Odium // Grześ

   Stoję przed drzwiami, nie mając pewności, czy ktokolwiek mi otworzy. Nie łudzę się, że Nathan to zrobi, musiałby w tym celu wstać z łóżka, pokonać czternaście schodów w dół, a potem jeszcze jakieś trzy metry dzielące je od wejścia. Zdaję sobie sprawę, że ostatnio nie ma siły nawet na pierwszą czynność.
   Jeśli w ogóle usłyszy pukanie do drzwi, uznam to za niemały sukces. Często miewa natłoki myśli, które skutecznie uniemożliwiają kontakt z nim.  
   Tłumaczyłem Kajetanowi, że powinni zamontować sobie dzwonek do drzwi, lecz w odpowiedzi usłyszałem tylko tyle, że echo pukania roznosi się po mieszkaniu, ponieważ jest ono dość puste i - przynajmniej on - nie ma problemu z usłyszeniem go. Teraz pozostaje mi jedynie mieć nadzieję na to, że wrócił już z pracy lub jeszcze do niej nie wyszedł.  
   Mam co prawda swoje klucze, ale nie chcę ich nadużywać. Dostałem je tylko w razie gdyby Nathan czegoś potrzebował, a jego chłopaka nie byłoby w domu.  
   Po chwili słyszę dźwięk przekręcanego klucza. Drzwi otwierają się, a naprzeciwko mnie stoi Kajetan. Mimo że jego oczy wyraźnie wskazują na zmęczenie, domyślam się, że mentalnie wciąż jest pełen energii.
- Chcesz mi coś sprzedać? - pyta, a ja kręcę przecząco głową. - Nawrócić mnie na jakąś konkretną wiarę? - powtarzam gest. - Odbić mi chłopaka?  
- O! Trafiłeś w sedno, o niczym innym nie marzę - Kajetan mruży oczy i zamyka mi drzwi przed nosem. - Dobra, dobra. Postaram się powstrzymać, ale nic nie obiecuję - krzyczę, uśmiechając się od ucha do ucha. Kajetan ponownie uchyla drzwi i odsuwa się, robiąc mi miejsce, abym mógł przejść.
- Nocka? - pytam, choć jestem pewien, że znam odpowiedź. Kajetan potwierdza moje przypuszczenia, kiwnięciem głowy.
   Oboje kierujemy się do sypialni. Kajetan na pewno chce odpocząć po pracy, a ja po prostu wiem, że jest to jedyne miejsce, gdzie w ostatnim czasie można spotkać Nathana.  
   Wchodzimy po czarnych, półkowych schodach na piętro, gdzie mieści się łóżko oraz parę regałów na książki. Stanowi ono jedną trzecią całej długości mieszkania i odgrodzone jest od krawędzi jedynie czarną barierką. Przypomina to wewnętrzny balkon. Jest stąd widok na kuchnię, jadalnię oraz salon. Mieszkanie jest urządzone w stylu industrialnym, więc jedyne ściany to te oddzielające łazienkę. Nawet od reszty świata odgrodzone jest prawie samymi oknami.  
- Wszystko w porządku? - pytam, kiedy widzę mojego przyjaciela skulonego na łóżku. Ten tylko wzrusza ramionami. Po chwili jednak nabiera powietrza tak jakby miał wypowiedzieć najdłuższą przemowę w swoim życiu.
- Mógłbym powiedzieć ci, że jest w porządku, ale wtedy pomyślałbyś, że czuję się dobrze , bo nie widzisz w tym w ogóle różnicy - mówi jak gdyby z wyrzutem.
- Więc mi to wyjaśnij - proponuję.
- Porządek jest wtedy, kiedy czujesz się jak zwykle, a jeśli mówisz, że jest dobrze to znaczy, że podoba Ci się obecny stan. Porządek nie zawsze musi Ci się podobać - w końcu wzdycha i chowa twarz w poduszkę. - Jest w porządku - mamrocze.
- Dzisiaj w nocy trochę się wydarzyło, nie ma zbyt dobrego humoru - wyjaśnia mi Kajetan, a ja kiwam głową ze zrozumieniem.
   Podchodzę do łóżka i kucając przy Nathanie, chwytam go za rękę.
- Damy mu odpocząć, co? Opowiesz mi, co się działo - przyjaciel dłuższą chwile patrzy mi w oczy, aż w końcu bardzo powoli wstaje, tak jakby po drodze nie chciał popełnić żadnego błędu. Mam wrażenie, że ostatnio każda czynność jest dla niego wyzwaniem.
- Przepraszam - mówi cicho do swojego chłopaka.  
- Za co ty mnie, słońce, przepraszasz? - pyta Kajetan, choć bardziej z troską aniżeli z zaskoczeniem.  
   Nathan nie odpowiada. Spuszcza wzrok, wstaje i zaczyna schodzić po schodach. Szybko podbiegam do niego, bo wiem, że ma tendencję do tracenia równowagi, a na tak stromych schodach może być to niebezpieczne.  
- Za dwadzieścia minut do was zejdę - informuje mnie Kajetan. Kiwam głową i pomagam zejść mojemu przyjacielowi do salonu, gdzie siadamy na kanapie.  
   Tak naprawdę wątpię, że da to Kajetanowi na tyle spokoju, aby mógł zasnąć. Sam mówił, że jest tu pusto i echo się roznosi.  
- Kocham cię, wiesz? - zwracam się do Nathana.
- Słyszałem! - krzyczy jego chłopak.  
- Tylko cię sprawdzałem! - śmieję się. - Idź spać! - odwracam się do Nathana, który chyba nie słyszał naszej wymiany zdań, bo nadal wpatruje się pustym wzrokiem w podłogę. Mógłbym rzucić dla żartu jakąś luźną uwagę typu ,,twój chłopak ci chyba nie ufa”, ale przez parę lat nauczyłem się, że są momenty, w których nie należy przy nim żartować, a już zwłaszcza nie w ten sposób. Więc po prostu siedzę cicho i czekam na jakąkolwiek reakcję z jego strony.
   Na oznak życia, który niekoniecznie jest po prostu nie świadomym oddychaniem.  
- Dobrze się czujesz? - pyta.
- Mógłbym zapytać się o to samo - odpowiadam. - Ale tak, jest okay, dziękuję - przyjaciel obserwuje mnie jeszcze przez chwile z przestraszoną miną, jakby nie do końca ufał moim zapewnieniom. - Na pewno - dodaję.  
   Po chwili na policzkach Nathana pojawiają się łzy. Wiem, że się boi. Najgorszy jest fakt, że powoli udziela mi się jego panika, a to nie jest wskazane.  
   Od kiedy przydzielono mi prawną opiekę nad bratem staram się myśleć bardziej racjonalnie niż kiedyś.
- Nathan, dostałem dość silne leki, więc kiedy tylko czuję się gorzej, biorę je i jest lepiej. Co prawda ból nie ustępuje to z sekundy na sekundę, ale da się wytrzymać - mówię powoli, aby mieć pewność, że każde słowo do niego dotarło.
   Wiem, że cokolwiek bym nie powiedział, nie przekonam go, że po lekach czuję się lepiej. Gdy następuje atak migreny sam mam wrażenie, że nigdy się nie skończy. Chciałbym wtedy myśleć trzeźwo, ale ból skutecznie mi to utrudnia. Nierzadko nawet 48 godzin, nie jestem w stanie skupić się na zajęciach, czy pracy. Denerwuje mnie światło, czy dźwięk. Mam wrażenie, że czuję się wtedy tak jak Nathan, z tą różnicą, że migrena w końcu przechodzi.  

   Przez piętnaście minut siedzieliśmy w kompletnej ciszy. Nathan nie skomentował mojej wypowiedzi na temat leków, a ja nie poruszałem już tego tematu.  
   Po kwadransie nadal siedzimy na kanapie otoczeni ciszą. Mój przyjaciel wpatruje się w panele podłogowe tak jakby chciał zapamiętać wszystkie szczegóły na wypadek, gdyby ktoś go o nie zapytał.  
   Przyglądam się jego twarzy i zastanawiam się, o czym myśli, choć być może wcale nie chcę tego wiedzieć. W końcu oblizuję wargi.
- Dzisiaj na zajęciach profesor powiedział, że każdy człowiek odnajdzie w końcu puszkę pandory, mówił, że jest to nieuniknione - Nathan nieznacznie podnosi głowę. - Kiedy ją otwierasz… - przez moment zastanawiam się nad odpowiednim doborem słów, chcę, aby miało to taki wydźwięk jaki zaplanowałem. Problem w tym, że nigdy nie byłem dobry, jeśli chodzi o sensowne wypowiedzi. - … wydostają się stamtąd wszystkie nieszczęścia i wątpliwości. Potem -  jak pewnie wiesz - nadzieja. Powiedział, że niektórzy nie mają już siły i zamykają wieko, nim ta nadzieja zdąży się wydostać - wzdycham. - Wiem, że nie jestem dobry w ładnych przemowach, ale rozumiesz o co chodzi, prawda? - patrzę na niego z nadzieją.
- Yhm - przytakuje, nie patrząc na mnie.
- Nathan, musisz się trochę otworzyć na życie. Nie możesz wiecznie trwać w stanie takiego dziwnego zawieszenia - dodaję i mam wrażenie, że brzmiało to wręcz desperacko.
   Przyjaciel tylko wzrusza ramionami, ale wiem, że moje słowa do niego docierają. Być może z lekkim opóźnieniem, ale docierają.
- Czyli w skrócie po prostu nie możesz tyle myśleć. Mniej myślenia równa się mniej dziwnych, strasznych i nierealnych scenariuszy wszystkich złych rzeczy, które mogą się jeszcze wydarzyć. ,,Będziemy gasić pożary jak wybuchną”, nie? - słyszę głos za sobą, odwracam się i widzę, że Kajetan wstał.
- Długo nie spałeś - mówię.
- Słońce zza okien ładuje mnie nieskończoną energią - mówi wesoło, nalewając sobie wody do szklanki.
- Szkoda, że na Ciebie słońce działa tylko drażniąco - zwracam się do Nathana, a ten patrzy na mnie i unosi brew. - Pfy, nie liczy się.  
- Bo?  
- Bo mnie ono drażni tylko czasami, a ciebie zawsze - mówię i pokazuję mu język.
- Kto w ogóle wymyślił tyle okien w tym domu? - pyta.  
- Chciałeś industrialnie - Kajetan unosi ręce do góry i siada obok swojego chłopaka.
   Widzę, że Nathan unosi kąciki ust.
- Cytowałeś Forsta - z opóźnieniem, ale dociera.
   Przypomina mi się okres, kiedy Nathan miał jeszcze na tyle siły, by móc czytać trzystu stronicowe książki i zastanawiam się, w którym momencie przestał mieć siłę na czytanie smsów.

306 czyt.
100%31
XPISARZYKY

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i fantasy, użył 1629 słów i 8931 znaków, zaktualizował 30 sty o 10:24

Komentarze (1)

 
  • Somebody

    Somebody 14 stycznia

    Pięknie... Poczułam to całym sercem ❤