Odium // Grześ

- Ostatnim razem kiedy Nathan wpadł w histerię, uspokojenie go nie zajęło nam dużo czasu – tak jakby od paru lat w ogóle zajmowało to jakiś czas – ale wczoraj pobiliśmy chyba wszelkie rekordy. Parę razy uderzył ręką w ścianę, potem mu je przytrzymałem, aby nie zrobił sobie krzywdy - nie musiałem robić tego nawet zbyt mocno – potem krzyknął – wyjątkowo raz, bo zabrakło mu powietrza – a potem wstrzymał oddech na parę sekund, jego twarz poczerwieniała – wcześniej był strasznie blady i sprawiało to wrażenie jakby nagle wróciło mu krążenie - po czym zasnął. Po prostu zamknął oczy, a jego oddech powoli zaczął się wyrównywać. W pierwszej chwili myślałem, że stracił przytomność – przecież tak też się zdarzało - ale Kajetan upewnił się, że tak nie było i  zaniósł go do łóżka. Nie wyobrażam sobie jak jego organizm męczy się takimi wybuchami – nabieram powietrza i kontynuuję. - Posiedziałem u nich trochę. Kiedy Nathan się obudził od razu usłyszeliśmy z jego ust przepraszanie. Przecierał oczy, pięściami, trochę jak dzieci i ze wciąż spuszczoną głową przepraszał nas, a my wyjaśnialiśmy mu, że nie ma za co, że to nie jego wina. Jak zwykle, ta sama formułka – wzdycham. – On i tak przepraszał – jak zawsze - mówił szybko, miał przeprażony i rozbiegany wzrok.
   Sięgam po chusteczkę higieniczną i przecieram nos. Nie potrafię stwierdzić, czy cieknie mi z niego z zimna, czy na wskutek wspomnień. Szybko doprowadzam się do porządku.
- Powiedział, że nie mamy mu tego za złe tylko dlatego, że jesteśmy złotymi ludźmi. Tak właśnie powiedział ,,złotymi i cierpliwymi ludźmi” i mimo że powinien być to komplement to poczułem się jeszcze gorzej, kiedy to powiedział, bo… - zastanawiam się nad doborem słów, kiedy dociera do mnie, że tak naprawdę nie wiem, jak to powiedzieć. Rezygnuję z wątku.
   Przez chwilę czuję ból głowy i przeszywające zimno przebiegające mi po plecach. Wzdrygam się, ale oba nieprzyjemne uczucia na szczęście szybko mijają.
- Łóżko Maćka jest strasznie twarde – śmieję się. – Strasznie ciężko na nim wysiedzieć, ale ważne, że jest ono komfortowe dla jego kręgosłupa – kiwam głową, jakbym zgadzał się sam ze sobą. – Przekonałem się o tym niedawno, kiedy poszedłem z nim porozmawiać o jego problemach z emocjami. Maciek nie umie płakać, kiedy jest smutny i przez to staje się sfrustrowany, często wybucha agresją. Przyłapałem go parę razy na rzucaniu losowymi przedmiotami o ścianę. Myślę, że ma na to wpływ to, co dzieje się w szkole. On nie powie tego wprost – pewnie nawet nie potrafi przyznać się do tego przed sobą - ale ja też przecież chodziłem do szkoły. Wiem, że zawsze ktoś służy jako worek treningowy dla innych.
   Znów sięgam po chusteczkę i przecieram twarz, chociaż lodowate powietrze sprawia, że mam ją kompletnie suchą.
- Strasznie mi przykro, że nie wiem jak mu pomóc – zaciskam zęby i przez dłuższy moment oddycham, aby się uspokoić. – Byłem porozmawiać z wychowawcą, z dyrektorką, ale te rozmowy nic nie dały. Proponowałem mu przeniesienie do innej szkoły, odmówił – wzdycham. – Chciałem go umówić na terapię, ale wiadomo jaka była jego odpowiedź. Okropnie się o niego martwię. Chciałbym, żeby był szczęśliwy – jestem na granicy płaczu, ale w głównej mierze jest to spowodowane wiatrem wiejącym mi prosto w oczy. – Mówił, że to nic takiego, że nic się nie dzieje, ale nie protestował, kiedy poszedłem na spotkanie z dyrektorem, nie próbował, mnie zatrzymać. Ostatnio – chyba nieświadomie - wyznał, że kiedy słyszy znajomych ze szkoły to zawraca i idzie gdziekolwiek byleby się na nich nie natknąć. Zdaję sobie sprawę, jak to będzie dalej działać na jego psychikę i boję się o niego. Wiem, że jest silny, ale czasem jestem zły, że nie daje sobie pomóc, przecież ja właśnie po to jestem – odruchowo rozłożyłem ręce w geście bezradności. - Pytałem, czy powinienem poświęcać mu więcej czasu, czy nie czuje się w tym wszystkim osamotniony, ale on tylko się zaśmiał i stwierdził, że jestem najlepszym bratem na świecie. Naprawdę chciałbym, żeby to było prawdą. Powiedział też, że jestem dobrym człowiekiem i, że uratowałem go mnóstwo razy. Dodał – co chyba mnie zabolało - że uratowałem Nathana, ale wiem, że to nie jest prawdą, nieważne jak bardzo bym się starał, żeby tak było.
   Wstaję i otrzepuję nogawki, ale kiedy mam już iść, rzucam:
- Maciek jest wzrokowcem, kiedy musi mówić dłużej, niż paręnaście sekund, sporo gestykuluje - uśmiecham się i odchodzę.
   Wsiadam do auta, nie włączam radia, ani żadnych płyt.

   Pomaganie Kubie w jego sklepie z czasem - zaskakująco naturalnie - zagościło w mojej rutynie na stałe. Nie jestem tu regularnie, ale kiedy rano dostaję wiadomość z zapytaniem, czy mógłbym się zjawić, zawsze znajduję na to czas. Na początku Kuba chciał wszystko robić sam, mimo że byłem w pogotowiu, z biegiem czasu jednak coraz bardziej przyzwyczajał się do tego, że ma pomocnika. Nie pracuję tutaj, dostaję wyłącznie symboliczną kwotę za pomoc – tak się umówiliśmy.
   Wycieram kurz z półek, pilnując, aby nie uszkodzić przy tym żadnego instrumentu, w czasie kiedy Kuba zamyka sklep i zaczyna przeliczać pieniądze.
- Nie myślałeś, żeby zatrudnić sobie na stałe kogoś do pomocy? Chyba zauważyłeś, że pracownik to dobra inwestycja – zagaduję.
- Nie chodzi o pieniądze, nie jestem skąpy – śmieje się. – Radzę sobie.
- Nie poddaję tego w wątpliwość, ale nawet szefowie dużych firm mają asys…
- To nie jest duża firma – przerywa mi. – tylko mały sklepik muzyczny – zaznacza patrząc mi w oczy. – Radzę sobie – powtarza i wraca do wykonywanej przez siebie czynności.
   Przez moment szykuję się do odpowiedzi, ale ostatecznie rezygnuję. Obiecuję sobie jednak jeszcze kiedyś poruszyć z nim ten temat.
- Darek ma dzisiaj przesłuchanie, obiecałem, że pójdę mu kibicować, może chciałbyś..
- Tak – mówi. – Jasne, o której? – pyta Kuba, po skończeniu zestawienia dzisiejszego dnia.
- Za godzinę – odpowiadam, po sprawdzeniu godziny.
   Idziemy chodnikiem wzdłuż ulicy, po której obu stronach znajdują się wyłącznie stare kamienice. Na parterze niektórych z nich znajdują się sklepy spożywcze i monopolowe, zauważamy nawet pocztę, a paręnaście metrów później mały bank. W końcu lądujemy w teatrze, którego wnętrze wygląda jak całkowicie wyjęte z czasów PRL-u. Sam nie wiem, czy to jedynie inspiracja, czy budynek od tamtych lat nie przeszedł żadnego remontu. Mimo moich wątpliwości wszystko sprawia wrażenie zadbanego.  
   Starszy mężczyzna proponuje nam oddanie kurtek i plecaków do szatni, ale dziękujemy mu. Bynajmniej nie dlatego, że mamy tam coś cennego.  
   Wchodzimy na salę i siadamy w środkowych rzędach. Nie ma tu dużo ludzi, więc Darek na pewno nas zauważy, ale chcemy mieć przestrzeń do komentowania, której mogłoby zabraknąć, gdybyśmy usiedli bliżej.
   Kuba podaje mi sto złotych, a kiedy wyciągam portfel, zauważa w moim plecaku książkę o dużej objętości. Trudno jest jej nie zauważyć, a jeszcze trudniej nie czuć jej ciężaru. Dała się dzisiaj we znaki mojemu ramieniu.
- Czy to nie jest ta książka, przy której Nathan ciągle płakał? – pyta ściszonym głosem, chociaż przesłuchanie jeszcze oficjalnie się nie zaczęło.
- Tak – kiwam głową. – Miałem ją przeczytać już wtedy, ale jakoś nie dałem rady.
- O czym jest? – marszy brwi.
- Sam nie wiem – wzruszam ramionami, chowając portfel i zamykając zamek w plecaku.
- Czytasz ją tylko dlatego, że Nathan ją czytał? – nie odzywam się. – Jeju… ty to naprawdę robisz to z tego powodu? – pyta, jakby choć przez chwilę spodziewał się innej odpowiedzi.
- Żaden z nas nie wiedział dlaczego Nathan przy niej płakał, bo nikt jej nie przeczytał, a ja chciałbym to wiedzieć - wzruszam ramionami. – No nieważne – rzucam po chwili i odkładam plecak na podłogę.
   Kuba przygląda mi się badawczo do czasu, aż na scenę wychodzi mężczyzna, prosząc o ciszę i informując o zaczynającym się przesłuchaniu.
- Nie mogę uwierzyć, że cały czas to robisz – słyszę przy moim uchu. – Grześ, serio kurwa, bez przesady.
   Nie wdaję się w dyskusję, na scenie staje młoda kobieta, mniej więcej w wieku mojego towarzysza. Kątem oka zauważam, że chłopak siedzący parę rzędów przed nami unosi kciuki do góry, a dziewczyna na scenie odwzajemnia jego uśmiech. Jest to na tyle urocze, że ja również się uśmiecham.
   Przesłuchania trwały dwie godziny i niestety mimo najszczerszych życzeń z naszej strony Darek się nie dostał.
- Spoko, nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli – śmieje się, gdy próbujemy go pocieszyć. – O kurde, jak wieje! – zauważa, kiedy jesteśmy jedną nogą za drzwiami i zapina kurtkę pod samą szyję.
   Kuba poprawia włosy, które opadają mu na czoło, a ja staram się ogrzać ręce, trąc je o siebie nawzajem. Po rannym wypadzie na cmentarz już i tak wystarczająco zmarzłem.
- Następnym razem – mówię, kładąc mu rękę na ramieniu w geście pocieszenia.
- Tak - mówi w zadumie. – Tak! Następnym razem! – rozpromienia się i przyśpiesza. Kuba spogląda na mnie pytająco, a ja tylko z uśmiechem wzruszam ramionami i staram się dorównywać kroku Darkowi.
   Po pięciu minutach nieco męczącego spaceru lądujemy w kawiarni, zamawiamy sobie identyczne desery i czekamy aż kelner nam je przyniesie.
   W między czasie żywo rozmawiamy o wszystkim, co przychodzi nam do głowy.
- Moja mama umówiła mnie tydzień temu z córką jej koleżanki. Rozumiecie to? Ona próbuje zeswatać dorosłego faceta – śmieje się Kuba, kręcąc głową.
- I jak było? – słyszę, jak i Darek zanosi się śmiechem.
- W sumie sympatycznie – mówi. - ale myślę, że moja mama powinna pogodzić się z faktem, że nie mam zamiaru zakładać rodziny. Nie będzie ślubu, ani wnuków – dodaje, odbierając swoje zamówienie z rąk kelnera, który właśnie podszedł do naszego stolika.
- Mam wrażenie, że traktujesz ludzi wokół siebie jako oznakę słabości. Współpracownik nie, dziewczyna nie, aż cud, że się z nami zadajesz – zauważam.
   Kuba przez chwilę zdaje się być zbity z tropu.
- Nie lubię zbyt dużo rozmawiać o sobie, więc mnie do tego nie zmuszacie – mówi, wskazując na nas widelczykiem. Chyba pierwszy raz przyznał się do tego wprost, do tej pory zwyczajnie to wiedzieliśmy. - Chociaż niekiedy zdajecie sobie sprawę, że coś jest nie tak, pozwalacie mi czuć się twardym i szanujecie to, że lubię być sam ze swoimi problemami. Za to między innymi was uwielbiam – wkłada kawałek ciasta do ust. - Przyjaźń jest w porządku, ale jeśli chciałbym być w związku, musiałbym robić rzeczy, które nie do końca mnie przekonują – jego oczy znów lądują na nas. Następuje chwila ciszy, którą ucina stwierdzeniem: - Zresztą nie lubię dzielić się swoim łóżkiem – i razem z Darkiem wybuchają śmiechem.  
   Patrzę na nich i po chwili mimowolnie zaczynam się cicho śmiać.
- Grześ, wiem, że trudno ci to zrozumieć – odzywa się ponownie Kuba. - ale nie każdy chce poświęcić całe swoje życie komuś innemu - dodaje, patrząc mi z powagą prosto w oczy.

Dodaj komentarz