Odium // Nathaniel 2006

- Dlaczego łatwiej jest nam się utożsamiać z dobrymi bohaterami? – zapytałem kiedyś jedynej osoby, która mogła wiedzieć.
- Bo ich historia jest bardziej rozwijana. Komiksy, filmy, książki, najczęściej w tych rzeczach głównymi bohaterami są właśnie pozytywne postaci. A co za tym idzie są lepiej wykreowani i z większością ich zachowań można się utożsamić. O złych bohaterach wiemy najczęściej tylko tyle, że są źli, ale nikt nie powie ci dlaczego tak właśnie jest, czy może coś ich w przeszłości skrzywdziło, rzadko się o tym dowiadujemy – przyszły terapeuta, już wtedy o tym wiedziałem.
   Kiwałem głową w zamyśleniu. Miałem ściągnięte brwi, ale szybko zaczynałem czuć, że to nadwyręża moją twarz. Zapominałem. Ale nie zadałem pytania bezwiednie. Po prostu zapomniałem, co odpowiedział.  
   Powolnym krokiem kierowaliśmy się w stronę mojego domu. To zawsze Grześ mnie odprowadzał, nigdy na odwrót, choć jego dom stał parę budynków przed moim.
- Jak to jest, że zawsze wiesz co odpowiedzieć? Jakbyś miał zawczasu przygotowany scenariusz na każdą ewentualność – schyliłem się po długi kij. Moje kości nie dały o sobie znaku, a i ja się niezbyt tym zmęczyłem, nie straciłem też równowagi.
- Przepraszam jeśli moje odpowiedzi brzmią jak wyreżyserowane, nie chciałem, aby sprawiały wrażenie nienaturalnych – powiedział w czasie kiedy ja ciągnąłem za sobą patyk.
   W pewnym momencie zatrzymałem się i zacząłem obserwować bardzo powoli jadący samochód. Wtedy jeszcze nie bałem się powoli jadących samochodów.
- Spójrz – zwróciłem się do przyjaciela - jedzie tak powoli. To fascynujące, że mając w sobie tyle siły nadal można się hamować – powiedziałem i jestem pewien, że chwilowo w moich oczach zagościło zdumienie. Ponoć oczy są zwierciadłem duszy, a w niej królowało właśnie to.
   Grześ również się zatrzymał i podążał wzrokiem ze moim.  
- Dlatego, gdy się boisz nie biegnij, idź spokojnie. Spokój jest taki uspokajający – odparł mój przyjaciel i ruszył dalej.
   Nie dotrzymywałem mu kroku, a w mojej głowie piętrzyły się wątpliwości.  
- To zdanie było wyjątkowo nieudane – powiedziałem, a on zaczął się śmiać.
- Było udane! – wykrzyknął i szturchnął mnie.  
   Śmialiśmy się resztę drogi do domu, gdy dotarliśmy do moich drzwi, odrzuciłem w końcu patyk gdzieś na bok i zapytałem się swojego towarzysza, czy wejdzie, ale on odmówił i nie pamiętam już dlaczego. Być może chciał zobaczyć jak czuje się jego tata. Tak czy inaczej pożegnaliśmy się wtedy tuż przy moich drzwiach.
   Tamtego popołudnia dużo myślałem o nieudanym zdaniu przyjaciela. Gdy mama zaczynała mieć do mnie pretensje, nie odkrzykiwałem nic w jej stronę. Nie czułem się lepiej, ale prawda jest taka, że uspokajałem się nieco szybciej.
   Wieczorem wyszedłem na spacer i gdy przechodziłem obok działki, na której centrum znajdowała się mała, zabudowana altana zwolniłem.  
   ,,Gdy się boisz nie biegnij, idź spokojnie.”
   Patrzyłem przed siebie i starałem się nie uciekać wzrokiem na boki. Spokój ma też swoje wady, bo zanim minąłem niebezpieczny obszar, podszedł do mnie mężczyzna, którego za wszelką cenę nie chciałem spotkać.
- Cześć, Nathan – usłyszałem i przeklinałem się w myślach, że w ogóle wpadłem na pomysł wyjścia z domu. - Może wejdziesz na chwilę – uśmiechnął się.  
   ,,Spokój jest taki uspokajający”
   Kiwnąłem wtedy głową – choć wiedziałem, że to nie było pytanie - powoli i spokojnie, ale moje serce nie słuchało rad przyjaciela, z sekundy na sekundę przyśpieszało coraz szybciej i jak zwykle, gdy byliśmy już w środku myślałem, że eksploduje.

1 komentarz

 
  • Emilia 1

    Super opowiadanie
    Super piszesz
    Super jesteś  

  • XPISARZYKY

    @Emilia 1 dziękuję 🖤