Przemyślenia - IV

Usłyszałem pukanie do drzwi. Wyplułem pianę z buzi i zacząłem ją płukać.
- Otwarte! – krzyknąłem po chwili i odłożyłem szczoteczkę na swoje miejsce.
- Mógłbyś w końcu posprzątać ten syf. - doszedł mnie głos Marcina.
- Wtedy nie byłoby tu tak przytulnie. - odpowiedziałem wychodząc z łazienki. Nie był sam, tuż przy nim stała Weronika, jego siostra.
- Cześć wujek. - rzuciła na mój widok. Nazywała mnie tak od małego, chociaż jest tylko dwa lata młodsza i tak naprawdę nie mam pojęcia skąd się jej to wzięło.
- Gotowy na dostanie wpierdolu? - zaczął cwaniacko Marcin.
- Że niby od kogo? Od ciebie? - prychnąłem – Gotowy to jestem na tego burgerka, którego mi kupisz po swojej porażce.
- O nie, nie tym razem. Może i dwa razy Ci się udało, ale dziś cię pokonam.
- Nigdy mnie nie pokonasz na torze, nawet wzmocniony gokart ci nie pomoże.
- Dobra panienki przestańcie, nie ważne kto wygra, ja i tak jem za friko jasne? - wyczułem irytacje w głosie Weroniki.
- Co ona taka cięta? – zapytałem Marcina.
- Żebym to ja wiedział, mam tak od 16 lat. - skinąłem porozumiewawczo w jego kierunku i sięgnąłem po swoją ulubioną, szarą bluzę.
- Nie wiedziałam, że masz dziarkę. Całkiem niezła! - Weronika złapała moje przedramię. – Ale dlaczego rekin?
- Bo brat taką miał i zrobiłem sobie pamiątkę.
- Aaa rozumiem. – Weronika zrobiła ostrożnie krok do tyłu, jakby nie chciała naruszyć jakiejś mistycznej sfery. – Robiłeś ją na mieście?
- Nie. Dziewczyna, która tatuowała Wojtka wyniosła się stąd jakieś dwa lata temu, więc musiałem ją znaleźć.
- I gdzie ją znalazłeś? – zapytał Marcin.
- W Gdańsku. A ty co? Chcesz taką? Dać Ci namiary? – zaśmiałem się do Werki.
- Jasne, już od jakiegoś czasu myślę nad tatuażem! A ten styl jest super. – odpowiedziała cała podekscytowana.
- Tak, tak. A 18 jest? No właśnie, na studiach sobie zrobisz, nie wcześniej. Przecież mama by mi nogi z dupy powyrywała, za to że ci tego z głowy nie wybiłem. - natychmiast zripostował Marcin.
Spojrzałem na niego z uśmiechem na ustach. Doskonale wiedziałem, że z mamami lepiej nie zadzierać i na samą myśl o niezliczonych kłótniach, o nawet najbardziej błahe sprawy, kącik moich ust poszybował jeszcze wyżej. Brakowało mi tego.

                                                                                *

Nie ma nic piękniejszego od ośnieżonego starego miasta w Gdańsku. Szczególnie o zmierzchu. Przemierzałem kolejne uliczki błądząc wśród nieznajomych i zastanawiałem się czy nie chciałbym tu kiedyś zamieszkać. Parę dni temu, gdy zmierzałem tu pociągiem, ciągle myślałem o szczęściu jakie miałem. Na dniach udało mi się złapać ostatni wolny termin w studiu tatuażu i to jedynie dzięki temu, że ktoś postanowił zrezygnować z rezerwacji. Pomyślałem, że to miasto musi być magiczne, a z każdym kolejnym dniem mojego pobytu tutaj, tylko coraz bardziej utwierdzałem się w tym przekonaniu. To było dokładnie to czego potrzebowałem. Ucieczka od wszystkich problemów i rzeczywistości. Miałem okazję przemyśleć wszystko od początku do końca, na spokojnie. Nie mogłem się wiecznie zadręczać, to nie była moja wina. Przystanąłem w końcu przy barierce w porcie, nieopodal starego żurawia i przez chwilę podziwiałem jego ogrom. To nie była moja wina. Wiedziałem, że muszę zacząć na nowo. Znaleźć jakiś punkt zaczepienia, coś co skupi moją uwagę i da mi satysfakcję. Wydawało mi się, że już wiem co to takiego. Wydawało mi się, że od tej pory wszystko będzie dobrze. Mówiłem sobie, że wszystko jest w moich rękach i tym razem nie będę siedział na fotelu pasażera. Tym razem to ja będę trzymał kierownicę. Nagle coś z dużym impetem wleciało wprost w moje plecy i zwaliło mnie na kolana.
- Raju, przepraszam! - usłyszałem przestraszony głos nad sobą. Powoli dźwignąłem się na nogi i spojrzałem na swojego oprawcę. Była to dziewczyna mojego wzrostu o lekko zadartym nosku. Spod czapki wystawały jej czarne włosy, a jej niebieskie oczy wyglądały na wręcz przerażone. Wyglądała na niewiele starszą.
- Naprawdę przepraszam, zagapiłam się. Nic Ci nie jest?
- Nie. Wszystko w porządku, a tobie?
- Nie nic. - uśmiechnęła się lekko - Rozumiem, że można podziwiać ten widok, ale żeby zaraz padać na kolana. - zaśmiała się, a jej oczy się uspokoiły.
- Można powiedzieć, że to na twój widok wręcz upadłem. - odpowiedziałem łapiąc się za plecy, wyszczerzyła zęby. - Co powiesz na gorącą herbatę? - dodałem po chwili.
- Bardzo chętnie, jestem Kasia. - wyciągnęła rękę w moją stronę. Gdańsk zdecydowanie jest magiczny.

                                                                                *

Powroty bywają ciężkie. Czekało mnie dużo pracy, pracy i jeszcze raz pracy, ale tak naprawdę to wytłumaczenie się z ponad dwutygodniowej nieobecności w szkole wydawało mi się zadaniem nie możliwym do wykonania. Nie przy moim wychowawcy. Jego sala była moim pierwszym celem tamtego dnia. Zauważyłem, że wyjazd pomógł mi przestawić myślenie na inne tory, bo już nie przeszkadzały mi szepty, ani spojrzenia rzucane w moim kierunku. Przechodziłem wobec nich obojętnie, już nie ze spuszczoną głową ani wzrokiem wlepionym w podłogę. Od tamtej chwili chodziłem zawsze lekko zgarbiony z dłońmi w kieszeniach. Moje oczy ostro obserwowały otoczenie z pod tak zwanego byka. Ludzie z ciekawskich zrobili się ostrożni. Moja zmiana postawy spotęgowała ich pogardę, ale w pewnym sensie wywoływała też strach. Później efekt ten wzmocniła rozchodząca się po korytarzach fama o moim tatuażu. Jako jedyny przeżył wypadek i wcale nie wyglądał na przejętego stratą, a do tego nagle zniknął i wrócił z tatuażem. Nie musiałem długo czekać, by usłyszeć pierwsze plotki o moim wstąpieniu do jakiejś mafii. Teksty tego typu wcale mnie nie zaskakiwały, w przeciwieństwie do tego co powiedział mi wychowawca.
- Ja już wszystko wiem. Twoja siostra dała mi znać chwilę po waszym wyjeździe, że wrócisz do szkoły dopiero po paru, może parunastu dniach. - okazało się, że siostra usprawiedliwiła moją nieobecność wspólnym wyjazdem do rodziny.
Wiedziałem, że miała jakiś powód, musiała mieć. Nie musiałem długo czekać, aby dowiedzieć się jaki. Znalazła kupca, który miał zapłacić ładną sumkę, za nasz dom. Postawiła mnie przed faktem dokonanym, informując jedynie o tym, że mam tydzień na znalezienie jakiegoś lokum i zabranie swoich gratów. Kochana siostrzyczka. Dokładnie taka, jaką ją zapamiętałem.
Strach związany z moją osobą rozprzestrzenił się też w mojej klasie. Ludzie nie pytali gdzie byłem ani co robiłem. Tak naprawdę, w ogóle do mnie nie mówili, a jedynie kiwali głową ze sztucznym uśmiechem na powitanie. Nie wszystkim jednak udzielił się panujący dookoła mojej osoby strach. Niektórzy chcieli udowodnić, że tylko gram, że kozaczę. Na jednej z przerw poszedłem do toalety, która była miejscem spotkań szkolnej "elity" i naczelną palarnią. Nie zdziwiłem się na widok prawie 10 osób stojących zaraz przed kabinami, do których drzwi wiodło wąskie przejście. Widziałem tam zarówno swoich rówieśników, jak i pierwszaków, wśród których zacząłem się przeciskać mówiąc krótkie "sory". Będąc przy pierwszej kabinie drogę zagrodził mi jakiś chłopaczek i z uśmiechem na ustach trącił mnie mocno barkiem. Kojarzyłem go, był chyba rok młodszy, z drugiej klasy.
- Uważaj jak leziesz sieroto. – Wyszczerzył zęby.
Spojrzałem w bok, wprost w jego lewe oko. Cofnąłem lewą nogę odwracając się w jego kierunku. Nagle chwyciłem lewą ręką jego dłoń, a prawą tył jego głowy i zataczając z nim półkole wbiłem jego twarz w kafelkowaną ścianę. Jednym szarpnięciem odwróciłem go twarzą do siebie i złapałem prawą dłonią jego szyję i natychmiast ją ścisnąłem. Z każdą sekundą mój uścisk stawał się mocniejszy i patrzyłem jak jego krew spływa po mojej ręce i jego ubraniu. Dookoła panowała cisza, wszyscy zamarli i tak jak moja twarz nie zrobili nawet najmniejszego ruchu. Gdy chłopak próbował panicznie łapać oddech ktoś zaczął mówić, że mam przejebane, że wyrzucą mnie ze szkoły. Ten ktoś dużo gadał, ale jakoś wciąż stał w bezruchu.
- Za co mnie wyrzucą? Za to, że byłem świadkiem jak zaczęliście się wydurniać i przepychać między sobą? Że poleciał na ścianę i rozbił sobie mordę? Czy za to, że chciałem mu pomóc, przez co jestem cały w jego krwi, podczas gdy wy postanowiliście zrzucić całą winę na mnie? No dalej, mówcie za co mnie wyrzucą. - w odpowiedzi usłyszałem tylko przełykaną ślinę. - Widzicie? - Powoli popuszczałem uścisk, aż w końcu chłopak zdołał głęboko odetchnąć. - Nie wpierdalajcie się w nie swoje sprawy i nie zgrywajcie cwaniaków. Wypad stąd. - dodałem szarpiąc go za koszulkę.
Po krótkiej chwili stałem kompletnie sam. Zamknąłem oczy i oparłem się wyprostowaną ręką o ścianę, tuż przy rozbryzganej krwi. Mocno zacisnąłem zęby. Miałem ochotę bić w tą ścianę, bić z całych sił. Wziąłem głęboki wdech, wyprostowałem się i rozluźniłem. Cofnąłem się do umywalek, odkręciłem ciepłą wodę i patrząc we własne odbicie dokładnie zmywałem krew.

Dodaj komentarz