Serce sklejone złotem — rozdział 10

Matthew

Siedzieliśmy z chłopakami w klubie. Wyciągnęli mnie tu na siłę, bo przecież nie mogłem siedzieć w domu, musiałem wychodzić do ludzi. Na samą myśl zalewała mnie krew. Nie chciałem tu być. Tym bardziej, że nawet nie pozwolili mi się napić. Pilnowali mnie jak kryminalistę. Przyznaję, że od tamtego dnia, w którym wpadłem na Cat, miałem ochotę się zalać w trupa, ale sam w domu, a nie na oczach wszystkich. Przecież mogli zrobić wyjątek dla jednego, głupiego piwa.  
— Twój wyraz twarzy odstrasza wszystkie laski, Matt — powiedział Tyler.  
— I dobrze — skwitowałem.
— Dobrze? Ja bym chciał jakąś dziś zaliczyć, ale przez twoją niezadowoloną gębę chyba nie będzie mi to dane — skomentował kwaśno.
— Jak mi, kurwa, przykro — zakpiłem. — Wcale nie chciałem tu być, ale mnie wrobiliście w bycie kierowcą. Nawet głupiego piwa…
— Nie będziesz pił żadnego alkoholu — wtrącił się Jake. — Nie będę znowu ratował twoich zwłok.  
— Nikt cię o to nie prosił — syknąłem do niego, po czym spojrzałem na Tylera. — A ty jak chcesz zaruchać, to idź do burdelu, zamiast socjalizować mnie na siłę.
— Kiedyś w końcu musisz wyjść z tego dołka, stary — odezwał się Aaron. — Dobra, kurwa, rozumiem, rzuciła cię narzeczona. Zdarza się. Klin klinem.
— Zdarza się? — prychnąłem. — A co ty, kurwa, możesz o tym wiedzieć? Jesteś pieprzonym pantoflarzem od trzech lat.  
— Matt, uspokój się. Chcemy ci tylko pomóc — powiedział Theo.  
— W dupie mam taką pomoc.  
— Teraz, ale kiedyś może łaskawie ją docenisz.
— Pieprzeni samarytanie — mruknąłem, odwracając wzrok, by popatrzyć na tańczący tłum.
— Trzymajcie mnie, bo mu zaraz jebnę. — Jake zaczynał tracić cierpliwość, a jego łatwo było wyprowadzić z równowagi.  
Mogłem wpaść na to wcześniej. Może wcale nie musielibyśmy tu przyjeżdżać. Nagle zobaczyłem krótkie blond włosy i moje serce przyspieszyło. Im dłużej obserwowałem ich właścicielkę, tym boleśniej serce tłukło mi się w piersi. Znałem te ruchy. Znałem to ciało. Nie było mowy o pomyłce. Na szczęście nie tańczyła z żadnym facetem. Chyba była z koleżankami ze szkoły tańca, wykorzystując fakt, że już nie miała złamanej nogi.
— Proszę bardzo. Który policzek ci nadstawić? — zapytałem, nie odrywając wzroku od Cat.
Kątem oka widziałem, że Jake już się podnosił, ale Aaron go przytrzymał.  
— Wyluzujcie, kurwa. Obaj.  
— Zamiast do klubu mogliśmy go zabrać do burdelu, żeby zaruchał, bo jest nie do zniesienia — odezwał się Tyler.  
Nie zareagowałem, bo byłem zajęty obserwowaniem Cat.  
— Ty, zlituj się — jęknął Theo.  
— Ale może nie będziemy musieli, bo chyba znalazł sobie nowy obiekt westchnień. Idź ją wyrwij, Matt. Zapomnij o Cat i zacznij żyć.  
— Tyler… — Ostrzegawczy ton Jake’a zwrócił moją uwagę, więc niechętnie przeniosłem wzrok na chłopaków.
— Co?  
— Mówiłem, żebyś zaczął się z kimś umawiać — powiedział kąśliwie Tyler. — Wyrzucisz Cat z głowy i wrócisz do życia szybciej niż myślisz.  
— A ty zaraz dostaniesz w ryj. Szybciej niż myślisz — warknąłem. — Nie chcę żadnej innej, chcę Cat i ją, kurwa, odzyskam. Jeszcze nie wiem jak, ale to zrobię.  
Spojrzałem znowu na parkiet, żeby odszukać tańczącą Cat. Serce mi stanęło, bo nie tańczyła sama, ani z dziewczynami. Zacisnąłem szczękę, próbując zapanować nad zazdrością. Tylko z nim tańczyła, a ja już miałem ochotę go zabić. Aż się we mnie gotowało. Miała na sobie zdecydowanie za krótką sukienkę, która dodatkowo podjeżdżała do góry przy każdym ruchu. Facet nie mógł dłużej trzymać rąk przy sobie i zaczął ją bezczelnie obmacywać. Cat chciała mu się wyrwać, ale jej nie pozwolił. Widać było, że jej się to nie podobało, próbowała coś do niego mówić, ale on nie reagował. Teraz to go zabiję. Upierdolę mu te łapy przy samej dupie.  
Zanim się obejrzałem, byłem już w połowie drogi do nich. Jakaś laska uwiesiła mi się na ramieniu, ale ją odepchnąłem. Dopadłem do tego gnoja, złapałem za fraki, żeby odkleić go od Cat i przywaliłem prosto w ryj.  
— Odpierdol się od mojej kobiety — warknąłem, rzucając się na niego z pięściami.


Caterina

Dziewczyny ze studia tańca wyciągnęły mnie do klubu. Początkowo nie chciałam iść, ale w końcu dałam się ponieść. Nie chciałam dłużej siedzieć w czterech ścianach, które były przeraźliwie puste i smutne. Wygrzebałam z szafy jakąś sukienkę, wskoczyłam pod prysznic, znalazłam nawet szpilki, które były ładne, ale nie aż tak wysokie — i byłam gotowa. Potrzebowałam tego. Nie zamierzałam szukać w tym klubie następnego faceta, ale chciałam zapomnieć. Chociaż na chwilę.
Po paru drinkach poczułam ciepło na całym ciele i rzuciłam się w wir tańca. Najpierw tańczyłam tylko z dziewczynami, potem przerzuciłam się na facetów. Czułam się dobrze. W końcu mogłam rozładować napięcie i stres ostatnich tygodni.
Było to kompletnie inne od życia, które wiodłam z Mattem i sama nie wiedziałam, co o tym sądziłam. Z jednej strony byłam wolna, a z drugiej… Niczego nie pragnęłam bardziej, niż tylko zanurzyć się w jego ramionach, utonąć w nich już na zawsze. Poczuć się znowu bezpiecznie.
Beształam się za te myśli i próbowałam skupić się na tańcu i dobrej zabawie — aż w końcu przestała być dobra. Facet, z którym tańczyłam, wyraźnie nie znał granic. W połowie piosenki jego łapska zjechały zdecydowanie za nisko. Próbowałam go powstrzymać, ale nawet mnie nie słuchał, więc musiałam porzucić udawanie miłej i stanowczo się wyrwać. Trzymał mnie jednak mocno i już miałam wbić mu obcas w stopę albo rąbnąć go w krocze, by porządnie zrozumiał aluzję, gdy nagle ktoś wpadł między nas. Potrzebowałam paru sekund, by się zorientować, kto to był i serce mi stanęło. Matt. Co on tu robił? Nie miałam czasu, by się nad tym zastanawiać, bo nagle facet został powalony na parkiet i dostał w twarz.
— Odpierdol się od mojej kobiety!
Miałam wrażenie, że cały alkohol momentalnie ze mnie wyparował, a twarz zbladła. Muzyka jakby nagle odrobinę ucichła, wszyscy dookoła wpatrywali się w nas i zacierali ręce, obserwując zaistniałą scenę. Facet, z którym tańczyłam, już pozbierał się po ciosie od Matta i właśnie się zamachnął, by mu oddać. Spojrzałam na byłego narzeczonego, przerażona.  
— Matt, przestań! — Próbowałam go powstrzymać, ale miał mord w oczach i już chyba nic do niego nie docierało. Bałam się go dotknąć. Na jego twarzy malowały się ten sam ból i nienawiść, kiedy kłóciliśmy się w mieszkaniu, gdy rzucił w ścianę szklanką z alkoholem. Gdy jeszcze mieliśmy coś do stracenia.
— Dotknij jej jeszcze raz, to będziesz szukał protez i jadł przez jebaną rurkę, dopóki nie wstawią ci sztucznej szczęki! — ryknął Matt, dalej okładając faceta pięściami.
Czułam ciarki na całym ciele i nie były one przyjemne. Chyba jeszcze nigdy nie widziałam Matta w takim stanie. I to, co wygadywał… Coś boleśnie ścisnęło moje serce. Nagle skądś zjawili się jego koledzy i próbowali odciągnąć go od kolesia, którego twarz zaczynała przybierać mocno czerwony kolor.
— Trzeba było lepiej pilnować swojej dziuni! — warknął, trzymając palcami krwawiący nos.  
Matt wyrwał się chłopakom i przyłożył mu jeszcze raz, ale potem znowu go złapali i przytrzymali już chyba mocniej. Zaczęli wyciągać go z klubu. Na rozedrganych nogach zaczęłam wychodzić za nimi, byle zniknąć z oczu tłumowi gapiów.
Na zewnątrz Matt znowu wyrwał się chłopakom, ale chyba nie zamierzał już wpadać do środka i dalej się bić. Zatrzymałam się w pewnej odległości od niego, patrząc, jak dalej się wścieka, wyzywając chłopaków za to, że go odciągnęli. Zaczął się szarpać z Jakiem, ale szybko pozostała dwójka ich rozdzieliła, a trzeci dodatkowo stanął między nimi.  
— Jake, kurwa. Opanuj się. Wystarczy, że Mattowi odpierdala.
— Widocznie za słabo oberwał! Puść mnie, to mu poprawię, może w końcu mu się poukłada w tym pustym łbie.
Matt już się nie odezwał, tylko otarł krew z rozciętej wargi, ciężko dysząc. Jake spojrzał na mnie, powiedział coś do reszty i nagle wszyscy odeszli kawałek w bok. Zostałam sama z Mattem.
Sama nie byłam pewna, co mam czuć. Patrząc na niego, zakrwawionego i powoli pokrywającego się siniakami, czułam przemożną ochotę, by go przytulić, pocałować. Wargi drżały mi jednak niemiłosiernie i gdzieś w głębi siebie byłam też wściekła. Gwałtownym ruchem skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
— Co to miało być, do cholery?! — warknęłam, mierząc go wzrokiem. — Zachciało ci się być obrońcą uciśnionych? Jakimś pieprzonym rycerzem na białym koniu? Poradziłabym sobie sama!
— Jak to: co to miało być? — oburzył się Matt. — Miałem patrzeć, jak ten kutas cię obmacuje?
— Tak! Właśnie to powinieneś zrobić! Bo to, czyje ręce mnie obmacują, już nie jest twoim pieprzonym zmartwieniem!
— Chcesz mi powiedzieć, że ci się to podobało? A jakby cię wywlókł gdzieś i zgwałcił?
— Umiem sama o siebie zadbać! — syknęłam wściekle. — I to już nie jest twoja sprawa! Teraz nagle ci tak zależy na mnie i moim bezpieczeństwie?  
— Oczywiście — prychnął. — Jak zawsze, ze wszystkim poradzisz sobie sama. Może jakbyś miała ten gips na nodze, to byś coś zdziałała. I o co ci, do cholery, chodzi? Kiedy niby przestało mi zależeć?  
— Jak z cholerną łatwością okłamywałeś mnie tygodniami, to chyba średnio ci zależało — powiedziałam ironicznie, a on zacisnął szczękę. — A teraz udajesz pieprzonego księcia, który musi mnie ratować z opresji? — Sama nie wiedziałam, czemu byłam taka wściekła. Przecież znałam już prawdę. Matt mnie nie zdradził… ale może niczego to nie zmieniało. Może i tak już wystarczająco dużo razy się nawzajem zraniliśmy. — I co tu w ogóle robisz? Śledzisz mnie?
Podszedł bliżej, wbijając we mnie wściekłe spojrzenie.  
— Świętuję pierdolony powrót do bycia singlem — wycedził przez zaciśnięte zęby, patrząc mi prosto w oczy, a potem odszedł do chłopaków bez słowa pożegnania.
Odetchnęłam głęboko, zaciskając pięści. Straciłam ochotę na dalszą zabawę. Wpatrywałam się w plecy Matta, dopóki nie zniknął mi z oczu i zastanawiałam się, co tu się odwaliło. Zareagował instynktownie, tak jakbym wciąż była jego narzeczoną. Nie powinnam się o to wściekać. Więc dlaczego byłam tak zła? Dlaczego na niego naskoczyłam?  
Odpowiedź przyszła mi do głowy dopiero, gdy wróciłam już do mieszkania, zrzuciłam z siebie sukienkę i ze łzami w oczach wsunęłam się pod kołdrę. Jeśli Mattowi nadal na mnie zależało, to tylko komplikowało sprawę. Dopiero teraz widziałam, że nie mogliśmy być razem, bo zbyt wiele nas dzieliło. Padło zbyt dużo przykrych słów i kłamstw. Nadal go kochałam, a jeśli on nadal kochał mnie… to tylko potęgowało ból rozstania. Ból tej cholernej niepewności, czy kiedykolwiek uda się nam to naprawić.  
Czy kiedykolwiek uda mi się o nim zapomnieć.


Matthew

— No, to pięknie nam zjebałeś wieczór, Matt — skwitował Tyler.
— Ja zjebałem wam? — warknąłem. — To wy mi go zjebaliście. Na chuj mnie tu ciągnęliście?
— Miało być walenie dobrych dup, a nie jakichś randomowych gości po ryju.
— Miałem, kurwa, patrzeć, jak ten kutas ją obmacuje wbrew jej woli? — Zacisnąłem dłonie w pięści, zabijając go wzrokiem. — Zazdrościsz? Mogę ci wybić kilka zębów, jeśli tak bardzo chcesz.  
— Podziękuję. Niezbyt się lubimy z moim dentystą.
— Odpuść, Matt — odezwał się Aaron. — Ten wieczór jest jeszcze do uratowania, możemy zmienić klub i…
— Nigdzie nie idę — przerwałem mu.  
— A ten znowu swoje. O co ci chodzi, człowieku? — warknął Tyler. — Jakiś typ obmacywał Cat, no i co z tego? Skutecznie go spłoszyłeś, teraz już nikt jej nie tknie, bo pół klubu słyszało twoje groźby. Możesz już wyluzować.
— Co z tego? — oburzyłem się. — Cat jest moja i…
— Tymczasowo nie jest. Zapomniałeś? — wtrącił Jake. — Dobrze ci powiedziała. To nie twoje zmartwienie. Musisz odpuścić, bo to zaczyna robić się chore. Tak chcesz ją odzyskać? Śledząc i “broniąc” przed każdym facetem? Odpuść, zanim całkiem ci odpierdoli.
— Dobra, koniec tego pierdolenia, bo do niego i tak nic nie dociera. Chodźmy naprawić ten wieczór, póki jeszcze możemy.
— Powiedziałem, kurwa, że nigdzie nie idę — warknąłem, czując, że jeszcze trochę i wybuchnę. — Jeśli chcecie, droga wolna, ale nie będę robił za taksówkę.
— Póki co robisz tylko za przeżutego i wyplutego pantofla.
Tama pękła. Doskoczyłem do niego i zamachnąłem, zanim chłopaki zdążyli zareagować. Tyler oberwał prosto w szczękę, zatoczył się i wpadł na kosz na śmieci. Gdyby nie to, że Jake mnie złapał i odciągnął, jeszcze bym mu poprawił.  
— Matt, kurwa. Dość tego. Jedziesz do domu — warknął Jake.  
— A żebyś, kurwa, wiedział, że jadę. — Odepchnąłem go i ruszyłem w stronę mojego samochodu.  
— Chcesz prowadzić w takim stanie?  
— W jakim stanie?  
— Ochłoń najpierw albo daj mi kluczyki.  
— Spierdalaj. Chcesz robić za niańkę, to zrób sobie dziecko.  
Próbował mnie zatrzymać, ale to tylko pogorszyło sprawę. Znowu zaczęliśmy się szarpać i gdyby nie interwencja chłopaków, złamałbym mu nos.  
— Zostaw go — mruknął Theo.  
Odeszli, zostawiając mnie samego. Oparłem się o auto, ciężko dysząc. Wcale mi nie przeszło. Miałem wrażenie, że byłem jeszcze bardziej wkurwiony niż przedtem. Wsiadłem za kierownicę, mając w głowie Cat. Nie mogłem przestać myśleć, że ona już ruszyła dalej, zostawiając za sobą przeszłość. Kiedyś uwielbiałem patrzeć, jak tańczyła, ale dzisiaj to sprawiało wręcz fizyczny ból. Nie mogłem do niej podejść i po prostu tańczyć razem z nią. Nie mogłem jej dotknąć, ani przytulić, bo nie była już moja. Powinienem odpuścić, ale nie mogłem.  
Próbowałem wyrzucić z głowy widok tańczącej Cat z tym kutasem. Próbowałem nie myśleć o tym, jak ją obmacywał i jak ona próbowała mu się wyrwać. Chciał ją skrzywdzić, jak mogłem nie zareagować? Sama myśl o tym doprowadzała mnie do szału. A ona zamiast mi podziękować, to na mnie naskoczyła. Była wściekła, tak samo jak ja, ale dlaczego? Nie mogła ten jeden raz przyznać, że potrzebowała pomocy? Po co usilnie chciała udowadniać, że poradzi sobie sama? Chciała mi dać do zrozumienia, że już mnie potrzebuje? Że nie chce mnie widzieć? Że wyrzuciła mnie ze swojego życia na dobre i powinienem trzymać się z daleka?
Jake miał rację. W taki sposób jej nie odzyskam. Ale moja wściekłość kumulowała się już zbyt długo i w końcu musiała znaleźć ujście. A w połączeniu z zazdrością to była mieszanka wybuchowa, nad którą nie miałem najmniejszej kontroli. Mógłbym zrobić temu kutasowi miazgę z czaszki, a i tak nie poczułbym się lepiej. To nie działało. Tak samo jak alkohol. Nic nie było mi w stanie pomóc.  
Tak mocno zaciskałem palce na kierownicy, aż kłykcie mi zbielały. Nie zwróciłem uwagi, że dociskałem pedał gazu do podłogi i jechałem o wiele za szybko. W dodatku zjechałem na przeciwny pas ruchu i kiedy zza zakrętu nagle wyjechało auto, oblał mnie zimny pot. Skręciłem kierownicą, ale zbyt gwałtownie. Straciłem panowanie nad samochodem, wypadłem z drogi i ostatnie, co pamiętam to uderzenie i wybuch poduszki powietrznej.
***
Ocknąłem się z potwornym bólem głowy, szyi i klatki piersiowej. Nie pamiętałem, co się stało. Nie wiedziałem, gdzie byłem. Próbowałem sobie przypomnieć cokolwiek, ale nie mogłem zebrać myśli. Mdliło mnie, a ostre światło raziło po oczach, zmuszając do ich zamknięcia. A po ich otworzeniu i tak nie widziałem wyraźnie. Dźwięczenie w uszach doprowadzało mnie do szału.  
— Obudził się — usłyszałem męski głos, a po chwili ktoś się nade mną pochylił, zasłaniając światło.  
— Matthew Cole? — zapytał kobiecy głos.  
— Tak.  
— Mam na imię Sheila i jestem lekarzem. Pamiętasz, co się stało?
— Nie, nie pamiętam. Gdzie jestem?
— W karetce, jedziemy do szpitala. Miałeś wypadek.  
— Wypadek? Jaki wypadek?  
Zmarszczyłem brwi, starając się poukładać myśli i przypomnieć sobie, jak to się mogło stać, ale nic z tego nie wyszło. Nie mogłem się skupić. Drażniło mnie to głupie światło, bo kobieta nagle zniknęła z mojego pola widzenia i zmrużyłem oczy. Drażniło mnie piszczenie w uszach i to, że wszystko mnie bolało.
— Odpowiesz mi na kilka pytań, Matthew? — zapytała, częściowo zasłaniając światło, ale nie czekała na moją odpowiedź. — Powiedz mi, jak się czujesz? Masz jakieś dolegliwości?
Opisałem swoje objawy i choć lekarka pomogła mi zadając odpowiednie pytania, na które odpowiadałem tylko “tak” lub “nie”, trochę to trwało, bo nadal miałem problem z koncentracją.
— Prawdopodobnie masz wstrząs mózgu. Przyjmujesz jakieś leki?
— Nie.
— Jesteś na coś uczulony?
— Chyba nie.  
— Doznałeś urazu głowy w przeszłości?
— Nie.
— Miałeś jakąkolwiek operację?
— Nie.
— Na razie to wszystko. Odpoczywaj, Matthew.
Nie mogłem się ruszyć, bo mnie unieruchomili. Miałem założony też kołnierz ortopedyczny. Gdy dotarliśmy do szpitala, przewieźli mnie na salę, przerzucili na łóżko jak kłodę drewna i kazali czekać na tomografię. Musiałem leżeć, więc wpatrywałem się w sufit, czekając aż po mnie ktoś przyjdzie.  
— Dobry wie… — Usłyszałem głośne chrząknięcie. — Przyniosłam zgodę do podpisania.  
Ten kobiecy głos był dziwnie znajomy, ale nie potrafiłem go skojarzyć z osobą, do której należał. Przed oczami zobaczyłem niewyraźną twarz, którą okalały blond włosy. Nadal mi to nic nie mówiło. Nie znałem przecież nikogo, kto pracowałby w szpitalu.  
— Jak mam ją podpisać, skoro nie widzę wyraźnie? — zapytałem.  
— Nie towarzyszy ci żadna naiwna dziewczynka, która powierzyła ci serce? Może ona mogłaby potrzymać cię za rączkę?
— S-słucham?
— Masz nieźle poharataną buźkę. Pewnie przez to ucierpi ten twój urok osobisty. Swoją drogą, co słychać u Cat?  
Serce mi stanęło. Z kim ja, do cholery, rozmawiałem? Ten ktoś ewidentnie znał mnie.  
— Nie rozumiem. Czy my się znamy?
— Nie rozumiesz — zakpiła. — Wygodna wymówka. Niedawno Cat odwiedziła Prue. No wiesz, w sprawie tego pięknego, czerwonego wpisu.  
Zrobiło mi się gorąco, a serce waliło mi w piersi jak oszalałe, potęgując ból. Cat odwiedziła Prue? Ciężko mi się myślało, ale w końcu skojarzyłem fakty. Kobieta, z którą rozmawiałem, zwyzywała mnie od chujów w mieszkaniu Prue po tej przeklętej nocy, po której wszystko legło w gruzach.
— Mieszkasz z Prue? Skąd wiesz, że Cat do niej przyszła?
— Lewa półkula zaczęła pracować, co?  
— Jeśli nie zamierzasz odpowiadać, to nie zaczynaj tematu. Po co mówisz mi takie rzeczy?
— Żeby ruszyło cię sumienie, ale ono chyba umarło już dawno temu, skoro potrafiłeś zdradzić swoją narzeczoną.
— Nie zdradziłem jej. Prue się nie pochwaliła?
— Moim zdaniem dostałeś za swoje. Należało ci się.  
— Nie powiem, że nie. Ale po co mnie wyciągała wtedy z tego baru?
— Rozkochałeś ją w sobie, a zakochana kobieta zrobi wszystko, aby zdobyć serce ukochanego. Nie mówię, że Prue postąpiła właściwie, ale po co dawałeś jej nadzieję? Po co z nią flirtowałeś? Co ci to dało? Złamałeś jej serce. Na dodatek nie tylko jej, ale pewnie Cat już cię uświadomiła.  
— Nie dawałem jej żadnej nadziei… Może powiesz mi coś, czego nie wiem?
— Najważniejsze, że Prue i Cat sobie wszystko wyjaśniły.
— Co to znaczy?
Kobieta podsunęła mi kartkę, a do ręki wcisnęła długopis.
— Podpisz tutaj, bo chyba wyrażasz zgodę na wykonanie tomografii?
— Przecież mówiłem, że nie widzę wyraźnie. Jak to mam niby zrobić? — Złapała mnie za nadgarstek i nakierowała moją dłoń na odpowiednie miejsce, więc podpisałem zgodę praktycznie na oślep. — Co to znaczy, że wszystko sobie wyjaśniły?  
— Dziękuję za podpis — powiedziała chłodno.  
— Co Prue powiedziała Cat?  
— Prawdę. — Zerknęła na zegarek. — Za chwilę przyjdzie do ciebie pielęgniarka.
Prawdę? Jaką prawdę? Tą, którą powiedziała mnie? Czy może jakąś inną? Nie miałem sił tego roztrząsać, bo za bardzo bolała mnie głowa. Za bardzo bolało mnie wszystko.  
— Żałujesz, że nie zginąłem na miejscu? — zapytałem, kiedy odsunęła się od łóżka.
Jej kroki umilkły, więc chyba się zatrzymała. Nie doczekałem się jednak odpowiedzi.
— Bo ja tak — przyznałem szczerze, a chwilę później usłyszałem trzask drzwi.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 3830 słów i 21346 znaków.

1 komentarz

 
  • Milii

    No i teraz powinna zacząć się przygoda Matthew i Phoebe :-)

  • candy

    @Milii to dopiero byłby zwrot akcji 😂