Odium // Grześ 2009

Tamtej nocy nie było inaczej niż zwykle. Około drugiej mój telefon zaczął wibrować i poruszać się po szafce nocnej. Od upadku uratowałem go praktycznie w ostatniej chwili. Mimo że najprawdopodobniej wyszedł by z tej sytuacji bez żadnych rys wolałem nie ryzykować, hałas mógłby obudzić Maćka i tatę.  
   Spojrzałem na ekran, co było zupełnie niepotrzebne. Wiedziałem, że tylko jedna osoba mogła mnie niepokoić o takiej porze.  
- Co się dzieje? - zapytałem po wciśnięciu zielonej słuchawki. Po chwili zdałem sobie sprawę jak głupie jest to pytanie. Co mogło się dziać? Koszmary. Oczywiście, że koszmary.
- Ymmm… - zawahał się. – Sylvia. Przepraszam, że zawracam ci tym głowę – dodał szybko.
- Nathan, w porządku, ustaliliśmy, że jeśli tylko przyśni ci się coś podobnego, będziesz mnie informował. Sam o to prosiłem, więc nie przepraszaj mnie za to -  starałem się do niego przemówić. Usłyszałem cichy pomruk potwierdzenia w słuchawce, ale wiedziałem, że nie minie sporo czasu, a znów mnie za to przeprosi. Za to lub za cokolwiek innego.
- Czy ostatnim razem mówiłem coś o ziemi? Czy staliśmy? - pytał jak gdyby był zagubiony we własnych myślach i pewnie tak właśnie było.
- Mówiłeś, że czułeś jakbyście unosili się w powietrzu, jakby nie było tam grawitacji.
   W mojej głowie, jak z dyktafonu, nagle odtworzyła się jego wypowiedź sprzed paru dni:
   ,,Wiesz, że tęskniłem? Czułem taką nieopisaną tęsknotę, ale nie miałem pojęcia w stosunku do czego lub do kogo. Dlatego zadzwoniłem, bałem się, że gdy się obudzę będę musiał już zawsze tak tęsknić – zaciął się na moment. – za tobą.”
- Och…  
- Teraz było inaczej? – dopytałem.
- Wydaje mi się, że staliśmy na betonie - powiedział bez przekonania. - Nie wiem, czy następnym razem…  
- ...też będziesz tak myślał? - dokończyłem, a on potwierdził.  
   Opowiadał mi ten sen przez całą noc. Nie był on długi jednak co jakiś czas musiał zrobić przerwę, co jakiś czas ja musiałem dopytać, a na koniec zastanawialiśmy się wspólnie nad jego sensem. Pomyślałem wtedy, że być może był to tylko koszmar, wytwór wyobraźni Nathana, która jest naprawdę bogata.        
   Z perspektywy czasu myślę tylko jak naiwny byłem, biorąc to w ogóle pod uwagę.
   Nigdy nie widziałem dziewczyny z jego snów. W przeciwieństwie do niego nie było dane mi na nią spojrzeć i zweryfikować, czy jej oczy naprawdę były pozbawione koloru. Nie zgodziłem się, gdy mówił o tym jak zaczyna się marznąc, patrząc na nią. Nie znałem jej.  
- Jak się czujesz? - zapytałem.
- Jak zwykle, nic specjalnego - odparł i jestem pewny, że wzruszył w tamtej chwili ramionami.
   Kiedyś spytałem Nathana jak się czuje, odpowiedział wtedy, że czuje jakby nie było w nim żadnych emocji, a jednocześnie jakby było ich tak dużo, że nie potrafi sobie z nimi poradzić.
   To był ostatni raz kiedy odpowiedział na to pytanie, od tamtej pory mówił tylko ,,w porządku” lub ,,jak zwykle”. Czasem zastanawiam się, po co w ogóle pytam go o jego samopoczucie. Nie łudzę się, że pewnego dnia powie bez użycia jakiegokolwiek sarkazmu, że czuje się doskonale. Byłoby to spełnienie marzenia, ale nie łudzę się.  
- Weź tabletkę, dobra? – wyszeptałem, choć po chwili przypominałem sobie, że nie powinienem.  
- Myślisz, że są w stanie mi zaszkodzić? – zapytał.
- Myślę, że tak. Jeśli tylko zastosujesz efekt placebo i wyobrazisz sobie, że to jakaś trucizna.
- Nie zaszkodzi spróbować – przez chwilę żaden z nas się nie odzywał. - Przepraszam, nie wiem, dlaczego tak bardzo przerażają mnie sny z jej udziałem - powiedział cicho.  
- Każdy się czegoś boi. Pewnie w tym śnie jest coś przerażającego, ale nie potrafisz mi tego powiedzieć. Być może nawet sam nie potrafisz stwierdzić, co to takiego - podsunąłem pomysł.  
- Być może… - potwierdził, ale wiedziałem, że myślami był już bardzo daleko.  
   Wiem, że dziewczyna miała puste oczy, Nathan nie raz przyrównywał je do oczu lalki, może dlatego tak bardzo się jej bał?  
- To chyba przez te oczy - powiedział jakby czytał mi w myślach. - Są takie… puste.  
   Telefon odmierzał nam czas, jaki przeznaczaliśmy na rozmowę, ale nie wiedział, że od godziny nie zamieniliśmy ze sobą już ani słowa. Siedziałem oparty o ścianę i nasłuchiwałem oddechu Nathana, który stawał się coraz bardziej równomierny. W końcu wstałem z ziemi i położyłem się do łóżka, zostawiając telefon w zasięgu ręki.
   Zastanawiałem się co mogę zrobić poza wysłuchiwaniem go i namawianiem do brania tabletek uspokajających. Rozmawiałem kiedyś o tym z jego tatą, a ten obiecał porozmawiać z jego terapeutą. Nathan po wizycie opowiedział mi – niemal z płaczem – że wszyscy potraktowali to jako zwykłe, nic nie znaczące, dziecięce koszmary i nie słuchali, gdy mówił jak bardzo się ich boi.  
   ,,Koszmary są po to, żeby się ich bać, to normalne. Wyrośniesz z tego, to nic groźniejszego niż ataki paniki, które miewasz” cytował lekarza.  
   W jednej kwestii miał rację, nad atakami nie jest tak łatwo zapanować zwłaszcza, że w przeciwieństwie do koszmarów, Nathan często w ogóle ich nie pamięta.
  Od tamtej rozmowy minęło jednak wiele lat, a Nathan wciąż nie wyrosnął z koszmarów, nawet ich charakter się nie zmienił.

Dodaj komentarz