Odium // Grześ

- Wybacz, że wczoraj nie przyszedłem – równie dobrze mógłbym nawet w tym miejscu uklęknąć, tak jakbym myślał, że tylko jego dobre serce uratuje mnie przed szubienicą. -  Szef odesłał mnie do domu, a w nim w zasadzie od razu położyłem się spać. Nawet nie zauważyłem kiedy zasnąłem, a obudziłem się dzisiaj. Wiem, mogłem chociaż zadzwonić, przepraszam – mówię.
- Nic się nie stało – mówi, ale wyczuwam w jego słowach nutkę zimna.
- Nie było mnie… - nie daje mi dokończyć.
- Nieważne, że nie było Cię dwa dni. Ważne, że byłeś dwa dni temu, i że jesteś teraz – po raz pierwszy podczas naszej rozmowy spogląda mi w oczy. Po chwili wyciąga w moją stronę ręce – którymi do tej pory oplatał swoje nogi zamykając się na zewnętrzne bodźce – z niewypowiedzianą prośbą o chwilę bezpieczeństwa. Objęliśmy się.
   Nadal mam poczucie winy, że nie było mnie aż tyle. To nie tak, że nie miałem dla niego czasu, bo dla Nathana zawsze potrafiłem go znaleźć – nawet jeśli oznaczało to zrezygnowanie z nauki na sesje, dnia w pracy lub czegokolwiek innego. A jednak mnie nie było i gdy próbuję sobie przypomnieć, dlaczego, nie potrafię znaleźć nic konkretnego. Po prostu moje życie mnie zatrzymało nie zważając na to, że Nathan jest jego częścią. Pewnie było zazdrosne. I miałoby powody.  
   Po chwili dociera do mnie, że Nathan zauważył ile dokładnie mnie nie było, a to znaczy, że przez pewien czas najprawdopodobniej się tym przejmował.
- Przepraszam – mówię i obiecuję sobie, że to ostatnie przeprosiny za tę sytuację – nie jestem jak Nathan, nie będę miał wiecznego poczucia winy z powodu tak błahej sprawy.  
   Czy to naprawdę była błaha sprawa?  
- Byłeś sam? – pytam po chwili.
- Kajetan wychodził do pracy – mówi, ale nie dodaje nic na mój temat. Nie odpowiada też w gruncie rzeczy na pytanie.
- Bałeś się?  
- Czasami, choć wiedziałem, że nie ma czego. Po prostu znowu się pokłóciły.  
   Neurony. Mówi o neuronach.
   Nigdy nie wiedziałem i właściwie - pomimo tego że studiuję psychologię – nadal nie wiem, czy fakt, że Nathan zdaje sobie sprawę, że niektóre jego odczucia są błędne pomaga w wyleczeniu choroby.  
  ,,Tak, wiem, że mi się wydaje. Wiem, że nic się nie dzieje. Wiem, że mam kości, ale jakaś część mnie każe mimo to wydrapać dziurę w ręku, aby być pewnym. Wiem, że to nie jest niebieskie i wiem, że to tylko dźwięki z mojej wyobraźni. Mam sprzeczne informacje, z jednej strony wydaje mi się, że ktoś tam stoi, ale gdy patrzę w tamtą stronę dociera do mnie, że to nieuzasadniony lęk. Ostatnio często się kłócą.”
   Neurony.  
   Ponoć jeśli pacjent jest świadomy swojej choroby łatwiej mu z niej wyjść, a jednak mam wrażenie, że Nathan nie zyskał nic poza ciągłą frustracją.  
,,Kiedy nieustannie musisz spierać się ze swoim umysłem, kto ma rację w końcu się poddajesz, ale wciąż myślisz o tym jak beznadziejny jesteś nie mogąc osiągnąć tego czego tak bardzo byś chciał.”
- Nie miałem dzisiaj koszmarów – informuje mnie.
- Świetnie! – reaguję szerokim uśmiechem, ale widzę, że Nathan nie wypowiedział poprzedniego zdania z wielkim optymizmem. – Nie cieszysz się?
- Irytuje mnie fakt, że to, czy mam koszmary nie zależy ode mnie - ,,irytuje mnie”, a jednak jego twarz nie wyraża nic poza tradycyjną obojętnością. Nawet nie zaakcentował tych słów.  
- Ale to od ciebie zależy, czy zauważyłeś ich brak – próbuję.  
   Nie odpowiada mi. Nie wiem, czy to dlatego, że chciałby powiedzieć tak dużo, a nie umie ubrać tego w słowa – jak ja, gdy próbuję powiedzieć coś sensownego – czy po prostu nie chce ze mną dyskutować, bo nie zmieni swojego zdania.  
- Pamiętasz, co mi powiedziałeś o szczęściu, kiedy ostatnio rozmawialiśmy? O tym, że nie chcę się cieszyć dobrymi chwilami, bo na plecach wciąż czuję, że to tylko preludium do gorszych? – prawda jest taka, że nie jest to temat, który poruszyliśmy tylko ten jeden raz, dwa dni temu. Wręcz przeciwnie, przewija się on w naszych rozmowach bardzo często od paru lat, ale czasem – tak jak w tym przypadku – poświęcamy mu trochę więcej uwagi. - Chyba tak samo mam tym razem, za bardzo przywykłem do miewania koszmarów, aby cieszyć się faktem, że przez parę nocy ich nie było. Jak wrócą to będzie jeszcze gorzej.  
- A gdyby kiedyś miały w ogóle nie wrócić? Gdyby pewnego dnia po prostu się skończyły? – podsuwam. – Cierpiałbyś ze strachu przez całe życie? – wiem, że moje pytanie jest retoryczne.
- Aż nie miałbym pewności, że definitywnie się zakończyło, nie byłbym w stanie się tym cieszyć – kiwa głową. - Zresztą, nie wiadomo, czy wtedy byłbym w ogóle w stanie.
- Dlatego powinieneś cieszyć się tym póki możesz? – stąpam po cienkim lodzie.
- Ze strachem na karku? Mam się cieszyć póki mogę, bo niedługo mogę nie mieć takiej możliwości, mam być optymistyczny, żeby co? To jakoś odwlecze w czasie ich powrót?  
- Zacząłeś się unosić – zauważam.
- Przepraszam – to mówi ledwo słyszalnie, szybko wraca do porządku.
   Ja jednak nie powiedziałem tego, oczekując przeprosin – przeciwnie. Skarciłem się w duchu za to, że powstrzymałem Nathana od okazywania emocji. Cieszyło mnie to, że mówił głośniej, kiedy się denerwował i chciałem się z nim tym podzielić, aby też mógł być z siebie dumny, ale nie wziąłem pod uwagę tego, że Nathan wcale tego w ten sposób nie potraktuje. Przeprosił mnie i aż dziw, że nie zamknął odruchowo oczu, zniżając twarz i czekając na cios.  
   To też mnie cieszyło – zinterpretowałem to jako zaufanie, ale długo moja radość nie trwała. Mimo że zauważam tyle z pozoru nic nie znaczących reakcji u Nathana, tym razem się zagapiłem i nie zauważyłem tego jednego – znów objął kolana rękami i schował w nich głowę.  
- Nathan, ja nie powiedziałem tego, żebyś mnie przepraszał. Bardzo cieszę się, że jednak okazujesz jakieś emocje. Kiedyś byłeś no wiesz… dość wybuchowy – co nie było zbyt dobre – a potem przeważyło to w stronę przeciwną, gdzie nie wyrażałeś dosłownie nic – przerywam. – Wiesz, że nawet kiedy płaczesz to…
- Wiem. Kajetan często mi to mówi, prz…
- Nie – raz za razem wchodzimy sobie w słowo. – Tylko nie przepraszaj – kiwa głową.  


   Czuję jak Nathan pociąga mnie za rękaw.  
- Jest późno? – pyta.  
- Nie, jest wczesny wieczór – nie sprawdzam dokładnej godziny, bo wiem, że za moment i tak zapomniałby jaką mu podałem i wiem, że chodzi mu tylko o zorientowanie się w sytuacji.  
   Rozglądam się przez chwilę i jestem zaskoczony tym, że naprawdę nigdy nie zwróciłem uwagi na brak zegara w ich mieszkaniu.  
,,Czas jest okropnie ograniczający” – twierdzi Kajetan, a jest to człowiek, który nie lubi być przez cokolwiek ograniczany, aż dziw, że posiada stałą pracę.
- Zostaniesz? – słyszę. – Pójdę się wykąpać, czy jak wrócę to jeszcze tu będziesz?  
   Nie pytam, dlaczego akurat w tej chwili i nie sugeruję mu, aby poszedł pod prysznic później. Wiem, że potrzebuje tego właśnie teraz. W tym momencie ma też siłę, a odkładanie tego w czasie choćby o parę minut może go jej pozbawić.  
- Będę. Jasne, że będę – uspokajam go.
- Nawet jeśli…  
- Tak, nawet jeśli spędzisz pod nim kolejne parę godzin. Tylko pamiętaj, że jutro muszę iść do pracy – śmieję się.
   Przyjaciel uśmiecha się i niezdarnym krokiem kieruje do łazienki. Słyszę lecącą wodę. Wyciągam telefon i piszę do brata z zapytaniem, czy wszystko u niego w porządku. Po chwili dostaję odpowiedź od Maćka, że jest w domu i zamówił pizzę. Uśmiecham się do telefonu, ale dociera do mnie, że kiedyś będę musiał nauczyć się gotować - cokolwiek, abyśmy nie żyli wyłącznie na pizzy, tostach, czy zupkach chińskich.
   Rozsiadam się wygodnie na szarej sofie, czekając na przyjaciela. Nie ma tu telewizora, więc korzystając z okazji wyciągam scenariusz z plecaka i czytam, aby następnego dnia w pracy nie zawalić tak jak ostatnio. Szef jest wyrozumiały, ale jestem pewien, że jego cierpliwość jest ograniczona.
   Wciąż słyszę lecącą wodę.
   Nathan ma ciężką relację z prysznicami – właściwie nigdy nie miał i nie korzystał z wanny. Nie pamiętam, czy równie długo zajmowała mu kąpiel jeszcze przed tymi wszystkimi traumatycznymi wydarzeniami. Możliwe, że jest to dla niego forma oczyszczenia. A może po prostu to lubi? Co ciekawe nikt nigdy nie kazał dokładać mu się do rachunku, a podczas dwugodzinnych kąpieli z pewnością zużywa mnóstwo wody. A może po prostu próbuje zmyć z siebie wszystkie bakterie? Nie tylko te złe. Albo próbuje się utopić?  
   Nie wiem czy kratka odpływowa jest odkryta, czy Nathan powoli napełnia kabinę.

4 komentarze

 
  • PsychoFan69

    Coś pięknego!!!!!!! No po prostu oczu nie mogłam oderwać! Wzruszyłam się dogłębnie,ty opowiadaniem trafiłeś wprost do mego serca.... Wspaniale pokazujesz wewnętrzne dramaty i rozterki człowieka. Jak i trudne relacje miedzy ludzkie. Powinieneś wydać książkę, tak ogromny talent nie może się zmarnować! Oby tak dalej z utęsknieniem czekam na kolejne twoje dzieła.

  • XPISARZYKY

    @PsychoFan69 omatko, najpiękniejszy komentarz jaki dostałem! Nie spodziewałem się 😭 (po samym nicku można ogarnąć, że to Ty 😂🖤)

  • AlexAthame

    Twoje opowiadanie jest takie głębokie i wzruszające.Ludzkie myśli i odczucia to osobne wszechswiaty i mimo najszczerszych checi nie można stworzyć jednego z dwóch Tak naprawde każdy tak ma, tylko większość żyje w odczuciu , że ma jeden z tą drugą osoba.

  • Emilka

    Nigdy nie widziałam lepszego opowiadania 😀❤️

  • Emilka

    Super 😀😀

  • XPISARZYKY

    @Emilka dziękuję! 🖤