Odium // Nathaniel 2009

Siedziałem na skraju białej wanny, a tata trzymał moją rękę powyżej serca. Widziałem w jego pobladłych palcach, że ściska moje przedramię bardzo mocno, ale nie czułem w nim bólu. Widziałem tylko jak ręcznik, którym miałem go owiniętą, przesiąkał krwią.  
   Tata nie patrzał na mnie, a ja nie miałem odwagi patrzeć na niego. W końcu zaczerpnął głęboko powietrza, czym przerwał niezręczną ciszę.
- Terapia ci nie pomaga – do dziś nie jestem pewien, czy było to pytanie. – Wciąż to robisz, Nathan. Wiem, może nie rozumiem współczesnych problemów nastolatków, ale ciąć się w tym wieku? Naprawdę? Skąd w ogóle do głowy przyszedł ci taki pomysł? – pytał.
   Rozumiem, że musiał być zdezorientowany, nie miałem dostępu do sieci, ani do niczego, co mogłoby mi podsunąć taką myśl. Ale ja odkryłem to zupełnym przypadkiem.  
- Posłuchaj, nie pogodzę się z tym i nie możesz tego ode mnie oczekiwać. Jeśli ta terapeutka nie pomaga to znajdziemy inną. Zrozum tylko, że mamy aktualnie problem z Nikolą. Wiesz, że czuje się coraz gorzej, muszę często brać urlop, aby jechać z nią do lekarza.  
   Swego czasu byłem bardzo zazdrosny o siostrę. Widziałem, jak mama ją traktowała, jak bardzo jej zachowanie w stosunku do Nikoli różniło się od tego w stosunku do mnie.
- Ale nie zostawię cię z tym problemem samego, obiecuję. Pamiętam, że mam dwójkę dzieci – powiedział z powagą w głosie, bo dobrze wiedział, że mama zachowuje się tak jakby nie pamiętała. Chciał zapewnić mnie, że chociaż na jednego rodzica mogłem liczyć.
   W tamte lato mijał trzeci rok od kiedy pierwszy raz przekroczyłem stalową bramkę na działkę, która pełna była maków.  
- Tato, ja… muszę ci coś powiedzieć – pamiętam, że tata spojrzał na mnie z wielką troską, a ja byłem zdeterminowany, aby powiedzieć mu co dzieje się ze mną, gdy tak długo nie wracam ze spacerów, że tak naprawdę nie jestem wtedy z Grzesiem, ani z żadnym z moich przyjaciół, że nie bawię się na placu zabaw, a do lasów zdarza się, że nie daję rady się przemknąć, bo coś czyha na mnie po drodze i jest to przeszkoda nie do pokonania.
   Moja determinacja ma i zawsze miała jednak do siebie to, że szybko mija, przerażająco szybko. Tata nie zrobił nic, co mogłoby sprawić, że ponownie zamknę się w sobie, ale tak właśnie się stało. Była to kolejna nieudana próba.  
- O co chodzi, Nathan? – widziałem zmartwienie w jego oczach, jak wtedy, gdy Nikola lądowała w szpitalu i kiedy uspokajał mamę lub kiedy przychodził do mnie w nocy, aby podać mi leki. Tata starał się za wszelką cenę, nie doprowadzić do rozpadu rodziny. Starał się jednak jako jedyny, podejrzewam, że dlatego nic się nie udało.
- Dziękuję – powiedziałem wtedy najgłośniej jak tylko pozwalała mi gula w gardle i mocno go objąłem – dziękuję, że jesteś, nie wiem, co bym bez ciebie zrobił.  
- Nathan, nie chcę cię do niczego zmuszać szantażem, ale proszę, żebyś już tego nie robił – spojrzał wymownie na moją rękę, której krwawienie powoli ustawało. Nie były to głębokie rany. – Posłuchaj ja staram się jak mogę, żeby dać ci wszystko, co najlepsze. Poświęcam ci tyle czasu i uwagi ile tylko potrafię. Wiem, że mama… Chcę tylko, żebyś wiedział, że jesteś dla mnie naprawdę ważny i że możesz powiedzieć mi o wszystkim -  w tamtym momencie się rozkleił, zawsze podziwiałem go za to, że nie uważał okazywania emocji za słabość. - Zabiorę cię gdziekolwiek zechcesz, zrobię wszystko i dam ci cokolwiek zechcesz, ale nigdy nie pogodzę się z tym, że chcesz umrzeć – powiedział wprost.
- Tato – ująłem jego twarz w dłonie. – ja nigdy nie ciąłem się po to, żeby umrzeć.  
   I była to prawda, bo nigdy nie ciąłem się po to, aby pozbawić się życia. Spędzałem jak najdłuższy czas pod wodą, żeby się zabić – pieprzony instynkt samozachowawczy, zmuszający mnie do wyciągnięcia głowy ponad taflę wody i zaczerpnięcia powietrza - skakałem z okna – za niskie piętro - i łykałem dużą ilość tabletek – za szybka karetka, za szybki personel szpitala, robiący płukanie żołądka - żeby się zabić. Ale nigdy nie ciąłem się, aby ze sobą skończyć. Cięcie się pozwalało uwierzyć, że skończyć może się coś innego.  
   Jakiś czas wcześniej przypadkiem zaciąłem się nożem i, kiedy pod altaną usłyszałem, że jestem obrzydliwy, odnalazłem w tym nadzieję. Odesłał mnie wtedy, nie chciał mnie dotykać ani na mnie patrzeć.  
- Po prostu tego nie rób, dobrze? – zapytał tata.  
- Dobrze.  
   I przestałem.

Dodaj komentarz