Odium // Grześ 2007

W momencie, w którym po raz trzeci w przeciągu paru minut złamał mu się ołówek, uświadomiłem sobie, że faktycznie na to czekałem. Na to aż na jego twarzy zobaczę w końcu złość, czy frustrację, którą będzie do opanowania – to tylko złamany ołówek - zamiast tego wciąż widziałem na niej tylko zmęczenie. Wpatrywał się w rysik, który powoli sturlał się na podłogę – nikt z nas nie schylił się, aby go podnieść – zrezygnowanym wzrokiem, mówiącym: „Naprawdę? Znowu?” jakby dziecko mimo nieustających próśb z jego strony ponowienie zrobiło coś, czego nie powinno.
   Kiedy jednak oddałem mu zatemperowany ołówek, znów tak samo mocno dociskał go do kartki. W głębi duszy chciałem, aby tym razem użył jeszcze więcej siły.
   Wycofywał się. Pomimo mierzenia się z czymś trudnym nie mrużył oczu, pojedyncza kropla potu nie spływała z jego czoła, nie sprawiał wrażenia spiętego, a jego to nie brzmiał ani odrobinę płaczliwie, kiedy oznajmił:
- Nigdy mi nie wychodzi – tak jakby był to fakt, z którym trzeba się pogodzić.
   Wcześniej też tak mówił, aczkolwiek wszystkie zadania, które rozwiązał wyszły mu bezbłędnie, o czym mu przypomniałem, ale on tylko kręcił głową.
- Wiesz, że nie musisz tego robić jeśli nie chcesz?
- Nigdy mi nie wychodzi – powtórzył, nie komentując moich wypowiedzi.
- Proszę, takie słowa jak nigdy czy zawsze zachowaj do zasad matematycznych – powiedziałem. – W życiu używa się ich zbyt często w sposób nieprzemyślany i bezpodstawny. Tamte zadania ci wyszły, Nathan – tym razem to ja się powtórzyłem. – dlatego stwierdzenie, ze nigdy ci nie wychodzi to kłamstwo – wzruszyłem nawet ramionami, aby oddać oczywistość tego, co powiedziałem. – Zresztą, jeśli cały czas będziesz myślał o tym jak bardzo ci nie wychodzi, to nie skupiasz się na zadaniu – dodałem bezmyślnie, choć wtedy byłem przekonany, że pomagam.
- Dlaczego liczby robią na ludziach większe wrażenie, niż słowa?
   Wypuściłem powietrze z ust z rezygnacją.
- Nie wiem, Nathan, może dlatego, że ludzie rzadziej je rozumieją? Słowami prościej nam wszystkim operować, do liczb potrzebni są geniusze.
   Znów pokręcił przecząco głową.

   Napełniłem przyjacielowi szklankę z wodą, kiedy on wciąż pochylał się nad równaniami matematycznymi.
   Naprawdę nie musiał ich rozwiązywać, były to dodatkowe zadania, o które sam prosił nauczycielkę, ponieważ to lubił.
   Nathaniel naprawdę lubił matematykę. Wcześniej potrafiła go ona doprowadzać do płaczu, ale potem jedynie łamał przy niej ołówki, aż parę lat później zupełnie przestał się nią zajmować. Nastąpił wtedy okres, w czasie którym przestawał zajmować się wieloma rzeczami, które wcześniej go pasjonowały.
   Zanim jednak przestał z zaangażowaniem pochylać się nad zadaniami matematycznymi, prócz łez i złamanych ołówków towarzyszyło temu również szczęście. Dlatego właśnie przy nim byłem, kiedy to robił – bo nim zacząłem czekać na złość na jego twarzy, czekałem na jego szczęście. Nie mogłem przegapić szczerego uśmiechu i zmarszczek pojawiających się przy jego oczach, kiedy stawał się z siebie dumny. Było to na tyle rzadkie, że nie wyobrażałem sobie poświęcić tego czasu oczekiwania na cokolwiek innego.
- Wyszło mi – mówił, patrząc na mnie z zadowoleniem. – Wyszły mi wszystkie – a ja wyobrażałem sobie wtedy, że mówi do mnie coś zupełnie innego – wkładałem w jego usta rozmaite sentencje, o których marzyłem, aby wypowiedział je z taką radością.
   Nathan odebrał ode mnie szklankę, nawet na mnie nie zerkając. Wziął niewielkiego łyka i wrócił do zadań. Usiadłem tuż przy nim, kładąc głowę na stole, mając pod nią splecione przedramiona. Czekałem, aż będzie potrzebował pomocy z ołówkiem, bo nie byłem jego rodzicem.
- Mam – powiedział nagle, czym wyrwał mnie z zadumy. – Wyszło mi – mówił z uśmiechem.
   Zerkał to na zeszyt – nie mogąc uwierzyć w to, co się wydarzyło, jakby właśnie odkrył własne równanie, które mógłby nazwać swoim nazwiskiem – to na mnie ze zmarszczkami wokół oczu, podniesionymi uszami i kącikami ust.
- Gratulacje! – wykrzyknąłem.
   I kiedy tak leżałem na stole ciesząc się razem z nim, usłyszałem jego wesoły głos:
- Jestem szczęśliwy – i łza pociekła mi po policzku, choć tego nie powiedział.

Dodaj komentarz