Odium // Grześ

Jedynie niecała połowa z nas mieszka w domach. Nie mieszkaniach, czy akademikach, a najprawdziwszych domach z ogródkiem – a przynajmniej z działką, na której można byłoby taki ogród zorganizować. Ja i Maciek – szczęście w nieszczęściu – przejęliśmy dom po naszych rodzicach, Natalia z narzeczonym póki co mieszkają z jej rodzicami i oszczędzają na własny kąt – najprawdopodobniej przeniosą się jednak z domu do mieszkania – oraz Kuba, który jako jedyny samodzielnie się go dorobił.
   Jego dom jest naprawdę spory, ma dwie sypialnie, dwie łazienki i parę pokoi, do których większość moich znajomych nie zaglądała, a ja bywałem tam jedynie przelotnym gościem. Fakt, że mieszka zupełnie sam, potęguje wrażenie wielkości przestrzeni, ale jemu wydaje się to nie przeszkadzać – przeciwnie.
   „Wciąż przekonuję mamę, aby wyprowadziła się z tej starej rudery do mnie” mawia, ale nigdy nie dodaje nic na temat potencjalnego założenia własnej rodziny.
   Dom naszego znajomego poza swoimi imponującymi rozmiarami posiada jedną, ważną zaletę – płaski dach. Spędzamy na nim już kolejną godzinę. Jest wieczór, księżyc pojawił się nad nami niecałą godzinę temu. Mamy koce, przekąski i głośnik, co tworzy magiczny klimat.
   W tle cicho przygrywa nam muzyka z lat dziewięćdziesiątych. Nathan opiera się o ramię swojego chłopaka, tuż obok nich siedzi Tomasz drażniąc swoją narzeczoną, która w tym czasie rozmawia z Dagmarą. Kuba i Darek zajmują rozmową mojego brata – to niesamowite, że Maciek mimo różnicy wieku tak dobrze dogaduje się z moimi znajomymi. Piotrek właśnie wnosi kolejne paczki chipsów, a ja i Miriam – młodsza o siedem lat siostra bliźniaków – staramy się zrozumieć zasady gry planszowej, w którą mamy zamiar wszyscy wspólnie zagrać.
   Część z nas ma już pracę, a część prócz tego dodatkowo studiuje, dlatego spotykanie się razem – naprawdę wszyscy razem - bywa mocno problematyczne. Robimy jednak wszystko, co w naszej mocy, aby wciąż spotykać tak jak kiedyś, gdy robiliśmy to po szkole, wiedząc, że jest ona naszym jedynym obowiązkiem. Dziś nam się to udało.  
   Im jesteśmy starsi, tym spotkania te stają się bardziej sentymentalne. Staramy się nie przesadzać ze wspominaniem dawnych czasów, ale jak tego nie robić? Kiedyś pożegnania trwały parę sekund „tata mnie woła, muszę wracać, do jutra” dziś potrafimy się rozstawać paręnaście minut, kończąc: ,,mam nadzieję, że uda nam się spotkać za jakiś czas”. Niegdyś nasze spotkania były rutyną i stanowiły coś tak oczywistego, że nie zawracaliśmy sobie nawet głowy umawianiem się. Dziś jest zupełnie inaczej.
   Myślę o Nathanie, o tym jak bardzo nie lubi wychodzić z domu, a jednak zawsze przychodzi i nigdy nie musimy go do tego namawiać. ,,Dzisiaj?” odczytaliśmy wszyscy o podobnej porze wiadomość i każdy odpisał: „tak”. Nathan nie odpisał ostatni. Był pierwszy.
   Podczas jednego z naszych spotkań, parę miesięcy temu, łzy zaczęły ciec mu po policzkach, kiedy oznajmił, że naprawdę się cieszy, że może być z nami i że – „z całego serca” – nie chciały nas stracić. Wtedy zaczęło się to, czego staramy się zawsze unikać – sentymenty, wspomnienia, wszystko napędzało się wzajemnie, aż większość z nas również uroniła parę łez, trochę ze wzruszenia, trochę ze śmiechu, a trochę z ironii całej tej sytuacji, bo to przecież Nathan próbował nas nie raz opuścić, nie my jego.
   Ja też płakałem, z uśmiechem na twarzy, zastanawiając się, czy był to jedynie epizodyczny przejaw emocjonalny z jego strony, czy to jego stała myśl. Czy nasza obecność faktycznie trzyma go przy życiu? Czy jesteśmy dla niego ważniejsi, niż powody, dla których nie warto wstawać codziennie z łóżka?
   Wspólne rozmowy nigdy nam się nie nudzą, poznaliśmy już na przestrzeni lat swoje wzajemne poglądy, poczucie humoru, zachowania i im więcej czasu ze sobą spędzamy tym wydają nam się one jednolite u każdego z nas. Szczęśliwie jednak, tak nie jest.
   - Nathan, oni dobrze wiedzą, kiedy się uśmiechasz, bo naprawdę cię coś rozbawi, a kiedy się uśmiechasz, bo myślisz, że powinieneś. To nie są obcy ludzie, znają cię już jakiś czas.  
- Nie panuję nad wymuszonym uśmiechem, czyli to tak jakby był prawdziwy, prawda?  
- Nie, to tak jakby udawanie kogoś, kim nie jesteś weszło ci w nawyk.
   Słyszę jak Kajetan zachwyca się ciemnym niebem, na którym zaczynają pojawiać się pierwsze gwiazdy. Ten facet naprawdę niewiarygodnie często zachwyca się takimi naturalnymi zjawiskami. Odwracam się do niego i widzę, że Nathan też stara się uśmiechać.  
- Fakt, cudownie – mówi. – Gdyby tylko nie było tak zimno.  
- Nathan, czy jedno zdanie bez narzekania to zbyt dużo? – śmieje się Tomek, podając mu jeden z kocy, które przynieśliśmy. Nathan nie przeprosił, z czego bardzo się cieszę. Jego chłopak przykrył mu nogi i przytulił do siebie, aby ogrzać go swoim ciałem.  
- To co, robimy koncert na dachu? – pyta Kuba, trzymając w ręce gitarę. – Chciałem przynieść elektryczną, ale jak patrzę na Nathana pod kocem i to ciemne niebo, myślę, że akustyczna będzie bardziej na miejscu. Zresztą dostałem już jedno upomnienie od sąsiadów – dodaje, czym sprawia, że przestrzeń wokół nas wypełniła się na krótko śmiechem.
- Brakuje jeszcze ogniska do pełni klimatu – odzywa się Darek, którego mina po chwili zmienia się, jakby dotarło do niego, co właśnie powiedział. – Ognisko na dachu, to by było coś – mówi tak jakby chciał ten plan natychmiast wcielić w życie.
   Kuba szybko i kategorycznie sprzeciwia się jakiemukolwiek ognisku.
   Po chwili Piotrek wyłącza przygrywający nam do tej pory głośnik, a Kuba zaczyna grać. Przez moment słychać tylko melodię, ale niedługo później dołącza do niej piękny głos.  
   Głos Nathana gdy śpiewa wcale nie różni się od jego barwy gdy mówi. Tak jak wtedy jest on niepewny, lekko zachrypnięty i czasem brakuje mu powietrza, kiedy piosenka przyśpiesza, ale Kuba dopasowując się do niego – pociąga za struny zdecydowanie wolniej.
   Zasłuchuję się w głosie przyjaciela wyśpiewującego słowa, nad którymi znaczeniem się nie zastanawiam. Cały czas wpatruję się w jego usta, które nie otwierają się szeroko, tylko tyle ile jest to naprawdę konieczne do wydobycia z siebie jakiegokolwiek brzmienia.
   Nathan naprawdę lubi śpiewać, nie robi tego dla nas, wręcz przeciwnie - nieraz pytał, czy nam to nie przeszkadza. ,,Nie robię tego zbyt dobrze”, mówił, a ja zaprzeczałem: ,,Masz najpiękniejszy głos na świecie”.
   Gdy Nathan przestaje śpiewać, a Kuba ostatni raz pociąga za struny gitary, wszyscy bijemy brawa.
   Wieczór pełen rozmów, dyskusji oraz żartów kończy się, wszyscy zabieramy rzeczy z dachu przenosząc się do środka. Zrobiliśmy to w niemal idealnym momencie, co zauważa Piotrek.
- Akurat zaczęło padać – mówi wyraźnie zadowolony, ponieważ to on parę minut wcześniej zaproponował przeniesienie się do środka.
   Piotrek jest najbardziej nieśmiałym człowiekiem, jakiego znam. Mówi bardzo cicho, a kiedy zaczynamy się z nim droczyć robi się czerwony, zasłania twarz rękami i jak najszybciej ulatnia się z zasięgu czyjegokolwiek wzroku. Nie lubi być w centrum uwagi, dlatego, kiedy zaczynamy dla żartów zbyt teatralnie dziękować mu za uratowanie nas od deszczu, szybko żałuje, że postanowił zwrócić naszą uwagę na jego dokonanie i szybko oddalił się od nas rzucając cicho, że nas nienawidzi, na co wybuchamy jeszcze głośniejszym śmiechem.  
   Postanawiamy przenocować i wrócić do siebie kolejnego dnia, co spotyka się z ogólną aprobatą wśród wszystkich. Zależało to głównie od Kajetana, ale udało się, że akurat w ten weekend nie ma ani jednego dyżuru. Darek też nie musi iść jutro do pracy – zresztą i tak niedługo rzuca ją, ponieważ odkrył swoje powołanie i chciałby ubiegać się o pracę w teatrze.
   „Ta praca po prostu mnie już męczy. Mam nadzieję, że to nie kryzys wieku średniego, jestem na to za młody” śmiał się, gdy informował nas o swoich planach.
   Resztą się nie przejmowaliśmy, ani gospodarz (właściciel sklepu muzycznego) ani Piotrek (botanik) nigdy nie pracowali w weekendy, a moja praca była zależna od zleceń, których aktualnie nie miałem. Czym zapewne niedługo powinienem zacząć się przejmować.
   Robi się coraz później, więc szykujemy sobie miejsca do spania. Kuba udostępnia swoje ogromne łóżko Natalii i Tomkowi.
- Widzisz – mówi Natalia. – Gdyby nie ja spałbyś na podłodze.  
- Też przyłożyłem rękę do tej ciąży – oburza się jej narzeczony.  
- Moim zdaniem przyłożyłeś trochę co innego – krzyczy z salonu Darek i wszyscy – po raz kolejny tego wieczora - wybuchamy śmiechem. Wszyscy oprócz Nathana.
   Wbrew temu co mówiła Natalia, nie śpimy na podłodze, a bynajmniej nie wszyscy. Maciek – ponieważ ma problemy z kręgosłupem - dostał miejsce w pokoju gościnnym, gdzie łóżko jest mniejsze od tego w sypialni Kuby, ale wciąż, jest to łóżko. Nathan i Kajetan śpią na kanapie w salonie, której nawet nie rozłożyli, a Dagmara i Miriam zajęły po jednym dużym fotelu, jakie znajdowały się naprzeciw sofy. Nie musiały się nawet szczególnie na nich kulić. Ja i pozostała trójka faktycznie zrobiliśmy sobie posłania na podłodze, ale – naprawdę nie wiem z jakiego powodu – w domu znajdowało się sporo kocy, więc ranek nie zapowiada się na taki z bolącym karkiem, czy plecami.

   Wstaję wcześnie, na tyle wcześnie, że wszyscy jeszcze śpią, Nathan nie miał jeszcze koszmaru ani nocnych ataków, a na dworze wciąż jest ciemno. Spoglądam na zegar zawieszony nad kominkiem i dociera do mnie, że jest późno, nie wcześnie. Druga w nocy.  
   Odruchowo idę sprawdzić, czy z moim bratem wszystko okay – co jest zupełnie niepotrzebne, ponieważ jeszcze nigdy nie obudził się w nocy z jakiegokolwiek powodu. Mimo to idę zrobić to, co podpowiada mi intuicja.  
   Widzę Maćka, który leży na wznak pod kołdrą. Przeczucie się myliło.
   Wychodząc z pokoju gościnnego, dostrzegam na korytarzu Natalię.
- Wystraszyłaś mnie – śmieję się cicho. – Obudziłem Cię?  
- Nie, mały się przepycha – informuje, patrząc wymownie na swój brzuch. – Napijesz się ze mną? – przytakuję i kierujemy się do kuchni, która razem z salonem tworzy wspólną przestrzeń, więc najciszej jak umiemy robimy sobie herbaty i ubierając kurtki, wychodzimy na taras.  
- A ty czemu wstałeś? – pyta Natalia i mimo że na zewnątrz nie mamy opcji nikogo obudzić, wciąż szepczemy.  
- Sam nie wiem, po prostu się obudziłem, myślałem, że jest już ranek – odpowiadam zgodnie z prawdą, ogrzewając sobie ręce o kubek.  
- Martwiłeś się czy z Nathanem wszystko okay, bo zwykle o tej porze miewa ataki i dzwoni do ciebie, aby upewnić się czy żyjesz – zgaduje, choć tylko jeden raz była świadkiem, kiedy odbierałem telefon od przyjaciela w środku nocy, próbując go uspokoić.
   Nie, Natalia, kiedy podczas snu ma atak paniki, Kajetan jest w pobliżu i to on go uspokaja. Jest lekarzem, więc o wiele lepiej, niż ja wie, co należy robić w takim wypadku. Nathan dzwoni do mnie, kiedy budzi się z koszmaru, nie będąc pewnym czy na pewno się obudził. Wtedy głos jego chłopaka mu nie wystarcza, ponieważ Kajetan nie ma pojęcia, co się dzieje. „To tylko koszmary, nic straszniejszego, niż ataki, które miewasz”.
   Nie mówię tego na głos, zamiast tego wzruszam ramionami.
- Powinieneś sobie kogoś znaleźć – słyszę i ponownie cicho się śmieję. – ale ty zamiast tego wolisz lokować tą miłość w kimś kto kompletnie jej od ciebie nie oczekuje. Od kiedy Nathan znalazł sobie chłopaka, a Maciek nie potrzebuje opieki, dusisz się tą swoją troską, bo nie masz jej komu okazywać.
- Co mam na to odpowiedzieć? – pytam na głos, zdziwiony przebiegiem tej krótkiej rozmowy, jak i tym co właśnie usłyszałem.
- Jesteś nadopiekuńczy, wiesz o tym? – odpowiada pytaniem na pytanie. – I to nie tylko w stosunku do niego, czy do Maćka. Świata nie zbawisz, Grześ. – gdy nie odpowiadam dodaje: - To nie jest złe, że starasz się pomagać, ale dlaczego wszystkim i dlaczego się tak angażujesz w kompletnie nie swoje problemy?
   Nie odpowiadam. Wiatr zaczyna wiać mocniej, więc Natalia oznajmia, że wraca do środka, ale kiedy wstaje, drzwi otwiera nienaturalnie pobudzony Nathan.
- Grześ? – słyszę, a Natalia odwraca się do mnie.
- Masz na co czekałeś, uspokoisz go i będziesz mógł w spokoju zasnąć z poczuciem wypełnienia misji – szepcze mi do ucha, a ja uświadamiam sobie z przerażeniem, że faktycznie na to czekałem.

2 komentarze

 
  • wielkie d

    fajne :)

  • XPISARZYKY

    @wielkie d dziękuję!!

  • Aurita

    Musiałam naprawdę się powstrzymywać, żeby nie zacząć czytać podczas wykładu ❤️ CUDO!

  • XPISARZYKY

    @Aurita jejciu, żebyś widziała moją minę, gdy przeczytałem ten komentarz. Dziękuję!! Niezmiernie mi miło ❤️