Pamięć cz 9

Mężczyzna zaśmiał się krótko.
— Może nie jest człowiekiem.
— Jest. Bardzo czułym.
Chłopak odczuł coś jakby ktoś dotknął jego wrażliwego miejsca w jego ciele.
— Wierze ci. Ale skąd zatem się wzięła?
— Już mówiłam Karen, że nie pamiętam. A ty pamiętasz skąd się wziąłeś — wtrąciła się Dalia .
— Urodziłem się.
— Pamiętasz?
— Nie, nikt nie pamięta. Ale mam pępek.
— Więc ja się też urodziłam, tylko inaczej.
— Może się wyjaśni. Tylko jak się dostanie w łapy wadz, to koniec — odrzekł Scott.
— Musimy ją ukrywać do czasu aż Harley ją znajdzie.
— Kim jest Harley, do diaska?
— Ja go kocham. Wiecej niż Karen, wiecej niż siebie. Kiedy Harley mnie znajdzie, będę wiedziała wszystko. Przeoczyłam coś. Wiem trzy rzeczy.  
— Tak, to jest cholernie ważne. Nikt o tym się nie może dowiedzieć. Późno już. Pójdę — Scott jakby pominął ostatnią wypowiedź brunetki.
— Myślałam, że zostaniesz na noc.
— Gdzie spała Dalia tej nocy?
— Ze mną.
— To gdzie myślisz będzie spać dzisiejszej?
— Chcesz spać w gościnnym? — Karen zapytała brunetki.
— Możemy spać tam.
— A sama byś nie mogła?
— Nie wiem. Było mi miło spać z tobą.
— Widzisz, ona jest jak dziecko — powiedziała do Scotta.
— Tylko ma wszystko na miejscu. Sam nie wiem. Możemy zaryzykować.
— Tak będzie dobrze, kochanie? — zapytała Karen.
— Tak. Tylko nie wiem co znaczy ryzykować w tym znaczeniu.
Szatynka dostała olśnienia.  
— Nie paraduj na golasa.
— Nie rozumiem.
— Jak będzie Scott, bądź ubrana w majteczki i miej zasłonięte piersi.  
— Rozumiem. Wspominałaś coś o tym. Poczytam na internecie. Chodzi o to, ze ludzie się ubierają w niektórych sytuacjach, tak?
— Raczej rozbierają się tylko kiedy się myją albo kochają.
— Rozumiem... chyba.
— Tak, może zrozumiesz. Scott, może pójdziemy się przejść? Ja i Dalia od wczoraj jesteśmy w domu.
— Dobry pomysł, a gdzie byście chciły iść?  
— Nie wiem. Do parku, do kawiarni...
— Dobrze. Piłaś kawę z pianką? — zapytał Scott, Dalię.
— Przeciesz wiesz, że nie — odrzekła Karen.
— No to jedziemy.
Po pięciu minutach byli gotowi.
— Tylko trzymaj się mnie lub Karen, dobrze?
— Tak — odrzekła Dalia.
Po minucie, wyszli.

                                                                        *
Harley zatrzymał się już w mieście. Wziął swoją komórkę i poszukał nie drogich hoteli w okolicy. Wybrał Super 8. Popularna sieć hoteli w USA i Kanadzie. Dojechał po około siedemnastu minutach. Zaparkował i wszedł do środka. Wybrał pokój i po kilku minutach siedział przy małym stoliku w jednoosobowym pokoju.  
Czuł się trochę zmęczony, ale oczywiście myślał. O żonie, dziecku i oczywiście o Dalii. Było mu nadal smutno. W końcu stracił tak nagle kogoś bliskiego. Co do dziecka miał dwojakiego rodzaju odczucia. Uwierzył przecież Dalii, że to ona miała być ją. Jakkolwiek miał nadal sentyment do ciałka, które Nina nosiła dziewięć miesięcy pod sercem. Prawdę mówiąc nastąpiła w nim zmiana. Wcześniej myślal o Bogu i o tym co potem, ale jako o czymś jakby za grubą warstwą mgły. Od czasu rozmowy z duszą, wszystko się zmieniło. Na postojach zaglądał do bibli i w końcu zaczął ją czytać. Nie miał wątpliwości, że doświadczenie z dusza było realne. Oczekiwał, że może znajdzie o tym jakieś informacje w tej książce.  
Teraz czuł zmęczenie, ale też poczuł pragnienie modlitwy. Czuł się dziwnie. Nie wiedział, czy ma stać, klęczeć czy siedzieć. Wiedział w swoim środku, że nie rozumie kim jest Bóg. Wierzył tylko, że jest kimś wielkim. Zaczął modlitwę tak jak potrafił.
— Boże. Nigdy do ciebie nie mówiem i nawet nie wiem czy mnie słyszysz. Do tej pory nie miałem wielkiego pojęcia czy w ogóle jesteś. I nadal nie wiem jak mam do ciebie mówić. Zacząłem czytać tę książkę, którą nazywają twoim słowem. Nie natrafiłem na razie na wzmiankę o tym co mi się przydarzyło. Postaram się przeczytać całą i może znajdę. Nie wiem czy to przyszło na mnie z powodu, że nie wierzyłem w ciebie zbyt mocno? Prawdę mówiąc nie wiele się zmieniło. Po prostu jesteś moją jedyną nadzieja, dzięki której mogę odnaleźć Dalię. Rozumiem, że zrobiła dla mnie coś wielkiego. Położyła na szali swoje pewne miejsce w raju na niepewne życie dla mnie. Nie wiem dlaczego wybrałem to miasto. I teraz jak ją znajdę? Pomóż mi. I jak jej jest? Powiedziała, że będzie wiedzieć wszystko kiedy mnie spotka. Ale jest tu już kilka dni i musi coś jeść i gdzieś spać, ponieważ ma ciało. Czy jest bezpieczna, czy nie cierpi głodu, czy nikt jej nie ukrzywdził? Co mogę zrobić, żeby jej pomóc? Nic. Podobnie jak nic nie mogłem zrobić, żeby uratować Ninę. Mam nadzieję, że Nina będzie z tobą. Bo teraz śpi, jak mówiła Dalia. Moja żona była dobrą dziewczyną. Nie wiem jak mocno wierzyła w ciebie, bo nigdy o tym nie rozmawialiśmy. Nie wiem czy mnie słyszysz, ale jeżeli tak, daj jakiś znak. Albo po prostu pomóż mi ją znaleźć.  
    Harley poczuł smutek i zaczął płakać.Tym razem nie z powodu swojej sytuacji, ale raczej z tego, że obawiał się o Dalię. W końcu czuł, że nie może skupić się na niczym. Tak jakby myśli od niego odeszły. Rozebrał się i wziął prysznic. Kiedy wyszedł z łazienki włączył telewizor w nadziei, że może natrafi na wiadomość o ciemnowłosej dziewczynie o imieniu Dalia. Niestety, nie było żadnej wiadomości. Pomyślał, że może powinien zgłosić się na policję, ale przypomniał sobie powód dla którego Dalia tu miała przybyć. Przecież wówczas zrobi jej tym większe kłopoty! Nie miał pojęcia jak ona sobie radzi. Czy będzie umiała mówić? W jaki sposób? W momencie przyszła mu myśl, że może będzie miała ciało o jakim myślał, ale będzie jak dziecko. A przecież dziecko nie umie nic. Ani chodzić, ani mówić, ani nic. Przez krótką chwile miał wizję, że Dalia jest gdzieś w szpitalu i traktują ją jak warzywo. Ale na szczęście ta myśl szybko odeszła. Pomyślał bowiem, że skoro Bóg jej na to pozwolił, żeby przybrała ciało dla niego, nie zostawi jej tak.  
Zasnął.  
   Obudził się nad ranem. Usłyszał szum miasta, bo okno zostawił uchylone. Portland nie było tak duże jak Chicago. Ale gdyby miało nawet dziesięć razy mniej mieszkańców, i tak ciężko by mu było znaleźć osobę, której nigdy nie widział. I wówczas doznał olśnienia. Tak, przecież wie jak wygląda!
Miał nawet jej zdjęcie. No nie zupełnie jej. Swojej mamy w wieku kiedy poznała ojca. Wziął komórkę i znalazł jej zdjęcie. Nie miał pewności, czy tak dokładnie wygląda, ale wiedział, że z pewnością podobnie. Pomyślał, że poszuka Dalii na chybył trafił, a jak to nie pomoże, wówczas zrobi odbitki i porozwiesza w różnych miejscach. I wówczas pomyślał, że przecież żyje w erze internetu. Facebook. Znalzł swój login i wstawił zdjęcie z małą wzmianka.
Dalia, szukam cię. Daj znać. Harley. Zostawił numer komórki. Nie zdawał sobie sprawy, że może mieć wiele fałszywych telefonów.
Wstawił. Poczuł się lepiej, ale tylko na chwilę. Jak go pozna? Przecież nie ma telefonu, nie umie pewnie mówić. I tak jak on, nikogo nie zna. Poczuł się bezradny. Ale jakaś słaba nadzieja w nim się wciąż tliła. Żeby nie dostać kręćka, postanowił poszukać pracy. Miał papiery i był dobry w tym co robił. W Chicago naprawiał zagraniczne samochody. Mercedesy, Audi i BMW. Pracował w garażu o dobrej renomie. Czasem waśnie te trzy zakłady dostarczały im samochody tych marek. Poszukał na telefonie dealerów tych marek i zadzwonił. Niestety w trzech miejscach otrzymał te same odpowiedzi. Że nie potrzebują, żeby przesłał historie pracy, dyplomy i czekał.  
Harley zaczął szukać dalej. Specjaliści od niemieckich samochodów. I w drugim miejscu miał szczęście.  
— Jestem mechanikiem. Mam wszystkie papiery. Pracowałem w Chicago w renomowanym zakładzie. Czy nie macie może wolnej pozycji.
— Proszę poczekać, połączę pana z menagerem serwisu.
Po chwili zaczął rozmawiać z mężczyzną o niskim, męskim głosie.
— Bob Knell, słucham.
Harley powtórzył mniej więcej to samo co powiedział recepcjonistce.
— Kiedy będzie mógł pan przyjechać? Zwykle proces przyjecia trwa miesiąc, ale właśnie nasz zasłużony pracownik odchodzi w tym tygodniu na emeryturę.  
— Mogę przyjechać za półtorej godziny. Wczoraj wieczorem przyjechałem, a prawdę mówiąc nie jadłem śniadania.
— Dobrze panie Hendrix, proszę przyjechać zaraz po lanchu. 1pm będzie dobrze? Będę czekał przy recepcji.  
— Dziękuję, będę na czas.
— To do zobaczenia.
Harley poczuł się lepiej. W poprzedniej pracy wszyscy byli z niego zadowoleni. Przyjęli jego decyzję i powiedzieli, że zawsze drzwi dla niego będą stały otworem.
    Ubrał się i zszedł na dół. W recepcji siedzał inny człowiek niż kiedy tu przybył zeszłej nocy. Około czterdziestoletni, brunet o ładnych rysach.
— Przepraszam, jestem tu nowy. Czy jest tu jakaś dobra restauracja? Czciałbym coś zjeść.  
— Nie dostarczono śniadania? — zdziwił się recepcjonista.
— Och tak, ale chciałabym zjeść coś bardziej solidnego.
— Rozumiem.
Mężczyzna podał mu wydrukowaną kartkę z kilkoma restauracjami. Większość stanowiły bary szybkiego jedzenia.
— Dziękuje, coś wybiorę.
Jego hotel znajdował się w dzielnicy Rockwood.
Wybrał restaurację o nazwie Cazador. Miał jeszcze trochę czasu, bo restaurację otwierano dopiero o jedenastej. Znajdowała sie na 190 ave, w południowo wschodniej części miasta. Miał się spotkać z Bobem o pierwszej na Foster rd w południow wschodniej części miasta, więc nie było tak daleko.
Zatrzymał się nie daleko restauracj i czekał, bo miał jeszcze piętnascie minut do otwarcia. Słońce świeciło ładnie, nie licząc chmur, które szły od oceanu. Zapowiadał się ciepły dzień. Postanowił zaraz po śniadaniu pojechać na jakąś myjnie, bo samochód miał na swojej masce ślady drogi.
Po śniadaniu zrobiła jak pomyślał. Umył samochód. Teraz wóz dużo lepiej się prezentował. W końcu ruszył na spotkanie z Bobem.  
Garaż okazał się domem o biało-niebieskich ścianach. Mógł mieć ze trzydzieści lat. Menager od razu zaprowadził go dośrodka. Mieli niezłe narzędzia, ale nie tak nowoczesne jak w Chicago. Ale Harley nie narzekał. Co prawda miał pieniądze i mógłby nie pracować kilka miesięcy, ale nie chciał żyć za polisę ubezpieczeniową zmarłej żony, a poza tym wiedział, że jak nie bedzie pracował, to zwariuje.  
Po rozmowie odczuł, że odniósł bardzo dobre wrażenie na Bobie.
— Możesz zacząć od przyszłego poniedziałku?
— Oczywiście.
— To widzimy się o 7:30 rano. Miłego dnia.
Młody mężczyzna poszedł w kierunku swojej camry.
— Och, to tylko teraz abym cię znalazł jak najszybciej — pomyślał.

                                                                        *
Trójka wysiadła z BMW Karen. Był ładny i ciepły wieczór.  Dalia trzymała się blisko Karen. Od kilku minut czuła większe uczucie od Scotta, ale nadal było to dalekie od tego co emanowało od Karen.
Usiadły przy stoliku, a Scott podszedł do lady. Zamówił ulubiny jabłecznik dla Karen, sernik z truskawkami dla Dalii i czekoladowy tort z orzechowym kremem dla siebie i oczywiście złożył zamówienie na trzy cappuccino.
Wrócił do stolika.
— Czemu tu ludzie przychodzą. Nie można w domu zrobić kawy?
Karen się uśmiechnęła.
— Oczywiście, że można. Ale ludzie chcą być w otoczeniu innych ludzi. To chyba główny powód, prawda Scott?
— Chyba tak.  
Trzymał rękę Karen, ale spojrzał na Dalię.
— Czuję, że myślisz nadal o tym. Ludzkie reakcje są dziwne. Jesteś prawdopodobnie najmilszą i najsłodszą osobą jaką poznałem. Byłem po prostu zły o to co się stało. Prawdę mówiąc, nie wiem czy tak łatwo bym wybaczył i czy w ogóle bym wybaczył Karen, gdyby zrobiła to z mężczyzną. Potrzebuję trochę czasu i potrzebuję cie lepiej poznać. Myślę, że jestem na dobrej drodze, żeby cię pokochać.
Karen była lekko zaszokowana takim wyznaniem. Jej chłopak nie powiedział tego tak głośno, ale i tak rozejrzała się dyskretnie w koło czy ktoś nie usłyszał. Natomiast Dalia oczywiście o tym nie myślała. Poczuła się dużo lepiej, bo w momencie kiedy chłopak to powiedział, od razu odczuła zmianę.  
— Dziękuję, Scott. Ja dopiero się uczę. Muszę rozumieć nie tylko siebie, ale i zależności z innymi. Gdybym to wszystko wiedziała, umiałabym wyjść z tamtej sytuacji. Nie wiedziałam, że pomagając Karen, to spowoduje.
— Scott popatrzył na nia naprawdę z miłością.
— Ja jej wybaczyłem i tobie oczywiscie też. Już nie trap się tym. Ty nic złego nie zrobiłaś.  
Uścisnął delikatnie dłoń swojej dziewczyny. Nie chciał, żeby oskarżające myśli wróciły do niej.  
Kelnerka przyniosła kawy. Pozostała dwójka obserwowała brunetkę. Chcieli dostrzec czy jej będzie smakować.
— Gorzka.
— Trzeba posłodzić. Niektórzy nie słodzą. Może chcesz mieloną czekoladę na wierzch pianki, ja preferuję cynamon. Poczekaj.
Chłopak wziął filiżankę i podszedł do baru. Po chwili wrócił. Na piance rozsypł cynamon.
— Ładny zapach — przyznała Dalia.
Wsypała trzy torebki cukru i wymieszała łyżeczką.
— Zauważyłeś, Scott? Dalia jest doskonałym obserwatorem i natychmiast się uczy.
— Nie za bardzo mi smakuje — rzekła wypijając pół filizanki.
Scott nie bardzo się tym przejął co powiedziała.
— Może sernik bedziesz bardziej lubić.
Dalia posłała mu miły uśmiech i zaczęła jeść swoje ciastko.
— Dobre.  
Zjadła cały kawałek. Patrzyła jak Scott je swój tort i również zerkała na Karen.  
— Moge spróbować waszych kawałków?
— Jasne — uśmiechnęła się szatynka.
Scott odkroił kawałek swojego tortu i położył na jej talerzyk.  
Dziewczyna wszystko zjadła.
— Chyba już nie mogę i czuję, że muszę iść do łazienki.
— Och, pewnie dla tego, że kawa przyspiesza przemianę materii. Pójdę z tobą.
— Dam radę.
— Tu jest nieco inaczej. Tylko ci pokaże jak działa toaleta i wrócę, dobrze?
— Dobrze.
Scott został sam. Czuł, że naprawdę bardzo polubił brunetkę. Ale myślał też co zrobić by zdobyć dla niej dokumenty. Nie chciał by miała kłopoty z władzą, a to wydawało się nieuniknione.
Karen wróciła.
— Wszystko dobrze? — zapytał.
— Tak, łapie wszystko błyskawicznie. Spróbuj ją polubić. Ona nie widzi różnicy między lubić, a kochać.  
— Właśnie zacząłem. Jest niezwykłą i prawdomówną istotą. Aż nie mogę w to uwierzyć, że to wszystko prawda.  
Dalia wróciła po czterech minutach.
— Dlaczego prosiłaś bym położyła papier?  
— Powiem ci w domu. Muszę ci wiele powiedzieć jak się zachowywać w publicznych miejscach.
— Czy robię coś niewłaściwie?
— Nie. Tylko nie wszystko można mówić głośno.
— Rozumiem. Powiesz mi w domu.  
Posiedzieli jeszczekilka minut. Scott rozmawiał o różnych sprawach z szatynką, a Dalia siedział w milczeniu.  
— Wracajmy. Musze z nia porozmawiać, a nie ty możesz iść za późno spać.
— Tak, muszę wstać zaraz po szóstej.
— Czy jak już będę umiała się dobrze zachować w publicznych miejscach, pokażecie mi swoje prace? Chcę zobaczyć dzieci. Bo jeszcze nie widziałam. Ale interesuje mnie również co ty robisz, Scott.
— Och, naprawdę? Wiesz, że Karen nigdy nie była w mojej pracy ani ja w jej?
— Och. Skoro tak. Ale ja bym chciała zobaczyć. Chcę wiedzieć więcej. Jutro popatrzę na komputer. Tam jest sporo informacji.  
— Ciekawe co zrobisz za miesiąc, skoro wiesz już tyle po dwóch dniach.
Dalia popatrzyła na nią uważnie.
— Miesiąc to trzydzieści lub trzydzieści jeden dni. Ja będę tylko 28 dni, chyba że Harley mnie znajdzie wcześniej.
— Karen spojrzała na nią inaczej.
— Co znaczy 28 dni? Co potem?
— Nic, zniknę. Wy to nazywacie to śmiercią. Widocznie wiem jeszcze coś.
— Nie mówisz poważnie, prawda? — zapytał Scott.
—  Co masz na myśli?
— Żartujesz.
— Och już wiem. Mówię poważnie.Na razie nie umiem żartować. Żart jest odmianą kłamstwa. Ja chyba nie potrafię.
— Boże, musimy coś zrobić by Harley ją znalazł jak najszybciej.  
Karen zaczęła płakać.
— Jedziemy do domu, a ty spróbuj się uspokoić. To się nie stanie.
Dalia podeszła do Kareni dotknęła jej mokrego policzka.
— Nie płacz. Płacz nic nie pomoże. Jak Harley mnie znajdzie, będę żyć. A jak nie, to powiecie mu później, że go kochałam.
Karen nie mogła się opanować. Wobec tego Scott wziął ją za rękę, Dalię wziął drugą dłonią i wyszli. Posadził je na tylnim siedzeniu i ruszył. Dalia tuliła Karen i czuła nowe nie spotkane jeszcze uczucie płynące od szatynki.
— Wcześniej mnie kochałaś, a teraz to jest jeszcze mocniejsze. Jak to nazywacie?
— Żal — powiedział Scott.
— Dlaczego to ma?  
— Bo boi sie, że cię utraci. Karen naprawdę cię kocha.
— I ty mnie kochasz, tylko inaczej. Też się boisz, ale również inaczej.
Do samego domu nic nie mówili. Dalia pierwszy raz odczuwała coś takiego. Czuła rozkosz w środku, bo uczucie głownie od Karen sprawiało jej rozkosz, a jednocześnie chciała by oni tak już nie czuli. I nie wiedziała co z tym zrobić.  
Dojechali do domu. Po chwili weszli z garażu do salonu.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użył 3052 słów i 17568 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto