dostrzegła Maję. Zatrzymała mercedesa.  
— Hej, jak spotkanie? — zapytała złotowłosa.
— Urabiam go jak glinę. Jest mi całkiem uległy.
— Było coś miedzy wami?
Maja popatrzyła na nią wyraźnie, jakby chciała wyczytać w jej oczach, co wie. Chyba ten zadufany egoista jej nie sypnął?
— Coś ty, ślini się i niedługo będzie prosił na kolanach, ale poczeka.
— Oni wszyscy są beznadziejni. Tylko o jedno im chodzi.  
Maja roześmiała się.  
— Masz go teraz dla siebie, to już nie musisz się tak wysilać, co?
— Co masz na myśli?
— Wczoraj wyglądałaś wymęczona, a dzisiaj kwitniesz. Nic nie było między wami, wiem to z pewnością.
Karo popatrzyła na nią.
— Nie za bardzo lubię tą jego muzykę, a prochy są obrzydliwe, mimo że na początku dają niezłego kopa.
— Ta muzyka ma coś w sobie, ale te świństwa to mógłby sobie sam brać, jak mu po nich dobrze. Cieszę się, że będę z tobą. Rodzice nie kręcili nosem?
— Wiesz, że im to wisi. Chcą żebym była w domu po dziesiątej. A co robię i z kim śpię, to chyba mają gdzieś. Ważne jest konto bankowe i udawane przyjęcia. Oni przy innych udają takich obeznanych, a w domu jak są sami, oglądają płytkie filmy. Dno.
Maja chciała wyczuć czy Karo cieszy sią, że będą razem, ale nie chciała pytać wprost. Postanowiła tylko być dla niej czuła i delikatna.
— Głodna jesteś, Maja?
— Coś mogę zjeść.
— Pamiętasz jak w dobrych czasach razem gotowałyśmy?
— Tak, fajnie to wspominam.  
Karo spojrzała na nią ciepło.
— Gdzie się zgubiły nasze rozmowy, gotowanie i wspólne słuchanie muzyki?
— Tak. Czasem mi tego brak.  
Karo zdjęła dłoń z kierownicy i dotknęła jej policzka. Majka poczuła się dobrze. Pomyślała, że musi zniszczyć tego napuszonego pięknisia, a wówczas zostanie tylko ona i Karo.  
Dojechały do domu.
— Dawno nas nie odwiedzałaś — zagadnął ojciec Karo.
— Tak się złożyło. Dziękuję, że mogę tu być.  
— Nie ma za co. Jesteś zawsze mile widziana.
Blondynka szturchnęła ją w bok.
— Po co mu słodzisz, teraz będzie opowiadał matce jaka jesteś miła i dobrze wychowana.
— A co, mam mu palca pokazać? — roześmiała się Majka.
— Jesteś niemożliwa. Co byś chciała zjeść?
— Ciebie — uśmiechnęła się zielonooka.
— Wariatka. Zrobię naleśniki. W sumie usmażyłam wcześniej, bo wiem że lubisz. Zrobimy z powidłami, serem i rodzynkami i mam wspaniałą pastę grzybową. Chcesz?
— Jasne. Pomóc ci?
— Nie. Posiedź ze mną w kuchni.  
W czasie jak Karo przygotowywała, do kuchni wpadło młodsze rodzeństwo blondynki, mama i w końcu ojciec. Zamieniali kilka zdań i znikali. W końcu poszli do swoich sypialni, a dziewczyny zaczęły jeść.  
— Nie wiem czy jestem pewna, że dobrze robimy godząc się na plan Elvisa. Czemu dołować tą deskę?
Maja była innego zdania, ale nie chciała o tym mówić. Chciała się cieszyć Karo. Pragnęła dać jej do zrozumienia, że jest dla niej ważna.  
— Pogadamy o tym jutro po południu. Wspominałaś nasz dobry czas, dlaczego nie spróbujemy go mieć teraz. Tak jak w najlepszych czasach.
Karo dokładnie wiedziała co Maja ma na myśli, ale musiała się upewnić.
— Chodzi ci o tamto popołudnie?
Majka popatrzyła na nią czule.  
— Wszystko razem. Czasem jestem zła, że ten Elvis pojawił się w moim życiu.
— Nie jesteś już zła, że cię zostawił dla mnie?
— Byłam, ale mi przeszło.  
— Wybacz mi, nie myślałam, że wy...
— Wpadki tylko wzmacniają. Nie myśl o tym teraz. Jedz. Ja już zjadłam cztery, a ty nie skończyłaś pierwszego.
Dopiła herbatę i uśmiechnęła się.
— Może chcesz, żebym cię karmiła, co?
Karo spojrzała na nią i także się uśmiechnęła.
— A wiesz co, możesz.
Majka usiadła bliżej i zaczęła dzielić naleśniki widelcem i wkładać porcje do ust przyjaciółki.  
— Tak mi lepiej smakowało — powiedziała złotowłosa, kiedy skończyły. Idziemy na górę. Chcesz coś posłuchać, pooglądać?
— Pogadajmy, ale najpierw się umyjemy, co?
— Dobra.
Po chwili weszły na górę. Umyły się szybko. Karo znalazła dla Majki fajną piżamkę z cienkiej flaneli, a sama miała już na sobie koszulkę ze słońcem i majtki w różyczki.
— Wiem, że ci zawsze zimno — powiedziała, widząc ucieszone oczy przyjaciółki.  
Światło nie było zbyt mocne, więc Maja nie zauważyła kilku małych siniaków na udzie i rękach Karo.
— Pójdę się przebrać w piżamę i zaraz wrócę.
— Od kiedy się mnie wstydzisz? — zapytała złotowłosa.
Maja popatrzyła na nią.
— Nie jestem tak ładna jak ty. Nie wstydzę się, ale pójdę do łazienki.
Karo była niepocieszona. Nie chciała, żeby jej przyjaciółka tak czuła. W końcu niech nie myśli, że jest z niej głupia barbi. Poszła do łazienki. Otworzyła i zamknęła drzwi. Maja stała nago i ze zdziwieniem popatrzyła na Karo.
— Czemu?
Karo ją przytuliła.
— Chcę żebyśmy były sobie bliskie — szepnęła.
Pocałowała delikatnie usta Maji. Ale zielonooka nie oddała jej pocałunku.
— Karo, nie. Nie tak, nie teraz, nie tutaj.
— Chciałam być z tobą blisko, nie chodziło mi o to.  
Ale Majka dobrze odczuła jej wnętrze.  
— Wcześniej walczyłaś o Elvisa, a jak go masz dla siebie, to chcesz być ze mną? Ja nie jestem zabawką.  
Karo zrobiła smutną minę.
— On mnie osaczył, ja nie chce z nim być, ale nie mam siły, żeby odejść. Na początku był inny. Popatrz.  
Karo zdjęła bieliznę, ale nie żeby pokazać jej ciało, tylko skutki ostatnich ekscesów, bo większość znajdowała się na piersiach i pośladkach.
Ale Majka przyjęła to zimno.
— Te prochy i muzyka go zniszczą. Ja też o mało nie dałam się nabrać. On źle skończy.  
— Mogę się do ciebie przytulić? — zapytała Karo.
— Chcesz się przytulić, czy kochać, bo ja ci już coś powiedziałam.
— Nie bądź zła.
Blondynka zaczęła się ubierać. Majka założyła piżamę.
— Nie niszcz czegoś. Możesz mnie przytulić, jak chcesz. Tak będzie lepiej. Uwierz mi.
— Dobrze, idziemy spać, masz rację.
Wróciły do łóżka. Położyły się i Karo zgasiła światło. Wtuliła się w plecy Majki.
— Pomóż mi się od niego uwolnić, proszę.  
Trwała cisza. W końcu Majka odwróciła się do niej i szepnęła prosto w jej twarz.
— Dobrze, ale jeśli mnie zdradzisz, zabiję cię.
Mimo ciemności widziały swoje oczy.
— Nie zdradzę cię, a jeżeli to zrobię, zabij mnie.
Maja poczuła coś, ale to było zupełnie inne niż do tej pory. Większą moc, ale jej źródło z pewnością było inne. Rozmyślała o tym, dlatego nie doszło do niej, co szepnęła Karo.
— Chcę cię pocałować, mogę?
— Dobrze.
Karo zetknęła z nią usta. Chciała ja pocałować delikatnie, ale w ułamku chwili wybuchło w niej pożądanie. Majka odwzajemniła jej pocałunek, ale w sekundę potem, zrozumiała co się dzieję. Wyskoczyła jak oparzona z łóżka.
— Pogięło cię? Mało ci Elvisa?
Karo poczuła się zawstydzona, ale cicho szepnęła.
— Pozwoliłaś mi, myślałam że chcesz.
— Co ci pozwoliłam, o czym ty gadasz?
— Powiedziałam, że chciałabym cię pocałowac, a ty powiedziałaś, dobrze.
Majka przypomniała sobie.
— Dobra, myślałam o czymś, powiedziałam automatycznie.
— Przepraszam, nie powinnam. Czuję się zgubiona. Wracaj do łóżka, nie dotknę cię.
Teraz i Majka coś poczuła. Usiadła na łóżku i zapaliła lamkę.
— Coś cię zapytam. Nie zastanawiaj się, tylko powiedz od razu. Czy nie zauważyłaś, że przy Elvisie zachowyjesz się inaczej?
— Tak. Robię coś, czego nie chcę. Mam złe myśli. Złe pragnienia. Ty też?
— Teraz to poczułam. Ta muzyka, ten narkotyki. On jest teraz całkiem inny. On jest zły.  
Teraz Karo sobie coś przypomniała. Jakby coś przefiltrowało jej pamięć z taką precyzją, że poczuła gęsią skórkę.
— Teraz pamiętam dokładnie. Prosiłam, żeby powiedział, że mnie kocha. On cały czas lawirował i nie powiedział, a ja byłam pewna, że to powiedział. I w końcu rzekł, ,,Kocham cię diable". I ja myślałam, że to było do mnie. Ale on powiedział do kogoś innego. Do swojego pana.
Teraz i Majka poczuła. Brak miłości, błąd po błędzie. Wpadła w jego sidła. Czuła satysfakcje, że manipuluje Sławkiem, pragnęła zgnoić jeszcze bardziej Eugenię. Ale czy naprawdę tego chciała?  
— Tak naprawdę, nie chcesz mojego ciała, ty tęsknisz za ciepłem i miłością. Zobacz, cała nasza trójka ma ten sam problem. Nie dostaliśmy tego od rodziców. Teraz to czuję. Tam, na jego terytorium, nie wygramy. Nie możemy z nim zerwać, a w jego towarzystwie nie jesteśmy zdolne mu się przeciwstawić. Ostatnio puścił mi tą muzykę. I ja coś słyszałam. Szept. Ale ja chciałam to słyszeć. Skoro Szatan istnieje to musi istnieć Bóg. A skoro tak, to Eugenia i ten dziwny Piotrek nie są idiotami. To my jesteśmy.
— Ale co zrobimy? Obok niego jesteśmy jak opiłki żelaza w okolicy magnesu. Co zrobimy?
— Słuchaj Karo. To brzmi niedorzecznie, ale musimy tak zrobić. Pamiętaj, że musimy to objawić za pięć dwunasta. Jeżeli to prawda co czuję, Ten w którego wierzy Eugenia, coś zrobi.
— Jutro jest niedziela. Może spotkajmy ją i porozmawiajmy?
— Nie. Może nie uwierzyć. A on wyczuje i może być jeszcze gorzej.
— A może pójść do kościoła i porozmawiać z księdzem?
— To nie jest dobry pomysł. Tam naprawdę chodzą ludzie na pokaz. Wyspowiadają się i od poniedziałku robią to samo. Nie mówię, że wszyscy, czuję że Eugenia jest inna. Teraz to odczułam, w tej chwili.
— A same nie możemy poprosić?
— Nie mam pojęcia jak. Nie znam zadnej modlitwy. Poza tym, my jesteśmy złe. Popatrz co robiłyśmy. On nas nie posłucha, ale Eugeni może tak. Nie możemy jej skrzywdzić, to byłoby gorsze, niż wszystko razem co zrobiłyśmy do tej pory.  
Karo zrobiła dziwną minę.
— Co jest, piękna?
— Nie wiem czy masz rację.
— Dlaczego?
— Bo teraz nie ma tu Elvisa, a ja nadal nie jestem aniołem.
— O co ci chodzi?
— Przed chwią cię pocałowałam i chciałam więcej.
— Już to wyjaśniłyśmy.
— Jest coś jeszcze.
— Karo, gadaj szybko! Co jest?
— Wiesz dlaczego udaję, że pogardzam Eugenią?
— Udajesz? Przecież cały czas drwisz, że nie ma cycków!
— To mi wcale nie przeszkadza. Do dzisiaj myślałam, że zazdroszczę jej ciała, bo jest piękna. Pamiętasz tamten nasz raz, a nawet teraz?
— Pamiętam, co chcesz powiedzieć?
— Ja chyba się w niej kocham i pragnę ją. Wtedy chciałam wyobrazić sobie, że jestem z nią. Teraz też.
Majka patrzyła na Karo i nie mogła uwierzyć.  
— Lubisz dziewczyny?
— Nie wiem. Jest coś w niej, dlatego nie wiem czy mogę być przy niej szczera.  
— No to mamy poważny kopot. Co myślisz zrobić?
— Spróbujemy co mówisz, a jak się nie powiedzie to...
— To co?
— Ty myślisz, że ja jestem grzeczną, głupią blondynką. I pewnie masz rację. Ale ja nie jestem dobra. Ustępuję, pozwalam sobą pomiatać. Ale nie pozwolę jej skrzywdzić. Poleje się krew.
Majka poczuła jak przechodzą ją ciarki.
— Co chcesz zrobić?
— Boje się, ale to jedyne co mi przychodzi do głowy. Nie mogę się od niego uwolnić, a sama się nie zabiję...
— Więc?
— Muszę go zabić. Wiem, że to zrobię, tylko jeszcze nie wiem jak i kiedy.
Majka wzięła ją za ramiona.
— Oszalałaś. Co ty gadasz!
— Nie mam wyboru. Jesteś mi droga. Ale nie pozwolę jej skrzywdzić. Jeżeli Sławek jej coś zrobi, jego też zabiję.  
Majka jeszcze nigdy się tak nie bała. Lecz zamiast robić większą panikę, szepnęła.
— Pomogę ci. Nie dręcz się. Jest wszystko dobrze. Przytul się do mnie i pomyśl, że to ona. I już się nie dręcz. Uwolnimy się od niego. Pomogę ci, choćby to miała być ostatnia rzecz, którą zrobię.  
Położyła się obok Karo. Blondynka wtuliła się w jej ciało i po chwili zasnęła. Kiedy Majka usłyszała jej powolny oddech, zaczęła gładzić jej włosy.  
— Nigdy na to nie pozwolę, musi być inne wyjście. Musi.  
Myślała o tym i weszła również w ramiona snu.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i szkolne, użył 2490 słów i 13629 znaków, zaktualizował 30 gru 2017.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Duygu

    Ach, Karo i Majka... Co wy intrygujecie... Szkoda mi Sławka, ale z drugiej strony mam ochotę mu przyłożyć z liścia   :pissed:  :sad: Zaraz, zaraz... Karo i Gienia?! O co chodzi?!  :O Ach, Majka ogarnij się, proszę. I Karo, też. Podziwiam, że się dziewczyny dogadały i nie skaczą sobie do gardeł, za te zakochania. :) Gienia i Sławek to moja ulubiona para, a tak im trudno... Mam nadzieję, że wszystko się ułoży   ;)  Wspaniale, Alex! Łapka w górę  :bravo:

  • AlexAthame

    @Duygu Te opowiadanko Cię jeszcze zaskoczy.Oj tak :kiss: