Odium // Nathaniel

Nie wychylam się, staram się zachowywać jak najciszej i jak najmniej rzucać się w oczy. Kajetan siedzi przy mnie, a Grześ wygląda jakby był naprzeciwko, choć w istocie są do siebie jedynie zwróceni w ten sposób. Trójkąt prostokątny. W twierdzeniu nigdy nie było rozpatrywane, czy dwie osoby mogą siedzieć naprzeciw siebie mimo że siedzą po dwóch stronach kąta prostego. Przyprostokątne.
   Nie wychylam się. Kajetan i Grześ rozmawiają, ja siedzę między nimi – kąt prosty – ale się nie wychylam, nie przeszkadzam. Nie odzywam się, bo nie mam nic do powiedzenia, rozmawiają o studiach, a ja nie uczęszczam i nigdy nie uczęszczałem na studia.  
   Otwieram więc usta tylko w momencie, kiedy jeden wdech nosem nie wystarcza mojemu organizmowi i muszę zaciągnąć gwałtownie jeszcze parę haustów powietrza. Staram się zachowywać jak najciszej potrafię, ale kiedy to się dzieje, zerkają na mnie od niechcenia i pytają, czy wszystko w porządku.
- Tak przepraszam – mówię i znów jestem tylko ozdobą.
   Nie wiem, czy kiedykolwiek chciałem studiować.
   ,,Tomek poszedł na studia, Grześ poszedł na studia, Piotrek też, Dagmara nawet przeprowadziła się do innego miasta, aby studiować na lepszej uczelni, a ty, Nathan? Na jakie studia ty pójdziesz?” - widziałem te pytania w oczach mojego taty, nie wywierał na mnie presji, ale czasem pytał i wiem, że mu zależało.
   Ale ja i głos w mojej głowie wiedzieliśmy, że nie nadaję się na żadne studia, że nie zdam nawet egzaminów w szkole średniej, że ledwo udało mi się zdać te gimnazjalne i czasem myślałem z frustracją, czy naprawdę tylko my to widzimy.
   Nie wiem, czy kiedykolwiek chciałem studiować dla siebie, czy w ogóle podobała mi się wizja studiowania - która według wielu była takim magicznym czasem w życiu – ale jeśli przemknęło mi to niegdyś przez myśl to jedyną motywacją było to, aby uszczęśliwić mojego tatę. Nie myślałem o wiedzy, o którą mogę się wzbogacić, ani o przyszłych szansach na rynku pracy, myślałem o tym, żeby go w końcu uszczęśliwić jakimkolwiek moim działaniem, bo do tej pory powodowałem jedynie rozczarowania.
   Wiem, że motywacja jest ważna. Grześ stale powtarzał mi, abym chwytał się w tym celu najbardziej błahych spraw. Mówił, że najgorszy jest bezkres, że to tak jakbyś był pośrodku oceanu i z żadnej strony nie widział lądu.
   ,,Dlaczego on czasem wątpi w swoje umiejętności wypowiadania się? Wiem, że kiedyś wyłącznie powtarzał. Powtarzał to co usłyszał, bo nie wiedział co mówić, ale od kiedy nauczył się, co mówić, nie powinien mieć żadnych wątpliwości, że przedstawia to w naprawdę piękny sposób, ale ma wątpliwości i jest to twoja wina, bo jak miałby uwierzyć w to, że potrafi przekazywać swoje myśli skoro ty wciąż ich nie rozumiesz” – moje oczy się uśmiechnęły. Wiem, że to moja wina, ale to takie miły kiedy ktoś chwali twojego przyjaciela, nawet jeśli przy okazji karci ciebie. To nic nie znaczy, wiem, że zasłużyłem.
   Próbuję sobie przypomnieć dokładne słowa mojego przyjaciela:
- Płyniesz, ale w pewnym momencie twoje mięśnie tracą siłę, ty tracisz siłę – Grześ z uśmiechem na twarzy przywołuje sytuacje, kiedy jego brat znacząco gestykuluje, ale - mam wrażanie – czasem nie zdaje sobie sprawy, że sam to robi – nie chcesz i nie masz motywacji, aby płynąć dalej, bo nawet nie wiesz, czy w końcu pojawi się jakiś ląd. Topisz się.
   Kiedyś czytałem, że człowiek zanim umrze przez utonięcie, jest świadomy jeszcze około sześciu minut. To bardzo długi okres czasu dla kogoś, kto dobrze wie, że umiera, że pośrodku ogromnego oceanu nigdy nikt go nie znajdzie.  
   Wiem, że czynnik mobilizujący do działania jest ważny, ale ja już go nie mam. Moim zdaniem motywacja to coś strasznie ulotnego, jutro może ona stracić swoją wartość lub zwyczajnie wpaść pod koła samochodu.  
- A Maciek jak? - słyszę pytanie płynące z ust mojego chłopaka.
- Błagam Cię, Maciek jest najsilniejszą osobą w tym wszystkim i mam nadzieję, że to nie wyłącznie pozory.
   Wiem, że nadal rozmawiają, ale ich słowa wydają mi się bardzo odległe, jak gdyby za szybą. Za grubą, białą szybą.  
Nie wiem ile czasu minęło od kiedy ostatni raz wychwyciłem jakieś słowa należące do mojego przyjaciela lub chłopaka. Gwałtowne odrzucenie mojej ręki przywróciło mnie do stanu świadomości.  
- Jest okay? - pyta Grześ.
- Tak - odpowiadam cicho.
      Czasem mój organizm bardziej prowokuje i oprócz zmuszenia mnie do otwarcia ust każe mojemu ciału ruszać się w nienaturalny sposób. Bywa, że przez całe moje ciało przechodzą dreszcze, innym razem po prostu się wzdrygam, ale najczęściej nieświadomie odrzucam rękę ku górze. Kajetan namawia mnie, abym w związku z tym udał się do neurologa lub powiedział o tym psychiatrze - jeśli miałoby to związek z innego typu nerwami - ale jeszcze się na to nie zebrałem.

   Rażące słońce wskazuje na południową porę dnia. Grześ jakiś czas temu wyszedł, udając się do pracy, ale ja wciąż siedzę tam, gdzie siedziałem, gdy jeszcze tu był.  
   Przez moment się waham, lecz w końcu wstaję i niezdarnym krokiem wspinam się po schodach. Naprawdę je lubię. Bywają przeszkodą nie do pokonania, ale to estetycznie wyglądająca przeszkoda. Jak ocean.
- Co robisz? - pytam, gdy zauważam swojego chłopaka z na wpół nałożonymi spodniami i niezapiętą białą koszulą.  
- Przebieram się i ogarniam jakieś fajne miejsce na wyjście – odpowiada z uśmiechem, unosząc telefon, który trzyma w ręku. Kątem oka zauważam, że to spis pizzerii w okolicy. Mój umysł odnotowuje to z przerażeniem, ale nie komentuję jego wyboru.
- Dlaczego robisz tyle rzeczy na raz? Najpierw się ubierz do końca, a później zajmij się telefonem – proszę, bo to jedyne co udaje mi się wydusić, a jego chaotyczność wprawiła mnie w chwilowy stan paniki. Choć wiem, że może to być też reakcja na wyjście.
- Przepraszam, wiem, za szybko wszystko, po prostu nie mogę się doczekać  - tłumaczy się z uśmiechem.
   Też staram się uśmiechnąć.
   Siadam na skraju łóżka i czekam, aż Kajetan skończy wszystko co zaczął.  
- Możemy iść - oznajmia w końcu.
- Gdzie? – pytam, choć niestety już zdołałem się tego dowiedzieć. – Czy nie możemy zostać w domu? Jest tu cicho, bezpiecznie – przez głowę przelatują mi wszystkie sytuacje, kiedy czułem się źle w tym miejscu i widzę, że jemu też. – przynajmniej kiedy tu jesteś.
- Tam dokąd idziemy też z tobą będę - zapewnia i przybliża usta do mojej ręki.
   Kajetan wstaje i pomaga wstać mi. Jest o wiele silniejszy ode mnie, więc gdy mnie podnosi nie towarzyszy temu praktycznie żadna siła oporu.  

   Park był ostatnim miejscem, które podejrzewałem, a jednak to właśnie w nim wylądowaliśmy. Nie spodziewałem się, że ostatecznie będziemy stać przy moście w miejscu prawie całkowicie zielonym, nie licząc ławek, które były białe i właściwie stanowiło to jedyny powód, dla którego na nich nie usiedliśmy.  
- Widziałem twoje przerażanie na twarzy, domyśliłem się, że to przez pizzerię, za dużo ludzi – mówi, a ja nie mam odwagi na niego spojrzeć. - i trzeba jeść – dodaje wesoło, a ja wiem, że znowu zepsułem. – Nic się nie stało, Nathan. Pizzę możemy zamówić do domu. Park to super opcja.
   Stoimy przy moście i patrzymy na strumyk przepływający pod nami. Kajetan cały czas się uśmiecha, a ja staram się tego nie analizować.
   Nie teraz, po prostu ciesz się chwilą, upominam się.
- Jejku, to jest takie cudowne - mówi, nie odrywając wzroku od wody, a kiedy na niego spoglądam, faktycznie widzę iskierki w jego oczach, z tym, że na jego twarzy nie jest to widok niezwykły.
- Co takiego? – pytam i naprawdę jestem ciekaw. Też będę się tym zachwycać i będzie wspaniale.
- No to wszystko – śmieje się. - Na przykład te rybki, no spójrz na nie, są super, nie? – nie ma w nich nic wyjątkowego. – Jest taka piękna pogoda – pogoda też nie jest wyjątkowa. - i są tu piękne widoki – mówi w zadumie, rozglądając się dookoła. - Nie wspomnę o tym, że jestem tu z tobą – i patrzy na mnie prawie tak zachwycony jak przed momentem, gdy mówił o pogodzie. - Mógłbym tak całe życie.
- Czy twoja idealna wizja przyszłości opiera się na staniu przy moście i podziwianiu ryb? - pytam, unosząc brwi ze zdziwienia. Wiem, że jemu naprawdę mało potrzeba, aby był szczerze szczęśliwy. Wiem to, ale wciąż nie potrafię tego zrozumieć.  
- W tej wizji przyszłości jesteś jeszcze ty. I wbrew pozorom nie skaczesz z tego mostu - śmieje się. Wciąż się śmieje. Jego śmiech potrafi być zaraźliwy, podejrzewam, że dlatego lekko uśmiecham się mimo że żart ten powinien mnie ruszyć.  
   Przez chwilę stoimy w kompletnej ciszy, aż w końcu Kajetan łapie mnie za rękę. Wiem, że to zwykła czynność, ludzie tak robią, ludzie w związkach tym bardziej. Z każdej perspektywy to po prostu okazanie pozytywnych uczuć, ale nie z mojej. Dlaczego nie z mojej?  
   W głowie zaczyna pojawiać mi się setki tysięcy myśli. Próbuję to powstrzymać, ale tylko przez moment. W końcu się poddaję, bo walka z tym nigdy nie ma sensu.  
   Próbuję przypomnieć sobie dzisiejszy poranek i wszystkie inne, w których było w porządku, o czym myślałem, o czym myślałem, o czym.  
   O czym? – czy myśli potrafią jęknąć z rozpaczy?
   Było okay, Kajetan nie jest groźnym człowiekiem. Było okay, on nie jest w stanie zrobić mi krzywdy. Dotyk nie boli, Nathan, nie parzy jak polanie się kawą, nie łamie kości, nie ogłusza. Dotyk nie może boleć. Pamiętaj o tym.
   Tak, dotyk jest obrzydliwy i twoje ciało jest obrzydliwe, ale się nie oddalaj. To tylko twoja opinia, upominam się.
   Kajetan nie jest groźnym człowiekiem. Nie jest, dlatego nie dawaj mu powodów do przykrości, nie oddalaj się. Stój. Przecież nikt nie każe Ci się rozgościć.
   On tylko łapie cię za rękę. To normalne, ludzie w związkach tak robią. Zdrowy rozsądek.
   ,,Wiesz, że to dziwne, że uspokajasz sam siebie?” Tak, wiem i jeśli Grześ się dowie, że znów usprawiedliwiam się przed wyrzutami sumienia będzie mną rozczarowany.
   Boisz się, właśnie dlatego nie uciekaj, stój spokojnie. Spokój jest taki uspokajający.
   Kajetan wie, dlaczego moja ręka drży, dlatego szybko się reflektuje i odsuwa na moment. Nie chcę widzieć w nim agresora i kiedy mnie puszcza, emocje ulatują, oddech się wyrównuje, a głowa przestaje być taka ciężka.
  - Nathan… - zwraca na siebie uwagę.  
   Unoszę rękę, która powstrzymuje jego dalsze słowa.  
- Wiem.
   Zbyt często muszą mi to tłumaczyć. Wiem o tym. Zdrowy rozsądek.  
- Po prostu to jeden z tych momentów, kiedy przypomina mi się to wszystko, co niekoniecznie powinno, dlatego się bronię to nawyk, ale zdaję sobie sprawy, że nie zrobiłbyś mi nic złego - ponoć najlepszą metodą jest szczera rozmowa, kiedy wyjaśnicie sobie wszystko, co macie do wyjaśnienia. Bez kłótni, bez krzyku, bez płaczu.  
   ,,Ale wiesz, że się nie broniłeś, prawda?”
- Okay - mówi stanowczym tonem, ale nie jest zły. Kajetan nie potrafi się wściekać. Gdyby potrafił na pewno byłby teraz zły.  
- Przepraszam.  
- To nie twoja wina - mówi. Wszyscy tak mówią.
   ,,Znowu zepsułeś”

Dodaj komentarz