Pęknięty diament - Rozdział 9

Prue

Siedziałam na parapecie i wpatrywałam się w kubek. Kawa już dawno ostygła. Za kilka minut miałam być w zupełnie innym miejscu, przygotowywać wystrój sali dla innej pary. Nie miałam najmniejszej ochoty ruszać się z domu. Wciąż byłam przybita po kłótni z Cat. Jedno spotkanie, a wryło się w pamięć tak bardzo, że nie potrafiłam o niczym innym myśleć.
– Modlisz się nad tą kawą?  
Podniosłam głowę i przyjrzałam się zaspanej Phoebe.  
– Dopiero dziewiąta, a ty już na nogach? Święto narodowe.  
– Odczep się i lepiej powiedz, co się stało.  
– Nic – mruknęłam.
– Jasne. – Phoebe głośno ziewnęła i rozczesała palcami splątane włosy. – Za pół godziny muszę być w pracy, więc się streszczaj.  
Wywróciłam oczami, bo nie lubiłam rozmawiać o swoich porażkach. A tamto nieprofesjonalne zachowanie było porażką. Jakby inni klienci się o tym dowiedzieli, z pewnością straciłabym renomę. Nie mogłam sobie na to pozwolić.  
– Nic takiego. Drobne problemy w pracy.  
Phoebe zaczęła się śmiać.  
– Ty i problemy w pracy? Ludzie cię kochają.  
Skrzywiłam się, bo moja przyjaciółka czasami robiła ze mnie kogoś idealnego. Rozwaliłam dwa swoje związki. Ani trochę nie byłam idealna.  
– Mam nowe zlecenie i wczoraj miałam pierwsze spotkanie.  
– Co jest z nimi nie tak?
– To raczej we mnie był problem. Pokłóciłam się z przyszłą Panną Młodą, rozumiesz? – Odłożyłam kubek na parapet. – Ludzie uważają mnie za profesjonalistkę, a wczoraj… – Pokręciłam głową, wciąż niedowierzając w to co się stało. – Sala była za biała, a doskonale wiesz, jak nienawidzę białego na weselach.  
– O tak – przyznała Phoebe. – Jestem ciekawa, co włożysz na swój ślub.  
– Ja nic nie mam do białych sukienek!
– A powinnaś, bo raczej nie kwalifikujesz się do posiadania takiej.  
Zgromiłam ją wzrokiem. Naprawdę genialna z niej przyjaciółka.  
– To tylko tradycja!  
– No dobra – mruknęła znudzona Phoebe i machnęła niedbale dłonią. – Powiedz wreszcie, o co poszło.  
Wzięłam głęboki wdech. Nienawidziłam przyznawać się do błędów.  
– Nawiązałam do bieli na japońskich weselach. Powiedziałam, że u nich ten kolor symbolizuje śmierć i…
– Serio? Przyszło do ciebie szczęśliwe narzeczeństwo, a ty im wyjechałaś ze śmiercią? Zmieniasz profesję? Będziesz się teraz zajmować pogrzebami?
– Phoebe! To tylko tradycja!
Wywróciła oczami.  
– Dobra, mów dalej!
– Cat, bo tak nazywa się przyszła Panna Młoda, strasznie się wkurzyła i zaczęła na mnie naskakiwać. No i…
– Wcale się jej nie dziwię.
– Phoebe! – syknęłam.  
– No co? – Wzruszyła ramionami. – Głupio postąpiłaś. Taka rada na przyszłość: nie wygaduj więcej takich rzeczy. Serio.  
– Ale to ona źle zinterpretowała moje słowa. W Japonii Panna Młoda się nie obraża, gdy malują jej twarz na biało.  
– Nie rozumiem twojej fascynacji tym krajem, dlatego nie chcę już o nim słuchać. Dziwne tradycje mają i odstają od nas. – Podeszła do mnie bliżej i skrzyżowała ramiona. – Co było dalej?  
– Wspomniała o białej sukience i jej znaczeniu, no i wyjechałam z tekstem, czy jest czysta…  
Phoebe zamknęła oczy i zacisnęła usta. Widziałam, jak drgają jej kąciki ust.  
– Co powiedziałaś?
– Byłam zirytowana i mnie poniosło! Znasz mnie, nie jestem wredna.
– Może nie bywasz wredna, ale dlaczego powiedziałaś coś takiego? Wiesz, jak ona musiała się poczuć? A tak w ogóle, co z tym jej narzeczonym? On tak stał i tego słuchał?  
– No tak. Wtrącił się dopiero na koniec, gdy Cat zapytała, czy chcę ją zbadać ginekologicznie.  
– O. Mój. Boże.  
Wygięłam ręce i splotłam dłonie.  
– Wiem, że to kiepsko wygląda!  
– Kiepsko? Chyba tragicznie!
– Boże, Phoebe! Myślisz, że o tym nie wiem? Mam okropne wyrzuty sumienia! Ciągle się zastanawiam, co powinnam zrobić, aby złagodzić ten konflikt.  
Przyjaciółka westchnęła ciężko.  
– Wydaje mi się, że powinnaś porozmawiać z tą całą Cat i ją przeprosić. Szczerze przeprosić, żeby była jasność! I pozwól jej na biel. To jej ślub. Jak coś pójdzie nie tak, będzie miała pretensje do siebie. Ty jako organizatorka przygotowałaś to, co chciała i tyle.  
– Wiesz, że nie lubię pozwalać na samowolkę…
– To nie samowolka. Jesteś teraz na fali. Ludzie ciągle cię polecają. Nie możesz sobie pozwolić na rysy w karierze. A skoro tamta kobieta aż tak się wściekła, to nie powinnaś z nią walczyć. Jedna plotka szybko przeradza się w całe morze plotek. Takie coś może ci tylko zaszkodzić.  
– Dobra, w takim razie znajdę sposób, aby się z nią spotkać.  
– Może odwiedź ją w pracy? Bo pracuje, prawda? Czy to może słodka idiotka, która trafiła na bogatego faceta?  
Pokręciłam głową.  
– Pracuje. I może jest słodka do porzygu, ale przynajmniej widać, że jest z tym facetem z miłości. No i on też ją kocha. – Na mojej twarzy pojawił się niechciany grymas. – Jakbyś widziała, jak na nią patrzył.
Phoebe przyjrzała mi się uważnie.  
– Czy ty właśnie jesteś zazdrosna?
– Oszalałaś?! Oni za pół roku biorą ślub!
– No i co z tego? Ten facet nie może ci się podobać?  
Moje policzki z pewnością były czerwone.  
– Głupia jesteś!  
– Oho, czerwienisz się! Powiedz mi coś o nim!
Zacisnęłam mocno usta i po raz kolejny zgromiłam ją wzrokiem.  
– Jest przystojny, ale to oczywiste, bo Cat jest bardzo ładna.  
– Przystojny? I tylko tyle? – jęknęła zawiedziona Phoebe.  
– No i ma słodki uśmiech.  
Phoebe parsknęła śmiechem.  
– Kolejny gość ze słodkim uśmiechem. Myślałam, że już się uodporniłaś.  
– Phoebe!  
– No co?  
– Mówiłaś, że spieszysz się do pracy.  
– Boże, no dobra. Już idę – burknęła i pokazała mi język.  
Zniknęła z kuchni, więc mogłam wreszcie odetchnąć. Niby pomysł z przeprosinami był dobry, ale czy Cat chciała mnie w ogóle oglądać? Zerknęłam na zegarek i wypuściłam powietrze. Wiedziałam, gdzie mam szukać. Do Szkoły Tańca nie miałam daleko. Mogłam zahaczyć o to miejsce nawet przed spotkaniem z inną parą. Nagle ogarnęła mnie panika. Co, jeśli pokłócimy się bardziej?


Caterina

Musiałam się w końcu uspokoić, jeśli chciałam powrócić do codziennych zajęć i wyglądać przy tym jak normalny człowiek. Wciąż buzowały we mnie emocje, ale Matt miał rację ze swoim zdroworozsądkowym podejściem, dlatego chwilowo czekałam na ruch Prue. Z jednej strony miałam nadzieję, że go nie wykona, a ja będę mogła ją zwolnić. Choć nawał zajęć dobitnie uświadamiał mi, że nie dam sobie rady sama wszystkiego ogarnąć na czas, nie wyobrażałam sobie omawiania takich ważnych spraw z tą parszywą żmiją. Od pierwszych minut naszego spotkania czułam się przez nią oceniana, gdy patrzyła na mnie tym pełnym politowania wzrokiem. Niby była uprzejma, a przynajmniej do czasu – ale od początku widziałam, że każde moje słowo jej nie pasowało, maskowała niezadowolenie fałszywą uprzejmością. Ciekawe, że Matt tego nie widział, ale w końcu faceci byli ślepi.
Po tym feralnym dniu rzuciłam się na nowo w wir codziennych zadań, począwszy od kursu, skończywszy na zajęciach tanecznych. Postanowiłam więcej nie wspominać Matthew o Prue, bo sama też nie chciałam poruszać tego tematu – na samą myśl o niej, krew zaczynała mi szybciej krążyć. Przynajmniej dzięki tańcowi mogłam choć na chwilę zapomnieć o wszystkim i się wyluzować – endorfiny i towarzystwo robiły swoje. Kończyłam właśnie ostatnie na dziś zajęcia, kiedy coś – lub ktoś – mignął mi za szybą. Odruchowo podążyłam tam wzrokiem i dostrzegłam Prue. Co ona, do cholery, tu robiła? Wyprostowałam się gwałtownie i rzuciłam jeszcze ostatni uśmiech wychodzącym z sali dziewczynom. Gdy wszystkie wyszły, Prue niepewnie weszła do środka.
– No proszę – odezwałam się zjadliwym głosem, zanim zdążyłam się powstrzymać. – Nawiedziło mnie usposobienie moralności i czystości, kopia Matki Teresy. – Schyliłam się po butelkę wody. – Czym mogę służyć?
– Witaj, Cat – odpowiedziała z lekkim wahaniem. – Pewnie nie jestem tu mile widziana i wcale się temu nie dziwię. Ale stwierdziłam, że powinnam cię przeprosić.  
– Naprawdę? Stwierdziłaś tak? – Upiłam łyk wody i nagle poczułam się upokorzona, kiedy stałam przed nią w sportowym stroju, cała upocona po zajęciach. Ona wyglądała nienagannie, ubrana w dopasowaną granatową sukienkę. – Czy po prostu nie chcesz stracić pracy i dobrego imienia?
– Bardzo źle zaczęłyśmy… Znaczy się, to ja źle zaczęłam. To twój ślub i powinnam uszanować twoje zdanie. Mam wyrzuty sumienia, a tym bardziej za ten tekst o białej sukience i czystości. Takie słowa nie powinny w ogóle paść. Przepraszam.
Ciężko było dalej mi ją linczować, gdy tak stała przede mną i przepraszała, ale z drugiej strony nie chciałam się poddać tak łatwo. Wciąż czułam to upokorzenie i palący wstyd oraz irytację.
– Może tym razem bądź szczera – powiedziałam po chwili, decydując się wyłożyć kawę na ławę. – I powiedz, co naprawdę myślisz. Powiedziałam ci to od razu: nie koloryzuj, nie owijaj w bawełnę. Może sądzisz, że doskonale ukrywasz swoje prawdziwe emocje, ale wcale tak nie jest. Przyznaj od razu, że uważasz mnie za głupszą. Gardzisz mną. Miałaś to wypisane na twarzy.
– Cat, to nie tak… – Splotła dłonie i zaczęła łamać sobie palce. – Nie gardzę tobą i z pewnością nie uważam za głupszą. Jestem organizatorką wesel i zależy mi jedynie na zadowoleniu moich klientów, przez co czasami zapędzam się we własne wizje. – Opuściła ramiona. – A co do wzmianki o Japonii. Nie napomknęłam o tym, aby cię obrazić. Mam japońskie korzenie. Mój pradziadek był Japończykiem. Dlatego tradycje tego kraju są mi bliskie. Rozumiem, że nie przepadasz za tym krajem i obiecuję, że już więcej nic o nim nie powiem.  
Westchnęłam ciężko. Nagle ta rozmowa bardzo mnie zmęczyła. Prue mnie męczyła. Niby przepraszała, ale dalej wyciągała własne wnioski, które musiałam sprostować.
– Nie powiedziałam, że nie przepadam za Japonią. Mój narzeczony jest tłumaczem japońskiego, więc mam z tym krajem do czynienia na co dzień, jednak nie na tyle, by chcieć japońskie tradycje na naszym ślubie. Rozumiem, że ciebie Japonia pasjonuje, ale wydaje mi się, że najpierw powinnaś była mnie zapytać, czy chcę uwzględnić w planach jakieś zagraniczne tradycje. – Wzruszyłam niedbale ramionami, zdając sobie sprawę, że to właśnie tak powinna wyglądać nasza pierwsza rozmowa. – Ale ty ciągle upierałaś się przy swoim, nawet jak już zaznaczyłam, że w ogóle mi się to nie podobało.
Sama już nie wiedziałam, czy powinnam ciągnąć dalej ten temat, czy może już to zostawić, bo Prue wyglądała na skruszoną.
– Jeszcze raz bardzo cię przepraszam. – Założyła włosy za ucho. – Tak właśnie myślałam o tej bieli i sądzę, że jej nadmiar nie będzie przesadą.  
Nie, nie chciałam dłużej ciągnąć tej rozmowy. Mimo niechęci, postanowiłam docenić fakt, że przyszła tu, przeprosiła i była skłonna pójść na kompromis oraz przyznać się do błędu. Wiedziałam, że i tak jej nie polubię, bo byłyśmy skrajnie różne, ale przynajmniej topór wojenny został zakopany. Na razie.
– W porządku. – Z pewnym oporem wyciągnęłam rękę w jej stronę. Gdy ją uścisnęła, dodałam: – I, tak dla jasności: nie, nie jestem dziewicą. Będą z tym problemy? – Starałam się zamaskować lekki sarkazm w moim głosie, ale chyba niezbyt mi to wyszło.
– Z pewnością nie – odpowiedziała zakłopotana. – W takim razie, skoro już wszystko sobie wyjaśniłyśmy, może ustalimy termin dotyczący wybrania sukni ślubnej?
– Im szybciej, tym lepiej. – Zgodziłam się, ciesząc się, że w końcu do czegoś doszłyśmy, ale i tak traktowałam Prue z lekką rezerwą. Może nawet nie aż taką lekką. – Jestem dostępna w czwartek rano, mniej więcej do południa. Pasuje ci?
Prue natychmiast wyciągnęła z torby notatnik i zaczęła go kartkować.
– Czwartek rano… – Pokiwała głową. – Tak, pasuje mi.  
– Super. – Mój głos stanowczo nie brzmiał, jakbym faktycznie się na to cieszyła. – Nie pamiętam w tej chwili adresu sklepu, w którym ostatnio znalazłam parę ładnych sukni. Wyślę ci adres smsem, gdy wrócę do domu.
– W porządku. – Prue uśmiechnęła się delikatnie. – Nie będę ci przeszkadzać, bo z pewnością masz pełno zajęć. – Obróciła się bokiem. – Jesteśmy w kontakcie. Cześć.  
– Cześć – odparłam, choć nie wiem, czy mnie usłyszała, bo od razu uciekła z sali, jakbym ją ugryzła. Poczułam ulgę, gdy zostałam sama, ale jednocześnie też zaczęłam się zastanawiać, jak bardzo niezręczne będzie nasze następne spotkanie.


Matthew

Skończyłem tłumaczyć ostatnie pismo do urzędu dla klienta i odetchnąłem z ulgą. Koniec na dziś. Zastanawiałem się, czy nie jest za późno na kawę, ale przecież to kawa. Na nią nigdy nie jest za późno. Poszedłem do kuchni i tyle co zdążyłem podstawić kubek pod włączony ekspres, gdy rozległ się dzwonek do drzwi. Kto to mógł być o tej porze? Nikogo się nie spodziewałem, więc pewnie Cat coś zamówiła.  
Kiedy otworzyłem drzwi, moim oczom ukazał się stos różnej wielkości pudeł, poukładanych jedno na drugim, a za nim kryła się moja przyszła teściowa. Wręczyła mi stos i oznajmiła, nie dając mi nawet dojść do słowa, że mamy coś z tym zrobić, ona nie ma na to miejsca, bo przerabia pokój. Następnie pożegnała się i poszła, zostawiając mnie zaskoczonego na progu.
Zaniosłem pudła z niewiadomą zawartością do salonu, zakładając, że są to pewnie jakieś rzeczy Cat. Wróciłem się jeszcze do kuchni po kawę i miałem zamiar odkryć, co kryją kartony, ale gdy tylko usiadłem na kanapie, usłyszałem trzask drzwi, przez które po chwili weszła zmęczona Cat.
– Cześć, kochanie – rzuciła, zatrzymując się, by zdjąć buty. – Nie uwierzysz, właśnie minęłam się z moją mamą i chyba była na mnie zła. Nie wiem tylko, o co. Może dlatego, że nie poinformowałam jej osobiście o zaręczynach, tylko musiała dowiedzieć się z Internetu. – Wywróciła oczami. – Trzeba będzie dać jej na weselu dodatkowy bukiet. Co to? – Dopiero zwróciła uwagę na mnie, rozłożonego przy pudłach.
– Prezent od twojej mamy, ale nie wiem, co to jest. Nie dała mi dojść do słowa – odpowiedziałem i upiłem łyk kawy.
– To na ciebie pewnie też jest wściekła. Nie zapytałeś moich rodziców o moją rękę. – Parsknęła śmiechem. – Ani o nic innego – dodała.
– Żeby mnie pożarli żywcem? To z tobą się żenię, a nie z nimi. Poza tym wątpię, żebym dostał pozwolenie.
Cat westchnęła, podchodząc do czajnika i włączając go.
– Myślałam, że im to przejdzie, ale najwyraźniej mama nie zamierza się pogodzić z faktem, że i tak będziemy razem.
Rodzice Cat nie znosili mnie od zawsze. Sądzili, że nie jestem odpowiedni dla ich córki i wcale tego nie ukrywali.
– I tak to podejrzanie spokojnie znosi. Może coś kombinuje.
– Bez przesady. Myślisz, że kobieta zbliżająca się do pięćdziesiątki ma czas i energię na knucie jakichś spisków? – Wyciągnęła z szafki kubek i wrzuciła do niego torebkę herbaty. – To nie Amanda.
– Ale to twoja mama. Po niej można się wszystkiego spodziewać.  
– Nie dokładajmy sobie kolejnej rzeczy do zmartwień. – Podeszła do mnie z kubkiem herbaty i usiadła obok, całując mnie w policzek. – Może zobaczmy, co takiego nam przyniosła.
– Oby nie zdechłego szczura – zaśmiałem się, biorąc na kolana jedno z pudeł i otworzyłem pokrywkę.
W środku było pełno mniejszych pudełeczek, a w nich mnóstwo zdjęć. Miałem nadzieję, że moja twarz nie była z nich wycięta albo zdrapana.
– O rany, kochanie, zobacz… – Cat już pochylała się nad pudłem i wyciągała pliki zdjęć. Parsknęła śmiechem i pogłaskała palcem fotografię. – Kompletnie zapomniałam o tych zdjęciach. – Podsunęła mi pierwsze z nich.
To było selfie z jednej z naszych randek. Całowaliśmy się na nim z kaskami pod pachą, siedząc na moim motorze.  
– Pamiętam, jak wymykałaś się z domu przez okno, a ja czekałem z odpalonym silnikiem, żeby twoi rodzice nie zdążyli nas złapać – zaśmiałem się.
– A ja zawsze pilnowałam, by coś grało w domu: radio albo telewizor… żeby przypadkiem czegoś nie usłyszeli. – Cat nadal wpatrywała się w zdjęcie, uśmiechając się lekko. – Wydawało się nam, że jesteśmy tacy dorośli. Że możemy wszystko.
– Poniekąd tak było. Co tam jeszcze mamy?
Zaczęliśmy przeglądać kolejne fotografie: z festynów, dyskotek, domówek, ode mnie z mieszkania, wakacyjnych wyjazdów. W końcu trafiliśmy na zdjęcie, na którym Cat stoi zarumieniona, w letniej sukience i moją kurtką przewiązaną w pasie. Wybuchnąłem śmiechem na samo wspomnienie.  
– Pamiętasz, jak któregoś razu wymykając się przez okno, zahaczyłaś sukienką, spadłaś i narobiłaś hałasu? Przybiegłaś do mnie z dziurą na tyłku i odjechaliśmy w ostatniej chwili, bo twoi rodzice już wychodzili z domu.
Cat też wybuchnęła śmiechem.
– Dobrze, że miałam chociaż ładne majtki – rzuciła z rozbawieniem. – Mama później pytała mnie, co to był za hałas. Powiedziałam, że kot zaplątał się w krzakach, a później stłukł doniczki, które tam stały. Idiotyczna wymówka, ale to było pierwsze, co przyszło mi do głowy.
– Łyknęli to? – zapytałem. – A majtki miałaś bardzo ładne, chyba nigdy nie zapomnę tych króliczków na twoich pośladkach – zaśmiałem się.
– Chyba nie łyknęli, ale co mieli zrobić? Byłam dobrym dzieckiem, nastolatką też nie najgorszą. Może uznali, że powinnam mieć jakieś tajemnice. – Sięgnęła po następne zdjęcie. – O, a tu nasz wielki dzień. Jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, że parę godzin później będziemy pozować w koronach.
To zdjęcie zrobiła nam moja mama. Staliśmy w holu u mnie w domu, uśmiechnięci i trzymaliśmy się za ręce. Ja w garniaku, a Cat w długiej do ziemi, granatowej sukni.
– Ja coś przeczuwałem, ale nie chciałem ci spoilerować – uśmiechnąłem się łobuzersko i wyjąłem kolejne zdjęcie, już w koronach. – Przecież to było nam pisane.  
– Jak to możliwe, że z wiekiem wyglądasz jeszcze przystojniej? – Przysunęła się bliżej mnie, kładąc mi rękę na kolanie i sunąc nią wyżej.
Odłożyłem kubek z resztką kawy na stolik, po czym sięgnąłem dłonią do twarzy Cat i założyłem kosmyk jej włosów za ucho.
– Jak to możliwe, że moja mała, niewinna Cat w majtkach w króliczki stała się tak nieprzyzwoicie seksowna? – wymruczałem, pochylając się i musnąłem ustami skórę na jej szyi. – I z każdym dniem coraz piękniejsza?
Moje spodnie stały się ciaśniejsze, ale po chwili Cat zerknęła jeszcze przelotnie na zdjęcia i nagle westchnęła.
– Zobacz… – Sięgnęła dłonią do pudła i nagle jakby posmutniała. – To ostatnie zdjęcie, jakie sobie zrobiliśmy przed rozstaniem.
Podniosłem głowę, by zerknąć na fotografię. Byliśmy wtedy na jakiejś imprezie studenckiej, ktoś nam zrobił zdjęcie, jak Cat siedziała mi na kolanach. Przytulaliśmy się, jakbyśmy się dawno nie widzieli, a impreza wcale nas nie obchodziła – bo tak było. Wyjechaliśmy na studia do różnych miast, widywaliśmy się rzadko, ale nadal próbowaliśmy ciągnąć związek na odległość, aż w końcu stała się ona zbyt duża. Wyjechałem do Japonii, by tam dokończyć studia. Miałem najlepszą średnią na roku i ten wyjazd był moją szansą, ale rozstanie to cena, którą zapłaciliśmy oboje.
– Płakałam przez miesiąc – powiedziała Cat grobowym głosem, wpatrując się w zdjęcie. – Dzień w dzień. A potem coś się zmieniło. Może w końcu uświadomiłam sobie, że byłeś tak daleko ode mnie i że to nie miało sensu. Gdybyśmy nie rozstali się z rozsądku, potem byłoby pewnie jeszcze gorzej. Pewnie dlatego spakowałam te wszystkie zdjęcia do pudeł i rzuciłam gdzieś w kąt – dodała. – Nie chciałam o tym pamiętać, o tobie.
– Mnie też było ciężko – przyznałem. – Byłem kompletnie sam, w obcym kraju, rzucony na głęboką wodę. Myślałem, że się utopię… – Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy, aż w końcu spojrzałem na nią. – Tęskniłem za tobą każdego dnia przez te wszystkie lata. A kiedy cię zobaczyłem wtedy na tych zajęciach, gdy przyjechałem po Mel, to wszystko odżyło. Nie wiem, co bym zrobił, gdyby się okazało, że kogoś masz.
– Pożałowałbyś swojej pogoni za edukacją. – Uśmiechnęła się smutno.
– Odbiłbym cię – wyszczerzyłem się. – Nie mogłabyś mi się oprzeć.
– To prawda – przyznała i odłożyła zdjęcie. – Ale nie wracajmy już do przeszłości. Najważniejsze jest tu i teraz. Nasz ślub. – Przytuliła się do mnie. – A skoro mówimy już o ślubie… Prue złożyła mi dzisiaj wizytę.
– Naprawdę? Ale wstrzymałaś się z wydrapaniem jej oczu, aż określiła cel swojej wizyty?
– O dziwo, ma jeszcze obie gałki oczne na miejscu. Też się zdziwiłam, jak ją zobaczyłam. Chciała przeprosić. Czy raczej, nie stracić zlecenia. – Przewróciła oczami. – Bo nie wierzę w te jej niby szczerze przeprosiny.
– Czyli można powiedzieć, że ma okres próbny?
– Chyba tak. Umówiłyśmy się na oglądanie sukni. Ale jeśli jeszcze raz odwali coś takiego, jak ostatnio, to wylatuje natychmiast. Póki co, niech się wykaże.
– Okej. A teraz może długa, wspólna kąpiel?
– Sugerujesz, że śmierdzę? – Cat zmarszczyła delikatnie brwi.
– Troszeczkę – zaśmiałem się. – A tak serio, było nie wędrować dłonią po mojej nodze.
– Zgoda, w takim razie chodźmy, żebyś mógł w ramach odwetu powędrować swoją po mojej nodze. I nie tylko – dorzuciła, wstając z kanapy i ściągając przez głowę koszulkę.
– I to mi się podoba – powiedziałem z uśmiechem.
Zdjąłem swoją, wstając i sięgnąłem dłonią do zapięcia jej stanika, żeby go rozpiąć, po czym zacząłem ją całować, popychając w stronę łazienki. Zanim jednak do niej dotarliśmy, byliśmy już kompletnie nadzy. Długą kąpiel w wannie zamieniliśmy na prysznic, bo byliśmy zbyt podnieceni, by czekać, aż woda się naleje.

154 czyt.
100%3
tresescritores

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 4096 słów i 22821 znaków.

Dodaj komentarz