Pęknięty diament – rozdział 15

Matthew

Wściekły, zraniony i z potwornym bólem głowy szedłem przez miasto. Miałem lekkie wyrzuty sumienia, bo to nie tak miało wyglądać. Wcale nie chciałem się kłócić. Chciałem tylko zwrócić jej uwagę. Chciałem, żeby odpoczęła ten jeden, pieprzony dzień. Czy naprawdę prosiłem o tak wiele po trzech tygodniach na drugim końcu świata? Rozumiałem, że zasnąłem, bo byłem wykończony. Rozumiałem, że ona chciała zrobić coś produktywnego. Ale obudzenie się w pustym łóżku było tak cholernie rozczarowujące. Miałem dość spania samemu. Chciałem tylko czuć ją obok.  
Mój organizm domagał się kofeiny, ale chyba potrzebowałem czegoś mocniejszego. Ta kłótnia mnie dobiła. Miałem wrażenie, że Cat nagle pokochała ideę samego ślubu bardziej niż mnie. Zanim się zorientowałem, siedziałem już przy barze, zamawiając whiskey z lodem.



Caterina

Kolejna kłótnia. Dopiero co byliśmy osobno, chwilę później w łóżku, oboje przepełnieni tęsknotą. Gdy się połączyliśmy, znowu wszystko było dobrze. Ta kłótnia spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Nie kłóciliśmy się aż tak nawet kiedy studiowaliśmy na różnych uczelniach i przez większość czasu byliśmy osobno. To był przedślubny stres, czy może coś innego? I o co w ogóle nam poszło?  
Gdy Matt trzasnął drzwiami, przez parę dłuższych chwil nie mogłam się pozbierać. Jeszcze przed chwilą zastanawiałam się, czy lepszym wyborem prezentów dla gości będą czekoladki, krówki czy może ciasteczka z wróżbą. Teraz już nie byłam w stanie się na tym skupić. Nie mogłam też siedzieć sama. Postanowiłam wyjść z domu i przy okazji załatwić kolejną ślubną sprawę. Prychnęłam cicho. Na samą myśl o ślubie zjeżył mi się włos na ciele. To przez Matta, jego cholerne podejście typu “mam na wszystko wywalone, Prue to załatwi”. No właśnie — Prue. Może Matt miał rację i powinnam wierzyć, że ona wszystkim się zajmie? Ale ja tak nie potrafiłam. Choć Prue odgrywała dużą rolę w tym całym planowaniu, nie potrafiłam jej w pełni zaufać, bo wiedziałam, że na pewno wybierze coś, co nie będzie mi się do końca podobało. I, ostatecznie, czy w chęci zaplanowania idealnego ślubu było coś złego?
Poszłam najpierw do łazienki i przemyłam twarz wodą. Nie miałam na sobie wymyślnego makijażu, ale tusz i tak się rozpłynął, więc zmyłam go i nałożyłam ponownie. Przypudrowałam twarz, która nagle zrobiła się blada. Przeszłam do garderoby, by zmienić domowe ciuchy na dopasowane dżinsy i bordową bluzkę. Nie miałam ochoty się stroić. Nie miałam dla kogo.
     Chwilę później zamykałam już drzwi od mieszkania, trzymając w dłoni torebkę, w której ukryte było ozdobne pudełko. Choć zapadał już zmierzch, stwierdziłam, że trochę ruchu dobrze mi zrobi. Wyciągnęłam z garażu rower, wrzuciłam do koszyka torbę i pognałam przed siebie. Na szczęście Melanie nie mieszkała daleko. Miałam nadzieję, że ją zastanę.
Lekko zziajana, zapukałam do jej drzwi i czekałam dłuższą chwilę. Już myślałam, że jej nie było w środku, kiedy nagle drzwi się otworzyły.
— Cześć, Cat. — Uśmiechnęła się szeroko na mój widok, otwierając drzwi, żebym mogła wejść. — Nie spodziewałam się ciebie akurat dzisiaj.
— Ja też się nie spodziewałam, że akurat dzisiaj do ciebie wpadnę — przyznałam, wchodząc do środka i zdejmując z nóg buty. — Ale tak się złożyło, że akurat mam chwilę.
— Coś się stało? Myślałam, że dzisiaj wraca Matt. — Zamknęła drzwi i przyjrzała mi się. — Płakałaś?
Westchnęłam. Nie było sensu udawać.
— Wrócił. Po czym znowu wyszedł. Pokłóciliśmy się.
— Co? Dlaczego?  
— A żebym to ja wiedziała… — Klapnęłam na krzesło przy stole w kuchni Mel. — Kiedy wrócił, było super, bo oboje byliśmy stęsknieni i… — Odchrząknęłam znacząco. — Sama wiesz…
— Oszczędź mi szczegółów, to mój brat — skrzywiła się. — I co dalej?
— Zasnął właściwie natychmiast, a ja nie mogłam spać, bo przecież to był środek dnia, więc nie byłam zmęczona. Poszłam z laptopem do salonu, by wybrać prezenty dla gości i takie tam duperele. Matt obudził się po dwóch godzinach i zaczął mnie opieprzać, że nie mam dla niego czasu, że zajmuję się tylko ślubem, na którym zależy mi chyba bardziej niż na nim samym…
— Co za kretyn… Dobrze, że do mnie przyszłaś. Masz ochotę na kawę? Herbatę? Mam też wino. — Uśmiechnęła się, wymieniając to ostatnie.
— Wino byłoby super, ale przyjechałam rowerem. Jeszcze w drodze powrotnej przybiję piątkę z jakimś samochodem. Może być herbata.
— O nie, nie. Nigdzie nie wracasz. Zostajesz u mnie, moja współlokatorka i tak wyjechała, więc przyda mi się towarzystwo, a mój głupi brat niech sobie przemyśli swoje zachowanie. — Wyjęła z szafki dwie lampki do wina i postawiła na stole.
— Super pomysł. — Tym razem się uśmiechnęłam. — Tym bardziej, że mam coś dla ciebie. — Wyciągnęłam z torebki pudełeczko owinięte w ozdobny papier, tak, że nie było widać, co jest w środku. Położyłam je na stole, obok kieliszków, a Melanie spojrzała na mnie pytająco.
— Dla mnie? Z jakiej to okazji?
— Otwórz, to się dowiesz. — Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej. Bacznie obserwowałam twarz Mel, kiedy zdzierała papier z pudełka. Była to mała, drewniana skrzyneczka, z różową kolorystyką. Wnętrze zdobił ogromny napis “Bez Ciebie nie idę!”, umiejscowiony tuż obok obrazka przedstawiającego dwie połączone obrączki. W pudełeczku znajdowała się świeczka zapachowa, mini lusterko, perfumy oraz czekoladki. Uznałam to za bardzo praktyczny i uroczy sposób zapytania jej, czy zostanie moją świadkową i gdy zobaczyłam to pudełko, nie mogłam się oprzeć.
— Och… — Spojrzała na mnie zaskoczona, nie wiedząc co powiedzieć.
— Nie podoba ci się? — Nagle przeraziłam się, że może ten pomysł był uroczy tylko dla mnie.
— Zwariowałaś? — Obeszła stół i rzuciła mi się na szyję. — Jestem zaszczycona! Znaczy… Będę! Jestem i będę! — Zachichotała mi do ucha.  
— Cieszę się — wymamrotałam z twarzą w jej włosach. — Nie byłam pewna, czy się zgodzisz… — Lekko się odsunęłam, by widzieć jej twarz. — Wiem, że gdy zaczęłam być z Mattem, nie przyjaźniłyśmy się szczególnie, ale w ciągu ostatnich kilkunastu dni stałaś się moją najbliższą przyjaciółką. I bardzo bym chciała mieć cię u swojego boku w tym wielkim dniu. — Uśmiechnęłam się. — Zakładając, że w ogóle dojdzie do ślubu — dorzuciłam ironicznie, śmiejąc się.
— Jak mogłabym nie być u boku mojej siostry, którą zawsze chciałam mieć? Myślisz, że tamtego dnia Matt tak zupełnie przypadkiem przyjechał po mnie na zajęcia? Prędzej, czy później na pewno byście na siebie wpadli, bo w końcu jesteście sobie przeznaczeni, ale musiałam wam trochę pomóc. — Puściła do mnie oczko, uśmiechając się szeroko.
— Bardzo się cieszę, że to zrobiłaś — przyznałam, przypominając sobie tamtą chwilę. Serce mało nie wyskoczyło mi z piersi, gdy wtedy zobaczyłam Matta po tylu latach. — Nie wyobrażam sobie brać ślubu z kimkolwiek innym.
— A ja nie wyobrażam sobie innej bratowej. — Puściła mnie i sięgnęła po wino do szafki, po czym je otworzyła i rozlała do kieliszków. — I jeśli jeszcze raz będziesz przez niego płakać, to urwę mu jaja.
Roześmiałam się szczerze.
— Wolałabym nie. Wtedy nie miałabym już tego cudownego seksu.
— Wolałabym o tym nie wiedzieć, ale… Dobrze, że chociaż w tej kwestii się dogadujecie.  
To przypomniało mi o naszej kłótni. Automatycznie poczułam ciężar na sercu.
— Ciekawe, dokąd on poszedł — powiedziałam przytłumionym głosem.
— Mam nadzieję, że już wrócił do domu i zobaczył, że cię nie ma. To on powinien się martwić, a nie ty. Co ci jeszcze nagadał?
Opowiedziałam Mel całą kłótnię w skrócie, bo nie chciałam się już wracać myślami do tych okropnych kilkunastu minut. Potem w końcu zaczęłyśmy pić wino, co pozwoliło mi się odrobinę zrelaksować. Nieśmiało zapytałam Mel:
— Mogłabyś wysłać jakiegoś smsa do Matta? Z pytaniem, gdzie jest? Nie mów, że ja o to pytam, chcę tylko wiedzieć, czy jest bezpieczny.
— To słodkie, że się tak o niego martwisz. Ja bym w życiu się nie odezwała pierwsza, ale zrobię to dla ciebie. — Wyjęła telefon i napisała wiadomość. — Kusi mnie, żeby mu pojechać, ale wstrzymam się. Wygarnę mu osobiście.
Wywróciłam delikatnie oczami.  
— Tak naprawdę to nie odzywam się pierwsza. Ty się odzywasz, jako dobra, troskliwa siostra. — Komórka Melanie zabrzęczała. — Odpisał?
— Jest u Jake’a. Pewnie chleją.
— No dobrze. W takim razie… — Stuknęłam kieliszkiem o kieliszek Melanie. — Zmieńmy temat na jakiś przyjemniejszy. — Uśmiechnęłam się, wyrzucając Matta z głowy.


Prue

Phoebe wpadła na genialny pomysł. Widziała, jak bardzo stresuję się zleceniem przyszłych państwa Cole i postanowiła wyciągnąć mnie do baru. Wolałam pić w domu, ale podobno miałam się rozerwać. Nie wiedziałam, jak niby miałam to zrobić w pomieszczeniu pełnym pijanych osób.  
— To na pewno dobry pomysł? — zapytałam po raz setny.  
— Tak!  
Spojrzałam niechętnie na neonowy napis.  
— Ale nie będziemy tu długo siedzieć, dobra?
— Skończ marudzić!
Przekroczyłyśmy próg. Szłam jak na ścięcie. Miałam dużo pracy. Musiałam jeszcze stworzyć listę potrzebnych rzeczy do wystroju ogrodu dla Cat. Bombardowała mnie zdjęciami, próbując zmusić do swojej wizji. Chyba byłoby lepiej, gdybym wysłała jej wszystkie propozycje, które odrzuciłam. Wtedy z pewnością trafiłabym w jej gust.  
Zajęłyśmy miejsce przy barze. Zerknęłam na ludzi, którzy przy nim siedzieli. Nie było nikogo godnego uwagi. Większość i tak była już zalana — żadna nowość.  
— Zamówię nam piwo — zawołała ochoczo Phoebe, nachylając się w stronę wysokiego barmana.  
Zerknęłam na chwilę przez ramię, całkowicie ignorując niewinny flirt przyjaciółki. Nie chciałam jej przeszkadzać. Byłam przekonana, że jeśli zajmie się jakimkolwiek facetem, to mi odpuści. Poczułam mocne szturchnięcie w brzuch.  
— Ej, co to za mina ponuraka?  
— Nie mam powodów do radości.  
— To się napij.
W tym samym momencie barman postawił przed nami dwie butelki piwa. Upiłam porządny łyk i delikatnie się skrzywiłam. Nigdy nie byłam smakoszem piwa. Dopiero po trzeciej butelce było mi wszystko jedno, ale tego dnia nie zamierzałam aż tyle pić.  
— Już lepiej? — zapytała troskliwie Phoebe. — Powinnaś nieco zwolnić. Ta praca powoli zaczy...
— Błagam, przestań — zajęczałam. — Nie chcę rozmawiać o pracy. Mówiłaś, że mam się rozerwać. Nie rozerwę się, myśląc o stu innych sprawach!
Popatrzyłam na przyjaciółkę i nagle zdałam sobie sprawę, że w ogóle na mnie nie patrzy. Super. Wolała od razu oglądać się za facetami.  
— Phoebe?
Spojrzała na mnie z dziwnym uśmieszkiem.  
— Jakiś przystojniak się na ciebie gapi. Oczu chyba nie potrafi oderwać.  
Wywróciłam oczami, a potem spojrzałam przez ramię i zamarłam. Parę metrów dalej siedział Matt. W niczym nie przypominał siebie. Zawsze widywałam go w garniturach. Dres, który miał na sobie, kompletnie do niego nie pasował. Odwróciłam się szybko i ciężko westchnęłam.  
— To Matt.
— Moment! Ten Matt? Od tej narzeczonej, którą chciałaś uśmiercić już przy pierwszym spotkaniu?
Zmroziłam ją wzrokiem.  
— Nie chciałam jej uśmiercić! Ugh, nie będę ci tego znowu tłumaczyła.
Phoebe nie mogła się powstrzymać i znowu na niego spojrzała. Miałam ochotę ją udusić. Jej oczy nagle zrobiły się nienaturalnie duże.
— O cholera, on tu idzie — powiedziała zaskoczona.  
— A mówiłam ci, że przyjście tu to kiepski pomysł — syknęłam.  
— A ja uważam, że wręcz odwrotnie. — Posłała mi znaczące spojrzenie. — Zniknę, jeśli zajdzie taka potrzeba.  
— Prue? — Matt zmierzył mnie chłodnym wzrokiem. — Możesz mi powiedzieć, za co ci płacimy?
Zaniemówiłam. Phoebe też. Obróciła się w stronę baru i zawołała barmana, a chwilę później gdzieś znikła. Zostałam sama.  
— Cześć, Matt — powiedziałam bardzo wolno. — Nie bardzo wiem, o co ci chodzi?  
— Może o to, że Cat odwala za ciebie całą robotę?  
— Słucham?
Był zły, ale nie wiedziałam, dlaczego akurat na mnie.  
— Po co cię w ogóle zatrudniliśmy, skoro nic się nie zmieniło? Miałaś ją odciążyć, miałaś jej pomóc, a nie zrzucać wszystko na jej barki — warknął.
Tego wieczoru brakowało mi tylko pijanego Matta, zasypującego mnie bezpodstawnymi oskarżeniami.  
— Dalej nie wiem, o co ci chodzi. Dwoję się i troję, aby zadowolić twoją narzeczoną, ale wina leży po jej stronie. Nie ufa mi, musi wszystko kontrolować i podważa moje kompetencje. Nie mam zielonego pojęcia, co ci powiedziała, ale mogę się tylko domyślać. — Westchnęłam ciężko. — A teraz wybacz, ale nie przyszłam tu po to, aby…
— Sugerujesz, że Cat mnie okłamuje? — przerwał mi.
Miałam ochotę zacząć rwać sobie włosy z głowy. Czułam od niego alkohol, ale czy to on mógł być odpowiedzialny za ten wybuch? Dlaczego znowu byłam tą złą?
— Nie — odpowiedziałam twardo. — Sugeruję, że powinieneś zaangażować się w przygotowania, skoro nie zauważyłeś, że to Cat odbiera mi pracę.  
— Możesz winić tylko siebie. Przegięłaś na pierwszym spotkaniu i dziwisz się, że Cat ma do ciebie dystans?
Mój spokój wyparował. Wkurzyłam się, bo jakim prawem sugerował, że wszystko jest moją winą? Rozumiałam, że to jego narzeczona i będzie jej bronił, ale przecież nie jest chodzącym ideałem.  
— Ja przegięłam? — Próbowałam kontrolować swój głos, bo nie chciałam krzyczeć. — To ona mylnie zinterpretowała moje słowa! Kultura japońska nie jest mi obca. Mój pradziadek był Japończykiem. Niektóre tradycje tego kraju są piękne, więc czemu miałabym nie próbować ich wpleść do swojej pracy? Każda para, która do mnie przychodzi, chce piękny i oryginalny ślub. A ja im go daję, dlatego jestem dobra, dlatego ludzie mnie polecają, dlatego się na mnie zdecydowaliście.  
— Masz japońskie korzenie? — zapytał zaskoczony.  
— Tak — odpowiedziałam niechętnie. Miałam serdecznie dość tej rozmowy.  
Matt popatrzył na mnie inaczej. Wyglądał, jakby intensywnie się nad czymś zastanawiał, po czym westchnął i opadł na krzesło, które niedawno zajmowała Phoebe. Oparł łokieć na blacie i przeczesał dłonią włosy.  
— Przepraszam — powiedział, a potem zawołał barmana i zamówił whiskey z lodem.
— Chciałabym powiedzieć, że nic się nie stało, ale… — Machnęłam niedbale dłonią. — Nieważne. Co cię tak rozjuszyło?  
— Przepraszam — powtórzył. — Nie powinienem był tak na ciebie naskakiwać. Mam kiepski dzień.  
— Witaj w klubie — rzuciłam z udawaną radością. — Cat dziś odrzuciła ze dwadzieścia moich pomysłów. A nie jesteście jedyną parą, której pomagam.  
Nie lubiłam się żalić i to jeszcze swoim klientom, ale skoro Cat próbowała całą winę zrzucić na mnie, musiałam się jakoś bronić.  
— Dwadzieścia? — Spojrzał na mnie zdziwiony, a potem zmarszczył brwi. — Czego dotyczyły te pomysły?
Napiłam się piwa.  
— Znam świetną dziewczynę, która robi przepiękne zestawy prezentowe dla gości. To prawdziwa profesjonalistka, ale Cat uważa inaczej. Odrzuciła każdy pomysł. Musiałam za nią świecić oczami i tłumaczyć się, dlaczego nie mam nic do powiedzenia, skoro jestem organizatorką.  
Matt wypił zawartość szklanki jednym łykiem i popchnął ją w kierunku barmana.
— Jeszcze raz to samo — powiedział, po czym spojrzał na mnie. — Szkoda, że tego nie wiedziałem kilka godzin temu.  
— A czy to coś by zmieniło? — Uniosłam brew, a potem napiłam się piwa.  
— Nie wiem. Może mocniej trzasnąłbym drzwiami po naszej kłótni.  
Z wrażenia prawie przewróciłam butelkę.  
— Kłótni? — powtórzyłam. — Wy się w ogóle kłócicie?
— Tak ciężko w to uwierzyć?
— Wyglądacie bardzo… słodko. — Powstrzymałam się od grymasu. — Patrzycie sobie w oczy i tak bardzo śpieszycie się ze ślubem… Nie wiem, ile tak naprawdę się znacie, ale na mnie zazwyczaj decydują się związki bardziej dojrzałe, gdzie kompromis nie jest czymś obcym.  
— Znamy się od liceum, więc wcale nie jesteśmy takim młodym związkiem. Co prawda mieliśmy przerwę na czas studiów, ale przecież to moja wina. To ja wyjechałem do Japonii. — Upił łyk swojego drinka.  
— Twoja wina? — Zmarszczyłam brwi. — Samorealizacja jest ważna. Człowiek po części jest egoistą i potrzebuje się spełnić. — Obróciłam butelkę w dłoniach. — Ludzie w związkach nie powinni się wzajemnie ograniczać. — Westchnęłam i spojrzałam na niego. — Gdybyś nie wyjechał, pewnie zacząłbyś ją obwiniać, a teraz nie bylibyście razem. — Wysiliłam się na uśmiech. — I przecież nie wyjechałeś byle gdzie, tylko do Japonii. To nie był wyjazd do sąsiedniego stanu…  
— Może i masz rację. Może nie bylibyśmy razem, gdybym nie wyjechał, ale Cat chyba widzi to trochę inaczej. Jakbym tylko jej złamał wtedy serce… — Tym razem opróżnił całą szklankę. — W każdym razie, uważa, że ją ograniczam i bronię się rozwijać, bo wypomniałem jej ten głupi kurs makijażu. Ja tylko chciałem, żeby zaczekała z nim pół roku, a nie brała wszystkiego na swoje barki łącznie z przygotowaniami.
— Może, gdyby data ślubu była za rok lub dwa… — Dopiłam piwo. — Same przygotowania to okropny stres. A pół roku? — Pokręciłam głową z niedowierzaniem. — Załatwiłam jej wymarzoną sukienkę kosztem innej przyszłej Panny Młodej. I to znowu wina czasu. My go nie mamy, tamta para ma. — Westchnęłam. — Cat powinna być bardziej… cierpliwa i konsekwentna w swoich działaniach. Nie można mieć wszystkiego i to na już. Trzeba planować i na okrągło wprowadzać zmiany.  
Matt zamówił kolejnego drinka, którego ponownie wypił jednym haustem. Poszłam za ciosem i zamówiłam sobie piwo. Rozmowa była przygnębiająca.  
— Może faktycznie trochę pospieszyliśmy się z tym ślubem. Jeszcze kilka miesięcy temu wszystko wydawało się takie proste. — Westchnął. — Może zmienimy temat? Dopiero wróciłem z Tokio i mam dość słuchania o ślubie.  
— To dobry pomysł. — Odetchnęłam głośno z ulgą. — Nie lubię rozmawiać o pracy, gdy mam wolne. — Zmusiłam się i wypiłam pół butelki piwa. Chciałam jakoś pozbyć się niechcianych myśli, a tym bardziej tych o moim niedoszłym ślubie. — Tokio brzmi świetnie. Jak było?
— Tokio jak zwykle wspaniałe. Poczułem się, jakbym znów był na studiach. — Matt wyraźnie się ożywił.
O Japonii mogłabym rozmawiać całymi godzinami, dlatego szybko podchwyciłam temat. Mój nastrój uległ poprawie. Wpatrywałam się w Matta jak oczarowana. Dzieliliśmy się wspomnieniami. Poczułam, że wreszcie ktoś rozumie moją miłość do tego pięknego kraju. Gdy usłyszałam, że ulubione miejsca Matta pokrywają się z moimi, uśmiech nie potrafił zejść z mojej twarzy. Zanim się obejrzałam, kończyłam trzecie piwo. Sam Matt zwolnił nieco tempo, jakby złość nagle z niego wyparowała. Było mi go szkoda, ale z drugiej strony cieszyłam się, że mogłam spędzić z nim ten wieczór. Lubiłam patrzeć mu w oczy. Z każdym kolejnym łykiem piwa, ta zieleń zaczynała mnie coraz bardziej pochłaniać. Słodki uśmiech od samego początku ujmował mnie za serce, ale Matt sam w sobie był cudowny. Ganiłam się za te głupie myśli, ale alkohol całkowicie mnie rozluźnił. W momencie, gdy zaczęłam fantazjować o jego ustach, uznałam, że pora wracać do domu.  
Odsunęłam pustą butelkę piwa, jednocześnie czując nieopisany żal. Nie chciałam kończyć tego wieczoru.  
— Jest już późno, więc koniec na dzisiaj. — Uśmiechnęłam się z trudem, odwracając wzrok. — Wracam do domu.
— Odprowadzę cię. W końcu już późno.
Ześlizgnęłam się z krzesła.  
— Daj spokój. Mieszkam niedaleko, więc…
— Więc cię odprowadzę — uśmiechnął się szeroko, wstając i zanim zdążyłam zaprotestować, zapłacił również za mnie.  
— Nie musiałeś.  
— To tak w ramach przeprosin, że na ciebie naskoczyłem, nie znając twojej wersji.
Czułam na sobie jego palący wzrok, ale nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy. Bałam się, że urzeczywistnię swoje fantazje. Na próżno wbijałam sobie do głowy, że Matt był dla mnie nieosiągalny. Mój pijacki mózg nic sobie z tego nie robił.
— Niech będzie.  
Wyszłam pierwsza, bo chciałam jak najszybciej zaczerpnąć świeżego powietrza. Po cichu liczyłam, że to pomoże mi wytrzeźwieć. Nie miałam mocnej głowy. Matt wypił więcej ode mnie, ale trzymał się lepiej. Wbiłam swój zdradziecki wzrok w kostki brukowe i ruszyłam przed siebie. Starałam się, żeby nasza rozmowa była neutralna, więc rozmawialiśmy o bzdetach. Zanim się obejrzałam, staliśmy już przed wejściem do kamienicy, w której mieszkałam razem z Phoebe.  
— Dziękuję, że mnie odprowadziłeś — powiedziałam, wpatrując się w ziemię.  
— Tym razem rozmawiasz z kostką brukową? — zaśmiał się Matt. — Jakbym wiedział, że cię odprowadzi, to bym się nie fatygował.
Spojrzałam na niego nieśmiało. Moje serce biło jak szalone, bo był na wyciągnięcie ręki, a ja nie mogłam nic z tym zrobić.  
— Dzięki za szczerość! — Uśmiechnęłam się szeroko. — Dzięki też za ten wieczór. Było naprawdę miło.
— Tak, ten dzień jednak nie był tak kiepski jak sądziłem.
Przyszedł czas na pożegnanie, ale żadne z nas się nie ruszyło. Stałam i gapiłam się na niego, czekając nie wiadomo na co. Niechciany głos w mojej głowie przypomniał, że to nie była żadna randka.  
— To cześć — powiedziałam, wysilając się na uśmiech. Odwróciłam się w stronę drzwi. Matt wciąż stał, ale być może czekał, aż wejdę wreszcie do domu. Włożyłam klucz i nic. Zirytowana, nacisnęłam mocniej klamkę, ale zamek nie puścił. — Co jest? — jęknęłam. Chciałam wyciągnąć klucz i nic.  
— Może ci pomóc? — zapytał Matt z rozbawieniem w głosie.
— To wcale nie jest zabawne… — Westchnęłam z irytacją. — Klucz się zablokował, więc…
— Kostka brukowa nie zaproponowała pomocy? — zaśmiał się, podchodząc do mnie. —  Pokaż ten klucz.  
Był zdecydowanie za blisko, dlatego nawet nie zauważyłam, kiedy zamek puścił, a drzwi się uchyliły. Odwróciłam się, bo chciałam mu podziękować, ale głos uwiązł mi w gardle. Matt wciąż był stanowczo za blisko. Spojrzałam mu w oczy i pomyślałam, że przecież nic się nie stanie, jeśli… Zganiłam się szybko za głupią myśl.  
— Dziękuję — wydukałam z trudem, próbując dłonią wymacać klamkę. Ucieczka wydawała się najrozsądniejszym wyjściem z sytuacji, ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa.  
— Nie ma za co — odpowiedział i, niby od niechcenia, założył mi kosmyk włosów za ucho. — Ładnie pachniesz — wymruczał, pochylając się, a jego wzrok ześlizgnął się na moje usta.
Nie potrafiłam wydusić z siebie słowa. Serce chciało wyskoczyć mi z piersi. Nie wiem, ile tak staliśmy, aż wreszcie Matt nachylił się bardziej i musnął moje usta swoimi. Czas na chwilę się zatrzymał. Prowadziłam wewnętrzną walkę ze sobą, bo z jednej strony to było coś niesamowitego, ale z drugiej… Matt chyba chciał pogłębić pocałunek, ale nieznośny głos rozsądku przypomniał mi o Cat. Popchnęłam drzwi i weszłam do kamienicy, z trudem łapiąc oddech. Dzieliła nas przestrzeń, którą najchętniej bym zniwelowała, ale nie mogłam. Odwróciłam wzrok od Matta, chociaż było to trudne i wzięłam głęboki wdech.  
— Pójdę już. — Wycofałam się w głąb korytarza. — Zadzwonię jutro do Cat w sprawie załatwienia formalności związanych ze ślubem. Cześć.
Zamknęłam drzwi, zanim Matt zdążył coś powiedzieć. Przymknęłam powieki. Czułam się fatalnie, a jednocześnie tak… cudownie. Oparłam się plecami o ścianę i wyrównałam oddech. Chciałam sprawdzić, czy on wciąż tam stał, ale opanowałam się. Pomyślałam o Cat. Nie miałam bladego pojęcia, jak spojrzę jej w oczy po tym wszystkim.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 4345 słów i 24858 znaków.

Dodaj komentarz