Projekt Asia cz 3

Asia nie zastanawiała się zbyt długo. W sumie uznała, że dużo nie straci. Niby to ojciec, ale przez całe życie uważała go za obcego. Tylko się darł, bił i ubliżał. A teraz tak się zmienił! I dzięki temu z przedsionków piekła wylądowała nagle na łąki raju. Zdjęła stanik i szybko majtki.

Patrzył na nią i lekko się uśmiechnął.

— Ładna jesteś, podejdź bliżej.

Asia drżała. Czuła się dziwnie. Wiedziała, że zrobiła to dla pieniędzy i by polepszyć swój byt, lecz nie czuła się z tym tak bardzo źle. Podeszła do ojca bliżej. Położył od razu dłoń na jej piersi i zaczął tam przesuwać końce palców. Po chwili poczuła, że jej brodawki twardnieją. Z jednej strony było miło, z drugiej miała dylemat, że to ojciec ją dotyka. Nie spodziewała się, że umie być tak miły i delikatny.

— Jesteś miła i grzeczna, potrafię to docenić. Dlatego cię zapytam. Możesz odmówić. Mogę dotknąć twojej cipki? Jeżeli nie chcesz, nie zrobię tego.

Asia była zaskoczona. Już całkowicie wytrzeźwiała. Nie poznawała ojca. Podjęła szybką decyzję.

— Możesz. Ciesze się, że jesteś łagodny. Nie lubię przemocy. Jeżeli będziesz taki nadal i ja będę jeszcze bardziej uległa.

— To mamy układ.

Poczuła, jak zaczął dotykać jej pośladki, potem wewnętrzną część uda, a potem dotknął palcami jej wargi sromowe. Była wilgotna i podniecona.

— Mogę bardziej? — zapytał.

— Możesz.

Stefan wsunął dwa palce do wejścia jej pochwy. Asia nie była dziewicą już dwa lata. Oczywiście sama sobie to zrobiła. Ojciec był doświadczonym mężczyzną i od razu wyczuł, że już nie ma wianuszka.

— Miałaś kogoś?

— Nie, sama sobie to zrobiłam, dwa lata temu.

— Lubisz tak jak teraz? — zapytał.

— Jest bardzo miło.

— Chcesz żebym zrobił ci do końca dobrze?

— Tak, chcę tego.

— Mogę bardziej widzieć? — zapytał miło.

— Możesz.

Stefan wstał z fotela.

— Usiądź i rozsuń nogi.

Asia zrobiła to bezzwłocznie. Popatrzył na jej rozwinięty srom. Położył dłoń na wilgotnym kroczu. Zaczął jeździć kciukiem po łechtaczce, a dwa palce wsuwał jej do pochwy. Asia zaczęła dyszeć. Miała długi i miły orgazm.

— Było ci miło?

— Bardzo. Jeżeli chcesz, możesz mnie wyruchać.

— Podoba ci się co robię, to dobrze, ale dzisiaj powiedziałem, nie. Możesz zrobić coś innego?

— Co byś chciał?

— Weź do buzi. Wiesz jak?

— Nie wiem, ale się postaram.

— Grzeczna dziewczynka.

Asia zaczęła rozpinać mu spodnie. Wyjęła naprężonego członka. Ściągnęła skórkę. Poczuła zapach ryby, ale aż tak bardzo jej to nie przeszkadzało. Zaczęła go lizać, a potem wzięła do buzi. Stefan stał bez ruchu. Asia robiła to niewprawnie, ale szło jej coraz lepiej. W końcu ujął jej głowę w dłonie i delikatnie zaczął przysuwać ją bliżej siebie. Hamował westchnienia. Jego organ wchodził głębiej do jej buzi, ale nie dalej niż do przełyku. Czuła w tym małą przyjemność. Przytrzymała ustami naprężonego członka, a językiem tarła o żołądź. Poczuła, że zaczyna się jej spuszczać. Trzymała nasienie w buzi, a w końcu połknęła.

— Jestem z ciebie zadowolony. Mamy układ. Dobrze na tym wyjdziesz. Nie muszę ci mówić, że nikt o tym nie może wiedzieć.

— Rozumiem, aż taka głupia nie jestem.

Stefan zapiął spodnie.

— Ubierz się, a ja przyniosę ci sukienkę rano do pokoju.

Asia ubrała się.

— Mogę coś zjeść, jestem głodna?

— Zrób sobie co chcesz. Jakby pytała, pozwoliłem. Postaraj się by się nie domyśliła niczego, resztę zostaw mnie.

Asia otworzyła drzwi. Poszła od razu do kuchni. Po matce ani śladu może zasnęła, pomyślała.

Zrobiła sobie dwie kanapki z szynką, serem i pomidorem, a do tego, herbatę. Potem poszła do łazienki. Rozebrała się i zaczęła myć. Poszła do swojego pokoju. Położyła się do łóżka i zaczęła myśleć co się wydarzyło. Uznała, że tak na razie może być.

Kiedy się obudziła rano, zobaczyła sukienkę na swoim łóżku. Dostrzegła też kopertę, w środku znalazła trzysta złotych. Nie miała pewności, na co te pieniądze. Czy ma je dać matce, czy raczej zatrzymać dla siebie? Uznała, że zobaczy jak się potoczy sytuacja i dopiero wówczas postanowi. Przezornie włożyła kopertę do swojej skrytki.

Po śniadaniu poszła do pana Sobieskiego. Zapukała trzy razy.

— Mam papierosy — rzekł podając jej paczkę.

— Ma pan rachunek?

— Oczywiście.

— Sprawy się wyprostowały. Powiedziałam tacie o wszystkim i pomoże mi. Może pan oddać papierosy i odebrać pieniądze?

— Chyba tak.

— Proszę sobie potrącić ile trzeba.

— Ech, Asiu. Byłaś zawsze dla mnie miła. Nie potrzebuję od ciebie pieniędzy. Po szkole będziesz miała gotówkę, tylko zapukaj.

— Dziękuję panu.

Po kilku minutach była już w autobusie. Dojechała do szkoły za dziesięć ósma. Czekała. Pierwszy raz czuła się inaczej. Po dwóch minutach pokazała się Samanta i Czerwona Zuzia. Zuzanna miała pulchne policzki i prawie zawsze mocno różowe i stąd odziedziczyła tę ksywkę. Samanta była pół głowy wyższa od Asi i pewnie ze dwadzieścia kilo cięższa.

— Masz towar, szmato? — zapytała Samanta na dzień dobry.

— Nie mam. Chcę wam powiedzieć, czego nie wiecie, że mój ojciec jest komendantem policji w Sanoku. Jak mnie tkniecie jeszcze raz, to gorzko pożałujecie.

Samanta zaczęła się śmiać.

— Całkiem ci dojebało! Zaraz zobaczysz gwiazdy.

Chciała się zamachnąć, by uderzyć dziewczynę, ale wszystkie trzy usłyszały syrenę. Samanta rzuciła okiem. Policyjne BMW wjechało prawie na chodnik. Z wozu wyszedł dość sporych rozmiarów policjant.

— Przysyła mnie szef. Jestem aspirant Roman Turman i jestem adiutantem kapitana Karasia. Jak jej włos spadnie z głowy będziecie dawać dupy wszystkim lezbą w wiezieniu dla kobiet i guzik mnie obchodzi, że macie dopiero osiemnaście lat. Powiedziała wam kim jest jej stary?

Samanta, jak i Zuzia otworzyły szeroko usta.

— Ja pierdolę, ta ździra mówiła prawdę! — rzekła Samanta.

— Dobrze, że się zrozumieliśmy. Znam wasze dane i adres. Do szkoły i to już!

Zdziwiona, smukła brunetka, nigdy nie widziała by ktoś tak szybko biegł, szczególnie biorąc pod uwagę, że zarówno Zuzia, jak i Samanta miały lekką nadwagę. Asia miała na sobie sukienkę od ojca i odczuwała, że wszyscy bez wyjątku podziwiają, jak ślicznie w niej wygląda.

Dzisiaj pierwszy mieli język polski z panią Anną Grochalą. Ze wszystkich nauczycieli pani Anna miała chyba największe wyrozumienie dla Asi przez te lata. Oczywiście Joanna robiła błędy ortograficzne, a jej zdania nie posiadały dobrej składni. Kiedy odpowiadała, jej wypowiedzi były chaotyczne i czasem nie kończyła zdania i jakby się zawieszał, co oczywiście klasa kwitowała śmiechem.

Weszła do klasy i od razu zauważyła spojrzenia innych. Sukienka od Stefana miała swoją klasę. Brunetka usiadła jak zawsze w końcu sali pod oknem. Weszła pani Anna. Popatrzyła po klasie i z uśmiechem przywitała wszystkich.

— Witajcie, moi drodzy. Mamy dzisiaj piękny dzień jak do tej pory. Bo stare przysłowie mówi, że nie należy chwalić dnia przed zachodem słońca.

Dostrzegła Asię w nowej sukience. Umiała się jednak znaleźć i tylko posłała jej przyjacielski i ciepły uśmiech. Zwykle dawała jej spokój, jakby rozumiejąc, że dziewczyna nie ma lekko ani w szkole, ani w życiu. Brunetka miała teraz czas by pomyśleć o zmianach, które u niej zaszły. Od wczoraj dużo się zmieniło. Czuła nawet dumę. Nie będzie głodna, przestaną ją prześladować, szczególnie dwie najgorsze osoby, czyli Czerwona Zuzia i Samanta. Spodziewała się również lepszego traktowania ze strony matki. Ale za jaką cenę! Dopiero teraz to doszło do niej. Ale ogrom pozytywów zagłuszył małe pytania w duszy. W końcu nigdy nie czuła go jako ojca. Od kiedy pamiętała, łączyła z nim negatywne odczucia. Krzyczał na nią i mamę. Bił i ją i rodzicielkę. Zachowywała się jak despotyczny pan i władca. Tylko czy dotrzyma obietnicy? Wczoraj mógł posunąć się dalej i Asia nawet nie miałaby nic przeciw a nie zrobił tego. Jednak dziewczyna nie była kompletnie głupia. Wiedziała, że zrobi sobie wroga z matki. Bo jakkolwiek Zofia była jej matką, ale przecież i kobietą, a takowa ma zawsze przeczucia. Jednak Asia miała nadzieję, że i w tym ojciec dotrzyma obietnicy i w razie czego ją wybroni. Co do szkolnych prześladowań? Nie da się wszystkiego zmienić. Tylko Samanta i jej przyjaciółka uciekały się do cielesnego molestowania w stosunku do niej. Ludzie z klasy drwili i czasem ubliżali, ale nie stosowali przemocy fizycznej wobec smukłej brunetki.

Lekcja się zakończyła i uczniowie zaczęli wychodzić na korytarz, żeby pogadać, a niektórzy, by zapalić papierosy w jakimś ustronnym miejscu, przeważnie w ubikacji, rzadziej w szatni na dole. Kątem oka dostrzegła, że Anna podeszła bliżej.

— Jak się masz, Asiu? — zapytała miło.

— Dobrze, dziękuję.

— Jaką masz śliczną sukienkę — w oczach nauczycielki, dziewczyna nie dostrzegła cienia drwiny tylko szczerość.

Buzię nastolatki pokrył delikatny rumieniec.

— Dostałam od taty.

— Och, to naprawdę miły prezent. Nie zabieram ci czasu. Pamiętaj co ci zawsze powtarzam. W razie czego zawsze możemy porozmawiać. Sanok nie jest ogromnym miastem i chętnie cię zabiorę tam, gdzie będziesz się czuła bezpiecznie i komfortowo. Wówczas sobie porozmawiamy, zjesz coś dobrego lub wypijesz ulubiony napój.  

— Dziękuje, pani profesor — odrzekła Asia.

Anna się oddaliła. W sali pozostało tylko kilka osób w tym gruby Maciej Kozielski. Oczywiście jadł. Asia nigdy by tego wcześniej nie zrobiła, ale od wczoraj uwierzyła w siebie i trochę w ludzi. Podeszła do ogromnej postaci Maćka.

— Cześć — powiedziała.

Chłopak spojrzał i zakrztusił się na jej widok. Dał ręką znak by poczekała. Przełknął kęs.

— Cześć. Jesteś głodna? Masz fajową sukienkę.

Niestety Zenek Nierwisz znowu został w klasie i – co gorsza – usłyszał ich konwersację.

— Grubas i kretynka, dobra para. Nie śliń się tłuściochu i tak nic z tego. Nie masz szans nawet u tej idiotki. Co prawda dobrze zauważyłeś, kiecka niezła.

Maciek skulił się w sobie i wziął kolejny wielki kęs do ust.

— Poczekaj — powiedziała do niego cicho Asia.

Zrobiła cztery kroki i znalazła się blisko atletycznego młodzieńca.

— Co się dopierdalasz? Gówno ci do tego, czy ma szanse, czy nie. Zajmij się sobą.

Chłopak wstał ostro, aż jego krzesło się przewróciło.

— Coś ci się nie podoba, półgłupie?

— Tak. Nie podoba mi się twoja bezczelna gęba. Maciek postąpił wczoraj jak dobry człowiek, a ty nie waż się go obrażać, napakowany atleto.

W oczach chłopaka zapaliły się złe błyski.

— Nie wiesz z kim zadzierasz, idiotko!

Zrobił krok i stanął tak blisko niej, że prawie dotykał jej torsu, swoją umięśnioną klatką piersiową.

— Zenek, daj jej spokój — odezwał się Maciej.

Widocznie Nierwisz, na to czekał. Ominął dziewczynę i stanął nad grubasem.

— Jeszcze słowo i dostaniesz po tłustym ryju, beczko łoju.

Ale Asia nie czekała aż jej dobroczyńca oberwie. Nigdy by się tego po sobie nie spodziewała. Chwyciła krzesło, ale na moment się zatrzymała. Widocznie zabrakło zapalnika, by odpalić bombę.

Maciej nie był chyba też aż tak tchórzliwy jak wszyscy sądzili, bo wstał. Nadal na jego twarzy panował spokój.

— Chcesz mnie uderzyć?

Zenek spojrzał na niego jak na zdechłą żabę i wycedził.

— Z radością.

Złapał go za bluzkę i mierzył złym wzrokiem. Asia stwierdziła, że dłużej nie może czekać. Zamachnęła się i z całej siły walnęła Zenka, krzesłem w jego bok. Zachwiał się i stracił równowagę, ale nie przewrócił.

— Och ty kurwo, teraz pożałujesz. — zasyczał.

Ruszył w jej kierunku jak rozjuszony byk. Dziewczyna poczuła strach. Pierwszy raz. Zwykle nawet się nie broniła, a co dopiero, atakowała. Nie bardzo wiedziała co zrobić i dlatego podniosła tylko krzesło. Zenek z pewnością się tego nie spodziewał i dlatego nie wyhamował. Nadział się na nogi od krzesła. Jedno ugodziło go w tors, drugie w najbardziej czuły, męski punkt. Zatrzymał się i poczuł ogromny ból. Teraz Asia przeraziła się nie na żarty.

— Ty suko. Zabiję cię, pojebana kurwo.

Asia stała jak zahipnotyzowana i oczekiwała najgorszego. Ale nie nadeszło, za to Maciej ruszył jak lokomotywa, swoim ponad stukilogramowym ciałem. Biegł z krzykiem w kierunku siłacza. Po chwili oba ciała upały na drewnianą posadzkę, z tym że Maciej górował i okładał na oślep twarz zaskoczonego Zenka. Może nie umiał się bić, ale sama masa zrobiła swoje. Nierwisz zdołał wyciągnąć tylko jedną rękę spod masy ciała Macieja i desperacko zasłaniał twarz. Pozostali w sali zaalarmowali kolegów. Po kilkunastu sekundach z trudnością udało się im ściągnąć z niego Macieja, który wciąż krzyczał i machał rekami. Osiłek wstał powoli i nie za bardzo mógł utrzymać równowagę. Cepy Macieja go ogłuszyły. Z tego też powodu cały bojowy animusz mu przeszedł. Dodatkowo został przygnieciony wstydem porażki. Usiadł ciężko na krześle i rozcierał zaczerwienione policzki.

— No kurwa nie wierzę, tłuścioch spuścił wpierdol Nierwiszowi. — rzekł Piasecki, jeden z pomniejszych klasowych łobuziaków.

Skończyła się przerwa i klasa była w komplecie. Ale nikt nie skupiał się na dziejach Babilonu, bo na drugiej lekcji mieli historię. Wszyscy bez wyjątku szeptali o sromotnej porażce Zenka. Niektórzy nawet gratulowali Maćkowi.

— Szacun stary, tego się nie spodziewałem — dziewczyna usłyszała kilkakrotnie podobne słowa.

Asia usiadła z tyłu i nie wiedziała jak to wszystko wytłumaczyć.

Historia minęła bez problemów. Nauczycielka nie mogła zrozumieć, dlaczego nikt, ale to nikt jej nie słucha. Z urywków zdań pojęła. Mówiła dalej, ale sama zastanawiała się jak niemożliwe stało się możliwe. Zenek nie tylko ćwiczył na siłowni, ale uczył się już czwarty rok karate Shotokan i miał podobno brązowy pas. Schodzili mu z drogi wszyscy w szkole. A tu taka niespodzianka! Pośmiewisko klasy położył go na łopatki i do tego obił mu twarz. Tylko dwójka z klasy wiedziała, że zasługę tego ewenementu powinna odebrać Asia. Maciej i sam Zenek. Siedział skulony i cichy, ale w środku, nienawiść do dziewczyny, zaczęła gwałtownie rosnąć.

Jak co dzień po zajęciach, dziewczyna udała się do biblioteki.

— Och co za ładna sukienka — przywitała ją bibliotekarka.

— Dziękuję pani Łomnicka — odparła brunetka.

— Mów mi Lena. — odrzekła starsza kobieta — Jesteś moją ulubioną uczennicą — dodała.

— A czy to tak wypada, bym mówiła pani na ty? — zapytała nastolatka.

— Jak nie będziesz mogła po imieniu, to chociaż mów, pani Leno. — uśmiechnęła się kobieta — wiem, że lubisz motyle. A ja mam w domu prawdziwą kolekcję. Sama bym ich nigdy nie zabiła, ale skoro już ktoś to zrobił i ususzył, to warto podziwiać.

Podała jej wizytówkę.

— Jest adres i telefon. Wystarczy jak zadzwonisz. Zwykle mam ciasteczka własnej roboty, kochanie.

Asia poczuła się dziwnie. Jeszcze nikt tak czule do niej się nigdy nie odezwał.

— Dziękuję — brunetka wzięła wizytówkę.

Z wielkim atlasem podeszła do stolika i usiadła na krześle.

— Co za dzień! — szepnęła do siebie.

Z biblioteki wyszła za piętnaście szósta. Oczywiście pożegnała miło panią Lenę. Spokojna podeszła na przystanek szóstki. Kiedy podjechał autobus, patrzyła po twarzach podróżnych. Poznawała znajome lica. Wcześniej nie śmiała podnieść twarzy, ale i tak widziała wielokrotnie tych samych pasażerów. Dopiero kiedy wyszła, zaczęła myśleć, jak matka zareaguje na jej widok. Zanim dotarła do domu wstąpiła do Jana Sobieskiego. Otworzył prawie natychmiast.

— To twoje pieniądze — rzekł.

— Bardzo dziękuje i przepraszam. Nie trzeba w czymś pomóc?

— Może za tydzień. Widziałem, że dobrze czujesz się w ogrodzie. A rodzice nie są źli, że mi pomagasz?

— Chyba nie. Jest pan bardzo miły — rzekła.

— Trzeba być takim, tak jest lepiej i dla ciebie i innych.

— Dziękuję jeszcze raz — rzekła i już maszerowała do domu. Stawiała kroki lekko i pewnie jak nigdy wcześniej.

W drzwiach spotkała matkę.

— Nadal prowadzisz jakieś podejrzane interesy z tym Sobieskim?

— Nie. Rozmawiałam czy mu nie pomóc w ogrodzie.

Matka mierzyła ją od stóp do głów.

— Skąd ta kiecka.

Asia nabrała odwagi.

— Tata mi kupił.

Rodzicielka spojrzała na nią wzrokiem bazyliszka.

— Mnie żałuje na kosmetyki, a tobie robi prezenty?

— Pierwszy raz — odrzekła asekuracyjnie Asia.

— Ciekawe, dlaczego ci kupił? Myślisz sobie, że ty teraz zaczniesz rządzić? Uważaj! Powiedział mi, że mam być dla ciebie miła. I że wie o Sobieskim.

Czyli ojciec i w tym był uczciwy, pomyślała. Że też nie mógł być taki wcześniej?

— Pomogę przy obiedzie, myślę, że dzisiaj zostawicie mi więcej jedzenia niż wczoraj.

— Dzisiaj ja ugotowałam. Niech stary wie, kto jest mistrzem w kuchni.

— Mamo, nie musimy być wrogami. Chcę tylko normalności w domu. Chcę mieć rodzinę.

— A co nie masz? Same kłopoty z tobą i nawet teraz narzekasz?

Asia spojrzała jej prosto w oczy.

— Dlaczego zabrałaś moje zarobione pieniądze? Mogłaś poprosić, dałabym.

Zofia skuliła się w sobie.

— Żałuje mi każdego grosza — Zofia zaczęła płakać.

— Powinnaś iść do jakiejś lekkiej pracy. W domu pomogę. Będzie czysto, jedzenie zrobione. Ojciec zarabia teraz więcej, może wówczas zdołacie kupić dla ciebie samochód.

— Wiesz, że jest przeciwny bym pracowała.

— Porozmawiaj z nim. Zmienił się.

Zofia podparła się pod boki.

— Właśnie! Ciekawe dlaczego? Może coś wiesz o tym? — matka podsunęła swoją twarz, blisko, do twarzy córki.

— Nie wiem, ludzie się zmieniają. Od wczoraj taki się zrobił.

— Jesteś młoda, ale ci powiem. Zwykle tak się dzieje, jak chłop sobie nową babę znajdzie. Chce być miły, bo czuje się winny. Potem przywyknie i stanie się jeszcze  gorszy niż na początku. A on tu rządzi to nic mu nie zrobię, tak czy tak.

Asia wysłuchała, ale nie wzięła sobie jej słów do serca. Pasowało jej, że wszystko w jej życiu się polepszyło.

* Stopnie w policji się zmieniły. Poprzednio nadkomisarzem był kapitan, teraz to stopień majora. Obecnym szefem policji Sanoka jest nadkomisarz Krzysztof Łapiński i jest wykształconym i porządnym człowiekiem, ma stopień majora. Obecnie aspirant to chorąży. Krzysztof Łapiński był rzecznikiem prezydenta Andrzeja Dudy. Poprzednikiem Łapińskiego w Sanoku był podpułkownik Andrzej Stępień.

1Aurofantasja

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i obyczajowe, użył 3351 słów i 19134 znaków, zaktualizował 30 lip o 17:05.

1 komentarz

 
  • agnes1709

    Fajne, i te soczyste słowa...:dancing: Może jeszcze będą z Ciebie ludzie :lol2: