Odium // Nathaniel

Wiem, że mogę zarazić się siedząc tak blisko niego, że mam obniżoną odporność i pewnie jeśli mój organizm złapie – jak na sieć - choć parę zarazków mojego chłopaka, spędzę w łóżku o wiele dłużej od niego. Nie narażam więc siebie tak bardzo jak narażam jego zdrowie, bo ja nie wstanę. Jak zwykle.
   Mimo argumentów, które przychodzą mi do głowy i które ewidentnie przemawiają za tym, żebym odszedł od niego na odległość choćby metr większą niż teraz, nie daję rady nawet napiąć mięśni. Zastanawiam się przez moment, czy ja w ogóle je mam, czy moje ciało nie rozleje się za chwilę po podłodze.
- Proszę, ja też chcę użyć tej kredki, a jest już resztka – czy tyle po nas zostanie? Kolor najrzadszej kredki w dzieciństwie? Czy mop wytrze tę cielistą plamę jak pędzel i wyciśnie ją do wiadra? Co dzieje się z wodą z wiadra?
   ,,Jak możesz w ogóle myśleć o tym, żeby się od niego oddalić?” słyszę wyrzut i realnie skruszony, spuszczam głowę, kurcząc się jeszcze bardziej niż przed momentem. Czy już się rozlewam?
     W trakcie mojego zamykania się słyszę pytanie, czy mógłbym przynieść mu tabletki i coś do picia. Oczywiście, że mógłbym, ale schody przez moment wydały mi się tak strome i nierówne, że boję postawić się na nich nogę. Nie trafię.
- Przynieś razem z opakowaniem, dobrze? – czy nie ufał mi na tyle, aby wziąć leki z mojej ręki? Musi się upewnić, czy nie podałem mu czegoś, co mogłoby mu zaszkodzić? Czuję się jakbym miał odgrywać rolę sadystycznego partnera znanego z książek kryminalnych. Może faktycznie jeszcze dziś popołudniu w naszym mieszkaniu zjawią się śledczy, a ja będę głównym podejrzanym.
- Rozumiem – odzywam się i mój głos brzmi jakbym był zły i rozczarowany jego słowami, ale to nieprawda. Naprawdę to rozumiem, zajęło mi to trochę czasu – sam nie wiem, czy były to minuty, czy sekundy – ale zdaję sobie sprawę, że bezpieczniej jest to sprawdzić. Nie dlatego, że jestem złym człowiekiem i chcę celowo skrzywdzić kogoś, kto jest dla mnie dobry, ale dlatego, że często mylą mi się różne rzeczy, zapominam do czego służą, tabletki też mógłbym pomylić. Przyniosę mu całe opakowanie, bo tak jest bezpieczniej. Naprawdę to rozumiem.
   Mam tendencję do psucia prostych czynności. Musi więc wstać i zrobić to sam.
- Przepraszam – mówię, gdy owija mi plastrem poraniony palec. Przecież to on potrzebuje opieki. Dlaczego sam nie odciąłem źródła krwawienia od reszty świata?
   To takie niesprawiedliwe, że gdy mi się coś dzieje on zawsze jest i reaguje w odpowiedni sposób, a ja mimo swojej obecności jestem totalnie bezużyteczny.
- I tak miałem zejść do łazienki – nieprawda. Wiem, że jest tak osłabiony, że nawet przez myśl mu nie przeszło, aby wstawać z łóżka, a co dopiero pokonać tyle schodów – nie pamiętam, kiedy sam je pokonałem - i samemu musieć sobie wszystko przygotować, bo ma zdrowego, ale niezdanego chłopaka.
   Godzinę temu zadzwonił usprawiedliwić swoją nieobecność w pracy. Choć zaczęło rozkładać go już wczoraj po wieczór, dopiero dziś ostatecznie podjął decyzję o zostaniu w domu.
- Kajetan, zarazisz pacjentów – dopiero to zdanie go przekonało. Nie padło ono z moich ust, w ogóle nie pomyślałem o jego pacjentach, myślałem o nim. Przecież on o wiele częściej jest narażony na zarażenie się od nich. Dlaczego nikt nigdy nie powiedział któremuś z chorych ludzi przychodzących do lekarza, żeby nie przychodził, bo może go zarazić?
   A co jeśli lekarze tak właśnie wolą umierać? Zaraził się od pacjenta – wypadek przy pracy, zdarza się.
   Mimowolnie wyobrażam sobie jego pogrzeb.
   Natalia jest jego bliźniaczką, czy więc i ona nie będzie nic czuć? Czy nic można podobnie współodczuwać, co ból? Czy jeśli rodzili się razem to razem też umrą i tamtego dnia z nim odejdzie i ona? Co wtedy z dzieckiem?
   Miriam nie będzie w pobliżu siostry, bo uzna, że ta chce być sama ze swoimi zaciśniętymi ustami. W przeciwieństwie do niej pewnie jawnie będzie czuła smutek. To dobrze, bo czy smutek nie jest lepszy niż nic? Jej troskliwy brat już nie będzie pomagał jej w przygotowaniach na egzaminy i nie będzie tańczył z nią, aby mogła ćwiczyć choreografię, gdy nie będzie w pobliżu jej partnera. Te wspomnienia wywołają łzy na jej twarzy i nie będzie nadążała z ich ocieraniem.
   Jego mama będzie płakać. Pogrzeb jest właśnie po to, aby płakać, aby zaciskać usta i ocierać łzy z twarzy. Jego mama naprawdę często płacze. Jak długo zajmie jej pozbycie się łez żałoby? Czy lata później wciąż po jej twarzy będą ciekły te same?
   Jego ojciec będzie stał z kamienną miną, ale nie potrafię wyobrazić sobie, co będzie czuł w środku.
   Przyjdzie cała pozostała siódemka naszych bliskich, z którymi nie łączą nas więzy krwi.
   ,,Tylko Ciebie by nie było” jak gdyby robił mi na złość, razem z tą myślą zauważam drewnianą skrzynię, jest zamknięta, a w środku jest mój chłopak. Zamknięty. W drewnianej skrzyni. Potem zakopią go pod ziemią, a jego bliscy będą podpalać wspomnienia o nim, jednocześnie kładąc kwiaty parę metrów wyżej.
- Nathan, wszystko okay? – dopiero po pytaniu Kajetana zauważam, że łzy ciekną mi po policzkach. Nic specjalnego. Po to jest pogrzeb.
- Tak, okay – mówię cicho, jeszcze przez moment zamyślony. -  Jaką mam minę? – pytam mimowolnie i jeśli Kajetan jest zaskoczony tym pytaniem, nie daje mi tego po sobie poznać. Czy on w ogóle zaskakuje się jeszcze moimi głupimi pytaniami?
- Kamienną, jak zawsze kiedy płaczesz – odpowiada bez zająknięcia.
   W jednej ręce trzyma kubek z herbatą. Jest jej tam mniej, niż wtedy kiedy sobie ją robił. Pewnie popił już tabletki. W drugiej ręce trzyma moją dłoń, co dostrzegam tylko jednym zmysłem i nie jest to zmysł dotyku.
   Pyta mnie, jak chciałbym spędzić dzień, czy może coś poczytam, zagram na gitarze? Nie chce, żebym był dziś w kuchni, dziś ewidentnie bym ją podpalił i spowodował znaczne szkody w naszym mieszkaniu i na swoim ciele. Odpowiadam, że chcę być dziś przy nim, choć to nieprawda. Dokładniej, chciałbym być przy nim zawsze.
    Gdybym wierzył, że gdzieś po śmierci się znajdziemy, prawdopodobnie nie byłbym na jego pogrzebie.
- Wiesz, że to dość nieodpowiedzialne z naszej strony? – chwilę zajmuje mi przypomnienie sobie, o czym wcześniej rozmawialiśmy. Z naszej strony, nie z mojej, z naszej. Dlaczego zawsze bierze wspólnie ze mną odpowiedzialność za moje zachowanie?
- Nie obchodzi mnie to – odpieram, jakbym miał piętnaście lat i rodzice właśnie oznajmili mi, że jeśli dalej będę wagarował to nie zdam do następnej klasy.
   Wspólnie kierujemy się na sofę. Kajetan nakrywa się kocem i podkłada sobie poduszki pod głowę. Ma zamknięte oczy, a ja siedzę po drugiej stronie tak, że stykamy się nogami.
   Obserwuję go – ciekawe czy to czuje - ma rozluźnioną twarz, robi to celowo.
- Nie marszcz brwi, jeśli boli cię głowa, spróbuj rozluźnić czoło – powiedział Grzesiowi, gdy tego zaatakowała migrena. Nie do wiary, że sam się do tego stosuje. Czy lekarze nakazujący rzucić pacjentowi palenie, sami nie kosztują tytoniu po pracy?
   Kubek ma owinięty rękami, jest mu tak ciepło, ale co jeśli zapomni o jego trzymaniu? Spadnie i gorący napój poparzy mu nadgarstki, albo rozpryśnie się już na podłodze i herbata poparzy mu oczy, a co jeśli resztki kubka też się tam dostaną i straci wzrok? Nieważne co się stanie. Naczynie spadnie, rozbije się i Kajetan po raz kolejny dzisiejszego dnia będzie musiał zbierać szkło.
   W naszym mieszkaniu niesamowicie często zbiera się szkło. To dlatego Kajetan zawsze kupuje więcej szklanek i kubków, nie myśli o gościach, myśli o tym, że znowu zapomnę napiąć mięśnie mając coś między dłońmi. Czy on też wątpi, że jeszcze je mam?
   Ma lekko ugięte nogi w kolanach, nie zapytałem, czy boli go również brzuch, choć powinienem.
- Kajetan? – zaczynam cicho, chociaż czuję wyrzuty sumienia, bo mam wrażenie, że i tak odezwałem się zbyt głośnio. A co jeśli był na granicy snu, a ja właśnie go obudziłem? Co jeśli mój głos był na tyle donośny, że rozbudził się i teraz nie będzie już w stanie odpocząć?
- Yhm? – lekko otwiera oczy. Naprawdę był na granicy snu. Czuję jak łzy nadchodzą mi do oczu, a moja lewa ręka postanawia z zawrotną prędkością poszybować w górę i jak gdyby nigdy nic zaraz wraca na dół.
- Boli cię brzuch?
- Nie – odpowiada krótko i dopija herbatę, po czym odstawia kubek na stół. Dźwięk zetknięcia się naczynia ze szklaną szybą niemal wywierca mi dziurę w głowie. Napinam ręce, zaciskam zęby i zamykam oczy. – Nathan, coś się dzieje? – słyszę, ale nie odpowiadam, bo nie mam pojęcia, kto w istocie o to zapytał, co jeśli to nie mój chłopak, a troskliwszy głos z mojego umysłu, który dochodzi do głosu bardzo rzadko. Nie odpowiadam na głos, bo Kajetan mógłby się zmartwić.
   ,,On wie, że jesteś szalony, gadanie do siebie niczego nie zmieni w jego oczach” i teraz już wiem, że tamtego pytania nie usłyszałem z własnej głowy.
   Niepewnie otwieram oczy i widzę, jak Kajetan rusza ustami, nie umiem czytać z ruchu warg i nie słyszę, co do mnie mówi. Przez moment ogarnia mnie panika – czy ja ogłuchłem? Słyszę tylko szum i dźwięk odstawianej szklanki, choć ona już od dawna leży w bezruchu.
- Nathan, w porządku? – słyszę. Jednak słyszę. Jasne, że słyszę, dlaczego choć przez chwilę myślałem, że jest inaczej? Czy jestem na tyle naiwny, by myśleć, że straciłem słuch, bo przez chwilę w moim umyśle był tylko szum? Czy nie wolałbym stracić słuchu?
- Przepraszam.
- Przez moment nie było z tobą kontaktu – informuje. - Już jest okay? – wzdrygam się. – Otworzyłem okno, ciężko oddychałeś – mówi i wstaje, aby je zamknąć. Wciąż tak samo blady i osłabiony wraca do mnie i zaczyna ocierać mi łzy z policzków.
- To ja powinienem wspierać cię w tym momencie.
- Nie płacz z tego powodu, proszę – kręci głową. – To tylko przeziębienie – mówi.
   ,,Będzie mu gorzej, bo przez ciebie musiał otworzyć okno.”
   Czy nie wolałbym się udusić?

Dodaj komentarz