Odium // Grześ

Zimna woda zmywa ze mnie wszystko, co przez nieuwagę znalazło się na niej wczorajszego wieczora. Z ubrań będzie trudniej, a przynajmniej tak mi się wydaje, dlatego pierwsze, co zrobiłem rano, to namoczyłem je w równie lodowatej wodzie, jak ta która aktualnie obmywa moje ciało.  
   Jakiego koloru była ta szminka? Na jej ustach wydawała się wręcz czarna, ale dziś – przy porannym słońcu – sprawia bardziej wrażanie ciemnego fioletu. Spoglądam na moje biodro. Przed wejściem pod prysznic znajdował się na nim kształt ust tak idealny, że mógłby być zaplanowanym tatuażem. Teraz jest to jedynie fioletowa plama, a smugi wody o tym kolorze spływają powoli po moich nogach, aż do odpływu.
   Wydaje mi się, że oboje przekraczając próg tamtego klubu byliśmy nastawieni na konkretny cel i szczęśliwie odnaleźliśmy się wśród wielu innych bawiących się tam osób.
- To, że zapraszam cię do mojego łóżka, nie znaczy, że zapraszam cię do mojego życia – rzuciła w samochodzie.
- Akceptuję taki układ, ale – odwróciłem się lekko w jej stronę. – jedziemy do mnie.
- Jak wolisz – powiedziała i – jakby zniecierpliwiona – zaczęła przesuwać ręką po mojej nodze.
   Wychodzę spod prysznica i orientuję się, że nie przyniosłem sobie ubrań, więc nago idę do swojej sypialni.
   Nie wypiłem wczoraj ani kieliszka, nie po to tam szedłem. Ona przyznała po wszystkim, że wychyliła parę kolejek. Byłem wtedy zły na siebie, że tego nie zauważyłem.
- Spokojnie, nie byłam pijana, mam mocną głowę – chyba zauważyła, że zbladłem po jej wcześniejszym wyznaniu.
   Nie chodzę do łóżka z osobami, które nie są w stanie podejmować racjonalnych decyzji – zasada zapewniająca bezpieczeństwo.
   Naciągam na siebie czarne dresowe spodnie, z koszulki póki co całkowicie rezygnuję – mimo zimnego prysznica – jest mi okropnie gorąco.
   Podchodzę do łóżka, zbieram pozostałości po wczorajszym wieczorze i przebieram pościel. Zawsze przebieram.
- Biorę tabletki, więc jeśli wolisz bez prezerwatyw – powiedziała, gdy sięgałem do szuflady.
- Zawsze używam.
   Nastawiam pralkę, do której wrzuciłem pościel. Mam trochę zabawy z tymi wszystkimi guzikami i pokrętłami, to zwykle Maciek się tym zajmuje. Kiedy pralka zaczyna działać, schodzę do kuchni zjeść coś na śniadanie.
- Odwieść cię gdzieś? – zapytałem, gdy się ubrała.
- Dojedzie tu taksówka, nie? – zaśmiała się, a ja – również ze śmiechem – pokiwałem twierdząco głową. Wyciągnąłem dwadzieścia złotych z portfela i jej podałem.
- Nie wiem, jak daleko masz zamiar zajechać.
- Dzięki, i za to i – wskazała na łóżka – za tamto – uśmiechnęła się do mnie ostatni raz i wyszła, a ja zamknąłem za nią drzwi.
   Lubię tosty na granicy spalenia, więc oczekując na nie, wyglądam przez wielkie okno nad meblami kuchennymi. Nasz dom faktycznie sprawia wrażenie ukrytego, dookoła mnóstwo drzew i gdybym oglądał więcej horrorów na pewno bałbym się tu zasnąć. Ale to tylko wrażenie. Dom, w którym wychowywał się Nathan stoi niewiele dalej, przy tej samej ulicy, a potem domów jest tylko więcej. Ta sama ulica, ale w przeciwną stronę prowadzi też do bloków, boisk i szkoły. W cieplejsze dni, przez to okno widać mnóstwo rowerzystów i dzieciaków, które wybrały się na wycieczkę do lasu.
   To dobrze, że nie mieszka tu nikt niebezpieczny.
   Przez tego typu myśli, serce podskoczyło mi do gardła, kiedy tosty zakomunikowały swoją gotowość do spożycia. Smaruję je cienką warstwą masła i siadam do stołu. Przez chwilę patrzę jak niedokładnie rozsmarowane masło roztapia się i wsiąka w tosty, czyniąc je miększymi.
   Słyszę przekręcany zamek w drzwiach, więc automatycznie odwracam głowę, aby przywitać mojego brata.
   Znów nie było go całą noc. Rozumiem, taki wiek, zdąży mu się uregulować system dnia i nocy. Póki, co nocami woli spacerować, a w dzień czasem robi sobie drzemki.
   Przypominam sobie, że kiedy sam byłem w jego wieku, w nocy najbardziej lubiłem światło – jak ćma.
   Niemal natychmiast dostrzegam na jego szyi czerwony ślad.
- Co to? – pytam, dotykając się w tym miejscu. On jakby zdezorientowany, wyszukuje je na swojej szyi i jakby dopiero orientuje się, że cokolwiek tam ma.
- Jakbyś nie wiedział – uśmiecha się, zdejmując zabłocone buty.
- Wszystko w porządku? – dopytuję ostrożnie. – Nie było cię całą noc…
- Jak zwykle – rzuca lekko, wzruszając ramionami i nie dając mi dokończyć.
- A rankiem wracasz z malinką na szyi – zaznaczam to, co istotniejsze. – Chcę się tylko upewnić, że wszystko okay – mówię.
- Tak, spędziłem noc w bardzo przyjemnym towarzystwie – mówi, siadając naprzeciwko mnie. – Ty też, prawda? - unoszę brew do góry, skąd wie jak spędziłem dzisiejszą noc? – Tylko wtedy bierzesz prysznic rano – prostuje, uśmiechając się, jakby czytał mi w myślach i był z tego bardzo dumny. Przeczesuje swoją ręką, moje mokre włosy, a następnie wyciera ją sobie o nogawkę. Nie lubię ich suszyć. – Grześ, tak, wszystko okay. To dziewczyna, w podobnym wieku, ale myślę, że to już się nie powtórzy. Uspokojony?
- Tak – mówię. – uspokojony. Dlaczego to się więcej nie powtórzy? – dopytuję. – Czy stało się coś złego?
- Cieszę się – kończy z uśmiechem, całkowicie ignorując moje pytanie – nie robi tego często. – Wiem, że jesteś na ten temat przewrażliwiony. Jak na wiele tematów – oboje wybuchamy śmiechem, ale mój jest nieco mniej radosny.
- Przepraszam, tak wiem, jestem przewrażliwiony i nadopiekuńczy – przyznaję.
- Tak – potwierdza. - Tak, jesteś, ale wiem, że to dla naszego dobra, więc jestem w stanie ci to wybaczyć.
- Naszego?
- No… trochę tych ludzi masz pod swoimi skrzydłami – wzrusza ramionami, bierze szklankę z wodą i szybko znika w swoim pokoju.
   „To dziewczyna”, czy pomyślał, że mógłbym mieć problem, gdyby było inaczej?
   Maciek przerwał rozmowę niespodziewanie, jakby kryjąc się w swoim pokoju. Podejrzewam, że potrzebuje trochę własnej przestrzeni i odpoczynku, dlatego postanawiam wyjść z domu.
   Ubieram pierwszą lepszą koszulkę, jaką udaje mi się wyciągnąć z szafy, obiecując sobie, że po następnym praniu, poukładam w niej ubrania nieco lepiej. Nie pracuję dzisiaj, nie wiem dokąd idę, ale przed wyjściem, kieruję się do pokoju mojego brata, obiecując sobie, że ostatni raz się go dziś zapytam, czy wszystko w porządku i, czy niczego nie potrzebuje. A przynajmniej ostatni raz przed południem.
- Idziesz do Nathana? – słyszę, zanim w ogóle zdążyłem się odezwać.
- Wiesz, ja… chyba faktycznie podświadomie się tam kierowałem – śmieję się.
- Chciałbym, żebyś dzisiaj ze mną został – uśmiecham się szeroko. Komunikacja to klucz do zdrowej relacji. Dobrze, że mówi mi wprost, czego ode mnie oczekuje. Ale to co powiedział, sprawia, że zmartwiam się jeszcze bardziej.
   ,,Myślę, że już się to nie powtórzy.”
– Jasne, że zostanę – mówię, zrzucając plecak z ramienia na ziemię.

- Wiem, że to śmieszne – dodaje, po tym jak skończył bardzo okrężnie i niedokładnie przedstawiać mi swój problem.
- Nie będzie mnie śmieszyć nic, co doprowadza cię do takiego stanu – mówię i zastanawiam się, co dalej.
   Trzymam jego ręce między swoimi, czuję zimno i drżenie. Chociaż jego twarz w ogóle tego nie okazuje, ręce zdradzają, że jest zdenerwowany.
   Nie jestem wprawiony w rozmawianiu o miłości, o tym jakie uczucia determinują to, że czujemy się zakochani, kiedy to czujemy, ani w jaki sposób. W sercu to wiem – każdy posiada w nim tę wiedzę, ale nigdy nie musiałem nikomu w tym pomagać. Czy to nie zbyt subiektywne?
   Z Nathanem nie musiałem się o to martwić. Kajetan pojawił się w jego życiu i załatwili to między sobą. Jedyne rozmowy jakie odbyłem z nimi na ten temat, były czysto techniczne.
   Nathan czasami to, wtedy zrób tamto. Nathan nie lubi tego, więc staraj się tego unikać. Nathan na niektóre wydarzenia reaguje tak, pozwól mu na to. Nathan często nieświadomie robi to, spróbuj mu wytłumaczyć, że to cię krzywdzi, jeżeli tak będzie.
   Były też rozmowy z Nathanem.
   Kajetan czasem nie rozumie, co się z tobą dzieje, postaraj mu się to wytłumaczyć, okay? On się stara, Nathan, daj mu czas i spróbuj mu trochę w tym pomóc. Spokojnie, nic się nie dzieje, pewnie zinterpretował to inaczej niż ty, porozmawiajcie o tym.
   Jest jedno zdanie, które często powtarzam przyjacielowi, które ma z ich miłością cokolwiek wspólnego.
   On cię kocha, Nathan, spokojnie, spróbuj spojrzeć na fakty bez interpretowania jego zachowania na jakikolwiek sposób.
   „On cię kocha, Nathan.”
   Nie wiem, czemu zawsze mówię mu to z tak wielką pewnością.
- Trochę się boję, że nic o sobie nie wiem. W sensie jeśli chodzi o moje upodobania. Powiesz pewnie: hej, Maciek, nie musisz się tego bać, każdy odkrywa się w swoim czasie i to jest okay - uśmiecha się do mnie. – Wiem, że to jest okay, odkrywanie siebie, ale boję się, że moje upodobania takie nie będą – uśmiech z jego twarzy znika i robi się śmiertelnie poważny.
- Powiedziałeś mi „to dziewczyna”. Posłuchaj jeśli o to chodzi to przecież wiesz, że nie ma to znaczenia, że…
- Nie – przerywa. – Akurat, co do tego jestem raczej pewien.
- Okay, Maciek, rozumiem, że nie chcesz mi mówić o tym za wiele, bo to twoja osobista sprawa, ale musisz wiedzieć, że w takim przypadku też za dużo nie pomogę. Jedyne, co mogę ci powiedzieć, to to co sam zacytowałeś sobie przed momentem w moim imieniu – uśmiecham się. -  Masz jeszcze czas na odkrywanie siebie, na eksperymentowanie. Nie musisz czuć żadnej presji z tym związanej. Twoje upodobania będą okay, jeśli ty się tak będziesz z nimi czuł.
- Grześ, jeśli chciałbyś być moim autorytetem w tym temacie to może też zaczniesz eksperymentować? – sugeruje. – Może dla odmiany, w ramach doświadczenia, zaczniesz się z kimś spotykać na poważnie, a nie tylko na seks? Sam rozmawiasz z Kubą o tym, że nie powinien zamykać się na ludzi – chcę coś powiedzieć, ale Maciek unosi rękę, co mnie powstrzymuje. – Wiem, że to nie to samo, bo ty uwielbiasz ludzi i spędzałbyś w towarzystwie innych całe dnie, nawet w momentach, kiedy zwykle większość woli być sama, ale jeśli chodzi o miłość, taką romantyczną, a nie do ludzi ogólnie – zaznacza. – to jesteś jak Ziemia, stale krążysz wokół jednego słońca.
   Śmieję się pod nosem z jego porównania.
- Życie na Ziemi nie przeżyłoby bez słońca, więc może lepiej, że nie wypadam za tę orbitę – odpieram. – I, wiesz, chyba trochę też przeraża mnie wyznaczenie innej ścieżki mimo że wiele razy zapewniam innych, że to nic strasznego – mówię szczerze i przytulam się do brata. – Wiesz, że z nim to nie jest takie proste – stwierdzam cicho.
- Wiem, mimo to trzymam za was kciuki, między wami przynajmniej jest jakakolwiek szansa – znów patrzy na mnie przenikliwie.
- Jesteś moim bratem i mówię Ci o wszystkim, ale mimo to czasem jestem w szoku, jak dobrze mnie znasz – moje oczy też się uśmiechają.
   Wibracje telefonu zmuszają nas do odłączenia się od siebie. Patrzę na ekran i wydycham z ulgą powietrze.
- ,,Załatwiłem ci w tym tygodniu dwie sesje, ale masz być w stanie do nich podejść” – czytam treść sms’a na głos.
- Całe szczęście, już się bałem, że będziesz musiał znaleźć sobie normalną pracę – mówi prowokująco lekceważącym tonem.
- Hej! Co ty masz do mojego sposobu zarobku? – śmieję się.
- Kiedyś się zestarzejesz i…
- I?
- Wciąż będziesz najprzystojniejszym modelem na Ziemi, właśnie to chciałem powiedzieć – znów śmiech.
   Muszę być w pełni sił, ponownie więc schodzę do kuchni i tym razem zaparzam sobie melisę.
   ,,Co do tego jestem raczej pewien”, wytężam umysł, aby przypomnieć sobie, na co jeszcze zwrócił uwagę, ale nie potrafię sobie przypomnieć. Moja pamięć widocznie uznała, że to informacje niewarte magazynowania.
   Zbieram plecak, który zrzuciłem na podłogę przed pokojem mojego brata i zanoszę go do mojego pokoju. Dziś nie będzie mi potrzebny skoro Maciek poprosił, abym z nim został.
   Melisa. Przynajmniej dwa razy w ciągu dnia, plus tabletki przeciwbólowe przy nawet najmniejszych objawach. I modlitwa. Żeby obudzić się w dzień pracy bez morderczego bólu głowy.

Dodaj komentarz