Przemieszczające się obrazy

Za oknem szumi deszcz, wielkie krople uderzają o liście winogrona zasłaniającego niemal cały widok. Pada już od trzech dni. Chwilami wiatr zwycięża z kaskadą spadających kropel, by znowu ucichnąć i dać uszom rozkoszować się muzyką rozegranych dzwonków, wywołaną ponownym powrotem ulewy.

Żona w sklepach, myślisz. Tu zachwyci bluzka, tam torebka ze złotym ornamentem, jeszcze w innym miejscu zechce przymierzyć siódme z kolei buciki. Nie mam co założyć na nogi, przemknie jej myśl, zapomniała, iż posiada ich czterdzieści i cztery pary i to tylko w szafie z lustrem. Czy o tym właśnie pisał poeta?

Masz święty spokój. Nikt nie dąsa się teraz, że nie naprawiłeś cieknącego kranu, przecież twoje kochanie zauważyło to dopiero tydzień temu. A sądziłeś, że nie dostrzeże, chociaż tobie nie umknęło, bo już dwanaście dni wcześniej, łoskot pojedynczych kropel zakłócał ci oglądanie ulubionego serialu.  
  Ułożyłeś ciało w wygodnej pozycji na fotelu, dobrze, że masz w ręku swoją ulubioną zabawkę, bo oto Maurycy wskoczył na kolana, zwinął się w kłębek i zasnął w okamgnieniu.  
Youtobe, egzotyczna kochanka, nigdy nierobiąca Ci wykładu, posłuszne, miła i pełna. Kręcisz niezadowolony głową i spoglądasz przez zieloną zasłonę liści, a uszy nadsłuchują zwiastuna burzy. Bo z jakiego innego powodu nie ma Internetu? I akurat, teraz kiedy zmora ostatnich, nie tylko dni, tygodni, a nawet lat, wyszła i los zaoferował ci kilka godzin spokoju, nie możesz oddać się słodkimi leniuchowaniu. Klniesz na czym świat stoi, ale uparta magiczna skrzyneczka pozostaje nieubłaganą. Chcesz rzucić ze złością nowym Samsungiem o ścianę, zapominając, że nie wykupiłeś ubezpieczenia, chociaż tak ci je zachwalali... i nagle widzisz obraz. To chyba sala porodowa, myślisz. Kobieta leżąca na łóżku krzyczy, a inna stoi między jej szeroko rozsuniętymi udami i namawia do jeszcze jednego, ostatniego parcia. Nie kłamała, bo z długim jękiem bólu rodzącej miesza się krzyk nowo narodzonego dziecka.

Wolałbym film akcji, myślisz, ale ostatecznie śledzisz co dalej się wydarzy. Przez chwilę dostrzegasz zakrwawiony krok i maleństwo uniesione dłońmi dobrego anioła, uspokaja się w ramionach matki. To chłopiec, słyszysz i w tym momencie twoje ciało przeszywa prąd gorącą i jednocześnie zimna. Na obrazie jest młodsza, nie możesz jednak się mylić, poznajesz ją, to ona, twoja matka.

Jaki jest śliczny, słyszysz i otacza cię ocean światła i miłości. Ciepła i pewności. Nie wierzysz, ale nie możesz przecież odrzucić objawionego. Wiesz z całą pewnością, że to właśnie czułeś tego dnia. Pięćdziesiąt pięć lat, sześć miesięcy, dwanaście dni i cztery godziny temu.

Nie dotknąłeś ekranu, a już widzisz inną scenę. Leżysz na chodniku, obok twój pierwszy rowerek. Boli otarte kolano i ręką w okolicy łokcia. Płaczesz, chociaż wiesz, że i tak przebiegnie jak najszybciej potrafi.

No już dobrze, kochanie. Czujesz jej usta na zakrwawionym kolanku i po chwili chłodny oddech na uszkodzonej skórze łokcia. Nie chcesz już jazdy. Tłumaczy Ci, ale nic to nie daje. Lądujesz w jej objęciach, a rowerek trzyma z trudnością drugą, wolną ręką. Jej serce bije mocno, a oddech staje się ciężki.

Moja Ty mała gwiazdek, słyszysz szept wydobywają się ze środka jej duszy.

Ten ocean jest inny. Pamiętasz tamten, gdzie słyszałeś jej serce i czujesz ten. Masz właśnie pewność, że jeżeli istnieje raj, to jest tu i teraz.

Próbujesz zatrzymać ten obraz, a szczególnie to uczucie błogości, ale znika i natychmiast pojawia się nowy.

Leżysz w łóżku, jest coś inaczej. Ta część ciała nigdy taka nie była. Dotykasz, jakbyś nie wierzył. Twarda. Nawet delikatne jej muśnięcie, wywołuje przyjemność. Przekręcasz się na brzuch i tylko poruszasz całym ciałem o prześcieradło. Mimo rozkoszy zasypiasz.

Chcesz dokładniej odczuć, ale obraz znika, a wraz z nim odczucie.

Chciałbym jeszcze raz znaleźć się w jej ramionach, szepczesz, ale twoje najczystsze życzenie nie zostaje spełnione.

Zamiast tego czujesz smak żółtego sera, pomidora i chleba z masłem w ustach.

Wróciłeś wczoraj po jedenastej, dlaczego, pyta z troską, bez gniewu.

Jej głos drażni każdą komórkę Twojego ciała.

Mam siedemnaście lat i nie będziesz mi rozkazywać, wykrzykujesz. Nigdy nie miałaś dla mnie chwili, a teraz się martwisz?

Widzisz jak ociera łzę, ale pozostajesz nienaruszonym, chociaż wiesz, że powiedziałeś kłamstwo.

Nie pyskuj matce, ojciec pojawia się nie wiadomo skąd w kuchni, a na twoją głowę spada cios i przez chwilę widzisz gwiazdy.

Zenon, nie biją go, jej głos jest podniesiony i pełen wyrzutu.

Zamknij się, to twoja wina, nigdy nie potrafiłaś to wychować.

Kuli się, bo ojciec podchodzi do niej i wymierza mocny cios otwartą dłonią w jej twarz.

Zenek, dlaczego?!

Czujesz jak wybucha w nim biały gniew.

Ty głupia kurwo, śmieszne się odzywać!  
Tym razem na jej skulone ciało spadają pięści. Zasłania twarz i pada. Czerwony demon pluje jadem przekleństw. Pierwsze kopnięcie dociera do pleców, drugie na tylko częściowo zasłonięte piersi, które cię karmiły. Trzecie mija celu, bo nagle Zenon pada na stół z twoim niedokończony śniadaniem. Ona ci je przygotowała, byś nie spóźnił się do szkoły. Ty stoisz zaskoczony z patelnią w dłoni. Dyszysz ciężko i patrzysz na nią. Zenon porusza głową.

Ty gnoju, syczy.

Jeszcze raz ją dotkniesz, a zabiję, słyszysz swój głos.

Podnosi się niepewnie, rzucając przekleństwami, otwiera szafkę, łapie w połowie pustą butelkę wyborowej i wychodzi, zatrzaskując wejściowe drzwi.

Jolanta z cichym jękiem próbuje wstać. Rzucasz w kąt patelnię i ponosisz ją. Teraz ona jest w twoich ramionach.

Wybacz, mamo.  
Całujesz jej zaczerwieniony od ciosu policzek. Nie czujesz jej wagi. Zanosisz ją do sypialni.

Synku, szepcze.

Nic nie mów, on już cię nigdy nie skrzywdzi.

Chcesz zatrzymać i ten obraz, ale nieubłagana komórka ukazuje Ci nowe zdarzenie. Te, które nadal jest w Tobie i zostanie tam na wieki.

Pada deszcz, a ty beznamiętny patrzysz na skrzynię, która zostaje opuszczona na linach w ciemną część dołu.

Panie przyjmij duszę Zenona, by mógł oglądać Twoją światłość, na wieki wieków amen.

Uśmiechasz się w środku, bo raczej widzisz go w kotle z gorącą smołą niż na łąkach raju. Podchodzisz do matki, podajesz ramię i idziecie razem do samochodu.

Nie był taki zły, może znajdzie zamiłowanie, szepcze.

Coś w Tobie wybuchło wówczas.

Ile razy cię pobił, zdradził, ukradł zaoszczędzone pieniądze? Każdego dnia odkrywał przed Tobą inny rejon piekła, a teraz sam tam trafił, krzyczysz.

Adamie, nie mów tak, szepcze.

Zaopiekuję się Tobą, tulisz ją mocno.

To najdłuższy dzień w twoim życiu, nawet bez tej komórki widzisz go przed oczami.

Stypa się kończy. Wiesz, że i ona ma już dość dobrych życzeń, kondolencji, zapewnień wsparcia. Obydwoje wiecie, że nigdy ich nie było kiedy potrzebowaliście pomocy.  
  
Od chwili kiedy go uderzyłeś, żył tylko trzy miesiące. Wpadł pijany pod ciężarówkę i nie wyglądał ładnie nawet w trumnie, kiedy po godzinach zabiegów w końcu ułożono tam jego ciało.  
  Pozornie od tych trzech miesięcy zaczęła oddychać, ale dopiero teraz, kiedy pierwsze bryły mokrej ziemi zaczęły uderzać o dębowe wieko, uwierzyła, że wstało nowe słońce.

  Kiedy go uderzyłeś patelnią, natychmiast stałeś się dorosły. Czujny jak niedźwiedzica z małymi, bo przecież mógł wrócić. Czy spełniłbyś groźbę? Kto wie.
  
Widzisz na ekranie i pamiętasz jak dziś, co czułeś i co ona ci wówczas objawiła. W ciągu tego czasu, dziewięćdziesięciu dni, obserwowałeś, pytałeś, myślałeś. Wszystko przestało mieć wtedy znaczenie, tylko jedno pozostawało ważne. Ona. Uświadomiłeś sobie, że spędziłeś dziewięć miesięcy pod jej sercem i powinieneś teraz zrobić dla niej wszystko co możesz. Przez ten czas widziałeś jej spojrzenia i słyszałeś pojedyncze słowa, które świadczyły, że tylko ty pozostałeś jej jedyną nadzieją.

Posprzątam wszystko, a ty odpoczywaj, bo jesteś już od dzisiaj całkowicie wolna, mówisz.

I po raz pierwszy, szczęśliwa, dodaje.  
Ty sprzątałeś ze stołu, a ona zniknęła. Sądziłeś, że poszła się położyć. Zniknęło wszystko co przypominałoby o pogrzebie i stypie, wówczas wróciła.

Nie chciałam już tej czerni, stwierdziła.

Dawno nie widziałeś jej ubranej w takie kolory! Czyżby odmłodniała o dziesięć lat? Czarne włosy spadały na plecy, a te okrywała sukienka z białej bawełny z namalowanymi kwiatami pól i ogrodów.

Jesteś taka piękna, stwierdziłeś, a ona podeszła i wtuliła się w twoje ramiona. Przypomniałeś sobie, że wiele lat temu to ona tuliła ciebie, chociaż w całkiem inny sposób. I stało się to, czego nie mogłeś przewidzieć. Poczułeś jej usta na swoich. Odsunąłeś ją delikatnie, lecz zobaczyłeś jej szczęśliwe spojrzenie i usłyszałeś.

Pozwól mi, jesteś dla mnie mostem między życiem a śmiercią, szczęściem, a cierpieniem. Wolnością i więzieniem. I wówczas zapomniałeś, że jest twoją matką, a dostrzegłeś w niej tylko kobietę, pragnącą ciepła, miłości i ukojenia.

Znałeś już częściowo ciało kobiety, twojej bliskiej koleżanki z tej samej klasy. Teraz poznałeś wszystko, a skoro przekroczyłeś Rubikon, poszedłeś na całość. Nie ty prowadziłeś i tylko próbowałeś nadążyć.

Teraz na ekranie widziałeś wszystko i czułeś nie tylko swoje odczucia, ale i jej, dotyczące tych chwil.

Bardzo chciałeś zatrzymać to wszystko, lecz nieubłagana moc, nieznanego pochodzenia, zmieniła obraz.

Miałeś już siedem lat więcej i u twojego boku kroczyła Monika.

Jolanta? Znalazła bratnią duszę. Jak bardzo różną od duszy Zenona. Te niepowtarzalne chwile, które miały miejsce zaraz po pogrzebie nigdy się już nie powtórzyły, bo nie były potrzebne.  

Obserwowałeś ten obraz i dostrzegłeś zaokrąglony brzuszek Moniki.

Kolejny skok w czasie i oto znajdujesz się w tym domu co teraz, dwanaście lat później.

Pamiętasz, że chciałeś dać wszystko swojej córce, by była zawsze szczęśliwa. Monika spała zmęczona całym dniem, ty siedziałeś na fotelu i słuchałeś preludium ostatniej opery Ryszarda Wagnera.

Kaja miała dzisiaj smutny dzień, jej świnka morska odeszła do krainy umarłych. Być może z tego powodu wasza dziewczynka była bardziej rozdrażniona. Zawsze miła i grzeczna, posprzeczała się z mamą, która zwykle reprezentowała liberalne poglądy i kochała wasz skarb jak powinna prawdziwa matka.

Kaja przyszła bez słowa i usiadła na twoich kolanach. Miałeś z nią zawsze wspaniałą relację i niezmiennie pozostawała twoim oczkiem w głowie. Bez słowa pocałowała twoje usta. Robiła to już kilka razy. Pierwszy raz, kiedy skończyła siedem, drugi raz po przyjęciu obchodzenia dziewiątych urodzin, a trzeci raz rok temu. Przyjąłeś to naturalnie, ale tym razem Kaja spojrzała w twoje oczy i pocałowała cię powtórnie. Inaczej. Mocniej i dłużej, ponieważ na to pozwoliłeś.

Wszystkie czerwone lampki zapaliły się w twojej głowie i natychmiast przypomniałeś sobie Jolantę. Twoje decyzje postanowienia radykalnej akcji znacznie ustępowały prędkością działania Kai

W chwile potem jej piżamka leżała na dywanie. Jedną twoją dłoń położyła na swój płaski tors, drugą na mocno wilgotnej intymności.

Nie chciałeś tego co mogłoby się stać dalej i nie dlatego, że Monika mogłaby zawsze wstać i tu przyjść. Z drugiej zaś strony nie mogłeś w żaden sposób zareagować ostro.

Nie trzeba tak, kochanie, szepnąłeś i odkryłeś jej drobne ciało kocem, a zabrałeś go szybko z kanapy obok. I Kaja to zrozumiała. Wtuliła się w twój tors i prawie natychmiast zasnęła.

Zanim zdołałeś ochłonąć, kolejny obraz dostrzegłeś na ekranie swojej komórki.

Ślub Kai i Roberta dziesięć lat potem. Miałeś w tej chwili dziewięć lat mniej niż teraz. Setki kłótni z Moniką, tysiące kojących zdań z ust Kai.

Kaja kroczyła w pięknej sukni, a Robert w wytwornym fraku. Siedziałeś obok Moniki i widziałeś jej łzy.

Na chwilę obraz zniknął i kiedy sądziłeś, że to wszystko, zobaczyłeś drzewo. Stało samotnie na wielkim polu trawy. Wiatr delikatnie poruszał liśćmi, a wśród nich słyszałeś śpiew ptaków.

Drzewo zniknęło i pojawił się zwykły obraz strony głównej na ekranie.

Kochanie, idę do sklepu wybrać prezent dla Kai, będziemy dziadkami, wiesz pewno o tym.

Podeszła do ciebie i pocałowała twoje usta.

Napraw ten kran, najdroższy.

Zanim zdołałeś coś powiedzieć, wyszła. Niezwłocznie wyjąłeś swoją skrzynkę z narzędziami i zabrałeś się za pracę. Kiedy po dwóch godzinach przyszła Monika, nie dałeś jej skończyć pierwszego zdania. Ucałowałeś jej usta i wyjąłeś z jej rąk dwie papierowe torby. Wyszliście na dwór. Jasne słońce stało wysoko na błękicie nieba.

Spoglądała na ciebie zdziwiona, ale nie zapytała o nic. Po piętnastu minutach marszu dostrzegłeś drzewo. Te drzewo.

Co się stało, kochanie, zapytała?

Poczekaj, odrzekłeś.  
Po chwili zaczęli nadchodzić inni. W końcu obok stało kilkaset par w różnym wieku i o różnych kolorach skóry. W pewnej chwili wszyscy podnieśli ręce i wznieśli jej w kierunku nieba.

Oślepiające światło poraziło twoje oczy, a kiedy wzrok odzyskał możliwość dobrgo widzenia zostaliście tylko wy dwoje.

Adamie, rzekła niewiasta.

Obok ciebie stała piękna brunetka o zielonych oczach i oliwkowej cerze.

Tak Ewo, odrzekłeś.

Zapytał mnie o drzewa tego ogrodu i wspomniał bym spróbowała z tamtego, ale odmówiłam, pomimo że wyglądało tak cudownie. Czy dobrze uczyniłam, mój jedyny?

Tak, odrzekłem.

I pomyśleć, że zrobiłam to, ponieważ naprawiłeś ten kran.

Życie składa się z drobiazgów, a my nigdy nie wiemy, dlaczego jakiś z nich ma naprawdę znaczenie, odrzekłem

Przytuliła swoje nagie piękne ciało do mojego i wtedy stała się jasność. I nie było już nic, bo byliśmy wszystkim.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i inne, użył 2591 słów i 14327 znaków, zaktualizował 2 lip o 9:12.

2 komentarze

 
  • kaszmir

    Przekładaniec codzienności, przemijania i niedokończonych spraw. To dom zły i dobry, to dom nocny i dzienny. To chwile ulotne które nigdy nie powracają. Ból i łzy, radość i zmartwienie. Ale czyż nie jest wpisany w nasze życie, ten metaforyczny krzyż który dźwigamy na naszych barkach. Wnętrze z zewnętrzem się miesza i życie w istnieniu.  
    Bierzemy to co daje nam los, nie zastanawiając się nad konsekwencjami... ale taki jest człowiek rozumny, lecz zapominalski.

    Pozdrawiam serdecznie

  • AlexAthame

    @kaszmir Dziękuję za przepiękny komentarz. Właśnie to nasze życie. Ale ponoć sensem życia jest ono same. Oczywiście ujalem koniec z nutką fantazji. :przytul:  :smile:

  • Duygu

    Jestem pod wrażeniem. Piękny opis ludzkiego życia na tym ziemskim padole. Czasem jest wzruszająco, innym razem przygnębiająco, ludzie rodzą się i umierają, noszą w sobie wiele emocji i niewypowiedzianych pragnień, wielu sytuacji nie rozumieją... Jak ulotne są te chwile, nieważne, czy szczęśliwe, czy smutne.  
    Brawo  :bravo:   <3

  • AlexAthame

    @Duygu Dziękuję,  to prawda.Czasem coś planujemy,  a jedna mała rzecz potrafi zmienić wszystko.  :)