Pęknięty diament — rozdział 28

Prue

Piłam kawę, gdy nagle na ekranie wyświetlił się sms od Matta:  
Nie pisz do mnie więcej. Nie chcę dłużej utrzymywać z tobą kontaktu. Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego.
Kubek wypadł mi z dłoni i roztrzaskał się na podłodze. Poczułam, jak przemakają mi skarpetki, ale miałam to gdzieś. Przeczytałam smsa jeszcze raz, a potem kolejny. On naprawdę chciał ze mną zerwać kontakt? To koniec?!
— Prue, co ty wyprawiasz? — zapytała z wyrzutem Phoebe, ale nawet na nią nie spojrzałam. Poczułam dotyk na ramieniu, więc obróciłam głowę. — Płaczesz?
Wolną dłonią dotknęłam policzka i rozpłakałam się jeszcze bardziej.  
— Nie chce mieć ze mną nic wspólnego — wydusiłam z siebie.
Phoebe zmarszczyła brwi.
— Ale kto?  
— Matt — jęknęłam.  
Jej oczy zrobiły się ogromne.  
— Tak, to ten Matt — dodałam. — Śmiało! Powiedz, że miałaś rację i dostałam to, o co się prosiłam! — Głos mi się załamał. — No dalej!  
— Oj, Prue…
Czekałam na długie kazanie i krzyk, ale Phoebe postanowiła znów być moją przyjaciółką, bo wyciągnęła telefon z mojej dłoni i odłożyła go. Złapała mnie za ramiona i obróciła, żebym mogła spojrzeć w jej oczy. Zauważyłam współczucie. Nie chciałam, żeby ktokolwiek mi współczuł, a już na pewno nie ona.  
— Powiedz coś — szepnęłam.  
Łzy ściekały po moich policzkach. Stałam w kałuży kawy, miałam mokre skarpetki, a moje życie znowu wywróciło się do góry nogami. Myślałam, że wszystko mam pod kontrolą i pewnego dnia się zakocham, ubiorę suknię ślubną i stanę przed ołtarzem. Nie przypuszczałam, że zechcę w tej roli zajętego mężczyznę… Nie brałam pod uwagę, że zadurzę się w kimś takim. Ale Matt był inny… Pewnie, gdyby od razu chciał ściągnąć ze mnie ubrania, byłabym bardziej stanowcza i niedostępna, ale on… On był tak cholernie uroczy… Jego uśmiech uzależniał, a spojrzenie rozgrzałoby najbardziej lodowate serce.  
— Co się stało? — zapytała Phoebe. — Bo nie uwierzę, że ten sms wziął się z powietrza.  
Wzięłam kilka głębszych wdechów, ale to wcale nie powstrzymało łez.  
— Chyba zaczęło mi zależeć i... chyba zaczęłam to pokazywać…
— O. Boże.  
— Matt był taki inny… Ja nie wiem… Phoebe, ja nie chciałam…
Przytuliła mnie bardzo mocno i pogłaskała po włosach, jak małą dziewczynkę. Poczułam ulgę. Wreszcie odzyskałam przyjaciółkę. Bolało mnie serce, ale przynajmniej nie zostałam z tym wszystkim sama. Niewiele, ale zawsze coś.  

  

Matthew

Czas mijał, a my oddalaliśmy się od siebie coraz bardziej. Najgorszy okres otępiającego bólu mieliśmy już za sobą, więc zaczęły włączać się inne emocje. Miałem wrażenie, że złość i rozczarowanie przejmowały nad nami kontrolę i nie umieliśmy już normalnie rozmawiać, bez wypominania sobie wszystkiego. Niby byliśmy tak blisko, a jednak tak daleko. Nie mogłem tego znieść. Dobijało mnie to coraz bardziej i miało znaczący wpływ na mój sen, a właściwie jego brak.  
Kolejną noc z rzędu leżałem, gapiąc się w sufit. Wsłuchiwałem się w oddech Cat, zastanawiając się, czy spała. Między nami, jak zwykle, było tyle miejsca, że zmieściłaby się jeszcze jedna osoba. Byłem zmęczony, więc czemu nie mogłem zasnąć? Godziny mijały, a sen nadal nie nadchodził. Spojrzałem na Cat, choć w ciemnościach słabo widziałem. Jej oddech był równomierny, więc byłem pewien, że śpi. Ostrożnie przysunąłem się i wtuliłem w jej plecy. Poczułem ten wyjątkowy zapach, który zawsze kojarzył mi się ze spokojem i szczęściem, bo należał do niej. Powieki same opadły i odpłynąłem.
Gdy się obudziłem, tuliłem do siebie Cat, obejmując ją w pasie. Miałem zamiar się odsunąć, zanim się obudzi, ale zaczęła się kręcić i spanikowałem. Postanowiłem udawać, że nadal śpię, bo chciałem zobaczyć, jak zareaguje. Ostrożnie puściłem ją, przewracając się na plecy, niby we śnie, i czekałem. Serce tłukło mi się w piersi i miałem nadzieję, że tylko ja słyszę jego głośne bicie.  
Chyba się obudziła, bo nagle kołdra poruszyła się odrobinę. Jej oddech przestał być równomierny, chyba nawet cicho westchnęła. Poczułem, jak przewraca się na drugi bok. Czułem na sobie jej spojrzenie, ale ze wszystkich sił starałem się dalej udawać pogrążonego we śnie. Nawet w tym momencie w powietrzu wyczuwałem napięcie.  
I wtedy stało się coś, czego kompletnie się nie spodziewałem — Cat delikatnie się do mnie przysunęła. Jakby z lekkim wahaniem położyła mi rękę na klatce piersiowej, a po chwili opuściła głowę i wtuliła się we mnie. Wydawało mi się, że nie chciała opierać na mnie całego ciężaru ciała, żebym przypadkiem się nie “obudził”. Zacisnąłem lekko powieki, starając się oddychać spokojnie, ale nie mogłem uspokoić serca, które oszalało. Musiała je słyszeć. Po chwili poczułem na ciele coś mokrego. Nie chlipała ani w żaden inny sposób nie dała po sobie poznać, że płacze, ale to było oczywiste. Strasznie chciałem ją objąć, ale nakazałem sobie leżeć bez ruchu. Serce dalej biło mi jak szalone i chyba to właśnie zdradziło, że tak naprawdę wcale nie spałem, bo Cat nagle się odsunęła. Miejsce, gdzie jeszcze przed sekundą leżała, zastąpił chłód.  
Otworzyłem oczy i zobaczyłem, jak Cat wstaje i wychodzi z sypialni. Myślałem, że poszła do łazienki, więc leżałem dalej, czekając aż wróci. Ale nie wróciła. Usiadłem na łóżku i zobaczyłem snop światła, wpadający przez niedomknięte drzwi. Uciekła? Wstałem i ruszyłem do salonu. Cat siedziała na kanapie, owinięta kocem i wpatrywała się w okno.
— Cat? Dlaczego nie śpisz?
— Nie mogę. — Wzruszyła ramionami.
— Ja też nie.
— Może weź sobie jakieś leki uspokajające, pomogą ci zasnąć. — Wzruszyła ramionami po raz kolejny, a jej ton był zblazowany. — W którejś szafce powinny być takie bez recepty.
Nie potrzebowałem żadnych leków. I tak by mi nie pomogły. Potrzebowałem… jej.
— Nie lubię spać w pustym łóżku.
— Nie sądziłam, że się obudzisz, kiedy wyjdę.
— Uciekłaś, a nie wyszłaś — powiedziałem ostrzej niż zamierzałem.
Zamrugała gwałtownie i spojrzała na mnie.
— O co ci chodzi, Matt? — zapytała chłodno.
— Nie dość, że śpisz jak najdalej ode mnie, żebym czasem cię nie dotknął, to jeszcze teraz uciekasz do innego pokoju?  
— Nie przyszłam tu spać. Nie chciałam kręcić się w łóżku. Musiałam stamtąd wyjść…
— Bo cię przytuliłem? — Wiedziałem, że nie o tym mówiła, ale nie mogłem się powstrzymać.  
— Nie, Matt — odparła oschle i owinęła się szczelniej kocem. — Bo ta sypialnia zawsze była miejscem, gdzie liczyliśmy się tylko ty i ja. Byliśmy tylko my. Bez kłamstw i tajemnic. Po prostu nie mogę tam przebywać. — Uciekła wzrokiem.
— Myślisz, że ja mogę? Ciągle zapominasz, że nie tylko ty cierpisz. Powinniśmy się wspierać, a nie uciekać od siebie. Razem jest… łatwiej…
— Chcesz przekonać mnie czy siebie?
— Siebie nie muszę przekonywać. Jesteśmy razem, więc powinniśmy stawiać czoło wszystkiemu razem. Co będzie po ślubie? Też będziesz uciekać na kanapę?
— Matt… — Zacisnęła mocno usta. — Przecież spałam obok ciebie. Nie przyszłam tu, by...
— Właśnie: obok — przerwałem jej. — I to bardzo daleko obok. Między nami zmieściłaby się jeszcze jedna osoba.
— Tak… — Przygryzła wargę. — Na pewno znalazłoby się tam miejsce dla Prue.
Wybałuszyłem na nią oczy. Nie wierzyłem, że to powiedziała.
— Błagam, powiedz, że żartujesz…
— Wyglądam, jakbym żartowała? — odparła chłodno. — Z jakiegoś powodu była na tyle ważna, by mnie okłamywać. Dla niej. Po to, by się z nią spotykać. Te spotkania powtarzały się tygodniami. — Wbiła we mnie ostre spojrzenie i było jasne, że i nią zawładnęła wściekłość. — Może tak naprawdę nie całowaliście się tylko raz.
— Boże, Cat… Ona nie jest ważna. Nigdy nie była. Mówisz tak, jakbyśmy nie wiadomo co robili. Ja z nią tylko rozmawiałem, mówiłem ci już. I to był tylko ten jeden raz z tym pocałunkiem...
— Och, Matt, przestań — syknęła i podniosła się gwałtownie z kanapy. — Nie wiem, co takiego robiliście i w tym problem. Gdyby nie była ważna, nie okłamywałbyś mnie z jej powodu. W dodatku sam przyznałeś, że z nią flirtowałeś. Uważasz, że jeśli nie wsadziłeś w nią fiuta, to jesteś bezkarny? — warknęła.
Oczy prawie wyszły mi na wierzch. Cat nigdy się tak nie wyrażała, nawet jeśli była wściekła.  
— Nie zdradziłem cię, Cat. A ty się zachowujesz, jakby właśnie tak się stało.
— Nie wierzę… — Pokręciła głową. — Ty nadal uważasz, że skoro to był tylko jeden pocałunek, to wszystko jest w porządku. To nie powinno się w ogóle zdarzyć! — Oddychała ciężko. — W dodatku istnieje coś takiego jak zdrada emocjonalna, wiesz? — syknęła wściekle.
— Emocjonalna? Czyli co? Myślisz, że się w niej zakochałem?
— Ja już nie wiem, co myśleć, Matt. — Westchnęła ciężko. — Ale po prostu nie mieści mi się w głowie, że ty nadal nie uważasz, żebyś zrobił źle. W kółko powtarzasz, że to był tylko jeden raz. Nie powinno być żadnego! Nie powinieneś po tym się w ogóle z nią spotykać i jeszcze mnie okłamywać! — wykrztusiła i skrzywiła się. — Uważasz, że przeprosisz i sprawa zamknięta, ale tak nie jest. Jak mam stanąć z tobą przy ołtarzu i udawać, że wszystko jest w porządku? Słuchać, jak przysięgasz mi wierność i jednocześnie zastanawiać się, czy następnego dnia znowu mnie okłamiesz? Nie pocałujesz innej kobiety? — Ponownie opadła na kanapę, ukrywając twarz w dłoniach. — Nie wiem, czy potrafię.
— Wiem, że zrobiłem źle i żałuję tego każdego dnia. Nie widziałem się z Prue od dawna i więcej się z nią nie spotkam. Zerwałem kontakt. I nigdy więcej cię nie okłamię.
Mówiłem prawdę. Prue ciągle do mnie wypisywała, ale ignorowałem jej wiadomości, bo byłem pochłonięty żałobą. W końcu napisałem jej, że nie chcę z nią utrzymywać żadnego kontaktu i usunąłem jej numer z telefonu.  
Cat posłała mi zbolałe spojrzenie.
— To nie jest takie proste, Matt. Okłamałeś mnie zbyt wiele razy. Pytałam cię wprost, czy jesteś ze mną kompletnie szczery, a ty jednak wciąż kłamałeś, bez mrugnięcia okiem. — Podniosła się, ale zachowywała dystans. — Przeprosiny niczego nie zmienią, bo chyba już nie jestem w stanie ci zaufać.
Po tych słowach minęła mnie i wróciła do sypialni. Patrzyłem za nią przez chwilę, a potem opadłem załamany na kanapę. Chyba już nie zasnę.
***
Już świtało, ale żadne z nas nie spało. Leżeliśmy, gapiąc się w sufit, nie odzywając się do siebie. Jak zwykle. Między nami było zdecydowanie za dużo miejsca. Jakby był tam jakiś niewidzialny mur. Myślałem o tych wszystkich sytuacjach, przez które mogłem się domyślić, że Cat była w ciąży, ale jednak na to nie wpadłem. Przypomniał mi się Sylwester i to, jak próbowała wymigać się od picia alkoholu, ale ją przekonałem. Czy ona…?  
— Wtedy w Sylwestra… — odezwałem się, a mój głos brzmiał tak obco. — Piłaś alkohol?
Lekko się poruszyła, a gdy na nią zerknąłem, zobaczyłem, że położyła rękę na swoim brzuchu.
— Nie.
— Przecież… widziałem.
— Wylałam alkohol do zlewu, gdy nie patrzyłeś. — Jej głos był matowy, pozbawiony emocji. — A później tylko udałam, że piłam.
— Niezła z ciebie aktorka. Może dlatego tak łatwo przychodziło ci udawanie, że wszystko jest w porządku. Myślałem, że masz raka, zamartwiałem się i powiedziałem ci to, a ty nadal mnie okłamywałaś...
— Ja przynajmniej miałam wyrzuty sumienia, gdy nie mówiłam ci o ciąży. A ty? — Obróciła głowę i spojrzała na mnie. — Powiedziałbyś mi w ogóle prawdę, gdyby sama nie wyszła na jaw?
Powiedziałbym? Pewnie tak. Wyrzuty sumienia by mnie do tego zmusiły. No i zbliżający się ślub. Ale nie byłem w stu procentach pewien. Jeśli odpowiem teraz, że nie, to będzie źle. Jeśli odpowiem, że tak, to i tak mi nie uwierzy. Wstałem z łóżka i zacząłem chodzić po pokoju, myśląc nad odpowiedzią, a Cat usiadła na pościeli, wpatrując się we mnie uważnie.
— Nie wierzę — powiedziałem w końcu. — Myślisz, że uważam siebie za niewinnego? Że nie miałem i nie mam wyrzutów sumienia? Czy ty siebie słyszysz, Caterina? — Przetarłem twarz dłońmi. — To moja wina. Wszystko, co się stało jest moją, pieprzoną winą! — Podniosłem głos, ale nie mogłem mówić ciszej. — Myślisz, że czemu nie śpię po nocach? Jak mogę spać, wiedząc, że zabiłem nasze dziecko?! No jak?!
Oczy zaczęły mnie szczypać, więc zamrugałem kilka razy, oddychając ciężko. Cat wyglądała, jakbym ją uderzył. Wargi zaczęły jej drżeć.
— Matt… w ogóle nie to miałam na myśli — wyszeptała, a jej ramiona zatrzęsły się. — To… to moja wina. To ja musiałam donosić ciążę i zawiodłam. — Po jej policzkach zaczęły spływać łzy. — Może niewłaściwie o siebie dbałam, a może po prostu jestem wadliwa… chodziłam do lekarza, wszystko było w porządku… — Głos jej się załamał i zaczęła płakać.
— O czym ty mówisz? — zapytałem cicho. — To nie miałoby miejsca, gdybym tylko nie ubzdurał sobie, że Prue może być moją koleżanką… Gdybym tylko jej nie pocałował… To jest i zawsze będzie moją winą. Nigdy nie chciałem cię skrzywdzić… ani naszego dziecka…
Głos mi się łamał i czułem, że nie powstrzymam już dłużej łez, a nie chciałem się przed nią rozpłakać, więc wyszedłem do salonu. Opadłem na kanapę, zupełnie bez sił, ukrywając twarz w dłoniach i pozwoliłem, by zalała mnie fala rozpaczy.


Caterina

Matt wyszedł, a ja zostałam na pościeli, nie mogąc się poruszyć. Chciałam pójść za nim, ale nie potrafiłam się do tego zmusić. Otarłam łzy, które wypłynęły, a gdzieś głęboko w sercu czułam ostry ból. To zupełnie nie tak miało wyglądać.
Nie było z nami dobrze. Nie potrafiliśmy sobie poradzić z tym, co nas spotkało. Nie dało się ukryć, że Matt miał do mnie żal, a ja nie potrafiłam wyrzucić z głowy Prue. Nie byłam pewna, czy on w ogóle rozumiał, co czułam. Owszem, ja też go okłamałam. Pod pewnym względami było to gorsze, a pod pewnymi lepsze kłamstwo. Lepsze, bo przecież zamierzałam mu powiedzieć. I tak by się dowiedział, nawet, gdybym się na to nie zdecydowała. Wkrótce mój brzuch zacząłby się stawać coraz większy i moje kłamstwo nie miałoby już podłoża. A on… wcale nie musiałby się przyznawać. Mógłby dalej mnie okłamywać, a ja nie miałabym dowodów. Nie sprawdzałam go, nie chciałam zniżać się do takiego poziomu. Miał tysiące wymówek — praca, różne ważne zlecenia czy choćby jeżdżenie z chłopakami na tor. Wszystko to było częścią jego codzienności i nie miałabym prawa czepiać się o żadną z tych rzeczy, nieważne, jak bardzo wariowałam.
Szczerze mówiąc, nie rozumiałam go. Któregoś razu usiadłam i spróbowałam odsunąć od siebie wszelkie uczucia, emocje, związane z jego kłamstwami. Spróbowałam jakoś logicznie to uzasadnić, ale on mi tego nie ułatwiał. Ciągle powtarzał, że Prue wcale nie jest ważna, że nic ich nie łączy. Gdy tego słuchałam, miałam ochotę w coś uderzyć. Jak mógł tak mówić? Do cholery, skoro kłamał przez tyle czasu, w dodatku ją pocałował… Musiała być ważna. Albo znowu coś ukrywał albo zwyczajnie nie miał szacunku do swoich relacji z ludźmi. Przez głowę przemykały mi nawet myśli, czy o mnie uważał i mówił to samo — że w sumie nie byłam ważna, mógł się obejść beze mnie…
Byłam na niego wściekła. Tak wściekła, że ledwo potrafiłam to ukrywać. Ale nie chciałam, by się obwiniał. Nasza kłótnia poszła w bardzo złą stronę. To nie była niczyja wina. Może mieliśmy na to wpływ, a może nie — nie mieliśmy się już tego dowiedzieć. Chciałam tylko, by uświadomił sobie, jak bardzo mnie zranił, a nie, by uważał, że wszystko stało się przez niego. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie przyszło mi to do głowy, bo przyszło i to wielokrotnie — ale to były tylko emocje. Emocje odchodzą, a uczucia zostają.  
W końcu zmusiłam się, by się ruszyć, bo nogi mi zesztywniały, a poza tym nie chciałam dłużej być sama w sypialni. Powoli przeszłam do salonu. Matt siedział na kanapie z twarzą ukrytą w dłoniach. Na ten widok ścisnęło mi się serce, ale podeszłam do niego i ukucnęłam przed nim, odrywając jego dłonie, by na mnie spojrzał. Oczy miał wilgotne i zaczerwienione.  
— To nie była twoja wina — powiedziałam cicho, acz stanowczo, patrząc mu prosto w oczy. — Rozumiesz, Matt? Poronienia mają głębszą przyczynę. To nie było przez ciebie.
Sama nie wiedziałam, czy mówiłam prawdę. Z jednej strony faktycznie mogło tak być — mogłam poronić przez zwykłe uwarunkowania genetyczne, ale przecież jeszcze nie znałam prawdziwej przyczyny. Stres też miał ogromny wpływ na organizm, zwłaszcza ten destrukcyjny... Ale przecież teraz i tak już nic nie mogłam na to poradzić — mogłam jedynie zmienić myślenie Matta.
— Naprawdę tak myślisz? Nie wierzę, że mnie nie obwiniasz… — wykrztusił, patrząc na mnie błyszczącymi od łez oczami, a potem odwrócił wzrok.  
Zawahałam się, ale tylko przez chwilę.
— Wiem, że nie chciałeś mnie skrzywdzić. Nic już nie poradzimy na to, co się stało, ale jeśli będziemy się obwiniać, nigdy się z tego nie otrząśniemy.
Milczał przez dłuższą chwilę, po czym westchnął ciężko i spojrzał z powrotem na mnie.
— Co się z nami stało, Cat? — zapytał łamiącym głosem.
Przez chwilę wyglądał jak mały chłopiec — jakby czas cofnął się o dwadzieścia lat. Znowu wyglądał jak swoja młodsza wersja, ta, którą oglądałam w rodzinnych albumach. Szczerze mówiąc, byłam przerażona. Nigdy nie widziałam go w takim stanie i nie chciałam. Przecież to był Matt. Zawsze był dla mnie wsparciem, moją opoką. Patrząc, jak się rozsypuje, sama traciłam siły.
Nie wiedziałam, co na to odpowiedzieć, bo moje oczy też zwilgotniały, więc po prostu usiadłam obok niego na kanapie i objęłam go mocno. Każda komórka mojego ciała krzyczała, bym tego nie robiła, ale cholernie brakowało mi bliskości i po prostu musiałam to zrobić. Ledwo starczało mi ramion, by przytulić go w całości, ale chciałam w końcu zrobić to tak, jak należy — a nie ukrywać się z chęcią dotyku, robić to tylko podczas snu, by przypadkiem nie zdradzić się ze swoimi uczuciami. W głowie odbijało mi się echem jego pytanie.
Co się z nami stało?
Czy mogliśmy jeszcze to naprawić?
Matt wciągnął mnie na swoje kolana, zmniejszając przestrzeń między nami, objął ciasno ramionami i schował twarz w zagłębieniu mojej szyi. Siedzieliśmy tak w ciszy przez dłuższą chwilę.
— Nie chcę cię stracić… — wyszeptał nagle.  
— Nie stracisz. — Gardło miałam maksymalnie ściśnięte ze wzruszenia i bólu. — Jakoś sobie poradzimy. Musimy.
Pokiwał tylko głową, obejmując mnie jeszcze ciaśniej, jakby bał się, że zaraz mu ucieknę.
***
Kiedy Matt któregoś dnia wyszedł po zakupy nie zdążyłam nawet położyć się do łóżka, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Zmarszczyłam brwi, bo nikogo się nie spodziewałam. Kiedy otworzyłam, zobaczyłam Mel.  
— Och, Cat… — wymamrotała, gdy mnie zobaczyła. — Wyglądasz…
— Fatalnie, wiem. — Wpuściłam ją do środka i zamknęłam z powrotem drzwi. — Minęłaś się z Mattem.
— Specjalnie zaczekałam, aż sobie pójdzie. Chcę pogadać, a wiem, że to się nie uda, gdy on będzie obok. — Wyciągnęła w moją stronę jakąś torbę. — Przywiozłam wam obiad. Pewnie nie macie teraz głowy do gotowania…
— Ty gotowałaś?
— Nie, no co ty. Ja nie umiem gotować. — Wywróciła oczami, ale zaraz przybrała poważną minę. — To od mojej przyjaciółki. Pracuje w restauracji. Tak czy inaczej… — Posłała mi smutne spojrzenie. — Martwię się o was.  
Zadrżałam lekko. Niby Mel była moją przyjaciółką, ale nie wiedziałam, czy chciałam z nią rozmawiać o wszystkim, co się stało. Matt przeżywał to samo, co ja, więc z nim było inaczej. Gdy widziałam pełne współczucia spojrzenie Melanie, miałam ochotę krzyczeć.
— Chcesz kawy? — zapytałam, byle odwlec rozmowę, która niechybnie mnie czekała.  
— Mogę chcieć. — Obserwowała mnie uważnie. — Ale ty powinnaś coś zjeść. Masz zapadnięte policzki.
— Nie zachowuj się jak moja matka — rzuciłam. Nie było to zbyt uprzejme i miałam tego pełną świadomość, ale słowa Mel przywołały bolesne wspomnienia czasów, kiedy nie jadłam, bo wciąż czułam mdłości. Ostry ból przeszył mi podbrzusze. — Jem. Czasami. Nie umrę. Tylko nasze dziecko umarło. — Z hukiem postawiłam torbę od Mel na blacie.
— Przepraszam. Ja tylko…
— Wiem — westchnęłam ciężko, przeczesując włosy dłonią. W sumie nie pamiętałam, kiedy ostatnio je porządnie umyłam. — Przepraszam. To wszystko jest po prostu nie do zniesienia…
Wyjęłam kubek i włączyłam ekspres, odwracając się od Mel, by na nią nie patrzeć. Oczy mnie szczypały, czułam zbierające się kolejne łzy. Miałam już dosyć płaczu. Dosyć tych uczuć.
Wyczuwałam, że Mel chyba bała się mnie o cokolwiek zapytać. W sumie to było zrozumiałe — bo co miała powiedzieć? Że wszystko będzie dobrze? Zapytać, jak się trzymamy? Chyba było widać.
Nie chciałam rozmawiać o dziecku, ale nagle uświadomiłam sobie, że przecież Melanie nie wiedziała nic o kłamstwach Matta — a to był temat, który bardzo chciałam poruszyć z kimkolwiek, kto nie był Mattem, przekonującym mnie w kółko, że Prue nic nie znaczyła. Na sam dźwięk tych słów robiło mi się niedobrze.  
Podałam Mel kubek i wzięłam głęboki oddech.
— Jest powód, dla którego Matt nie wiedział o ciąży — powiedziałam po chwili. — Nie mówiłam ci, bo sama nie byłam tego pewna, ale po poronieniu wszystko wyszło na jaw.
— Jak to? — Patrzyła na mnie zaskoczona. — Co wyszło na jaw?
Wreszcie mogłam w pełni wylać swój żal i rozgoryczenie.
— Matt mnie okłamywał. Tygodniami. — Bezwiednie zacisnęłam dłoń w pięść. — Za moimi plecami spotykał się z Prue.  
— Z tą sztywniarą, co kij połknęła?! — Zszokowana, aż wstała. — Dlaczego?
— A żebym ja to wiedziała — burknęłam, na nowo czując, jak ogarnia mnie wściekłość. — Nawet nie wiem, kiedy to dokładnie się zaczęło. Nienawidziłam jej od początku, ale postanowiłam jej nie zwalniać, bo ponoć jest dobra w swoim fachu. Jak widać, to był ogromny błąd. — Uciekłam wzrokiem. — Dostawałam sygnały, czułam, że coś było nie tak… Ale Matt ciągle się wykręcał. Pytałam go o to tysiąc razy. Twierdził, że jest ze mną całkiem szczery. W końcu uznałam, że zwariowałam i nic między nimi nie ma. Aż w końcu… — Zacisnęłam zęby, przypominając sobie ten dzień. Przymknęłam lekko oczy. — Zobaczyłam smsa od Prue. Zapraszała go na sushi. Ich ulubione. Tam, gdzie zawsze. — Wbiłam sobie paznokcie w skórę, aż zabolało. Mel wytrzeszczała na mnie oczy. — A Matt był w stanie powiedzieć tylko, że to nie tak, jak myślę. Potem wyszedł. A ja… — Zamilkłam. To było trudniejsze niż sądziłam. — I wtedy zaczęłam… — Urwałam i opadłam na siedzenie. Nie byłam w stanie tego powiedzieć. Miałam nadzieję, że Mel sama zrozumie.
— Boże, Cat… I do czego się przyznał? Spał z nią?
Przeszyła mnie kolejna fala bólu i aż na chwilę straciłam oddech.
— Nie. A przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Wiem, że ją pocałował... — Starałam się mówić normalnie. — Ponoć później tylko się spotykali. Matt ciągle powtarza, że Prue nic dla niego nie znaczy. Ilekroć to słyszę, mam ochotę walnąć go w twarz — syknęłam, przecierając oczy. — Skoro nic dla niego nie znaczy, dlaczego mnie okłamywał? Mel, czy ja przesadzam?
— A walnij go! I to patelnią w ten jego głupi łeb. Co on wyprawia w ogóle? Nie powiedział ci, dlaczego to ukrywał?  
— Bo wiedział, jak zareaguję. Nie znoszę Prue, a więc nie chciał awantur. — Nagle parsknęłam śmiechem. — Wyobrażasz to sobie? Nie lubię Prue, a więc to poniekąd moja wina, że mi nie mówił. Bo przecież gdybym ją lubiła, to nie musiałby kłamać.
— Mam brata debila… Nie wierzę, że zrobił coś takiego. To się nie mieści w głowie.
— A do tego doszło jeszcze dziecko… — Przełknęłam z trudem ślinę. — Nie umiem teraz z nim rozmawiać. Ciężko nam przebywać w jednym pomieszczeniu. Zaraz ślub, a my… — Głos lekko mi zadrżał.  
— Może… powinniście iść na terapię?
— Nie wiem, czy to coś da. Czy w ogóle jest co ratować…
— Nie chcesz spróbować?  
— Myślisz, że skoro prawie ze sobą nie rozmawiamy, nagle zaczniemy to robić na terapii przy jakiejś obcej osobie? — spytałam powątpiewająco.
— Więc co zamierzasz zrobić? Poddać się?  
Wzięłam głęboki oddech i spojrzałam na nią poważnie. Była taka podobna do Matta. I byłaby wspaniałą ciocią.  
Ale to wszystko należało już do przyszłości, która nigdy się nie wydarzy.
— Wiem jedno: nie zamierzam od niego odchodzić — powiedziałam powoli, czując się, jakbym w końcu zrzucała z siebie jakiś ciężar — taki, którego nie mogłam zrzucić przy Matthew. — Ale… — Spuściłam wzrok na swoje ręce, a później przeniosłam go na pusty już brzuch. To, co zamierzałam powiedzieć, mogło zmienić wszystko. — Nie wiem, czy jeszcze potrafię z nim być.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 4829 słów i 26272 znaków.

Dodaj komentarz