Pamięć cz 5

Niestety Scott się zapomniał i zanim zareagowała, pocałował ją w usta.
— Mówiłam ci, to zmyślana dziewczyna.
Wyszły. Karen cały czas trzymała ją za rękę. Miała ciemo bordowe BMW. Tym razem Dalia pozwoliła zapiąć sobie pasy. Ruszyły. Siedziała spokojnie, patrzyła przez okno i co chwilę zerkała na Karen. Ruch był słaby, w końcu już minęła druga w nocy. Szatynka walczyła z sennością.
— Jedziemy do mnie. Jest już późno i pójdziemy spać.
Powiedziała to i zastanowiła się, że pewnie na darmo. Bo Dalia nie robiła wrażenia, że coś rozumie.  
Szatynka dojechała przed swój dom po dwudziestu pięciu minutach. Otworzyła pilotem drzwi garażu i wjechała samochodem do środka. Dalia zachowywała się cały czas spokojnie. Co zdziwiło Karen, sama odpięła pasy.
— Mądra dziewczyna, wiedziałam.
Położyła torebkę na stole w salonie i wzięła dziewczynę za rękę.
— Idziemy się myć.  
Zdjęła wszystko z wyjątkiem majtek. Wzięła tubkę z pasta i szczoteczkę do zębów.
— Tego nie jedz — powiedziała z nadzieją, że dziewczyna zrozumie. Umyła zęby i wzięła drugą szczoteczkę i położyła pastę. Dalia czekała. Najpierw Karen prowadziła jej rękę, potem zdecydowała się zostawić jej kierownictwo. Dziewczyna chyba pojęła. Wypluła resztkę piany.
— Dobre — powiedziała.
Karen się roześmiała.
— Miałaś nie jeść.  
Pokazała jej jak wypłukać usta. Nie miała wielkich nadzieji, ale Dalia zrobiła to dobrze.
— A teraz się myjemy.
Zdjęła majteczki i chciała pomóc Dalii, ale ta sama się rozebrała.
— Brawo — pocałowała ją w policzek.
Dalia spojrzała na nią, uśmiechnęła się i pocaławoła ją w usta. Na szczęście tylko dotknęła jej warg, ale Karen i tak odczuła. Chciała coś powiedzieć, ale zrezygnowała. Pomyślała, że dziewczyna okazuje tym zadowolenie.
— Patrz.  
Weszła do kabiny, ale zmieniła zdanie. Pomyślała o tym jak dziewczyna może zareagować. Wyszły. Karen zostawiła uchylone drzwi i puściła wodę. Dopiero teraz waszły. Dalia patrzyła na nią. Karen wzięła gąbkę i polała na nią trochę błękitnego płynu o zapachu morskim. Zaczęła mydlić ciało. Myła wszystko, oczywiście intymne rejonu tylko dłonią. Poczuła się dziwnie, bo pomyślała jak jej to pokaże. A przecież te miejsca powinno się utrzymywać szczególnie czyste. Musiała pokonać opory.  
— Tu, gąbką. Ale tu, palcami — pokazała na łono.  
Dała jej wyciśniętą gabkę.
— Teraz ty.
Dalia wzięła płyn i zaczęła się myć. Niestety przeoczyła widocznie uwagę i przejechała za mocno gąbka po swojej intymności. Z tego powodu wpadło tam za dużo mydła, bo zaczęła robić miny i machać rękmi.
— Och, to moja wina.  
Karen szybko wzięła prysznic i skierowała w sam krok. Delikatnie wsunęła prysznic zupełnie blisko. Wolała to niż ją dotykać. Woda zrobiła swoje. Kiedy ją spłukała... upuściła prysznic. Powinna to wcześniej zauważyć, ale widocznie jej świadomość nie zarejestrowała tego faktu. Dalia nie miała pępka.
— O mój Boże, nie masz pępka. Skąd ty się wzięłaś.
Dalia patrzyła na nią i widocznie nie rozumiała jej reakcji. Szatynka musiała coś zrobić.
— Widzisz, ja mam. A ty nie.
Ale brunetka tylko się uśmiechnęła i pokręciła głową.
— Nie — powiedziała.
Karen pomagała się jej wytrzeć. Poszły do sypialni. Miała pokój gościnny, ale wolała mieć ją blisko. Zwykle spała nago, ale teraz nie mogła. Wzięła koszulę do spania i założyła. Podała drugą podobną, dziewczynie.
— Idziemy spać.  
Położyła się i odsunęła kołdrę. Ale Dalia stała.
Karen włączyła lampkę przy łóżku i zgasiła światło.
— No chodź.
Dalia weszła do łóżka i położyła się.
— Tak, dobra dziewczyna. Dobranoc.
Ale kiedy zgasiła światło, poczuła jak Dalia się do niej tuli. Wzięła jej dłoń i położyła sobie blisko serca.
— Skąd ty się wzięłaś, piękna.
Zasnęła prawie natychmiast.  
   Kiedy otworzyła oczy, świadomość wszystkich wydarzeń wróciła natychmiast. Dalia leżała zwinięta w kłębuczek zaraz obok. Ale po chwili, otworzyła oczy.
— Dzień dobry, kochanie — powiedziała Karen. Poleż sobie, a ja zadzwonię do pracy i Scotta.  
Wystukała numer na swojej komórce.
— Cześć, to ja. Wypadły sprawy rodzinne. Muszę wziąźć tydzień wolnego.  
Wysłuchała co mówi rozmówczyni, kierownik placówki.
— Nie, nikt nie umarł. Wiem, że powinnam uprzedzić wcześniej, ale nie mogłam. I tak nie brałam przez trzy lata urlopu. Dacie radę.
    Zadzwoniła do Scotta, ale nie powiedziała mu o swoim odkryciu. Pomyślała, że z facetami różnie bywa. Jeszcze się niechcący wygada i co wówczas.
— Hej, kochanie. Co tam u ciebie? Spałeś dobrze?
— Tak, a ty. Jak Dalia?
— Świetnie, uczy się. Umie już się ubierać i myć. Tylko połknęła wczoraj trochę pasty do zębów.
— Przyjedziesz później do mnie?
— Nie gniewaj się. Muszę ją uczyć. Ty możesz do mnie wpaść po pracy.
Szatynka zobaczyła, że Dalia idzie do łazienki.  
— Muszę kończyć, pa.
Poszła za brunetką. Zobaczyła, że ta siada na kibelku. Wycofała się. Usłyszała wodę, a po chwili, że używa kran.
— Dobrze jej idzie.  
Dalia wyszła z łazienki.
— Trzeba umyć ząbki. Tylko nie pij wody z pastą.  
Przygotowała sobie szczoteczkę.
— Teraz ty, Dalia — powiedziała.  
Dziewczyna zapamiętała wszystko. Zaczęły myć zęby. Karen skończyła pierwsza. Bardzo jej się chciało siusiu. Wachała się, ponieważ się krępowała, ale w końcu usiadła na desce. Wytarła się i spuściła wodę. Wstała i umyła ręce.
— Zrobimy śniadanie, a potem będziemy się uczyć. Cały dzień, chyba że się zmęczysz.
Wyszły z łazienki. Karen zdjęła koszulę i założyła majtki i stanik. Dalia miała trochę wieksze piersi niż ona. Dziewczyna się zaciekawiła.
— Jak chcesz to ci kupię albo lepiej Scott ci kupi. Masz większe piersi, będzie ci za ciasno.
Ale brunetka widocznie chciała przymierzyć. Karen dała jej inny stanik, jednak Dalia nie mogła go zapiąć. Miała większe piersi o co najmniej jeden numer i miała większą klatkę piersiową. Stała goła i patrzyła na Karen.  
— Zakładaj ubranie — pokazała na majtki.
Dziewczyna założyła i zaraz potem sukienkę.
— Dobrze wczoraj trafiłam. Kupiłam ja kiedyś i zatrzymałam, mimo że była za duża, ale się przydała.
  Wzięła miarkę i wymierzyła Dalię. Wysłała tekst do Scotta z prośbą, żeby kupił kilka rzeczy.  
Spojrzała na twarz dziewczyny.  
— Wiesz co, na razie nie będę ci pokazywać makijażu. W sumie dobrze ci bez. Masz mocną oprawę oczu i piękne, malinowe usta.  
Pocałowała je w policzek. Odwróciła się i zamierzała założyć bluzkę. Poczuła, ze Dalia za nia stoi.
— Co się stało, kochanie?
Dalia pocałowała ją w usta. Tym razem mocniej. Karen poczuła elektryczny szok. Nigdy nie całowała się z dziewczyną. Oderwała usta. Dalia dotykała swoje usta palcami. Uśmiechnęła się.
— Dobre.
I zanim Karen zdołała coś zrobić, pocałowała ją drugi raz. W tym momencie Karen poczuła rozkosz. I odruchowo wysunęła język. Dotknęła jej języka i wówczas oderwała wystraszona, swoje usta.
— Nie, nie — powiedziała.
Ale Dalia się uśmiechnęła.
— Dobre.
Karen też się uśmiechnęła i pomyślała, że będzie chyba musiała jej to pierwsze wyjaśnić. Tylko jak? Dalia miała świadomość dziecka, ale ciało dorosłej osoby, a to robiło swoje.
— Chorobcia. Jak ci źle wytłumacze, to dopiero będzie. Pocałunek to jeszcze nic takiego. Było miło, ale ja jestem ze Scottem. Nie robię tego z dziewczynami. Nie sądzę, że jesteś lesbijką.  
Dalia patrzyła na nią.
— Książka, komórka, salami, nóż, widelec, szynka, majonez, pomidor, mydło, woda, siusiu, spuścić wodę, odkręcić kran, sukienka.........Wymieniała przez wiecej niż pięć minut pojedyńcze słowa.
— Coś niesamowitego. Wszystko pamiętasz? Co to jest komórka, nóż i książka.  
Dalia wzięła komórkę z biurka
— Komórka.  
Podeszła do regału i wyjęła książkę.
— Książka.  
Rozejrzała się i w końcu znalazła kuchnie. Zaczęła odwierać szuflady i wyjęła nóż. W końcu podeszła do Karen i powiedziała.
— Lesbijka?
Rozłożyła ręce.
— No tak. Muszę ci powiedzieć. Miało być na końcu. Tylko jak? Ok, spróbuję.  
Podeszła do komputera i jej dłoń zawisła w powietrzu.  
— Lepiej nie. Bo jeszcze ci się spodoba i będę miała kłopot. Kocham Scotta.
Dalia spojrzała na nią i zmieniła się na twarzy.
— Dalia kocha Harley — wyszeptała.
Karen była zaskoczona ale też zdziwiona.
— Kochasz motor?
Dalia spojrzała na nią i powiedziała.
— BMW. Cichy motor. Harley nie motor. Harley życie.
I w tej chwili Karen zrozumiała.
— Twój ukochany ma na imię Harley, rozumiem.
Dalia podeszła do Karen. Wtuliła się w jej ramiona.
— Dalia kocha Harley, więcej niż Dalia.
  Karen nie bardzo wiedziała co zrobić. Poprzednio została zaskoczona faktem, że Dalia nie ma pępka.  Wobec tego mogła być androidem, albo produktem laboratorium. Wytarto jej pamięć. Bardziej pasowało jej to niż przypuszczać, że jej nowa, bezradna przyjaciółka jest robotem. Ale jej całe zachowanie wskazywało na to, że jest człowiekiem. Dalia była niezwylke ludzka. Karen raczej nie sądziła, że ludzie mają już takie możliwości, żeby coś takiego wyprodukować. Chyba, że Dalia powstała z połączenia komórki męskieji żeńskiej i została wychowana sztucznie w sztucznej macicy. Ale w takim razie w jaki sposób ją karmiono?  
Ale ostatnie przemyślenie wzburzyło ją jeszcze bardziej. Jej reakcja i co Karen odebrała, to ładunek uczucia. Kochała chłopaka lub mężczyznę o imieniu Harley. Czyli co? Pamiętała coś. Pamiętała swoje imię i fakt, że kocha kogoś. W takim razie może istniała możliwość, że jeszcze coś pamięta. To dodało szatynce jeszcze więcej motywacji, żeby ją uczyć. Bo Karen sądziła, że jeżeli nauczy dziewczynę mówić, dowie się więcej. Ale najpierw chciała zjeść śniadanie.
— Chodź, musimy coś zjeść.
Karen słusznie sądziła, że brunetka ma doskonałą pamięć. Postanowiła dać jej do wyboru różne potrawy. Zamierzała to dać Dali aby ona sama wybierała co chce jeść. Poza tym pomyślała, że może nauczy ją przyrządzać proste posiłki. Wyjęła chleb, masło, dżem. Ser żółty, pomidory, ogórki, rzodkiewkę. Szynkę, salami. Miała też wędzoną rybę. Wyjęła jogurty. Z owoców miała truskawki, jagody, maliny, jabłka, pomarańcze, ananasa, banana i arbuza. Dalia tylko patrzyła i nie przeszkadzała.
Karen kolejno pokazywała wszystko i podawała nazwy. Odkroiła wszystko po kawałku i dała jej spróbować.
— Zjedzi powiedz, które lubisz.  
Dziewczyna zjadła wszystko, uśmiechnęła się i powiedziała.
— Dobre.
Szatynka pomyślała, że na wybór jest jeszcze za wcześnie. Pokazała jak się używa nóż. Przypadkowo się skaleczyła. Syknęła z bólu. Mimo, że bolało zwróciła uwagę na reakcje Dalii. Ona wyraźnie odczuwała jej ból.  
Karen wyjęła plaster i zabezpieczyła ranę.  
— Trzeba uważać, boli.
Dziewczyna dotknęła policzka, na którym miała siniak. Pokazała cios ręką.
— Ron....boli.
— Och, pamietam. Mike coś mówił. Ktoś cię tam uderzył. Zapamiętałaś imię. Jesteś niesamowita.  
Karen zrobiła kanapki, dała jej jogurt i owoce. Do picia przygotowała herbatę. Przy okazji spróbowała zrobić jeden test. Pokazała jej ogień. Udała, że dotyka i zaimitowała ból. Tym razem nie odebrała odczucia u dziewczyny.  
— Gorące i bardzo gorące — pokazała na wrzątek i ogień. Chodź, sama zobacz.  
Tym razem dotknęła czajnika. Syknęła z bólu. Wówczas zauważyła zmianę na twarzy u brunetki.
— Zobacz, musisz sama wiedzieć.
Dziewczyna zrozumiała. Dotknęła gorącego naczynia. Szybko oderwała dłoń. Zaczęła nią machać. Karen podeszła do niej i zaczęła dmuchać. Został jednak mały czerwony znak.
— Trzeba uważać.  
Pokazała nóż i ogień.  
— Dobrze wykorzystany, pomaga. Źle, sprawia ból. Nie wiem czy rozumiesz?
— Rozumiesz — odrzekła Dalia.
Podeszła do blatu, na którym był nóż. Karen się wystraszyła, kiedy Dalia wzięła nóż. Dziwczyna ukroiła chleb.
— Dobrze — powiedziała.  
Potem dotknęła ostrzem palca, ale się nie skleczyła
— Źle — powiedziała i pokazała ból na twarzy.
— Świetnie, robisz postępy.  
Znowu się zapomniała i pocałowała ją w policzek. Zastygła i zastanawiała się co zrobi Dalia.  
Dziewczyna popatrzyła na Karen. Jednak po chwili ją pocałowała w usta. Ale tylko delikatnie.  
— Dalia kocha Karen.  
Szatynka nie wiedział co z tym zrobić.
— Mówiłaś, że kochasz Harleya?
Dalia jakby się zastanawiała. Podeszła do stołu. Wzięła truskawkę.
— Harley.
Potem wzięła jagodę.
— Karen.
A potem zjadła obie.  
— Rozumiesz? — zapytała.
Ale Karen nie wiedziała co powiedzieć.
— Wolisz truskawkę?
Pomyślała, że dziewczyna nie zrozumie słowa wolisz. Ale Dalia pokręciła głową. Wzięła truskawkę i zjadła.
— Dobra.
Potem wzięła jagodę i również zjadła.
— Dobra.
Następnie wzięła w jedną dłoń truskawkę, a w drugą jagodę. Pokazała Karen. Potem wzięła dwie truskawki w dłoń, a potem dwie jagody.
— Rozumiesz? — zapytała szatynkę.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użył 2445 słów i 13497 znaków, zaktualizował 3 wrz 2018.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto