Pęknięty diament — rozdział 25

Caterina

Od kiedy zdecydowałam, że powiem Mattowi o ciąży, czułam się jakaś spokojniejsza. Moje wszystkie obawy nagle odeszły w zapomnienie. Nie chciałam dłużej już zadręczać się myślami o Prue i Jake’u. Nawet jeśli on kłamał — co z tego? Jeśli Matt podobał się Prue, może nawet z wzajemnością… to co? Pociąg fizyczny był normalną, ludzką sprawą. Nie miał znaczenia, o ile w grę nie wchodziły uczucia — a przecież Matt mnie kochał. Czułam to w każdym jego dotyku i spojrzeniu. Nie żeniłby się ze mną, gdyby tak nie było. Póki obojgu nam na sobie zależało, wszystko było w porządku. To był już najwyższy czas, by przestać wariować i obsesyjnie myśleć o każdej, nawet najmniejszej dziwnej rzeczy. I nawet, jeśli Matt czasami podejrzanie często zerkał na swoją komórkę, jakby czekając na wiadomość, równie dobrze mogło chodzić o pracę. Nie zamierzałam już dłużej doszukiwać się drugiego dna tam, gdzie go nie było. Ślub był za pasem, a teraz w dodatku mieliśmy zostać stuprocentową rodziną.  
Gdy oboje odespaliśmy już Sylwestra, zaczęłam planować, jak powiedzieć Mattowi o ciąży. Idealnie się składało, bo trzynastego stycznia miał urodziny. Uznałam, że będzie to najlepszy prezent, jaki mogę mu dać. Chciałam jednak oznajmić mu to w jakiś kreatywny sposób, zdecydować się na duży gest. Przeglądałam Internet, starając się znaleźć coś fajnego, oryginalnego. W większości były to jednak jakieś kartki lub laurki z napisem “Będziesz tatą!”. Przeglądałam zdjęcia, na których pierwsze dziecko danej pary otrzymywało na przykład książkę “Jak być dobrą starszą siostrą”, co sugerowało, że rodzina powiększy się o jedną osobę. To akurat odpadało, bo mogłabym najwyżej wręczyć Mattowi poradnik o tym, jak być ojcem i nie zwariować. Wydawało mi się to jednak dziwne i bezosobowe, dlatego szukałam dalej.  
W końcu znalazłam coś, co, jak sądziłam, będzie pasowało nam obojgu. Pomysł był prosty, a jednocześnie oryginalny w swojej prostocie. Postanowiłam w dniu urodzin Matta zamówić nam pizzę. Uwielbiał ją, więc nie bałam się, że będzie coś podejrzewał — uzna, że chciałam zrobić mu przyjemność. Gdy podniesie górną część kartonu, zobaczy przyklejony do niej pozytywny test ciążowy oraz napis “Jedz, tatusiu — mamusi będzie raźniej, jeśli ty też będziesz mieć większy brzuszek”. Wydawało mi się to cholernie urocze, a przy tym całkiem jednoznaczne — nawet idiota zorientowałby się o co chodzi, nawet, jeśli nie byłoby przyklejonego obok testu. Na samą myśl rozpierała mnie radość i nie mogłam zrozumieć, dlaczego tyle zwlekałam z tą nowiną.  
Oczywiście, to nie oznaczało, że nie było już żadnych problemów. Bałam się między innymi reakcji moich rodziców. Po tym, jak zachowali się w święta, przestałam się do nich odzywać. Byłam w stanie zrozumieć, że nie lubili Matta — nie było to żadną nowością — ale ich chamskie zachowanie kompletnie nie miało usprawiedliwienia. Mama miała jeszcze czelność napisać mi wiadomość, że zachowaliśmy się bardzo nieładnie, wychodząc w środku kolacji. Z zaciśniętymi zębami odpisałam jej, żeby spojrzała na zachowanie swoje oraz taty i że nie będę z nią rozmawiać, dopóki nie przeprosi Matta. Nic nie odpisała, a więc zapewne nie miała zamiaru przepraszać, nawet za cenę braku kontaktu z jedyną córką. Gdyby chodziło tylko o mnie i Matta, pewnie machnęłabym na to ręką — ale przecież nie byliśmy tu już sami, a ja bardzo chciałam, by moje dziecko miało kochających dziadków. Rodzice Matta byli rozwiedzeni, samo to już wykluczało miłe wieczory z dziadkami. Co do moich rodziców… Już niczego nie byłam pewna. Zaczęłam się nawet obawiać, że znienawidzą nasze dziecko tylko dlatego, że jego lub jej ojcem jest Matt. W głowie już słyszałam te miliony natarczywych pytań i oskarżeń, gdy dziecko się przeziębi — moja mama zaraz orzeknie, że to pewnie przez Matta, bo niezbyt ciepło je ubrał. Moi rodzice o każdą, nawet najdrobniejszą rzecz potrafili zrzucić na Matta. Czy będzie musiał wysłuchiwać obelg i uszczypliwych docinków przez najbliższe osiemnaście lat?
Moja wyobraźnia cały czas szła do przodu. Porzuciłam martwienie się i coraz częściej myślałam o przyjemniejszych rzeczach, o tym, jakim Matt będzie ojcem. Kiedy poprzednio myślałam, że jestem w ciąży, był przerażony, podobnie jak ja — normalne. Byliśmy tylko nastolatkami. Teraz byliśmy dorośli i byłam pewna, że gdy powiem mu o dziecku, oszaleje z radości. Pewnie zaraz pobiegnie do najbliższego sklepu, by kupić jedne z tych małych ubranek. Będzie wyczekiwał każdego USG, a gdy w końcu dziecko przyjdzie na świat, sam odetnie pępowinę. A później… Jeśli będzie to chłopak, zapewne będzie grał z nim w piłkę i jeździł w grze sportowymi samochodami. A jeśli dziewczynka? Będzie dla niego całym światem. Będzie strzegł jej przed każdym chłopakiem, zabraniał chodzenia na randki, bo będzie jego “córeczką tatusia”. Widziałam to wszystko. I nie mogłam się doczekać. Pewnie zmienimy mieszkanie, może kupimy dom. Będziemy potrzebować więcej miejsca. Może za parę lat zdecydujemy się na drugie dziecko? Rozejrzałam się po naszym mieszkaniu. Było piękne i uwielbiałam je, ale było za małe, jeśli chciało się wychowywać w nim dzieci. Poza tym… Nagle do głowy wpadła mi zupełnie inna myśl — jak my będziemy uprawiać seks, gdy dziecko się urodzi? Parsknęłam śmiechem, bo było to moim najmniejszym zmartwieniem, ale nie dało się ukryć, że Matt i ja byliśmy absolutnymi mistrzami, jeśli chodziło o seks i jego częstotliwość. Wyobraziłam sobie gorącą grę wstępną, którą zakończył… płacz dziecka. Uśmiechałam się sama do siebie, chodząc po mieszkaniu i wyobrażając sobie nasze całe życie. Prawie zapomniałam o tym, że jeszcze nie byliśmy małżeństwem. Bo czy miało to tak naprawdę większe znaczenie? Matt był mój, a ja byłam jego. Stworzyliśmy razem coś pięknego. Ze ślubem czy bez, i tak mieliśmy być ze sobą już na zawsze.
***
Trzynastego stycznia obudziłam się mocno podekscytowana, starając się jednak zachowywać tak, jakby to był zwyczajny dzień. Wstałam wcześniej niż Matt, by zrobić mu śniadanie do łóżka. Nie wiedziałam, na co będzie miał ochotę, dlatego zdecydowałam się na jajka na bekonie, do tego tosty oraz kawa. Pomyślałam, że w sumie mogłabym mu dać pozytywny test ciążowy z tym zestawem, ale niech już ma tę swoją pizzę.  
Mój dobry humor został lekko zdominowany przez mdłości i jakieś dziwne uczucie w środku — miałam wrażenie, że coś mnie bolało, ale gdy próbowałam się skoncentrować na tym bólu, on nagle znikał. Chciałam wrócić do łóżka, ale zdecydowałam, że pięć minut mnie nie zbawi. Ułożyłam jedzenie na tacy i przeszłam do sypialni, gdzie Matt właśnie siadał na łóżku i przecierał oczy. Spał bez koszulki, więc przez chwilę zapatrzyłam się na jego nagą klatkę piersiową, przygryzając wargę. Gdy posłał mi zaspany uśmiech, podeszłam do niego i ostrożnie położyłam tacę na szafce nocnej.
— Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, kochanie. — Usiadłam przed nim na łóżku i objęłam ramionami. — Czujesz się już staro?
— Dziękuję — powiedział, przyciągając mnie bliżej siebie i przytulając mocno. — Ja jestem jak wino, kochanie — zaśmiał się. — Im starszy, tym lepszy.
— Potwierdzam — mruknęłam, całując go w lekko drapiący policzek. — W liceum wszystkie dziewczyny za tobą szalały, a teraz wyglądasz jeszcze lepiej niż wtedy. Zjedz śniadanie, bo zaraz ostygnie — dodałam.
— Takie pyszności i komplementy z rana? Jak ja to przebiję? — Sięgnął po tacę i zaczął pochłaniać jedzenie.  
— Nic nie musisz przebijać. To twoje święto. — Chwilę obserwowałam jak je, po czym wzięłam głęboki oddech i dodałam: — Mam dla ciebie jeszcze coś. Ale dostaniesz dopiero wieczorem. — Uśmiechnęłam się, w duchu już ciesząc się jak wariatka. — Będziesz w domu wcześniej?
— Postaram się. — Uśmiechnął się. — Już nie mogę się doczekać.
— Ja też. — Niedopowiedzenie. Chciałam pstryknąć palcem, by był już wieczór i by wreszcie mu to powiedzieć. I tak za długo z tym zwlekałam. — Leć pod prysznic, bo się spóźnisz.  
Pocałował mnie w policzek, wstając i poszedł do łazienki. Ja zakopałam się jeszcze w pościeli, bo mój dzień zaczynał się dziś trochę później. Leżałam, wdychając zapach Matta i rozmyślając o wieczorze. Matt nie domknął drzwi łazienki, więc słyszałam jego przytłumiony głos, kiedy opowiadał mi o jakimś ważnym zleceniu z pracy. W końcu wyszedł. Z łazienki buchnęła gorąca para, a on sam był jeszcze lekko wilgotny, owinięty jedynie ręcznikiem w pasie. Drugim wycierał jeszcze mokre włosy. Na ten widok natychmiast podniosłam się do pozycji siedzącej, ignorując mdłości, które przeszyły mój żołądek i ponownie przygryzłam wargę.
— Bardzo żałuję, że musisz iść do pracy — jęknęłam, bezwstydnie pożerając go wzrokiem.
— Ja też, ale nadrobimy wieczorem. — Uśmiechnął się. — I nie patrz tak na mnie, bo jestem o krok od olania tego zlecenia i spędzenia z tobą całego dnia w łóżku.
— No dobrze — mruknęłam. — Poczekam do wieczora. Niecierpliwie. — Obserwowałam, jak wyciera się do końca i przechodzi w głąb garderoby. — Tylko żeby kumple nie porwali cię na jakiegoś urodzinowego drinka.
— Będą musieli poczekać do jutra w takim razie.  
— Mam nadzieję, bo dzisiejszy wieczór jest zarezerwowany tylko dla nas. — Ponownie się uśmiechnęłam, choć mnie nie widział. Wtedy mój wzrok przyciągnęła jego komórka, która nagle się rozświetliła. Leżała na prześcieradle tuż obok mnie, więc automatycznie skierowałam tam wzrok. Myślałam, że to wiadomość od jego rodziców lub któregoś znajomego, ale nagle ogarnął mnie lodowaty chłód, gdy zobaczyłam imię Prue. Całe ciało mi zdrętwiało, ale i tak wyciągnęłam rękę po telefon, by przyjrzeć się wiadomości. To było silniejsze ode mnie. Matt zaczął coś do mnie mówić, ale nawet tego nie słyszałam. Wpatrywałam się w wiadomość, czując, że jeszcze chwila i zwymiotuję prosto na pościel.
Hej, Matt! Wszystkiego najlepszego. Może uczcimy ten wyjątkowy dzień naszym ulubionym sushi? Tam, gdzie zawsze.
Miałam wrażenie, że przestałam oddychać. Wpatrywałam się w tekst, aż ekran zgasł. Miałam nadzieję, że to były zwidy. Serce biło mi nieznośnie szybko, a ciało przestało mnie słuchać. Nagle zlodowaciałam. Przez głowę przeleciało mi tysiąc myśli; wszystkie momenty, kiedy podejrzewałam, że Matt mnie okłamywał i przekonywałam samą siebie, że zwariowałam…  
Cały ten czas miałam rację.  
Matt mnie okłamywał i w dodatku miało to związek z Prue. Stało się dokładnie to, czego się obawiałam.
W tym momencie Matt wyszedł z garderoby już w pełni ubrany. Uśmiechał się od ucha do ucha, a ja patrzyłam na niego i nie wierzyłam, że to mój narzeczony. Że osoba, którą myślałam, że znam, nagle była mi tak odległa.
— Matt… — zaczęłam, ale urwałam, bo nagle zabrakło mi tchu.
— Tak, kochanie? Myślisz nad kolejnym komplementem?  
— Jesteś ze mną całkiem szczery, prawda? — odezwałam się spokojnym głosem.
— Oczywiście, że tak. Już o tym rozmawialiśmy przecież.
— A na festiwalu sushi spotkałeś Prue przypadkiem?  
— No tak.
— I byłeś dla niej zwyczajnie grzeczny… I poza tym się nie spotykaliście? — Głos zaczął mi drżeć.
— No tak, przecież ci mówiłem. O co ci chodzi, Cat? — Zmarszczył brwi. — Nic mnie z nią nie łączy.
— Nie? — Tama puściła. Moje oczy nagle gwałtownie zwilgotniały. — To co to jest, do cholery? — Nie byłam w stanie nawet krzyczeć. Popchnęłam telefon w jego stronę. Patrzyłam, jak bierze go do ręki, czyta wiadomość, a jego oczy się rozszerzają. Zacisnął szczękę i spojrzał na mnie, ale nic nie powiedział.  
— No? — Ponagliłam go drżącym głosem, choć w tym momencie byłam już cała zalana łzami. Hormony robiły swoje. Nie potrafiłam się powstrzymać. Rozpłakałam się jak dziecko, czując, jak gdzieś ze środka pulsował we mnie ból. Bolało mnie serce. Bolało mnie to, że mu uwierzyłam. Jak ostatnia idiotka, wierzyłam, że nic się nie działo, że nie miałam się o co martwić. Cholernie się myliłam. — Nic nie powiesz, Matt? — Wygrzebałam się z pościeli, podeszłam do niego i uderzyłam go obiema dłońmi w klatkę piersiową. — Okłamywałeś mnie tygodniami, a teraz tak stoisz i milczysz?! — krzyknęłam, choć obraz miałam zamazany przez łzy i byłam o krok od histerii.
— To nie to, co myślisz, Cat — powiedział, patrząc na mnie zbolałym wzrokiem. Zerknął na zegarek i znowu zacisnął szczękę. — Muszę iść, ale porozmawiamy, jak wrócę. — Wziął swoją torbę i ruszył do drzwi, ale zatrzymał się. — To naprawdę nie tak, jak myślisz. Wieczorem wszystko ci wyjaśnię.
— Co? — Nawet przez głowę mi nie przeszło, że on w takiej chwili będzie chciał wyjść. — Żartujesz sobie ze mnie, Matt?! — wrzasnęłam, idąc za nim. — Wychodzisz w takiej chwili i jeszcze raczysz mnie tekstami, które faceci zawsze mówią, kiedy przelecą jakąś inną laskę?!  
— Nawet jej nie dotknąłem! Cat, to naprawdę nie tak i naprawdę muszę już iść.
— Nie wierzę w ani jedno twoje słowo — wykrztusiłam, mając wrażenie, że zaraz zemdleję. — Wierzyłam ci przez tyle tygodni. Tysiąc razy pytałam, czy jesteś ze mną szczery, a ty… — Przycisnęłam ręce do twarzy, czując, że zaraz głowa mi eksploduje. — Masz rację — dodałam po chwili, podnosząc na niego wzrok. — Idź do pracy. Wynoś się. Nie mogę na ciebie patrzeć.
Po tych słowach odwróciłam się i pobiegłam do łazienki, zatrzaskując za sobą drzwi. Myślałam, że może jednak pójdzie za mną, ale sekundę później usłyszałam, jak wychodzi. Serce ścisnęło mi się gwałtownie, po czym rozpadło na tysiąc kawałków.
***
Bolało mnie całe ciało. Płakałam przez bardzo długi czas, ciągle licząc, że w pewnym momencie Matt wróci i wszystko mi wyjaśni. Pokaże, że jestem dla niego ważna, ważniejsza od jakiegoś pieprzonego zlecenia w pracy. Minuty jednak mijały, a ja dalej byłam sama. Drżałam, łkałam, nie byłam w stanie nawet wyjść z łazienki. W pewnym momencie zaczęłam się hiperwentylować i trochę to potrwało, zanim się uspokoiłam. Nie mieściło mi się to w głowie, do tego stopnia, że moje ciało także zaczęło wariować. Każde uderzenie serca było jak policzek w twarz. Mój kochany Matt. Człowiek, którego myślałam, że znam, właśnie złamał mi serce. Nawet nie został, by cokolwiek mi wyjaśnić. Po prostu wyszedł. Naprawdę do pracy? Czy może od razu pobiegł do Prue? Ledwo oddychałam. Dziś miał się dowiedzieć, że zostanie tatą. Głupia, uważałam, że będzie szalał ze szczęścia. Może tak naprawdę tego nie chciał — ani mnie.
Po jakimś czasie w końcu podźwignęłam się na nogi. Wciąż cała drżałam, ale nie mogłam dłużej tkwić w tej pozycji, bo bolał mnie brzuch. W obliczu tego, że mój narzeczony najprawdopodobniej mnie zdradził, ledwo odczułam ten fizyczny ból. Dopiero po dłuższej chwili dotarło do mnie, że coś tu było nie tak. Starając się oddychać głęboko, skupiłam się na swoim ciele. Przez chwilę nic się nie działo, stałam w kompletnej ciszy. Chyba nawet serce przestało mi bić.  
A później na nieskazitelnie białą podłogę skapnęło kilka kropel krwi.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 2879 słów i 16041 znaków, zaktualizowała 6 lis o 20:05.

Dodaj komentarz