Pęknięty diament — rozdział 20

Caterina

Gdy już podźwignęłam się z podłogi i umyłam zęby trzy razy, w mojej głowie pojawił się wielki znak zapytania — co miałam teraz zrobić? W tej chwili i ogólnie? Z powrotem spojrzałam na test. Nie wiedziałam, co powinnam z nim zrobić. W końcu owinęłam go chusteczką i poszłam schować do szuflady z bielizną. Ukryłam go na samym dnie pudełka, a później zatrzasnęłam szufladę, jakby to miało załatwić sprawę.
Co czułam? Jeden wielki chaos. Powinnam się cieszyć, ale czułam coś odwrotnego, jakby strach. Nie wiedziałam tylko dlaczego.
Po krótkim wahaniu napisałam wiadomość do Melanie:
Jesteś w mieszkaniu?
Po paru minutach odpisała, że właśnie wraca z uczelni i że będzie za pół godziny. Nie wiedziałam, czy się domyśliła, że jej potrzebowałam, ale od razu chwyciłam torebkę i wyszłam, kierując się w jej stronę. Miałam cholerną nadzieję, że jej obecność pomoże mi się uspokoić i zrozumieć, co właściwie się ze mną działo.
Musiałam trochę na nią poczekać, stojąc przed budynkiem i marznąc od gwałtownego wiatru, ale na jej widok poczułam potężną ulgę. Zrobiła mi herbaty, a później usiadła naprzeciwko, mierząc mnie wzrokiem.
— Co jest? Znowu się pokłóciliście?
— Nie. — Potrząsnęłam głową. — Ale… coś się wydarzyło.
— Mam się bać?
— Sama nie wiem. Ja się boję. — Usiłowałam się uśmiechnąć.  
— No wykrztuś to z siebie.  
— Jestem w ciąży — wymamrotałam szybko. Tak szybko, że brzmiało to jak jedno długie słowo.
— Że co? Mówże wyraźnie, Cat, bo ja tu zaraz oszaleję.  
— Jestem w ciąży. — Spróbowałam odrobinę głośniej.
Mel wytrzeszczyła na mnie oczy, a potem uśmiechnęła się szeroko.
— Naprawdę? Będziecie mieć dzidziusia? — Prawie zapiszczała z radości. — Będę ciocią?
— Będziesz. — Jej entuzjazm nieco mi się udzielił i uśmiechnęłam się. — Ale, Mel… — zająknęłam się, sama nie wiedząc, co właściwie chciałam powiedzieć.
— Matt jeszcze nie wie? Nie martw się, nie pisnę ani słówka! — Rzuciła mi się na szyję. — Pewnie chcesz mu zrobić niespodziankę, co?  
— Jeszcze nawet o tym nie myślałam. Właściwie sama dopiero się dowiedziałam. Ale, Mel… — powtórzyłam, chcąc za wszelką cenę wyrzucić ten chaos z mojej głowy. — Ja panikuję.
— Dlaczego? Matt będzie wniebowzięty, a ty będziesz cudowną mamą! Tak się cieszę!
— Sama nie wiem, dlaczego… — Byłam bliska załamania. — Po prostu… to nie tak miało być. To nie miało się stać teraz. Ślub za pasem, suknia wybrana, przygotowania w toku… nie mam czasu zajmować się teraz wizytami u lekarza ani rosnącym brzuchem.
To była tylko część prawdy, co właśnie sobie uświadomiłam. Moja wyobraźnia poszła mocno do przodu — już sobie wyobrażałam konieczność poszerzania sukienki, gdy nie zmieszczę się w tę oryginalną. Ta myśl od razu przeskoczyła do innej — pewnie Prue byłaby zawiedziona. W końcu tak walczyła o to, bym dostała właśnie tę sukienkę, którą chciałam, w moim rozmiarze, bez żadnych poprawek. Prue zakotwiczyła się w moim umyśle i już została. Nagle dotarło do mnie, że to ona była po części źródłem moich zmartwień. Między nią a Mattem było coś dziwnego. Nie potrafiłam tego określić, nawet nie byłam pewna, co to dokładnie było, ale wiedziałam, że mój narzeczony coś przede mną ukrywał. Moja wizyta u Jake’a tylko to potwierdziła — Matt nie mówił mi całej prawdy. Nie poruszałam tego tematu, by nie rozsypać się na kawałki tuż przed samym ślubem. Wiedziałam przecież, że Matt mnie kochał. Wszystko było w porządku, póki byliśmy we dwoje.
Tylko że teraz było nas troje. Mieliśmy zostać rodzicami — a skoro byłam niemal stuprocentowo pewna, że Matt miał przede mną tajemnice, że być może mnie okłamywał, jak mogłam być spokojna? Jak mogłam żyć w tej niepewności z dzieckiem w mojej macicy? Jak miałam je wychować, jeśli najbliższa mi na świecie osoba nie była ze mną szczera?  
— Och, Cat… To chyba normalne, że się boisz. Ale nie przesadzaj. Do ślubu wcale nie zostało tak dużo czasu i jestem pewna, że nie zmienisz się do tego czasu w wieloryba. Na pewno zmieścisz się w sukienkę. Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. — Przytuliła mnie. — Poza tym, nie jesteś sama. Jestem do twojej dyspozycji dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu — zaśmiała się.
— Pewnie masz rację. — Uśmiechnęłam się, ale gdzieś w środku mnie dalej tlił się niepokój. — Ale mimo wszystko… To ogromna odpowiedzialność, na którą nie wiem, czy jestem gotowa. Szczerze mówiąc, najchętniej rzuciłabym cały ten ślub w diabły i od razu zaczęła czytać wszystko o dzieciach. — Spuściłam wzrok i zawiesiłam go na cytrynie, pływającej w mojej herbacie. — A tak chciałam, by ślub wyszedł idealny. Teraz pewnie nie będziemy mogli nakarmić się z Mattem tortem, bo na sam jego widok zwymiotuję. — Parsknęłam śmiechem, wyobrażając sobie tę scenę.
— Nie martw się na zapas, Cat. Może wcale nie będzie tak źle. Jako twoja świadkowa będę czekać z miską w pogotowiu.
Tym mnie rozbawiła.
— Zastanawiam się, jak powiedzieć Mattowi — powiedziałam po chwili. — Nigdy nad tym nie myślałam. Powinnam zdecydować się na jakiś duży gest? To powinno być dla niego wyjątkowe czy nie? Ostatecznie ja dowiedziałam się, ślęcząc nad sedesem. — Wywróciłam oczami.
— To zależy od ciebie. Myślę, że będzie cieszył się tak samo bez względu na to, jak się dowie.  
Zastanawiałam się przez chwilę nad jej słowami. Moje wahanie odnośnie wielkiego gestu wynikało z faktu, że już kiedyś Matt prawie dowiedział się w ten sam sposób, co ja. Już raz prawie zostaliśmy rodzicami.
Mieliśmy chyba osiemnaście lat, gdy okres spóźnił mi się po raz pierwszy. Z początku nie przywiązywałam do tego zbytniej wagi, ale później zaczęłam się niepokoić. Od razu zadzwoniłam do Matta i cichym głosem wyjaśniłam mu sytuację. On jednak nagle się rozłączył. Zaczęłam płakać. Byłam przerażona — jeszcze nawet nie wiedziałam, czy jestem w ciąży, a on już nie chciał mieć ze mną nic wspólnego.
Tak przynajmniej sądziłam przez te kilkanaście minut, aż usłyszałam warkot jego motoru. Przyszedł do mnie do pokoju i wyciągnął z kieszeni test ciążowy. Patrzyłam na to jak na coś oślizgłego. Nie mieściło mi się to w głowie.
— Bez względu na wynik, zawsze będę z tobą — powiedział, podając mi pudełko.  
Byłam jeszcze zapłakana, ale jego słowa odrobinę mnie uspokoiły. Mimo wszystko i tak bałam się nasikać na ten cholerny test. To mogło zmienić całe moje życie.
— Matt, ja się boję — wyjąkałam. — A jeśli wynik wyjdzie pozytywny? To za wcześnie. Grubo za wcześnie...
— Ja też się boję — przyznał. — Ale jeśli okaże się, że jesteś w ciąży… To jakoś sobie poradzimy. A teraz idź sikać i nie trzymaj nas dłużej w niepewności.  
Głos lekko mu drżał, choć starał się to zamaskować. Zrozumiałam, że nawet, jeśli jednak będę w ciąży, to i tak nie będę z tym sama. Będę się nadal bać, jasne. Ale będziemy bać się razem. I poradzimy sobie.
To było najdłuższe kilka minut w moim życiu. Po wszystkim umyłam dokładnie ręce i wyszłam do Matta, trzymając w dłoni test. Położyłam go na biurku i oboje wpatrywaliśmy się w niego, aż pokazał… jedną kreskę.
Coś ciężkiego, co zalegało mi w żołądku, nagle jakby się rozpłynęło — choć nie do końca. A Matt odetchnął z ulgą.  
— I po strachu. — Uśmiechnął się lekko.
— Matt, ale… — Mój mózg pracował intensywnie. — To jeszcze nie znaczy, że nie jestem w ciąży. — Obserwowałam, jak jego uśmiech znika.
— Co? Jak to nie?
— Od momentu zapłodnienia musi minąć co najmniej tydzień, by test coś pokazał. Możliwe, że jestem w ciąży, tylko jeszcze nie widać tego na teście. — Usiadłam na łóżku, bo zakręciło mi się w głowie. — Musielibyśmy… potwierdzić to badaniami krwi.
Matt usiadł na łóżku obok mnie, przeczesując dłonią włosy. Chyba zbladł.
— To co robimy? Czekamy jeszcze tydzień i zrobimy kolejny test? Czy chcesz iść do lekarza?
Miałam pustkę w głowie.
— Nie mam pojęcia — odparłam, zgodnie z prawdą. — Może… może jeszcze poczekamy. Samo się w końcu wyjaśni.
Nie poszliśmy do lekarza. Parę dni później zwijałam się z bólu, gdy dostałam okres. Jeszcze nigdy nie byłam za niego tak wdzięczna, ale i tak zrobiłam jeszcze jeden test, dla pewności. Ponownie zobaczyłam jedną kreskę i odetchnęłam z ulgą. Wiedziałam jednak, że mogło się to skończyć zupełnie inaczej i czułam potrzebę porozmawiania o tym z Mattem, na spokojnie.
Któregoś wieczoru pojechaliśmy jego motorem nad jezioro. Siedzieliśmy na kocu i patrzyliśmy, jak księżyc odbijał się w tafli wody. Dopiero wtedy odważyłam się odezwać:
— Matt… — Lekko się obróciłam i spojrzałam mu prosto w oczy. Wiedziałam, że wiedział, o czym mówiłam. — Mało brakowało.
— Masz rację. Ale przynajmniej nie muszę się już bać, że twój ojciec powiesi mnie za jaja i wypatroszy. — Uśmiechnął się łobuzersko.  
Zmarszczyłam lekko brwi. Jego odpowiedź niezbyt mi się spodobała.
— Matt, ale taka sytuacja może się powtórzyć. To jest twoje jedyne zmartwienie? — Odsunęłam się od niego nieco. — Że mój tata się wścieknie?
— Nie, oczywiście, że nie. Ale przecież się zabezpieczamy. Wiem, że żadna metoda nie daje stu procent… Nie wiem, co chcesz ode mnie usłyszeć.  
Nie takiego obrotu sprawy się spodziewałam.
— Chciałabym usłyszeć, że jeśli jednak zaszłabym w ciążę, to potraktowałbyś to poważnie! — rzuciłam ostrzej. — A nie martwił się tylko o reakcję moich rodziców. — Nagle coś przyszło mi do głowy. — A może ty nie chcesz mieć dzieci?
— Oczywiście, że potraktowałbym to poważnie. Przecież ci powiedziałem, że byśmy sobie poradzili. I chcę mieć dzieci, ale nie teraz. Sama powiedziałaś, że to za wcześnie. Ale chcę, i to przynajmniej dwójkę.  
Jego ostatnie słowa mnie rozczuliły, ale i tak chciałam jeszcze o coś zapytać.
— Powiedziałeś, że ze mną będziesz, ale… — Sama myśl mnie przerażała. — Dobrowolnie czy z poczucia obowiązku?
— No wiesz, Cat? Serio musisz pytać? — Ujął moją twarz w swoje dłonie i spojrzał mi w oczy. — Kocham cię, głuptasie.
— Wiem. Ja też cię kocham. — Wzięłam głęboki oddech. — Tylko zastanawiam się… czy chciałbyś mieć tę dwójkę dzieci z kimś… czy ze mną. — Nigdy wcześniej nad tym się nie zastanawiałam, ale nagle chciałam znać wszystkie odpowiedzi.
Matt się zaśmiał.
— Jesteś niemożliwa, wiesz? — zapytał. — Nie wyobrażam sobie, że moje dzieci mógłby urodzić ktoś, kto nie jest tobą. — Pocałował mnie czule.  
Poczułam, jak nagle oblewa mnie fala szczęścia. Nie miałam już żadnych pytań. Byłam pewna — siebie, Matta, wszystkiego.
Westchnęłam cicho. Wydawało mi się, że to było bardzo dawno temu. Tym razem naprawdę byłam w ciąży… I cieszyłam się, oczywiście, że tak. Kto by się nie cieszył z maleńkiego, pulchniutkiego maleństwa? To był dopiero początek, a ja już nie mogłam się doczekać, aż wezmę moje dziecko w ramiona.
Szkoda tylko, że straciłam tę pewność, którą niegdyś miałam.



Prue

Do festiwalu sushi nie zostało zbyt wiele czasu, a Phoebe wciąż nie wiedziała, że wpadliśmy na siebie z Mattem i umówiliśmy się na spotkanie. Unikałam tego tematu jak ognia. Nie chciałam zostać oceniona. Wiedziałam, że pakuję się w coś okropnego. Cat nie była powietrzem. Oczami wyobraźni widziałam jej zadowoloną minę. Przecież nie chciałabym znaleźć się na jej miejscu. Gdyby mój narzeczony… Wolałam o tym nie myśleć, ale i tak nie potrafiłam odpuścić sobie Matta.  
— Prue?
Zerknęłam na Phoebe, która niespodziewanie pojawiła się w moim pokoju.  
— Przyszłam tu pięć minut temu, a ty gapisz się w ścianę. Co jest?
Zamrugałam powiekami, próbując wrócić do rzeczywistości. Nie chciałam dać po sobie poznać, że nie jestem w formie.  
— Mam dużo pracy i chyba powinnam trochę odpocząć. — Posłałam przyjaciółce uśmiech. — Nie martw się, sezon minie i będę mogła odetchnąć. Póki co, muszę wziąć się w garść i sztucznie wydłużyć sobie dobę.  
Phoebe zmrużyła oczy.  
— Jesteś cała czerwona. Na pewno ma to coś wspólnego z intensywnym sezonem ślubnym? — Przekrzywiła głowę. — A może z wysokim facetem, co? Mam na myśli takiego, który niebawem zaobrączkuje pewną kobietę.  
Zaschło mi w gardle.  
— Chodzi ci o Matta? — spytałam, udając zaskoczoną. — Mam ważniejsze sprawy na głowie.  
— Tak, z pewnością — zakpiła. — Jego rozporek.  
Zacisnęłam usta, a moja twarz zaczęła płonąć.  
— Phoebe!
— No a nie? — Wzruszyła ramionami. — Nie udawaj niewiniątka. Zawracasz sobie głowę zajętym facetem. Zegar tyka, oni zaraz staną przed ołtarzem, a ty?  
— Nie przesadzaj. Nie jestem durną nastolatką, mam olej w głowie.  
— No nie wiem, jakoś tego nie pokazujesz — zadrwiła. — Jeśli chcesz kogoś przelecieć, to idź do klubu. Na pewno znajdziesz sobie jakiegoś przystojniaka. Nie poluj na zajętego, bo z tego tylko kłopoty będą.  
— Mówisz jak…
— Mówię tak, bo już widzę, jak rozkładasz przed nim nogi. — Phoebe wygląda na wściekłą. — Popełniasz błąd.
— Sama jeszcze niedawno z tego żartowałaś! — wytknęłam jej, prostując się na krześle. — Bądź moją przyjaciółką!
Przyjaciółka pokręciła głową. Zagryzłam szybko wargę, bo chciałam dodać coś więcej, ale musiałam się pohamować. To nie była jej wina, że utknęłam w trójkącie. Chciała dobrze, to ja świrowałam.  
— Nie wiem, co ci chodzi po głowie, ale odpuść — powiedziała chłodno. — Nie nadajesz się do jednorazowych numerków z facetami, dla których tracisz głowę.  
Westchnęłam ciężko.  
— Mówię poważnie, Prue.  
— Umówiliśmy się na spotkanie.  
Nie wiem, po co o tym wspomniałam. Niepewnie zerknęłam na Phoebe i od razu tego pożałowałam. Patrzyła na mnie z lekką pogardą.  
— Rób co chcesz — mruknęła, odwróciła się na pięcie i wyszła.
— Phoebe! — krzyknęłam, podnosząc się z krzesła. — Phoebe!!!
Poszłam za nią do kuchni. Wściekła, wrzucała naczynia do zmywarki. Byłam pewna, że będziemy musiały kupić nowe kubki.  
— Phoebe, posłuchaj…  
Zamilkłam, bo zatrzasnęła zmywarkę i posłała mi mordercze spojrzenie.  
— Czego mam słuchać? — syknęła. — Jak moja przyjaciółka rujnuje sobie życie? Jeszcze niedawno rozważałaś rezygnację, a teraz? Nagła zmiana planów? Zamierzasz wskoczyć kolesiowi do łóżka i czego oczekujesz? Miłości do grobowej deski? — Zaśmiała się ponuro. — Naiwna — prychnęła. — On skorzysta z okazji, ale i tak wróci do narzeczonej. Złamie ci serce.
Pewnie miała rację.  
— Nie złamie.  
— W takim razie rozbije na drobne kawałki, lepiej?  
Poczułam łzy w kącikach oczu. Moja przyjaciółka stała po przeciwnej stronie.  
— Potrzebuję wsparcia.  
— Mam wam udostępnić swoje łóżko?
Zabolało.  
— Phoebe, proszę…
Uniosła dłonie i pokręciła głową.  
— Nie proś. Idź na to spotkanie i pozwól mu zamieszkać w swoim sercu. Niech się tam rozgości. Pozwól mu na to.  
Jej słowa mnie zraniły.  
— To chyba moje serce, tak?
— Oj, Prue. — Westchnęła. — Moja naiwna, biedna Prue.  
Zacisnęłam mocno zęby i wróciłam do siebie. Usiadłam na krześle, a z moich oczu popłynęły łzy. Nie chciałam pokłócić się z przyjaciółką. Może mogłam jej nie wspominać o spotkaniu? Przecież miałam dużo zajęć, pewnie by się nawet nie zorientowała. A tak, Phoebe tylko się wkurzyła. Czy Matt był w ogóle tego wart?  
***
Festiwal był głośny. Nie mieliśmy z Mattem momentów, w których moglibyśmy się do siebie zbliżyć, bo otaczało nas dużo ludzi. Z drugiej strony, ciężko rozmawiało się z pełną buzią. Jedzenie było wyśmienite. Poznałam wiele nowych smaków i już nie mogłam się doczekać kolejnej wizyty w ulubionej restauracji, aby spróbować nowych dań. Czas minął szybko, stanowczo za szybko.  
Siedzieliśmy bardzo blisko siebie. Chciałam go dotknąć, ale nie zamierzałam przekraczać granicy.  
— Teraz jesteśmy chyba kwita? — zapytał Matt z uśmiechem.
Zapatrzyłam się na jego usta, ale szybko przywołałam się do porządku. Opuściłam wzrok na stół, a moje serce wariowało w piersi. Może Phoebe miała rację? Może zakochuję się w…? Uznałam, że to idiotyczne, bo przecież miłość potrzebuje czegoś więcej niż jednego pocałunku.  
— Co? Znowu mam sos na wardze?
Westchnęłam cicho. Znowu próbował ze mną flirtować? Spojrzałam mu prosto w oczy. Chciałam zerknąć na jego usta, ale doskonale wiedziałam, że to zły pomysł.  
— Być może — odpowiedziałam z lekkim uśmiechem.  
Brew Matta podjechała do góry.
— Być może? — powtórzył, a potem oblizał wargę. — A teraz?
Mocne bicie mojego serca całkowicie zagłuszyło rozsądek. Impuls nakazał mi nachylić się w stronę Matta i dotknąć jego ręki, opartej na stole. Nie wiem, na co liczyłam, bo stanowczo odsunął się ode mnie i włożył dłonie do kieszeni.  
— Na mnie już czas — powiedział, wstając. — Cat czeka. — Obrzucił mnie dziwnym spojrzeniem. — Cześć, Prue.  
Pokiwałam wolno głową. Palące upokorzenie nie pozwalało mi spojrzeć mu w oczy.  
— No tak, Cat. — Uśmiechnęłam się z trudem. — Miłego wieczoru.  
Pożałowałam tych słów, bo doskonale wiedziałam, że ich wieczór będzie miły — seks jest cholernie miły. Matt wciąż na mnie patrzył, aż wreszcie odpuścił i wyszedł. Odetchnęłam z ulgą, chociaż zachciało mi się płakać. Omiotłam spojrzeniem nasz stół i westchnęłam. Musiałam wreszcie wbić sobie do głowy, że ten pocałunek nic nie znaczył i nadaję się jedynie na koleżankę.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 3286 słów i 18383 znaków.

Dodaj komentarz