Odium // Nathaniel 2011

„Złość to często reakcja jedynie na interpretację danego wydarzenia. Czasem czujemy złość, bo ktoś zrobi nie taką minę, jakiej się spodziewaliśmy. Te interpretacje często są błędne, bo nie czytamy ludziom w myślach” – tak mówił Grześ i jeśli mu wierzyć – a ja zawsze wierzyłem przede wszystkim w jego słowa – stale źle interpretowałem zachowania mamy, a ona moje. Może po prostu patrzyliśmy na świat przez inne soczewki, ale to nic nie zmienia.
   Wyszedłem wtedy z pokoju, aby uzupełnić zapas wody - co parę dni brałem kilka butelek z kuchni. Wiem, że Grześ z trudem powstrzymywał się, aby mi jej nie przynosić, kiedy widział, że mi się kończy – chciał w ten sposób zmusić mnie do wychodzenia. Na parterze zastałem moją mamę, ale szybko odwróciłem od niej wzrok, a i ona nawet na mnie nie spojrzała.
   Być może podświadomie bardzo chciałem dogadywać się z nią tak dobrze, jak Grześ ze swoją mamą, ale my byliśmy zbyt zajęci sprawianiem sobie wzajemnie przykrości, aby odważyć się kiedykolwiek na spokojnie porozmawiać o tym, że przecież nasza relacja nie powinna tak wyglądać.
   Tamta sytuacja nic między nami nie zmieniła. Była to po prostu kolejna kłótnia. Miało być jak zwykle, emocje miały opaść, a my mieliśmy wrócić do porządku dziennego udając, że wcale się nie znamy, że przypadkowo wylądowaliśmy pod tym samym dachem.
   Czy musieliśmy udawać?
   Byliśmy sobie obcy, a fakt tego, że jedno z nas miało kiedyś władzę nad drugim, jak na ironię, tylko potęgowało dystans między nami.
   Wtedy na parterze to nie była nasza pierwsza kłótnia, lecz zwykle w takich chwilach tata interweniował. Wtedy nie było go w domu.
   Nie pamiętam od czego się zaczęło, ale to zwykle nieważne, bo nie ważne jak się zaczyna, ale jak się kończy. Początków się nie pamięta. Nie pamiętam więc, dlaczego kłóciliśmy się przez całe życie, nasza pierwsza kłótnia wypadła mi z pamięci, wyzwiska płynące do moich uszu i te wypływające z moich ust w jej stronę nie były ważne.
   Tamtego dnia w kuchni wykrzyczała mi w twarz, że gdyby nie poznała mojego ojca, nikt nie powstrzymałby jej przed aborcją. Rzuciła wtedy pilotem o ścianę i na samo wspomnienie o tym zawsze wzdrygam się przy dźwięku wyłamującej się klapki i wylatujących na panele baterii.
   Gdybym był młodszy lub starszy o choćby rok, pewnie ruszyłbym wtedy w kierunku schodów, tupałbym celowo na każdym stopniu, a na koniec rąbnął drzwiami rzucając coś w stylu: „trzeba było to zrobić” lub „też myślę, że tak byłoby wszystkim prościej”, ale miałem trzynaście lat. Wziąłem wtedy trzy butelki wody z blatu i patrząc w jej oczy, faktycznie pomyślałem, że mogła to zrobić, ale nie odezwałem się. Wracając do łóżka nie wydałem z siebie żadnego dźwięku.
   Jest to jedno z bardzo niewielu napięć między nami, które pamiętam. Nie wiem, od czego się zaczęło i dlaczego nienawidziliśmy się całe życie, ale wiem, że czuliśmy do siebie to samo.
   Wiele lat później, kiedy wiedziałem o swojej rodzinie więcej, niż mógłbym początkowo zakładać, że kiedykolwiek się dowiem, rozmawiałem z nią po raz ostatni. Nie mieliśmy wtedy już ze sobą kontaktu. Kiedy do mnie zadzwoniła, odebrałem tylko dlatego, że Kajetan i Grześ byli tuż obok i podpowiedzieli mi, abym to zrobił.
   Większość ludzi przed śmiercią się spowiada, nieważne komu, po prostu chcą mieć przed śmiercią czyste sumienie. Powiedziała mi wtedy, że nie prosi o moje wybaczenie, bo jej go nie dam, a ona go nie chce, chciała tylko, abym pogodził się z tym, co się działo, że nie chce się usprawiedliwiać, ale wszyscy zrobili to ze względu na mnie i dla mojego dobra. Stwierdzili, że będzie to dla mnie najlepsze i powinienem to docenić.
   Nie wiem, czy jakiekolwiek jej słowo źle wtedy zinterpretowałem, ale czułem złość – chyba nigdy nie rozmawiałem z nią bez odczuwania złości. I prawdopodobnie nigdy nie czułem takiej złości w innych sytuacjach.
- Dlaczego wszyscy podjęliście tę decyzję za mnie? Jak możesz powiedzieć coś takiego i mnie z tym zostawić? Nie masz prawa teraz umrzeć – a potem Kajetan złapał mnie za rękę, a Grześ spojrzał na mnie pytająco, z wystawioną ręką, gotów rozłączyć się za mnie, a ja się uspokoiłem. – Całe moje życie składa się z nienawiści do ciebie.
   Odłożyłem telefon i nie płakałem. Nigdy nie płakałem ze względu na nią, choć wiem, że wtedy była już martwa.

Dodaj komentarz