Pęknięty diament – rozdział 14

Caterina

Matt wyjechał. Mieszkanie było bez niego dziwnie puste. Przez cały dzień denerwowałam się jego lotem i ciągle sprawdzałam wiadomości, aż w końcu padła mi bateria. Do domu wróciłam dopiero po dziewiątej wieczorem i od razu podłączyłam komórkę do ładowania. Już czekały na mnie smsy od Matta, że doleciał bezpiecznie i że już tęskni. Odpisałam, że ja też tęsknię, a łóżko bez niego jest puste i zimne — co zresztą było samą prawdą. Nie mając go obok, nie potrafiłam spać. Choć byłam zmęczona, kręciłam się z boku na bok i przewracałam pościel milion razy.  
Obiecałam mu, że postaram się ogarnąć sprawy ślubu i wesela, więc tak robiłam. Nadal przeglądałam wszystkie dostępne strony internetowe, niezmiennie dziwiąc się, ile rzeczy jeszcze pozostawało do załatwienia i kupienia — choćby takie drobnostki jak winietki weselne, zawieszki na alkohol, dekoracje na słodki stół. Chwilami miałam wrażenie, że wybuchnę od tego wszystkiego. Później zastanawiałam się, czy powinnam konsultować to z Mattem, ale przecież on już wyraził się jasno, że pozostawia całe planowanie w moich rękach. Gorzej było z Prue. Nie sądziłam, że powinnam jej obwieszczać każdy preferowany przeze mnie zakup, ale ona tak bardzo pilnowała kolorów, że wkrótce nauczyłam się automatycznie wysyłać każdą rzecz, na którą spojrzałam z choćby lekkim zainteresowaniem.
Dwa dni po wyjeździe Matta, gdy siedziałam wieczorem z kieliszkiem wina, rozległo się donośne pukanie do drzwi. Od razu się najeżyłam, bo moją pierwszą myślą była Amanda. Nie spodziewałam się nikogo innego, ale gdy otworzyłam drzwi, okazało się, że to była tylko siostra Matta, Melanie.
— Cześć, Cat. — Weszła śmiało do środka i cmoknęła mnie w policzek. — Ja tylko na chwilę, chciałam oddać Mattowi słuchawki. — Wyciągnęła w moją stronę jakąś torebkę.
— Matt wyjechał dwa dni temu — odparłam, niepewna, czy w takiej sytuacji miałam brać te słuchawki, czy nie.  
— Naprawdę? — Starannie wyskubane brwi Mel podjechały wysoko do góry. — Rany, ale ze mnie gapa. Myślałam, że wyjeżdża dopiero jutro rano. Dawno temu pożyczył mi te słuchawki i chciałam mu je oddać, żeby nie umarł z nudów w samolocie, ale skoro tak… — Wzruszyła ramionami. — W takim razie nie będę zawracać ci głowy.
— Nie zawracasz, zostań. — Wzięłam ją pod ramię i poprowadziłam w stronę kanapy. — Przyda mi się towarzystwo. Chcesz wina?
To było jedno z naszych pierwszych dłuższych spotkań tylko we dwie, bez Matta. Nigdy się nie przyjaźniłyśmy jakoś szczególnie — gdy poznałam Matta, Mel była jeszcze dzieckiem. Sześć lat różnicy wieku robiło swoje. Teraz już jednak była dorosła, a niedługo miałyśmy zostać rodziną. Dzięki niej nie czułam się aż tak samotna podczas wyjazdu Matta, a w dodatku planowanie ślubu zaczęło mi sprawiać dużo więcej radości. Mel była do wszystkiego nastawiona entuzjastycznie i nie patrzyła na mnie tak oceniająco, jak Prue. Sama Mel stwierdziła, że może i zna się na swojej robocie, ale na pewno nie podchodzi do niej ze szczególnie wyczuwalną wesołością.
Melanie towarzyszyła mi i Prue na przymiarce sukni w salonie. Prue, jak zwykle, miała na twarzy swój profesjonalny uśmiech, który jednak nie sięgał oczu. Zdążyłam już do tego przywyknąć, ale gdy tylko zostałyśmy same, Melanie szepnęła do mnie:
— Mam nieodparte wrażenie, że ta cała Prue potrzebowałaby jakiegoś faceta, by jej wyciągnął kij z dupy.
Prawie się zaśmiałam, bo miała trochę racji — Prue faktycznie była dość zasadnicza — ale przypomniałam sobie jej historię o tym, jak zamiast stanąć na ślubnym kobiercu, została porzucona. Nie chciałam śmiać się z czyjegoś nieszczęścia. W końcu sama dobrze pamiętałam, jak to jest być samej.
Częste towarzystwo Melanie skłoniło mnie do rozmyślań o mojej świadkowej. Zawsze myślałam, że to Amanda będzie mi towarzyszyła przy sakramencie małżeństwa, ale teraz musiałam zmienić zdanie. Lata przyjaźni straciły ważność, gdy próbowała poderwać Matthew. Dotychczas nie miałam innej równie bliskiej przyjaciółki, ale teraz musiałam przyznać, że Melanie godnie ją zastępowała. Po dłuższym zastanowieniu stwierdziłam, że to właśnie ją chcę mieć obok siebie, gdy powiem Mattowi “tak”. Obwieściłam mu to podczas jednej z naszych rzadkich rozmów wideo, gdy specjalnie wypiłam więcej kawy niż zwykle, by nie zasnąć i móc z nim porozmawiać.
— Jesteś pewna, że chcesz akurat Mel? — zapytał, patrząc na mnie podejrzliwie.
— Tak. — Byłam zdecydowana. — To twoja siostra. W dodatku ma bardzo wysokie szanse zostania moją nową najlepszą przyjaciółką.  
— Przecież to jeszcze dzieciak.
— Nie taki dzieciak. Jest tylko sześć lat młodsza, Matt, a to wcale nie aż tak duża różnica. Nie teraz, kiedy wszyscy jesteśmy dorośli. To nie liceum. Bardzo mi pomaga. A ty chyba powinieneś się zgodzić na każdego, kto nie jest Amandą. — Posłałam uśmiech w stronę ekranu.
Roześmiał się.  
— Cieszę się, kochanie, że tak się dogadujecie.
— A ty? — Położyłam się na łóżku i przekręciłam telefon. — Wybrałeś już świadka spośród twojej czwórki wspaniałych?
— Jestem na etapie eliminacji. Jake na pewno odpada, bo jest za bardzo roztrzepany. Tyler może zgubić obrączki. Więc zostaje mi albo Aaron, albo Theo.
— Przynajmniej zawęziłeś wybór do dwóch osób. To już coś. — Westchnęłam, delikatnie gładząc palcem ekran komórki. — Tęsknię za tobą, kochanie.
— Ja za tobą też. — Uśmiechnął się. — Muszę cię tu kiedyś zabrać. Pokażę ci miasto, poznasz moich znajomych ze studiów.
— A kupisz mi wachlarz?
— Już to zrobiłem.
Uśmiechnęłam się, po czym ziewnęłam delikatnie.  
— Przepraszam, jestem trochę zmęczona. Chciałabym się do ciebie przytulić.
— Już niedługo, kochanie. Idź spać, bo rano będziesz nieprzytomna. — Wziął telefon ze sobą i położył się na łóżku, na boku, żeby wyglądało to tak, jakby leżał obok mnie. — Mogę tu z tobą poleżeć, dopóki nie zaśniesz.
Uśmiechnęłam się z wdzięcznością.
— Jesteś taki słodki. I taki przystojny. — Ponownie lekko ziewnęłam. — I taki… mój. — Czułam, jak opadają mi powieki.
Usłyszałam jeszcze, jak się zaśmiał, a potem wymruczał:
— Tylko twój.


Matthew

Dni mijały szybciej niż się spodziewałem. Konferencje, spotkania biznesowe, targi technologiczne zmuszały mnie do skupienia się wyłącznie na pracy, bo nie mogłem nawalić. Kiedy miałem trochę czasu wolnego zwiedzałem i wychodziłem na miasto ze znajomymi ze studiów. Wysyłałem Cat chyba setki zdjęć. Zarwałem kilka nocy, żeby móc ją zobaczyć podczas wideo rozmów. Odliczałem dni do powrotu do domu i mimo że uwielbiałem Tokio, to bycie tu samemu nie przynosiło mi już tyle radości, co poprzednim razem. Nigdy bym nie pomyślał, że można za kimś tęsknić tak bardzo, a tęskniłem bardziej niż po rozstaniu. Przyzwyczaiłem się, że była obok każdego dnia i każdej nocy.
Dzień wyjazdu zbliżał się w zastraszającym tempie, a ja z podekscytowania nie mogłem spać. Przygotowywałem się odpowiednio, by nie cierpieć z powodu jet lagu tak bardzo jak w tę stronę. Ale podróżowanie na wschód jest zawsze gorsze niż na zachód, więc nie powinno być tak źle.  
W końcu nadszedł ten dzień, a lot dłużył mi się strasznie. I chociaż tym razem również zażyłem tabletki nasenne, miałem wrażenie, że czas stanął w miejscu, co razem z brakiem kofeiny irytowało mnie coraz bardziej. A gdy w końcu wylądowałem, z pośpiechu zapomniałem napisać Cat, że już do niej jadę. Całą drogę do domu szczerzyłem się jak głupi, a kiedy otwierałem drzwi naszego mieszkania, myślałem, że serce wyskoczy mi z piersi.
Nie zdążyłem jeszcze zdjąć butów, kiedy rozległ się tupot stóp i Cat rzuciła mi się gwałtownie na szyję, oplatając mnie nogami wokół pasa. Zawisła na mnie jak mała małpka, ściskając tak, że ledwo mogłem oddychać. Po chwili ujęła moją twarz w dłonie i zaczęła całować każdy skrawek.
— Nigdy więcej mnie nie zostawiaj na tak długo — wydusiła z siebie między pocałunkami.
— Nie będę miał szansy, bo mnie zacałujesz na śmierć — zaśmiałem się, obejmując ją i przyciskając do siebie jeszcze bardziej.  
— Winisz mnie? Cholernie tęskniłam — mruknęła, lekko gryząc moją dolną wargę.  
— Ja też tęskniłem, ale chciałbym jeszcze pożyć — zażartowałem, zdejmując na oślep buty i ruszyłem w stronę sypialni, obejmując ją jeszcze ciaśniej, żeby mi nie spadła.
Gdy dotarłem na miejsce, rzuciłem ją na łóżko i zacząłem rozbierać, całując zachłannie. Już po chwili nasze ciuchy leżały gdzieś na podłodze, a moje dłonie wędrowały po jej ciele, nie mogąc się nacieszyć dotykiem jej gładkiej skóry.  
— Chyba nie potrzebujemy gry wstępnej — szepnęła Cat, obracając się tak, że znalazła się nade mną. Schyliła się lekko i zaczęła całować mnie po klatce piersiowej. — Mieliśmy tak długą przerwę, że możemy od razu przejść do rzeczy.
— Chciałem się tylko upewnić, że to nie sen — odparłem. — Jak widzisz, ja jestem gotowy. Pokaż mi, jak bardzo się stęskniłaś.
Uśmiechnęła się tylko, prostując się i unosząc lekko, bym mógł w nią wejść. Zaczęła się poruszać, po czym ponownie się pochyliła. Końcówki jej włosów łaskotały mnie w skórę. Zaczęliśmy całować się jak szaleni. Wplotłem palce w jej włosy i wypchnąłem biodra w górę, dopasowując się do narzuconego przez nią rytmu. Zatraciliśmy się w sobie, nie mając dość. Każdy dotyk, każde pchnięcie, każdy pocałunek, to było za mało. Nawet nie odczuwałem zmęczenia, była tylko ona. W pewnym momencie chyba za mocno szarpnąłem ją za włosy, ale albo nie zwróciła na to uwagi, albo ja nie rozróżniłem jęku bólu od jęku rozkoszy. Złapałem ją wolną ręką za udo i po chwili znalazła się pode mną. Teraz była moja kolej, by pokazać, jak się stęskniłem. Narzuciłem jeszcze szybsze tempo, a gdy poczułem, jak jej wnętrze zaciska się na moim penisie, doszedłem niemal z krzykiem. Dawno nie miałem tak intensywnego orgazmu.
— Kocham cię — wydyszałem, całując ją czule.
Zmęczenie nagle zalało mnie ze zdwojoną siłą. Zdążyłem tylko wyjść z niej, przewracając się na bok, by nie przygnieść jej swoim ciałem, po czym przytuliłem się, chowając nos w zagłębieniu jej szyi i odpłynąłem.
Przebudziłem się, szukając ręką Cat, ale nie trafiłem na jej ciało. Pościel była zimna. Otworzyłem oczy i rozejrzałem się półprzytomnym wzrokiem. Byłem sam w naszym łóżku. Podniosłem się na łokciach i sięgnąłem po telefon. Spałem dwie godziny. Najwyższy czas wstać, żeby dostosować się do aktualnej strefy czasowej. Zwlokłem się z łóżka i poszedłem do łazienki, by wziąć szybki prysznic, marząc o kawie. Znowu dokuczał mi ból głowy, ale musiałem jakoś przeżyć. Ubrałem jakieś dresy i koszulkę z krótkim rękawem, po czym wyszedłem z sypialni. Początkowo zamierzałem iść prosto do kuchni, ale gdy zobaczyłem w salonie Cat siedzącą z laptopem na kolanach, zatrzymałem się w pół kroku.
— Cat?
— Tak? — Nawet nie podniosła wzroku znad ekranu.
— Co ty robisz? — zapytałem, starając się zachować spokój.
— Staram się wybrać prezenty dla gości.  
— Teraz? Dzisiaj?  
— A kiedy mam to zrobić? — Chyba lekko się zirytowała. — Mam czekać do samego ślubu?
— Nie możesz odpuścić sobie nawet jednego dnia? Dopiero wróciłem. Myślałem, że posiedzimy razem. — Zaczynały mi puszczać nerwy, a ból głowy zdecydowanie niczego nie ułatwiał.
— Wróciłeś i myślę, że przywitałam cię całkiem wylewnie. — Zamknęła do połowy laptopa, patrząc na mnie z uniesionymi brwiami. — A później poszedłeś spać. Ja nie byłam zmęczona, więc co miałam robić? Leżeć i gapić się w sufit, kiedy mogłam zrobić coś produktywnego?  
— I uważasz, że skoro tak wylewnie się przywitałaś, to możesz mnie olać do końca dnia, tak? Myślałem, że poleżysz ze mną.
— Nie powiedziałam, że będę cię olewać. Matt, mamy ślub do zaplanowania! — Teraz i ona była zła. Wstała, odkładając laptopa na stolik. — A przynajmniej ja mam, bo ty masz to w nosie. Skoro mi nie pomagasz, to mógłbyś chociaż nie irytować się o to, że próbuję sprawić, by nasz dzień był idealny!
— Przecież po to zatrudniliśmy Prue! Miałaś mieć więcej czasu, bo ona miała ci pomóc. Za co my jej płacimy, skoro ty odwalasz całą robotę?
— Pomaga mi, ale to nie znaczy, że ja będę tylko leżeć i pachnieć! Nasze gusta się znacznie różnią i przez to nie mogę jej pozwolić na wybranie wszystkiego na własną rękę.
— Może dla odmiany skupiłabyś się na mnie i na naszym związku? Myślałem, że chociaż dziś będzie inaczej. Że chociaż dziś będę na pierwszym miejscu. Zauważyłaś w ogóle, że mnie nie było?  
Byłem coraz bardziej zły. Głowa mi pękała, a ten dzień wyglądał zupełnie inaczej niż bym chciał. Zaczynałem mieć tego wszystkiego dość. Tych przygotowań i samego ślubu.  
— Do jasnej cholery, Matt, zasnąłeś! Spałeś jak kamień, moja obecność w łóżku nic by ci nie dała, więc poszłam załatwić parę spraw, do których ty nawet nie przykładasz ręki. — Cat zmrużyła oczy i zaczęła szybciej oddychać. — Gdybyś choć raz raczył mi pomóc, być może wszystko wyglądałoby inaczej, ale nie dość, że nic cię nie obchodzi, to jeszcze masz do mnie jakieś chore pretensje! Miałabym dla ciebie całą noc, a ty się wściekasz o jakieś dwie godziny?
— Dobrze wiesz, że nie znam się na tych bzdetach. Nie byłabyś zadowolona z tego, co bym wybrał. Nie chcę całej nocy! W nocy powinienem spać, żeby przestawić się na tą strefę czasową, bo nie zamierzam chorować przez tydzień z powodu jet lagu! — Nerwy mi puściły i zacząłem wymachiwać rękami w powietrzu. — I nie wściekam się o dwie godziny, tylko o dużo więcej! Już przed moim wyjazdem nie miałaś dla mnie czasu. Naprawdę nie zauważyłaś, że coś się zmieniło? Że nie jest tak jak kiedyś?
— Nie zawsze jest kolorowo, Matt — syknęła Cat, zaciskając pięści. — Z czasem romantyzm znika, przychodzi rutyna. Twierdzisz, że się na tobie nie skupiam? — Wzięła głęboki oddech. — Będę się na tobie skupiać przez resztę życia! Myślisz, że planowanie ślubu to taka łatwizna? To praktycznie test na wytrzymałość związku. I cholernie chcę, żeby nasz przetrwał! — W jej oczach zaczęły pojawiać się łzy. — Naprawdę winisz mnie o to, że chcę, by ten dzień był idealny? Ślub bierze się tylko raz! A przynajmniej… — Dorzuciła nieco ironicznie. — Ja mam zamiar brać tylko jeden ślub. Chcę go urządzić najlepiej, jak potrafię. I nie chodzi mi o to, byś wszystko wybierał razem ze mną. Chciałabym widzieć, że w ogóle ci na tym zależy!
— Zależy mi, żebyś była szczęśliwa! Ale mam dość patrzenia, jak ciągle siedzisz z nosem w telefonie albo laptopie! I o czym ty do mnie mówisz? Test na wytrzymałość? Jesteś tak skupiona na idealnym ślubie, że nie widzisz, że nasz związek się sypie, bo nie mamy dla siebie czasu! Chciałem wziąć wolne, żeby to naprawić, żeby ci, do cholery, pomóc! A ty co? Stwierdziłaś, że niepotrzebnie! I to ja mam pretensje? To ty mnie odcinasz!  
— Ja?! — wrzasnęła, patrząc na mnie wściekle. — Wiem już teraz, co by było, gdybyś faktycznie wziął wolne! Jeszcze bardziej byś narzekał, że nie mam dla ciebie czasu. Skoro po dwóch godzinach już masz takie pretensje, po całym dniu byłoby jeszcze gorzej. Mam przestać planować ślub? W porządku! — Podeszła szybko do laptopa i zatrzasnęła go. — Nie obchodzi mnie to. Niech Prue się wszystkim zajmuje, rządzi, wybiera to, co podoba się jej, a nie nam. A gdy za dziesięć lat oskarżysz mnie, że wesele ci się nie podobało, pretensje miej tylko do siebie.
— Caterina! Czy ty mnie w ogóle słuchasz? Nie chodzi mi o te dwie godziny, tylko o ostatnie dwa miesiące! Zgodziłem się na ten głupi kurs teraz, chociaż spokojnie mogłaś poczekać! Ale ty się uparłaś, bo jest ci tak potrzebny! Sama sobie zwaliłaś wszystko na głowę, ale to ja jestem ten zły? Bo chciałem, żebyś wzięła jeden dzień wolnego i odpoczęła?  
— Pytałam cię o to i zgodziłeś się, a teraz mi to wypominasz? — prychnęła, patrząc na mnie z żalem. — Bo chcę się rozwijać? Na nic się nie uparłam, Matt, to była niesamowita okazja, więc z niej skorzystałam, a ty powinieneś mnie wspierać, zwłaszcza, że nie miałeś nic przeciwko! Dla twojej wiadomości, zawsze może być coś, co zdarzy się w fatalnym momencie, ale trzeba sobie umieć z tym poradzić! I tak dla przykładu… — dodała, zanim zdążyłem odpowiedzieć. — Powinieneś doskonale rozumieć niesamowite okazje. Przypomnij sobie swój wyjazd na studia. Też wtedy przedłożyłeś coś nade mnie. Coś ważniejszego dla ciebie. — Uniosła prowokacyjnie głowę, rzucając mi ostre spojrzenie. — To był jeden z tych fatalnych momentów. Byliśmy szczęśliwi. Czułam, że to było coś prawdziwego. Kochałam cię, a ty wyjechałeś. I ty, właśnie ty, śmiesz mi wytykać, że chciałam wykorzystać szansę, gdy ta się akurat nadarzyła? — wysyczała.
Zabolało. Jak mogła mi wytykać wyjazd na studia? Bez tego możliwe, że nie zaszedłbym tak daleko. Nie mielibyśmy tego mieszkania. Nie byłoby nas stać na ten ślub i wesele. Nie byłoby tego wszystkiego.  
— To była inna sytuacja! — warknąłem. — Nie mogłem tego przełożyć o pół roku! Nie mów tak, jakbym ja cię nie kochał!  
— Tak, masz rację. To była inna sytuacja. — Podeszła do mnie i lekko uderzyła dłońmi w moją klatkę piersiową. — Ten kurs trwa kilka tygodni. Ty wyjechałeś na kilka lat! — Zamrugała gwałtownie i z jej oczu wylały się łzy.  
— Więc teraz się będziesz mścić? — wysyczałem, czując, że jestem już na granicy.
— Serio, Matt? — Jej zraniony wzrok nagle znowu zmienił się na wściekły. — Jak możesz w ogóle tak myśleć? Nigdy nie chciałam ci tego wypominać, bo wiedziałam, że w tamtym momencie edukacja była ważniejsza od związku, który nie wiadomo, czy by przetrwał. Dlaczego ty nie możesz zrozumieć, że dla mnie rozwój też jest teraz ważny?
— Rozumiem i nie bronię ci się rozwijać. Kibicuję ci całym sercem, ale wybrałaś zły moment. Mogłaś poczekać. — Nie chciałem krzyczeć, bo nie było sensu. To już zaszło za daleko. — Może tego nie czujesz i nie widzisz, ale coś się zmieniło i nie wiem, czy da się to naprawić.  
Posłałem jej spojrzenie pełne bólu, zgarnąłem portfel i klucze z komody, po czym wyszedłem, trzaskając drzwiami.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 3503 słów i 19292 znaków.

Dodaj komentarz