Pęknięty diament — rozdział 26

Caterina

Zamarłam.
Jakby ktoś mnie nagle zamroził.  
Przez parę nieskończenie długich sekund wpatrywałam się w podłogę, która robiła się coraz bardziej czerwona. Jakby z opóźnieniem dotarło do mnie, skąd brała się ta krew. W końcu coś szarpnęło moim ciałem. Doskoczyłam do komórki i drżącą ręką kliknęłam numer Mel. Była w tej chwili najbliższą mi osobą. Do Matta już nie mogłam się zwrócić. Nie w tej chwili, gdy całe ciało zdrętwiało mi ze strachu i nie potrafiłam już logicznie myśleć.
— Mel, Mel, błagam, odbierz… — szeptałam jak w transie, słuchając sygnałów i zaciskając ręce tak, że aż mi zbielały. W panice patrzyłam, jak krew dalej się ze mnie leje, barwiąc na czerwono podłogę. W tej sekundzie zrozumiałam, że przecież to nie do Mel powinnam najpierw dzwonić. Rozłączyłam się i w panice wybrałam numer alarmowy.  
— Błagam, pomóżcie mi! — jęknęłam, nie czekając nawet na jakieś przywitanie ani grzeczne formułki. Błyskawicznie wymamrotałam swój adres, trzęsąc się ze strachu i płacząc. — Błagam, przyjedźcie jak najszybciej. — Bełkotałam, jakbym była pijana, ale ze strachu nie potrafiłam już poprawnie mówić. Chciałam tylko uzyskać pomoc. — Chyba… chyba tracę dziecko. Niech ktoś tu przyjedzie...
Czekając na karetkę, po raz kolejny próbowałam dodzwonić się do Melanie. Nie odbierała, pewnie była na uczelni albo gdzieś z Jakiem, ale dobijałam się do niej raz za razem. W końcu odebrała.
— Cat, to nienajlepszy moment…  
— Mel — przerwałam jej, nawet nie słuchając. — Mel, jadę do szpitala.
— Że co?
— Chyba tracę dziecko — jęknęłam, powtarzając te same słowa co dyspozytorowi. — Proszę, Mel, przyjedź… — Rozpłakałam się na tyle głośno, że nie słyszałam, co powiedziała. Skurcze brzucha nie ustawały. Krew dalej ze mnie kapała, a ja zwyczajnie przestawałam myśleć i walczyć.  
     
     

Matthew

Wyszedłem. Jak skończony dupek, zostawiając ją zapłakaną. Nie powinienem był wychodzić. Na zleceniu nie mogłem się skupić, bo w głowie wciąż miałem Cat. Serce ściskało mi się z bólu na samo wspomnienie jej płaczu. Wszystko przez ten głupi telefon i wiadomość od Prue, która nagle postanowiła się odezwać. Nie mogła inaczej tego ująć. A ja, niczego nieświadomy, brnąłem dalej w bagno, gdy Cat po raz kolejny dawała mi szansę na powiedzenie prawdy.  
Musieliśmy zrobić przerwę, bo nie byłem w stanie tłumaczyć najprostszych zdań, myląc się, jakbym dopiero zaczynał się uczyć tego języka. Zapomniałem też wyłączyć telefon, który nagle się rozdzwonił. Miałem odrzucić połączenie, bo dzwonił nieznany numer, a ja byłem w pracy. Zwykle oddzwaniam po zleceniach, ale przecież i tak byłem na przerwie, więc odebrałem. Przez chwilę nie rozumiałem, dlaczego dzwonił do mnie ktoś ze szpitala, a potem usłyszałem imię mojej narzeczonej i zrobiło mi się słabo. Żołądek zacisnął mi się w supeł ze strachu, a serce waliło jak oszalałe. Wykrztusiłem tylko, że już jadę i się rozłączyłem.  
Jak w amoku ruszyłem do auta, zapominając, że nie poinformowałem nikogo, że wychodzę. Musiałem się wrócić, bo zostawiłem też torbę.  
Nie pamiętałem drogi do szpitala. Cały czas zastanawiałem się, co się stało i plułem sobie w twarz, że wtedy wyszedłem. Zżerały mnie wyrzuty sumienia i poczucie winy. Czy gdybym został w domu, to nie byłbym teraz w szpitalu? Miła recepcjonistka pokierowała mnie na odpowiedni oddział i nie wiem, jak tam trafiłem, bo wszystkie korytarze wyglądały dla mnie tak samo. Z nerwów nie myślałem trzeźwo. Na miejscu ktoś kazał mi usiąść i czekać na lekarza, ale chodziłem po korytarzu tam i z powrotem, nie mogąc nawet stać w jednym miejscu.  
Nie wiedziałem, ile czasu minęło, ale w końcu usłyszałem swoje imię i nazwisko.  
— Mam dla pana złe wieści, panie Cole. Pana narzeczona poroniła. Bardzo mi przykro.  
— Poroniła? — powtórzyłem zszokowany, patrząc na niego, jakby powiedział mi, że niebo jest zielone, a świnie zaczęły latać.  
— Niedługo zostanie przewieziona na salę i będzie pan mógł ją zobaczyć. W tej chwili jest wybudzana po zabiegu…
Przestałem go słuchać. Nogi się pode mną ugięły i musiałem usiąść. Cat poroniła? Ale żeby poronić, najpierw trzeba być w ciąży...  
I nagle wszystko zaczęło do siebie pasować, jak części układanki. Jej ciągłe zmęczenie, marudzenie, wychodzenie do łazienki w trakcie wybierania tortu, menu czy podczas naszej kolacji. Wiedziałem, że coś przede mną ukrywała, ale nie wpadłbym na to, że to była ciąża. Jak długo to przede mną ukrywała? Czemu mi nie powiedziała? Zamierzała w ogóle to zrobić?  
Bolało mnie serce. Ukrywałem przed nią spotkania z Prue, ale to było nic w porównaniu z tym, co ona ukrywała przede mną. Odebrała mi radość oczekiwania na dziecko, którego przecież tak pragnąłem, dając tylko ból i rozpacz. Ukryłem twarz w dłoniach. To był najgorszy dzień mojego życia.  
— Matt? — Usłyszałem znajomy głos i podniosłem głowę.  
— Co tu robisz? — zapytałem, patrząc na Mel, która stała przede mną z dziwną miną i jakąś torbą w rękach.
— Cat zadzwoniła, więc urwałam się z uczelni i przyjechałam…
— Wiedziałaś? — przerwałem jej. — Wiedziałaś, że była w ciąży?
Skinęła tylko głową, a ja wstałem, czując narastającą złość.
— Od kiedy? — Wbiłem w nią wzrok, ale nie odpowiedziała. — Od kiedy? — wycedziłem przez zaciśnięte zęby.
— Od samego początku. Cat przyjechała do mnie, jak tylko się dowiedziała.
Kolejny cios w serce. Powiedziała mojej siostrze, ale nie mnie? Nic z tego nie rozumiałem. Miałem dość zastanawiania się, dlaczego ukrywała coś tak ważnego. Byłem wściekły, zraniony i zrozpaczony. Rozpaczałem po dziecku, o którym nie miałem pojęcia. A gdy się dowiedziałem, było już za późno.  
— Matt… nie będę udawała, że wiedziałam, co się u was działo, bo nie chciałam być wścibska — zaczęła nieśmiało. — Ale widziałam po Cat, że mieliście jakieś problemy… i pewnie dlatego nie powiedziała ci od razu...
— Przestań, Mel — warknąłem. —  Nie tłumacz jej. Miałem prawo wiedzieć.
Najwyraźniej Cat sądziła, że nie zasługiwałem na tą wiedzę. Nie zadzwoniła do mnie, więc mnie tu nie chciała. Wolała Mel? Proszę bardzo. Nie miałem siły na konfrontację z Cat, a ona i tak nie chciała mnie widzieć, więc co tu jeszcze robiłem? Odwróciłem się bez słowa i ruszyłem do wyjścia.  



Caterina

Obudziłam się na sali szpitalnej. Przez chwilę gapiłam się na sufit, słuchając jednocześnie pikania jakichś maszyn. Miałam suchość w gardle oraz pustkę w głowie. Wspomnienia wracały stopniowo, ale nie w całości. Uniosłam się lekko i zobaczyłam, że obok siedziała Mel. Pochyliła się do przodu, gdy zobaczyła, że na nią patrzyłam.
— Co się stało? — szepnęłam, bo na nic więcej nie było mnie stać.
— Nie pamiętasz? — zapytała łamiącym głosem.
— Nie wiem… — Byłam zagubiona, głowa mnie bolała jak na najgorszym kacu. Łapałam wspomnienia, ale mi się wymykały. — Mel, naprawdę nie wiem.
— Poroniłaś, Cat…
Łzy same wylały mi się z oczu, gdy w milczeniu przetwarzałam jej słowa. Nagle wszystko mi się przypomniało — kłótnia z Mattem, moja histeria i w końcu… krople krwi na podłodze. Ból podbrzusza. Coraz więcej krwi.  
Poronienie.
Dlaczego to się stało? Przez to, jak zareagowałam na wiadomość od Prue? Przez stres, który siedział we mnie tygodniami? Tak wstrząsnęło to moim ciałem, że zaatakowało samo siebie? Łzy ciekły mi po szyi. Mimowolnie dotknęłam rękoma brzucha. Boleśnie pustego brzucha.
To była moja wina? Sama sobie to zrobiłam?
— O Boże… — załkałam, chowając twarz w dłoniach. Moim ciałem zaczęły wstrząsać delikatne spazmy. Nie mogłam uwierzyć, że to się stało. — Chciałam… zamierzałam powiedzieć dziś Mattowi — wyszeptałam, zaciskając powieki. Boże, Matt. Czy on wiedział, co się stało? — Mel… czy ktoś mu powiedział? — Otworzyłam oczy i z powrotem spojrzałam na przyjaciółkę, której twarz też świeciła się od łez.
— Tak. Był tu, ale wyszedł, zanim przywieźli cię na salę… Tak mi przykro, Cat…
Jakby utrata dziecka nie była wystarczająca… czy teraz straciłam i Matta? Znowu zaczęłam mieć problemy z oddechem. Poczułam, jak podbiega do mnie pielęgniarka i przyciska mi do ust maskę tlenową. Nigdy w życiu nie czułam się bardziej żałośnie niż teraz. Jeszcze nigdy w życiu nic mnie tak nie bolało. Straciłam dziecko. Straciliśmy je, zanim Matt zdążył się w ogóle dowiedzieć o ciąży. Znienawidził mnie. Naprawdę odszedł, a ja nawet nie zdążyłam mu nic wytłumaczyć. Teraz już mi nie uwierzy, nawet, gdy powiem, że chciałam mu o tym powiedzieć, akurat dziś…  
— Chcę zasnąć — wykrztusiłam, odrywając od twarzy maskę z tlenem. — Uśpijcie mnie jakoś. Zwiększcie leki, żebym zasnęła. Nie chcę tego czuć… — Po raz kolejny się rozpłakałam, tak głośno, że chyba słyszeli mnie nawet na korytarzu. Pielęgniarka zaczęła protestować, ale nie słuchałam jej. — Uśpijcie mnie! — wrzasnęłam, rozrywana bólem od środka. — Do jasnej cholery, zróbcie coś, żebym przestała to czuć!  
Do sali wbiegło więcej ludzi. Gdzieś błysnęła strzykawka i chyba dodali coś do mojej kroplówki, bo łzy nagle zaczęły wysychać, a mnie ogarnęła potężna senność. Przyjęłam ją z wdzięcznością. Chciałam spać. Nie chciałam tego czuć.  
Nie chciałam czuć tego, że całe moje życie nagle rozsypało się w drobny pył.  



Matthew

Gdy wyszedłem przed szpital, uderzył we mnie lodowaty wiatr. Zatrzymałem się nagle. Co ja właściwie chciałem zrobić? Byłem wściekły. To było logiczne. Cat zataiła przede mną tak ważną informację. Bolało cholernie bardzo, ale im dłużej o tym wszystkim myślałem, tym bardziej nie mogłem się zmusić, żeby stąd odjechać. Wbiła mi nóż w serce, ale przecież nadal ją kochałem. Mieliśmy wziąć ślub. Powinniśmy być razem zarówno w dobrych chwilach, jak i tych złych. Mimo że dzisiaj wszystko się posypało, nie mogłem przestać walczyć. Nie mogłem jej teraz zostawić.
Czy to była moja wina? To ja wybudowałem między nami ten mur, ukrywając spotkania z Prue. Czy to dlatego mi nie powiedziała? Domyślała się? Przecież pytała tyle razy… A ja zamiast powiedzieć prawdę, kłamałem. Teraz to wydawało mi się niedorzeczne. Nie mogłem przestać się zastanawiać, czy gdybym od początku mówił prawdę, czy gdybym dzisiaj nie wyszedł… Boże, Cat była sama, kiedy to się stało, bo wyszedłem. Zostawiłem ją, nie mając pojęcia o niczym. Nic dziwnego, że zadzwoniła do Mel.  
Nie zostawię jej kolejny raz samej. Naprawimy jakoś to wszystko. Naprawimy nas. Mimo że rysy były głębokie, chciałem wierzyć, że przetrwamy.
Wszedłem z powrotem do budynku i udałem się prosto na oddział, na którym leżała moja narzeczona. Gdy przekroczyłem próg sali, Mel siedziała w fotelu przy łóżku Cat, która spała.  
— Mel, idź do domu — powiedziałem cicho, a ona spojrzała na mnie z zaskoczeniem.
— Wróciłeś. — Wstała, podeszła do mnie i przytuliła. — Tak mi przykro.
— Wiem — mruknąłem, obejmując ją.  
— Matt, cokolwiek między wami było nie tak…
— To nie ma już znaczenia. Idź do domu, ja zostanę. Dziękuję, że przy niej byłaś.
— Nie musisz mi dziękować. Przecież to moja siostra. — Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się blado.
Próbowałem odwzajemnić uśmiech, ale chyba mi nie wyszło. Pożegnaliśmy się, Mel wyszła, a ja zająłem jej miejsce w fotelu. Obserwowałem śpiącą Cat z bolącym sercem. Nie mogłem uwierzyć, że wszystko posypało się tak nagle jak domek z kart. Chciałem to naprawić, ale czy było jeszcze co naprawiać?  
Byłem tak zamyślony, że nie zauważyłem, że Cat się obudziła, dopóki nasze spojrzenia się nie spotkały. Przysunąłem się bliżej i chciałem ją wziąć za rękę, ale ona ją cofnęła. Zabolało.  
— Cat…  
— Przepraszam — powiedziała cichym, zbolałym tonem. — W tej chwili cię nienawidzę, ale przepraszam. Nie powiedziałam ci. Odwlekałam to, bo nie czułam się pewnie. Bałam się, że mnie okłamujesz, dlatego czekałam… — Po policzku spłynęła jej łza. Czy ona właśnie powiedziała, że mnie nienawidzi? — Chciałam ci powiedzieć dzisiaj wieczorem. To miał być ten drugi prezent. Pewnie mi nie wierzysz, ale taka jest prawda. Właśnie dziś chciałam ci powiedzieć. — Spuściła wzrok na swój brzuch. — Ale jest już za późno…
— Boże, Cat… — Ukryłem twarz w dłoniach i milczałem dłuższą chwilę, po czym spojrzałem na nią. — Ja też przepraszam. Nie powinienem był kłamać. Wiedziałem, że tak zareagujesz, bo jesteś na nią cięta...  
— Bo mam powód! — przerwała mi. — Od samego początku traktowała mnie okropnie, a ty jeszcze ją za to nagrodziłeś. Podobałeś jej się, było to widać na kilometr. — Jej wzrok był pusty, a głos drżał. — Spałeś z nią?
— Na litość boską, Cat! Nie, oczywiście, że nie! Łączy mnie z nią tylko fascynacja Japonią i sushi, nic więcej. Spotykałem się z nią kilka razy na kawie, żeby pogadać. To wszystko. I co z tego, że jej się podobam? Dałem jej wyraźnie do zrozumienia, że nasze spotkania są czysto koleżeńskie.
— Chyba jednak nie dość wyraźnie, skoro miała na tyle pewności siebie, by zapraszać cię na wasze ulubione sushi — syknęła Cat, unosząc się wyżej na poduszce i krzywiąc z bólu. — I nie bagatelizuj tego. Wiedziałeś, że jej się podobasz. Wykorzystałeś to. Gdyby była tylko koleżanką, powiedziałbyś mi. Okłamywałeś mnie tygodniami! Masz w ogóle pojęcie, jak się czułam? Podejrzewałam to, pytałam cię, a ty wiecznie zaprzeczałeś. — Jej twarz wykrzywiła rozpacz, a moje serce ściskał żal i poczucie winy. — Przekonywałam samą siebie, że wariuję… a przez ten cały czas miałam rację.
— Jak ci miałem powiedzieć, skoro na najmniejszą wzmiankę o niej reagujesz agresją?
— A więc to usprawiedliwia te wszystkie kłamstwa?
— Nie, nie usprawiedliwia. — Wziąłem głęboki wdech. — Chciałem ci powiedzieć, ale po prostu się bałem. Wiedziałem, że od razu zaczniesz wymyślać niestworzone rzeczy. Nie powinienem był kłamać, nie powinienem był w ogóle się z nią spotykać. I tak, okłamywałem cię tygodniami, ale ty mnie też. I moje kłamstwa są niczym przy twoim. Ja też pytałem wiele razy, co przede mną ukrywasz, czy wszystko w porządku. Zbywałaś mnie. I twoje tłumaczenia są niedorzeczne. Miałem prawo wiedzieć. Nawet jeśli między nami nie było najlepiej. — Zamknąłem na chwilę oczy, bo zaczęły mnie szczypać. — Nie mam pojęcia, jak się czułaś i żałuję tego wszystkiego. Ale czy ty masz pojęcie, jak ja się teraz czuję? Dowiedziałem się od lekarza, od osoby, która nie ma z nami nic wspólnego. I zamiast usłyszeć, że będę ojcem, to usłyszałem, że już nim nie będę…
— A ja nie będę matką — odezwała się pustym głosem. — Mnie również tego pozbawiono. Nikt nie miał na to wpływu.  
— Ale ty miałaś czas na radość, a mnie tego pozbawiłaś. Ja dostałem samą rozpacz.
— A myślisz, że ja czułam tylko radość? Same fajerwerki? — Skrzywiła się z bólu. — Przez większość czasu byłam przerażona, że odejdziesz do Prue i zostawisz mnie samą! Ciągle rozmyślałam, czy aby na pewno mówisz mi prawdę. Zastanawiałam się, gdzie tak naprawdę byłeś, gdy wychodziłeś z domu...
— Boże, Cat… — jęknąłem, czując, jak wyrzuty sumienia zalewają mnie ze zdwojoną siłą. — Dlaczego tak myślałaś? Przecież to ciebie kocham i z tobą biorę ślub, a nie z Prue. Ona dla mnie nic nie znaczy.
— Nie wierzę ci — powiedziała tak cicho, że ledwo ją usłyszałem, ale jej słowa wbiły się w moje serce jak szpilki. — Myślałam, że mnie kochasz i że ze wszystkim sobie poradzimy. Wmówiłam sobie, że przesadzam. Ignorowałam intuicję. Źle zrobiłam, że nie powiedziałam ci od razu, wiem to… ale chciałam to zrobić. Chciałam, byś też się z tego cieszył. Ty nigdy byś się nie przyznał, gdyby nie ta wiadomość od Prue. — Znowu zaczęła płakać. Nie mogłem patrzeć na nią w takim stanie, wiedząc, że to wszystko było moją winą. — Okłamywałbyś mnie dalej, choć przysięgałbyś mi wierność aż po grób. Miałam nadzieję, że weźmiesz pod uwagę moje uczucia, ale ty wolałeś spotykać się z nią w tajemnicy. Jak niby miałabym ci teraz zaufać?
— Skąd wiesz? Skąd, do cholery, wiesz, że bym się nie przyznał? Myślisz, że tak łatwo przychodziły mi te kłamstwa? Chciałem ci powiedzieć, ale im dłużej to trwało, tym było gorzej. Chyba coś o tym wiesz, co? — Wbiłem w nią ostry wzrok, ale nakazałem sobie się uspokoić. Krzyki w niczym nie pomogą. — Oboje źle zrobiliśmy. Nie wiem, czy jestem w stanie ci wybaczyć, bo wbiłaś mi nóż w serce... — Głos mi się zaczął łamać, więc zamilkłem na chwilę. — Ale to nie znaczy, że przestałem cię kochać. Nadal chcę, żebyś była moją żoną. Chcę to naprawić. I pewnie mi nie uwierzysz, ale nie widziałem się z nią od trzech tygodni. Nie spotkam się z nią więcej.  
— Nie wiem już, w co mam wierzyć — odpowiedziała łamiącym się głosem. — Od kilku tygodni to roztrząsam. Wszystko nagle stoi pod znakiem zapytania. — Wzięła głęboki oddech. — Wtedy, w sklepie z garniturami... Mówiłeś prawdę o tej plamce? — Wbiła we mnie uważny wzrok.
Westchnąłem ciężko. Musiałem jej powiedzieć. Wszystko.  
— Nie.
Przymknęła powieki i spuściła głowę.
— Boże, Matt… — jęknęła.
— Flirtowałem z nią, dobra? Ale to był tylko głupi flirt, nie zrobiłem niczego więcej. Zachowałem się idiotycznie, bo chciałem zrobić na złość temu pajacowi, który nas obsługiwał. Miał mnie w dupie, to ja byłem klientem, a on wpatrywał się w nią jak cielę w malowane wrota.
— I jeszcze wmawiałeś mi, że wymyślam, pytałeś, co we mnie wstąpiło… — wycedziła.
— Spanikowałem i skłamałem. — Spuściłem głowę. — Nie chciałem się kłócić...
— A zegarek? Który rzekomo zgubiłeś u Jake’a? To też było kłamstwo, tak? — Potrząsnęła głową z niedowierzaniem. — Udawał, że nie pamięta, bo miał kaca, ale on nie wiedział o czym mówiłam, prawda?
— Tak. Nie byłem u niego, tylko w pubie. Żałosne, wiem. Ale to nie wszystko. — Zawahałem się, ale jeśli mieliśmy to jakoś przetrwać, musiałem się pozbyć wszystkich kłamstw i tajemnic. Nie chciałem już przed nią niczego ukrywać. — Spotkałem tam Prue. Przypadkiem! Przysięgam, to był przypadek. Naskoczyłem na nią, że nie wykonuje swojej pracy, bo wszystko musisz robić sama… A potem zaczęliśmy gadać. I pić. Odprowadziłem ją do domu i… — Odwróciłem wzrok, nie mogłem patrzeć jej w oczy.
— I? — Ton głosu miała lodowaty. — Powiedziałeś, że nie spaliście ze sobą…  
— Bo nie spaliśmy... Pocałowałem ją, ale Cat, byłem pijany! Tak pijany jak jeszcze nigdy w moim życiu. Nie wiedziałem, co robię… To nic nie znaczyło...
— O mój Boże — jęknęła i chwyciła mocno za poręcz łóżka, aż zbielała jej ręka. — Nie wierzę. — Potrząsnęła głową. — Opiekowałam się tobą, gdy miałeś wtedy kaca… jak ostatnia idiotka. Wierzyłam, że naprawdę byłeś u Jake’a. A ty… — Zacisnęła dłoń w pięść, jakby chciała mnie uderzyć. — A ty całowałeś się z Prue? — wyszeptała łamiącym się głosem.
— To był tylko jeden pocałunek. Przysięgam. — Siedziałem ze spuszczoną głową. — Przepraszam. To już niczego nie zmieni, ale przepraszam. Naprawdę żałuję.
Wzięła głęboki oddech.
— To niczego nie naprawi, Matt. Podobnie jak moje przeprosiny za to, że nie powiedziałam ci o dziecku. Stało się. — Przez chwilę oddychała głęboko. — Możemy się przepraszać do końca życia, ale nie wiem, czy te słowa mają jakieś znaczenie. Nawet się nie spodziewałam, że zrobisz coś takiego. Jeszcze z nią… — Zacisnęła mocno usta. Przetarła oczy, kiedy wymknęła się z nich łza. — Nie jestem teraz w stanie o tym myśleć. Nadal mnie boli… — Zbladła, jakby dopiero przypomniała sobie, że oprócz naszej kłótni, doświadczyliśmy też innej straty. — Prześpię się.
— Śpij… — Chciałem wziąć ją za rękę, żeby jej pokazać, że przy niej jestem, ale ona znowu ją cofnęła. Odsunąłem się, próbując nie pokazać, jak bardzo mnie to zabolało. — Będę tu… jakbyś czegoś potrzebowała…
Ledwo zauważalnie skinęła głową, po czym odwróciła ją w drugą stronę i zamknęła oczy. Z bólem przeniosłem wzrok na widok za oknem. Odtrąciła mnie. Zasłużyłem. Ale nie tylko ona cierpiała. Ja też dzisiaj straciłem dziecko. Chciałem myśleć pozytywnie. Chciałem wierzyć, że uda nam się naprawić to, co zepsuliśmy — a właściwie w większości zepsułem ja — ale obawiałem się, że wiara mogła nie wystarczyć. Usłyszeć od narzeczonej, że mnie nienawidzi, to najgorszy, łamiący serce prezent urodzinowy, jaki mogłem sobie wyobrazić.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 3960 słów i 21722 znaków.

Dodaj komentarz