Odium // Nathaniel 2012

Wiele lat zastanawiałem się nad tym, czy to właśnie był mój pierwszy związek. Czy ta relacja była dokładnym odzwierciedleniem tego, czego oczekuje się od dwójki zakochanych ludzi. A jeśli tak, to czy faktycznie musieli być w sobie zakochani? Czy widać to z zewnątrz?
   Z powodu mojego niezdecydowania bardzo długi czas nie nazywałem tego związkiem, ani tym bardziej nie myślałem o nas w kategorii „para”, a przecież było nas dwoje.
   Jeśli był to mój pierwszy związek to nie miał on szczęśliwego zakończenia. Jeśli się jednak mylę i związek ten był moim kolejnym to żaden z nich nie zakończył się dobrze. Czy którykolwiek z nich w ogóle się skończył?
   Związek ten – jeśli nim był – miał co najwyżej zadowalający epilog – o ile miał jakikolwiek, myślę i coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że w gruncie rzeczy nie miał żadnego.  
   Naszą relację cechowało głównie wzajemne uzależnienie. Skłamałbym, gdybym powiedział, że ona ode mnie uzależniona była bardziej. Zgaduję, że byliśmy od siebie uzależnieni w nieco inny sposób. Ona potrzebowała mnie, aby czuć miłość, której ode mnie nie dostawała, choć wmawiała sobie, że to właśnie ją jej daję – nie rozumiem dlaczego - a ja potrzebowałem kontroli.  
   Wydaje mi się teraz, z perspektywy czasu, że sam fakt zerwania nici nas łączącej, stanowił pozytywne zakończenie. I winien jestem dojść do takiej konkluzji w obu przypadkach.  
   Kiedy pocałowałem ją po raz pierwszy, zrobiłem to agresywniej niż powinienem – nie wiem, czy agresywniej, niż planowałem - ale nie zwróciła mi na to uwagi.
- Masz ogień w oczach – powiedziała wtedy. – Czy to... – zaczęła nieśmiało. – ...to o czym myślę? – zapytała w końcu, nie mogąc wydusić z siebie innego słowa.
   Prawie automatycznie pokiwałem swoją głową twierdząco w odpowiedzi, ale to wcale nie było to, o czym myślała.
   Kiedy wychodziłem oknem z jej pokoju, nie miałem w oczach płomieni – były zbyt zmęczone, ktoś zbyt wiele razy próbował w nich rozpalić.
   „Nie możesz tak po prostu decydować, z kim chcesz to robić. Jesteś do tego niezdolny, dlatego ktoś zawsze będzie podejmował te decyzje za ciebie”, słyszałem w głowie i przeszło mi jej środkiem, że próbuję zrobić mu na złość. Jemu i wszystkim, którzy kiedykolwiek dokonywali za mnie wyboru.
   Na ulicy, już poza zasięgiem jej wzroku, zacząłem panikować – ostatnie godziny były tego pozbawione - i zadzwoniłem do przyjaciela.
- Nathan, zdajesz sobie sprawę, że to co robisz zasługuje z mojej strony na jak największe potępienie, prawda? Co innego się z nią spotykać i po prostu rozmawiać, czy oglądać razem filmy, a co innego dawać jej nadzieję, na coś, co nigdy się między wami nie wydarzy i sam o tym wiesz.
- Dlaczego miałoby się nie wydarzyć?
- Bo tego nie chcesz – powiedział tak stanowczo, że w pierwszej chwili chciałem zaprzeczyć, a jedynym tego powodem byłoby to, aby zwyczajnie się z nim nie zgodzić. - Próbujesz tym po prostu udowodnić samemu sobie, że masz prawo do decydowania i oczywiście masz – zaznaczył równie stanowczym tonem, jak wcześniej. - ale dlaczego robisz to kosztem kogoś innego? Przecież ona naprawdę się zakochała, Nathan.
- Już tam nie wrócę – rzuciłem, a on nie drążył tematu, dodał tylko:
- Daj jej o tym znać, żeby nie tęskniła i miała świadomość, że już się nie spotkacie.
- Ona już wie.
   Spędziliśmy ze sobą lato, poznaliśmy się w czerwcu i rozstaliśmy się na początku września. Później się już nie zobaczyliśmy, być może los tak chciał, albo robiliśmy to świadomie – unikaliśmy miejsc, w których się zazwyczaj widywaliśmy.  
   Wchodziłem i wychodziłem oknem – i było to jedyne okno którym wchodziłem – bo jej pokój na parterze był po stronie ulicy, drzwi były dalej. Nigdy przy niej nie płakałem i nigdy nie zdarzył mi się przy niej atak paniki, działo się to dopiero gdy od niej wracałem. Po wewnętrznej stronie okna miałem taką kontrolę, jakiej nie zaznałem nigdy wcześniej. Wiem, że ją wykorzystałem bo ona naprawdę mnie kochała – tak mocno jak może kochać tylko nastoletnie serce - i wiem, że wiedziała, że ja jej nie. I wiedziała, że nie jestem z nią szczery, albo przynajmniej nie mówię prawdy. I że prawie nic o mnie nie wiedziała. Kiedy wyszedłem oknem początkiem września oboje wiedzieliśmy, że już tam nie wrócę i ona zaakceptowała to szybciej – pewnie i wcześniej się zorientowała, że tak właśnie będzie.
   Nigdy jej za to nie przeprosiłem, a sam fakt tego, że się spotykaliśmy został mi w pamięci tylko dzięki przyjacielowi. Czy z Nikolą nie było identycznie? Nigdy

1 komentarz

 
  • E.L

    Rozwijaj się dalej :)