Odium // Nathaniel

   Nie wychylam się. Kajetan i Grześ rozmawiają, ja siedzę między nimi, ale się nie wychylam, nie chcę im przeszkadzać. Nie odzywam się, bo nie mam do powiedzenia nic konkretnego. Rozmawiają o studiach, a ja na nich nie byłem, więc usta otwieram tylko, gdy jeden wdech nosem mi nie wystarcza i muszę zaciągnąć gwałtownie jeszcze parę haustów powietrza. Za każdym razem kiedy to się dzieje Kajetan łapie mnie za rękę i pyta, czy wszystko w porządku, a ja kiwam głową.  
   Kiedyś bardzo chciałem studiować prawo lub filologię angielską. Potem jednak sam zacząłem uczyć się tego, czego chcieliby nauczyć mnie na studiach, więc uznałem, że to zbędne, przecież musiałbym być wśród ludzi, tego samego mogę nauczyć się w domu, sam.  
   Chciałem studiować dla taty, nie wywierał na mnie żadnej presji, ale wiem, że zależało mu na tym, abym poszedł na studia. Wiem, że był rozczarowany kiedy nie zdałem matury, ale starał się tego nie okazywać, mówił, że to nie moja wina, że atak paniki mógł mi się zdarzyć w każdym momencie, a to, że dostałem ataku akurat na parę minut przed maturą nie jest niczym złym. Obwiniał stres.
   Miałem podejść do niej jeszcze raz w sierpniu. Do tego czasu jednak sporo się wydarzyło. Nie podchodziłem do egzaminu w drugim terminie ani za rok. W zasadzie nie zdałem matury do dzisiaj, ale już nie czuję takiej potrzeby, nie pójdę na studia, bo nie ma już osoby, dla której chciałem to zrobić.  
   Wiem, że motywacja jest ważna, Grześ mówi mi, abym chwytał się najbardziej błahych spraw, w momentach kiedy tak bardzo mi się nie chce. Mówi, że najgorszy jest bezkres, że to tak jakbyś był pośrodku oceanu i z żadnej strony nie widział lądu. Płyniesz, ale w pewnym momencie Twoje mięśnie tracą siłę, ty tracisz siłę. Nie chce ci się płynąć dalej, bo nawet nie wiesz, czy w końcu pojawi się jakiś ląd. Topisz się. Według badań człowiek zanim umrze przez utonięcie, jest świadomy jeszcze około sześciu minut. To bardzo długi okres czasu dla kogoś, kto dobrze wie, że umiera, że pośrodku ogromnego oceanu nigdy nikt go nie znajdzie.  
   Wiem, że czynnik mobilizujący do działania jest ważny, ale ja już go nie mam. Moim zdaniem motywacja to coś strasznie ulotnego, jutro może ona stracić swoją wartość lub zwyczajnie wpaść pod koła samochodu.  
- A Maciek jak? - słyszę pytanie płynące z ust mojego chłopaka.
- Błagam Cię, Maciek jest najsilniejszą osobą w tym wszystkim i mam nadzieję, że to nie pozory.
   Wiem, że nadal rozmawiają, ale ich słowa wydają mi się bardzo odległe, jak gdyby za szybą. Za grubą, białą szybą.  
   Nie wiem ile czasu minęło od kiedy ostatni raz wychwyciłem jakieś słowa należące do mojego przyjaciela lub chłopaka. Gwałtowne odrzucenie mojej ręki przywróciło mnie do stanu świadomości.  
- Jest okay? - pyta Grześ.
- Tak - odpowiadam cicho.
   Często mi się to zdarza. Czasem przez całe moje ciało przechodzą dreszcze, innym razem po prostu się wzdrygam, ale najczęściej nieświadomie odrzucam rękę ku górze. Kajetan namawia mnie, abym w związku z tym udał się do neurologa lub powiedział o tym psychiatrze - jeśli miałoby to związek z innego typu nerwami - ale jeszcze się na to nie zebrałem.

   Rażące słońce wskazuje na południową porę dnia. Grześ jakiś czas temu wyszedł, udając się do pracy, ale ja wciąż siedzę tam, gdzie siedziałem, gdy jeszcze tu był.  
- Kajetan?  
- Na górze! - słyszę.
   Przez moment się waham, lecz w końcu wstaję i niezdarnym krokiem wspinam się po schodach.
- Co robisz? - pytam, gdy zauważam swojego chłopaka z wpół nałożonymi spodniami i niezapiętą białą koszulą.  
- Przebieram się i ogarniam jakieś fajne miejsce na wyjście - odpowiada, unosząc telefon, który trzyma w ręku.
- Dlaczego robisz tyle rzeczy na raz? Najpierw się ubierz do końca, a później zajmij się telefonem - proszę.  
- Po prostu nie mogłem się doczekać. Szukanie jakiegoś miejsca, w którym jeszcze nie byliśmy zawsze mnie szalenie ekscytuje - tłumaczy się z uśmiechem.
   Uśmiechnąłem się pod nosem.
   Kajetan prawie codziennie stara się wyciągnąć mnie z domu. Kocha nowe lokalizacje, więc praktycznie nie zdarza się, abyśmy dwa razy znaleźli się w tym samym miejscu.  
   Siadam na skraju łóżka i czekam, aż Kajetan skończy wszystko co zaczął.  
- Możemy iść - oznajmia w końcu.
- Gdzie? - pytam sceptycznie. Lubię spędzać z nim czas, ale.. - Dlaczego nie możemy posiedzieć w domu? Jest tu cicho, bezpiecznie, nie ma ludzi…
- Ty aspołeczny człowieku! - śmieje się i podchodzi do mnie. - Na zewnątrz też jest bezpiecznie, z tego co wiem, nie panuje żadna epidemia, nie są też rozpylone żadne chemikalia szkodzące zdrowiu, czy twojej nieskazitelnej twarzy.  
   Widząc moją minę, która wciąż nie jest zadowolona z tego, że musi opuścić to miejsce, dodaje:  
- W nocy bałeś się nawet w domu.
- Ale potem przyszedłeś.
- Tam dokąd idziemy też z tobą będę - zapewnia i przybliża usta do mojej ręki.
- A gdzie idziemy? - pytam.  
- Niespodzianka.
- Nie lubię niespodzianek.
   Kajetan nic nie robi sobie z ostatniego wymówionego przeze mnie zdania. Wstaje i pomaga wstać mi. Jest o wiele silniejszy ode mnie, więc gdy mnie podnosi nie towarzyszy temu praktycznie żadna siła oporu.  

   Park był ostatnim miejscem, które podejrzewałem, a jednak to właśnie w nim wylądowaliśmy. Mój chłopak zwykle wolał miejsca typu place zabaw, bary (głównie te, w których można było kupić kebaby), kino, a jedyne parki w jakich dotąd byliśmy to parki rozrywki.  
   Nie spodziewałem się, że ostatecznie będziemy stać przy moście w miejscu prawie całkowicie zielonym, nie licząc ławek, które były białe i właściwie stanowiło to jedyny powód, dla którego na nich nie usiedliśmy.  
   Stoimy przy moście i patrzymy na strumyk przepływający pod nami. Kajetan lekko się uśmiecha.  
- Jejku, to jest takie cudowne - mówi, nie odrywając wzroku od wody.
- Co takiego? - pytam.
- No… to wszystko - zaśmiał się. - Na przykład te rybki są cudowne, ogólnie jest tak ciepło i są tu piękne widoki. Nie wspomnę o tym, że jestem tu z tobą. Mógłbym tak całe życie.
- Czy twoja idealna wizja przyszłości opiera się na staniu przy moście i podziwianiu ryb? - pytam, unosząc brwi ze zdziwienia. Wiem, że jemu naprawdę mało potrzeba, aby był szczerze szczęśliwy. Wiem to, ale wciąż nie potrafię tego zrozumieć.  
- W tej wizji przyszłości jesteś jeszcze ty. I wbrew pozorom nie skaczesz z tego mostu - śmieje się. Wciąż się śmieje. Jego śmiech potrafi być zaraźliwy, podejrzewam, że dlatego lekko uśmiecham się mimo że żart ten powinien mnie ruszyć.  
   Przez chwilę stoimy w kompletnej ciszy, aż w końcu Kajetan łapie mnie za rękę. Z perspektywy przechodniów to zwykła czynność, ale nie z mojej. W głowie zaczęło pojawiać mi się setki tysięcy myśli. Próbowałem to powstrzymać, ale tylko przez moment. W końcu się poddałem, bo walka z tym nigdy nie ma sensu.  
   Nie przepadam za fizyczną bliskością z innymi ludźmi. Wczoraj nie miałem nic przeciwko, dzisiaj rano też było dobrze, ale teraz? Teraz najbardziej delikatny dotyk potrafi być dla mnie bolesny. Nie, nie bolesny. Dotyk nie boli, nie parzy jak polanie się kawą, nie łamie kości, nie ogłusza. Dotyk nie może boleć.  
   Nie wiem, jak nazwać uczucie, które towarzyszy mi przy kontakcie mojej ręki z inną. Nie potrafię znaleźć odpowiedniego słowa, choć nieraz próbowałem. Chciałem, aby zmysł czucia innego ciała dał mi chociaż ten minimalny profit - wzbogacenie swojego słownictwa.  
   Szukanie pozytywów? Czy zaczynam być optymistą?  
   Jednak jeszcze nigdy nie wpadłem na to jak określić to uczucie mrowienia, lęku, paniki, strachu, kiedy nie potrafię się cofnąć i zaoponować. To nie jest zwykła panika, ani zwykły strach przed ruchem.  
   Dlaczego moi przyjaciele - słownik wyrazów obcych i synonimów - nie potrafią pomóc mi w tej sytuacji?  
   Jeden z psychologów, u których byłem, mówił, że warto nazwać zjawisko, którego chcemy się pozbyć, a wtedy będzie łatwiej. Nie wspomniał jednak, że sama próba zdefiniowania go będzie wykańczająca.  
   Dotyk był też w pewnych momentach obrzydliwy. Głównie, kiedy wchodziliśmy z Łukaszem na działkę, a starszy mężczyzna otwierał nam drzwi i mówił, abyśmy się rozgościli. Parę momentów później dotyk był przekleństwem.  
   Dotyk jest obrzydliwy, bo moje ciało jest obrzydliwe. Nie rozumiem, dlaczego ludzie chcą mnie dotykać. Czasem patrzę w lustro i widzę tam jedynie wychudzonego nastolatka o czerwonych włosach i twarzy tak samo kościstej jak reszta ciała.  
   Wiem, że przy moim wzroście i wieku powinienem ważyć więcej, aniżeli niecałe pięćdziesiąt kilogramów. Zdrowy rozsądek mówi sam za siebie, bywają jednak chwile, kiedy nie słucham co ma mi do powiedzenia.  
   Wiem, że ludzie okazują sobie uczucia, na początku uścisk dłoni wystarczy, ale co potem? Dlatego wolę się nie angażować, unikam jak ognia uścisków na powitanie, czy innych tego typu okropnych zwyczajów.
   Kajetan wie, dlaczego moja ręka drży, dlatego szybko się reflektuje i odsuwa na moment. Nie chcę widzieć w nim agresora...
  - Nathan… - zwraca na siebie uwagę.  
   Unoszę rękę, która powstrzymuje jego dalsze słowa.  
- Wiem.
   Zbyt często mi to tłumaczą. Wiem o tym tak samo jak o mojej niedowadze. Zdrowy rozsądek.  
- Po prostu to jeden z tych momentów, kiedy przypomina mi się to wszystko, co niekoniecznie powinno, dlatego się bronę to nawyk, ale zdaję sobie sprawy, że nie zrobiłbyś mi nic złego - ponoć najlepszą metodą jest szczera rozmowa, kiedy wyjaśnicie sobie wszystko, co macie do wyjaśnienia. Bez kłótni, bez krzyku, bez płaczu.  
- Okay - mówi stanowczym tonem, ale nie jest zły. Kajtek nie potrafi się wściekać. Gdyby potrafił na pewno byłby teraz zły.  
- Przepraszam.  
- To nie twoja wina - mówi. Wszyscy tak mówią.

260 czyt.
100%4
XPISARZYKY

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i fantasy, użył 1854 słów i 10082 znaków

Dodaj komentarz