Rodzina cz 10-ostatnia.

Ten dzień pamiętam jak przez mgłę. Przyjechała karetka i zabrała nieprzytomną Ewę do szpitala. Wsiadłem do samochodu i pojechałem za nią. W drodze zadzwoniłem tylko do siostry żeby zaopiekowała się dziećmi. W szpitalu musiałem czekać. Ewę zabrano na badania. Czas dłużył się niemiłosiernie, przez głowę przelatywały tysiące myśli. Wyszedłem na zewnątrz. Słońce jasno świeciło, było ciepło. Usłyszałem dźwięk telefonu. Spojrzałem na wyświetlacz. Marta. Odebrałem.
- Co się stało?-zapytała zaniepokojona.
- Ewa jest w szpitalu. W domu straciła przytomność zadzwoniłem po pogotowie-powiedziałem szybko.
- Wiadomo co z nią?
- Nie wiem, nic nie wiem narazie ją badają!- odpowiedziałem zrozpaczony.
- Jak będziesz coś wiedział daj znać. Ja zostanę w domu z dziećmi.
- Dobrze-powiedziałem i rozłączyłem się.
Wróciłem do środka. Po jakiś dwóch godzinach podszedł do mnie lekarz. Zapytał mnie czy jestem mężem pani Ewy Szklarskiej. Kiedy potwierdziłem, zaprosił mnie do gabinetu. Obserwowałem go uważnie. Czułem, że nie miał dobrych wieści.
- Niestety nie mam dla pana dobrych wiadomości-zaczął-wykonaliśmy badania-zawiesił głos. Patrzyłem na niego niespokojnie.
- Pana żona ma guza mózgu w zaawansowanym stadium. Niewiele już możemy zrobić.
Pociemniało mi w oczach. Oparłem głowę na ręku. Słowa lekarza powoli przedzierały się do mojej świadomości ale nie mogłem w to uwierzyć. Moja żona umierała na nowotwór i nic nie można było z tym zrobić.
- Ile… ile czasu jej zostało?-spytałem cicho.
- Miesiąc… może nieco dłużej.
Miesiąc? Tylko tyle? W głowie miałem chaos nie wiedziałem co mam robić. Lekarz powiedział tylko jak będzie wyglądać leczenie. Kiedy opuściłem gabinet udałem się pod drzwi sali w której leżała Ewa. Była przytomna, zauważyła mnie przez szybę i uśmiechnęła się do mnie. Odwróciłem się i wyszedłem na zewnątrz. Gardło miałem ściśnięte a z oczu płynęły mi łzy. Jak miałem powiedzieć mojej żonie, że umrze?

Minęły dwa tygodnie. Wziąłem zwolnienie w pracy i postanowiłem zająć się dziećmi, którym trudno było pogodzić się z tą sytuacją. Codziennie odwiedzaliśmy Ewę w szpitalu. Jej stan pogarszał się z dnia na dzień. Zapadła w śpiączkę. Tego dnia byłem sam w domu. Dzieci poszły do szkoły a siostra była na zakupach. Zadzwonił telefon. Ze szpitala. Odebrałem. Dowiedziałem się, że moja żona nie żyje. Usiadłem przy stole i zacząłem płakać. Trudno mi było uwierzyć w to co usłyszałem. Kilka dni później odbył się pogrzeb, którego organizacją zajęła się Marta bo ja nie byłem w stanie tego zrobić.  

Otworzyłem oczy i spojrzałem na nagrobek. Od tych wydarzeń minęło kilka lat. W tym czasie trochę się zmieniło, dzieci podorosły. Marta pomagała mi przez cały czas. Wracając do domu myślałem o naszej rozmowie. Kochałem Ewę ale nie mogłem przez cały czas żyć przeszłością. Spojrzałem na jasno świecące słońce i pomyślałem, że nadszedł czas abym zaczął budować swoją przyszłość.

1 540 czyt.
100%1
Amina

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i inne, użyła 595 słów i 3137 znaków.

1 komentarz

 
  • AlexAthame

    Bardzo ladne opowiadanko.Bylem z nimi od początku do końca.Dziekuje.Mam nadzieję, że znowu coś napiszesz.Pozdrawiam.Martwilem się co z Tobą.Mam nadzieję, że miałaś dobry czas

    92%