Odium // Nathaniel

Gdy obudziłem się dziś rano nie myślałem o wyjściu z domu. Szczerze mówiąc nie myślałem nawet o wyjściu z łóżka. Właściwie z tego co pamiętam, w moim umyśle dominował obraz przedstawiający dach. Płaski, bez komina, czy anten, ale nie jestem w stanie przypomnieć sobie dlaczego go widziałem. Stałem na jego skraju i wpatrywałem się w dół. Nie wiem, czy scena odbywała się w mieście, czy na wsi, nie widziałem ziemi. Chyba nie chciałem skoczyć, ale zapewne nie ma to znaczenia. Myślisz o skraju dachu, więc co innego się w tym kryje? Przecież nie masz zamiaru montować rynny, bo przeszkadza ci woda, która ścieka ze ścian twojego domu podczas ulew.  
   To był zapewne wieżowiec, ale chmury mnie nie otaczały. Nie mam pewności, czy w ogóle było tam coś poza dachem, nie wiem nawet czy ja tam byłem.  
   Powracam do rzeczywistości, leżę w łóżku. Utwierdza mnie to w przekonaniu, że nie było mnie, ani drapacza chmur, był tylko dach.
   Jestem prawie pewien, że gdy otworzyłem na dobre oczy – był ranek. Nie wstałem od razu i nie miałem zamiaru w ogóle ruszać się z bezpiecznej przestrzeni, zwłaszcza, że Kajetan był w domu. Nie spał, przecierał kurze na regałach stojących przy łóżku, ale to nic nie znaczy. On zawsze wstaje wcześnie. Nic nie znaczyły też jego rozbudzone oczy – on zawsze jest rozbudzony i pije dużo kawy. Dzisiejszego ranka nic nie miało znaczenia. To miał być jeden z tych dni, które w całości spędzam pod kołdrą, wiedząc, że jest przy mnie ktoś kto może mnie obronić.
   Jestem jednak w tym momencie z Natalią w ogromnej galerii handlowej. Siostra bliźniaczka mojego chłopaka spodziewa się dziecka, więc jej zakupy mają usprawiedliwienie, jeśli tylko podczas nich kupi coś dla przyszłego członka rodziny.  
- Boję się, że będę okropną matką – wzdycha ciężko, przeglądając dziecięce ubrania. Słyszę to stwierdzenie już chyba piąty raz dzisiaj, ale w stosunku do paru ostatnich miesięcy zapewne tysięczny.  
   Przyglądam się szyldom informującym, o podziale ubranek na dziewczęce i chłopięce, starając się jak to tylko możliwe, unikać ludzi. Tych prawdziwych, jak i tych z tworzyw sztucznych. Ludzie w każdej postaci, gdy są zbyt blisko, wywołują lęk.
- Nie będziesz – zapewniam i robię wszystko, aby mój głos brzmiał pewnie.  
- Jestem strasznie nerwowa – mówi, ignorując moje wcześniejsze zapewnienie. – Co jeśli ono coś przeskrobie? To ja będę tym złym rodzicem, Tomek pewnie nigdy nawet nie podniesie głosu na dziecko – opuszcza ostentacyjnie ramiona w geście bezradności.  
   Nie odzywam się. Pewnie powinienem coś powiedzieć, ale nie wiem co, więc próbuję jedynie nadążyć za Natalią, ale się nie odzywam. Kierujemy się z prawie pustym koszykiem do kasy. Kasjerka próbuje uprzejmie zadać Natalii parę luźnych pytań odnośnie jej ciąży, ale ta nie jest w humorze do rozmowy. Wychodzimy ze sklepu.
- Masz siłę wejść gdzieś jeszcze? – pyta. I mimo że jedyne o czym marzę to wrócić do łóżka – kiwam głową.  
   ,,Musisz się nauczyć mówić nie” wybrzmiewa głos w mojej głowie i mógłby on należeć do kogokolwiek. Do Kajetana, Grzesia, mojego taty lub psychoterapeuty – każdy z nich mi to powtarza. Lub powtarzał. Ale głos w mojej głowie nie należy do żadnego z nich. Wyrzuty sumienia. Zdrowy rozsądek.
   Przechodzimy jeszcze parę metrów, a ja powoli zaczynam czuć zmęczenie, oddycham coraz szybciej i łapczywiej, Natalia to zauważa.
- Jejku, sorki, że tak pędzę – mówi i wskazuje na ławkę. – Odpocznijmy.  
   Siadamy więc na ławce, która ma kolor jasnego drewna.  
- Dzięki, że mimo wszystko zawsze chodzisz ze mną na zakupy – uśmiecha się moja towarzyszka, ale nie patrzy na mnie. Obserwuje ludzi, więc i ja zaczynam to robić, szybko jednak zdaję sobie sprawę, że to zły pomysł, bo są tutaj tłumy, a ja nie chcę dostać ataku paniki w miejscu pełnym ludzi, błędne koło. – Wiem, że boisz się ludzi – mówi jakby czytała mi w myślach. – Nie przepadasz za zakupami, a zwłaszcza wtedy, gdy kupujemy rzeczy dla dzieci, bo za nimi też nie przepadasz, a mimo wszystko zawsze, gdy cię poproszę idziesz ze mną. Chciałabym wierzyć, że to coś więcej, niż tylko twoja nieumiejętność odmawiania.
- Zdecydowanie wolę nasze wspólne wieczory w domu. Przy winie – dodaję, ale oboje dobrze wiemy, że to słowo ,,dom” miał kluczowe znaczenie. – Choć wiem, że teraz nie możesz – patrzę znacząco na jej brzuch.
- Przejebane, nie? – mówi. – Boże, nie mów Kajetanowi, że przeklinam przy dziecku, bo mnie zabije! – szybka bitwa światopoglądowa rozgrywa się w moim umyśle, czy to już dziecko, czy jeszcze nie. Nie staję po żadnej stronie, aby nie dawać mojej głowie powodów do nienawiści. Szybko dociera do mnie, że nienawidzę się za to, że nie mam własnego zdania.
- Jasne – uśmiecham się. W miejscach publicznych uśmiecham się o wiele częściej, mimo że to w domu jestem mniej spięty. Tak mi się wydaje. – I tak, w zasadzie myślę, że masz przejebane – wzdycham ciężko, gdy moja samozwańcza hiperwentylacja zaczyna odpuszczać.
   Odruchowo sięgam do kieszeni po paczkę papierosów, ale w porę przypominam sobie, że nie palę. Rzuciliśmy razem ze znajomymi w momencie, kiedy Grześ zaczął odczuwać mocne bóle głowy, trzymaliśmy się tego, kiedy Darkowi zamknęli palarnię w pracy i teraz, w momencie gdy Natalia zaszła w ciążę. Czasem sam sobie zazdrościłem tak lojalnych ludzi dookoła.
   Tylko Kajetan nigdy nie palił. Nigdy nawet nie zapalił na spróbowanie. Odpychał go zapach papierosów i mój, jeśli przed naszym spotkaniem zapaliłem.
,, - Przecież pijesz kawę, to też uzależnienie! – oburzył się Darek, gdy Kajetan po raz kolejny skrytykował nas za palenie, mówiąc, że zniszczymy sobie płuca.
- To nie uzależnienie, panuje nad tym – odparł wtedy.
- Wiesz, że każdy uzależniony tak mówi – wtrącam się i już nikt się nie odzywa. A przynajmniej nie pamiętam, żeby ktoś się odezwał.”
- Wszyscy mi gratulują, ty powinieneś mnie jakoś pocieszyć – śmieje się Natalia przywołując mnie do stanu świadomości.
   Wstaję powoli z ławki, upewniając się, że na pewno miała kolor jasnego drewna.
- Za osiemnaście lat się wyprowadzi – Natalia wybucha głośniejszym śmiechem i idziemy dalej.

   Zwalniamy przy stoisku, na którym można kupić zmiksowane owoce. W końcu stajemy na dobre, Natalia zamawia nam napoje, a ja zamieram. Zawieszam się, po prostu, nic specjalnego, przecież często tak mam. Ale po chwili zauważam osobę stojącą parę metrów za stoiskiem. Wysoka, ubrana na szaro i odnoszę wrażenie, że i jej skóra nosiła tę barwę. Miała długie, piękne włosy, ale nie kasztanowe.
   Bezbarwna postać patrzy na mnie. Wiem to, bo w końcu podniosłem wzrok, aby na nią spojrzeć i gdy tak patrzeliśmy na siebie, czułem chłód. Czy ona mruga? Zastanawiam się nad tym jeszcze chwilę.
   Szczypanie się nic nie daje, próbowałem mnóstwo razy, ale to tylko bujda. Gdy śnię również czuję uszczypnięcia i słyszę głos mojego chłopaka zapewniającego, że wszystko jest prawdziwe. Dlatego gdy budzę się ze snu po raz piąty jednej nocy – chociaż Kajetan twierdzi, że obudziłem się po raz pierwszy – ciężko mi ufać jego zapewnieniom.  
   ,,Nathan, to już naprawdę nie sen” słyszę i wnet mój wzrok napotyka znajomego mężczyznę w rogu pokoju. To ciekawe, dlaczego każą dzieciom uważać tylko na nieznajomych. Budzę się zalany potem ,,spokojnie, to był tylko sen, już jest w porządku, obudziłeś się” słyszę tuż przed odgłosami duszenia kogoś piętro niżej. Podejrzewam, że się powiesił, chociaż nikt pod nami nie mieszka. Budzę się, ciężko oddycham i słyszę zapewnienie, że jestem bezpieczny, ale to nie ma znaczenia, bo wiem, że za chwile wydarzy się coś strasznego i kolejny raz zbudzę się ze snu, który nie był snem.
   Kiedy tak naprawdę ufać rzeczywistości? Kiedy mam wiedzieć, że naprawdę się obudziłem? Gdy nie dzieje się nic złego przez godzinę? Dwie? Często zadaję sobie te pytania. To wszystko może równie dobrze być tylko snem, każdy widok zza okna i stąpanie po zimnej, mokrej trawie.
   Wciąż stoję wpatrzony w szarą postać naprzeciw mnie i powstrzymuję się, aby nie nazwać jej po imieniu, łatwiej wymawia mi się je na głos, niż w myślach. W głowie brzmi bardziej pusto.  
   Tym razem też mógłby być to sen, ale nie szczypię się. Próbuję przygotować się na wszystko. Ktoś może się za moment powiesić, ktoś kogoś zastrzeli, przyjdzie tu ktoś komu ufam i zrobi mi krzywdę. A ja mimo tej świadomości nigdy nie będę przygotowany.  
   Myślę o wszystkich - możliwych i mniej - scenariuszach, a Natalia potrząsa mną i zza oceanu, jaki panuje w moich uszach udaje mi się wychwycić słowa układające się w pytanie, co się dzieje. Kiwam powoli głową, zdając sobie, że nie była to dobra odpowiedź. Spoglądam w miejsce, gdzie przed momentem stała postać wywołująca w mojej głowie lawinę myśli. Nawet nie zanotowałem, w którym momencie odwróciłem wzrok i gdzie był ulokowany w tym czasie. Nie było jej.  
   Natalia posyła wcześniejszą sytuację w niepamięć i podaje mi koktajl, z którego wcześniej wyjęła słomkę. Jestem jej za to wdzięczny, chociaż napój jest tak gęsty, że i jego ledwo potrafię wziąć do ust.  

   W drodze do domu Natalia wciąż mówi o wszystkich wątpliwościach jakie wzbudza w niej bycie rodzicem. W końcu żegnamy się. Przekraczam próg mieszkania, gdzie czeka na mnie Kajetan z uśmiechem na twarzy. Pije kawę i przegląda artykuł o samochodach, ale widząc mnie natychmiast porzuca wszystkie czynności, jakimi się do tej pory zajmował. Powinienem się cieszyć.
- Trochę wam zeszło – śmieje się. – Pewnie jesteś zmęczony, co? – padam na kanapę nie odpowiadając. To nie tak, że się na niej położyłem, ja po prostu padłem na twarz. – Jak było? – pyta mój chłopak, ponosząc moje ciało do wygodniejszej pozycji.
- Mało pamiętam – mówię. – Ludzie, ubrania, mnóstwo ludzi, wątpliwości twojej siostry odnośnie bycia matką, jeszcze więcej ludzi, ogólny hałas, tłumy i gęsty koktajl – nie wspominam tylko o jednej rzeczy. – Podasz mi telefon? – pytam, mając położone nogi na jego kolanach. Ten nachyla się i podaje mi urządzenie. – Miałem takie przebłyski, w sensie… czasami traciłem świadomość, w domu zdarza mi się to rzadziej niż na zewnątrz.  
- To prawda, poza domem częściej się wyłączasz – potwierdza i masuje mi kostki, czego nie odbieram jako coś złego, mój zmysł doszukiwania się drugiego dna jest już dziś przemęczony.
   ,,Przyjadę jutro przed zajęciami.” – czytam w odpowiedzi od przyjaciela.
- Czuję się fatalnie – mówię i odkładam telefon. – Od rana niczego nie jestem pewien – moja dusza zaczęła się wylewać, a Kajetan próbował ją uspokoić.
   Wydaje mi się, że zaraz potem zasnąłem. Ale może tak naprawdę w ogóle się nie obudziłem.

2 komentarze

 
  • Aaurita

    Bardzo mi się podoba, wspaniałe są te opisy, a ten fragment o ufaniu rzeczywistości jest genialny! 😍 I motyw snów również. Świetnie piszesz

  • Emilka

    Super jak zawsze <3