Rodzina cz 5

Jarek siedział w salonie delektując się poranną kawą i oglądając wiadomości. Dzieci poszły do szkoły więc w mieszkaniu panowała błoga cisza przerywana tylko odgłosami telewizora.
- “Chociaż chwila ciszy i spokoju”-pomyślał i rozłożył się wygodniej na kanapie.
Siedział tak przez dłuższą chwilę. W końcu wiadomości się skończyły, kawa w kubku także. Mężczyzna spojrzał na zegarek. Wskazywał 9.00. Wstał z kanapy, wyłączył TV i poszedł do kuchni. W zlewie zobaczył rozmrożone mięso na kotlety schabowe. Wziął deskę, tłuczek i zaczął rozbijać mięso.
- “ Później jeszcze obiorę kartofle”-pomyślał- “ Jak Marta wróci od lekarza będzie miała mniej roboty”.
Po godzinie zarówno kartofle jak i mięso były gotowe. Jarek właśnie obrał ostatniego ziemniaka kiedy do domu weszła jego siostra.
- Cześć. Niestety długo zeszło kolejka była. Jeszcze nikt mnie nie chciał przepuścić a mówiłam, że tylko leki chcę wypisać- powiedziała zdejmując płaszcz.
- Takie życie niestety-machnął ręką jej brat-Teraz wszędzie trzeba czekać.
- Oj tak.Widzę, że przygotowałeś już mięso i obrałeś ziemniaki. Dziękuję. Zaraz doprawię mięso i usmażę a ziemniaki wstawię na gaz.
- Dobrze ja zaraz muszę pojechać do warsztatu oddać samochód do przeglądu.
- Masz jeszcze 2 godziny. Czemu się tak spieszysz ?-zdziwiła się Marta.
- Pojadę wcześniej może nikogo nie będzie i szybciej uda się to załatwić.
Kobieta tylko wzruszyła ramionami i zabrała się za przyprawianie kotletów. Jarek podszedł do szafki i wyjął kluczyki od auta. Założył czarny płaszcz i wyszedł z domu. Wsiadł do srebrnego volkswagena sharana, który miał już swoje lata ale mimo to dobrze służył i nie psuł się zbyt często. Sprawdził jeszcze czy ma wszystkie dokumenty i ruszył w drogę. Kiedy podjechał pod warsztat okazało się, że niestety będzie musiał trochę poczekać. Po jakiś dwóch godzinach nadeszła jego kolej. Dowiedział się, że samochód będzie mógł odebrać za 1,5 godziny. Wychodząc wpadł na wysokiego, ciemnowłosego mężczyznę. Przyjrzał mu się uważnie.
- Adam?-zapytał nieśmiało- To ty ?
- Jarek? Cześć kopę lat się nie widzieliśmy!- wykrzyknął ściskając mu rękę.
- Ostatnio chyba 25 lat temu na rozdaniu dyplomów. Co tu robisz?
- A musiałem pozałatwiać parę spraw urzędowych a ty ?
- Mieszkam tu niedaleko. Przyprowadziłem samochód do przeglądu. Chodźmy na jakąś kawę. Niedaleko jest kawiarnia.
- Dobrze-zgodził się Adam-Powspominamy stare czasy.
Po krótkim czasie obaj siedzieli w niewielkiej kawiarni. Usiedli przy małym białym stoliku w rogu przy oknie. W kafejce panował spokój o tej porze nie było tu zbyt wielu ludzi. Przy stoliku, który znajdował się niedaleko baru siedziały dwie nastolatki, które z przejęciem o czymś rozmawiały. Natomiast stolik obok stojącej w rogu sztucznej palmy był zajęty przez starszego pana czytającego gazetę.  
- A więc co u Ciebie słychać? Czym się zajmujesz ?-zapytał Jarek.
- A jakoś się to wszystko potoczyło. Pracuję w korporacji ale myślę żeby zmienić pracę. To wyścig szczurów zaczynam mieć tego dosyć.
- O to nieźle. A jak tam twój związek z Agatą ? Byliście jedną z najbardziej zakochanych par na roku-uśmiechnął się przekornie.
- Co dla Panów podać ?- zapytała młoda kelnerka podchodząc do stolika.
- Ja poproszę espresso-powiedział Adam.
- Ja również-dodał Jarek.
Kelnerka zapisała zamówienie i odeszła.  
- Na czym to stanęło ?-zastanawiał się blondyn-A na twoim związku z Agatą.
- Szkoda gadać-machnął ręką Adam- Rozstaliśmy się po 8 latach. Jak zacząłem pracować w korporacji ciągle brakowało mi czasu. Tylko praca, praca, praca… Ona w końcu miała tego dość i wyprowadziła się. Próbowałem się z nią pogodzić ale nic z tego. Wtedy nie mogłem zostawić pracy bo spłacałem kredyt za mieszkanie. W końcu odpuściłem. Później dowiedziałem się, że wyjechała do Londynu i poznała jakiegoś Anglika. Założyła z nim rodzinę. Długo jej nie widziałem- westchnął i spojrzał przez szybę- A ty i Ewa. Co u niej słychać ? Byliście jak papużki nierozłączki.
W tym momencie kelnerka przyniosła kawę. Adam przyjrzał się uważnie dawnemu znajomemu. Na jego twarzy malował się smutek wręcz rozpacz.  
- Ewa nie żyje. Nie chcę drążyć tego tematu-wyznał i wbił wzrok w filiżankę z kawą.
Milczeli obaj przez dłuższą chwilę.  
- Masz dzieci ?-zapytał w końcu Jarek.
- Nie. A ty ?
- Pięcioro- zaśmiał się.
- O to całkiem spora gromadka.  
- Tak. Dobrze, że siostra mi pomaga. Inaczej ciężko by było.  
- A właśnie. Pracujesz gdzieś ?
- W tej chwili nie. Kiedyś pracowałem. Musiałem zrezygnować. Trzeba było się zająć domem i dziećmi.
- Nie zastanawiałeś się nad tym żeby wrócić do zawodu ? Teraz brakuje nauczycieli.
- Sam nie wiem. Nie pracowałem w tej branży od 10 lat nie mam pojęcia czy będę się jeszcze nadawał. Przez ten czas pracowałem dorywczo. Zabierałem się za różne prace. Zajmowałem się hydrauliką, remontowałem mieszkania, a nawet byłem stolarzem.
- To naprawdę ciekawe. I pomyśleć, że ty jeden z najzdolniejszych studentów na roku…
- Tak-Jarek zaczął się śmiać- Życie pisze naprawdę niebywałe scenariusze. Jakieś 5 lat temu skończyłem dwa kierunki w szkole policealnej: technik rachunkowości i agent celny. Teraz szukam pracy w kierunku technika rachunkowości.
- To dość interesujące. Sporo się u Ciebie wydarzyło. Pamiętasz te imprezy w akademiku ?
- Tak pamiętam-zaczął się smiać-Później odsypialiśmy na wykładach z mechaniki albo  fizyki elementarnej.
Takim sposobem rozmowa potoczyła się w kierunku minionych studenckich czasów. Obaj mężczyźni wspominali niezapomniane imprezy, wyjazdy biwaki i inne studenckie przygody. To były piękne czasy. Byli młodzi bez zobowiązań. Głowy mieli pełne marzeń a cały świat zdawał się stać przed nimi otworem. Niestety niektóre rzeczy ułożyły się inaczej niż tego chcieli. Różne są koleje losu. Czas upłynął im na przyjemnej rozmowie ale w końcu musieli się pożegnać. Adam miał do załatwienia jakąś sprawę w urzędzie natomiast Jarek mógł już odebrać samochód. Wymienili się numerami telefonów i opuścili kawiarnię. Blondyn wrócił do warsztatu. Zapłacił za przegląd, dopełnił formalności i wrócił do domu.  
- Już wróciłem-oznajmił wchodząc do mieszkania.
- Chodź na obiad- z kuchni usłyszał głos siostry- Malwina, Karol i Adrian już zjedli siedzą w salonie.
- Hmm...pysznie pachnie-powiedział wchodząc do pomieszczenia.
- Długo Cię nie było.
- Musiałem dość długo czekać. Nie uwierzysz kogo spotkałem. Adama dobrego kolegę ze studiów. Nie wiedzieliśmy się ze 25 lat. Poszliśmy na kawę pogadaliśmy.
- Pamiętam go-powiedziała stawiając talerz na stole- Co u niego słychać?
- Pracuje w korporacji a….
Wypowiedź Jarka przerwały hałasy dochodzące z salonu.
- Adrian oddawaj pilota-rozległ się donośny głos Malwiny- Znowu będziesz oglądał te swoje głupie bajki o strażakach.
- O a ty to nie lepsza. Oglądałabyś tylko bajki o Barbie albo o zwierzętach-odparował Adrian.
- Wy to oboje jesteście dziecinni. Tylko bajki wam w głowach. A tym co się dzieje na świecie to w ogóle się nie interesujecie-wtrącił się Karol.
- Dosyć tego!-ich kłótnie przerwał głos Jarka- Nawet obiadu nie można zjeść w spokoju bo w całym domu słychać wasze krzyki. Albo uzgodnicie wspólnie co chcecie oglądać albo wyłączam telewizor.  
- Ale tato…-zaczął Karol.
- Żadnych ale! -przerwał ojciec-Musicie się nauczyć kompromisów. Nie zawsze można mieć wszystko co się chce-dodał już spokojnie.
- Ale musimy…-mruknęła Malwina.
- A mam go wyłączyć?-zapytał łapiąc pilota.
- Nie!-wykrzyknęli jednocześnie.
- W sumie na Animal Planet miał lecieć jakiś ciekawy film przyrodniczy-powiedział Karol.
- O delfinach- dodał Adrian.
- Delfinki-ucieszyła się Malwina. Bardzo lubiła te zwierzęta.
- No to będziemy oglądać film o delfinach-skwitował Karol.
- Cieszę się, że doszliście do porozumienia- powiedział Jarek, oddał pilota i wrócił do kuchni.
Niedługo potem do domu wrócił Krystian ale szybko udał się do swojego pokoju. Nie zszedł nawet na obiad. Jarek postanowił się dowiedzieć o co chodzi coś mu ewidentnie w tym nie pasowało. Zapukał do pokoju najstarszego syna.
- Proszę.
- Krystian co się dzieje ?-zapytał wchodząc do pokoju- Co ci się stało ? Kto Ci to zrobił?-zapytał wystraszony widząc zadrapania i wielkiego siniaka pod okiem Krystiana.
- Długa historia-odpowiedział chłopak.
- Nieważne mów-powiedział szybko siadając na nie pościelonym łóżku obok syna.
- Jest u nas w klasie taka dziewczyna...mała taka niepozorna… i jeden typ strasznie się jej czepia...wyzywa robi jakieś głupie żarty…. a najgorsze jest to, że niektórzy z klasy biorą w tym udział. Dzisiaj już naprawdę przesadził… zniszczył jej ubranie….inni to widzieli i nic z tym nie robili... bardzo mnie to zezłościło więc bez zbędnych wyjaśnień mu przyłożyłem ale skończyło się uwagą i obniżonym sprawowaniem. Pewnie zostaniesz wezwany do szkoły…-zakończył i wbił wzrok w biurko czekając na reakcję ojca.
Jarek myślał przez dłuższą chwilę. W końcu westchnął i powiedział:
- Postąpiłeś słusznie broniąc koleżanki. Tylko wybrałeś zły sposób. Powinieneś był to zgłosić wychowawczyni.
- Tato nie raz tak było, że ktoś to zgłaszał. Ten chłopak ma bogatych rodziców i myśli, że wszystko mu wolno- zirytował się.
- Mimo wszystko trzeba było tak zrobić. Przez to, że wdałeś się w bójkę będziesz miał problemy a ten chłopak pewnie wyjdzie z tego bez szwanku bo powie, że to ty go zaatakowałeś. Poza tym ma świadków.
- Może wyciągnie z tego jakieś wnioski...
Mężczyzna pokręcił głową i westchnął.
- Miejmy nadzieje ale nie rób tak więcej bo najbardziej zaszkodzisz sobie nie komuś.  
- Pojadę jutro do szkoły. Idziesz na obiad?-zapytał wychodząc z pokoju.
- Nie. Później przyjdę
Jarek tylko pokiwał głową i zszedł na dół. Opowiedział o wszystkim siostrze. Oboje zastanawiali się nad tym jak rozwiązać tą sytuację. Ich rozważania przerwało pojawienie się Kariny. W rękach niosła dwie torby zakupów.
- A po co Ci to?-zdziwiła się ciotka.
- Jak to? Przecież dzisiaj Michał przyjdzie na kolację zaprosiłam go-odpowiedziała zdziwiona dziewczyna.
- A tak zapomniałem o tym-przyznał Jarek
- Mam do niego zadzwonić i powiedzieć żeby przyszedł kiedy indziej?
- Ależ nie nie. Chętnie go poznamy-powiedziała Marta patrząc znacząco na brata- Pomogę Ci przygotować kolację.
- Dobrze wy działajcie w kuchni, a ja sprawdzę czy garaż jest zamknięty- powiedział i wyszedł.
Skierował się w stronę garażu. Podszedł do drzwi i pociągnął. Były zamknięte. Spojrzał w stronę domu.  
- “ Męczący dzień”-pomyślał i uśmiechnął się-” A to jeszcze nie koniec atrakcji”.

1 071 czyt.
100%32
Amina

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i inne, użyła 1998 słów i 11198 znaków. Tagi: #rodzina #dom

2 komentarze

 
  • Iga21

    Iga21 · 18 października

    Kiedy następny rozdział?

  • AlexAthame

    AlexAthame · 17 października

    Bardzo milo  sie czyta. Ciezko jest wychowac jedno dziecko a co dopiero tyle. Jedno z najbardziej zyciowych opowiadan.