Odium // Grześ 2006

Nie potrafię sobie przypomnieć, kto pierwszy wymówił to na głos – a może nikt tego nie powiedział - ale doskonale pamiętam dzień, w którym uświadomiliśmy sobie, że sny Nathana nie są wyłącznie tymczasowe. Doszliśmy wtedy do wniosku, że musimy ułatwić sobie rozmawianie o nich i tak dziewczyna z pustymi oczami ochrzczona została na Sylvię. Podejrzewam, że do tamtego dnia nigdy nie słyszałem o tym imieniu.
   Było to jakiś czas po pogrzebie mojej mamy, czekaliśmy w klasie, aż dzwonek zaalarmuje nas do rozpoczęcia pierwszej lekcji tego dnia.    
- Dlaczego Sylvia? – zapytałem, kiedy Nathan zaproponował to imię. Ale on tylko wzruszył ramionami, jak zwykle gdy nie potrafi, czegoś wyjaśnić. – Myślę, że będzie w porządku – powiedziałem z uśmiechem, którego nie odwzajemnił.
   Znajdowaliśmy się po przeciwnych stronach ławki. Przyjaciel swój smutny wzrok skupiony miał na jej popisany fragment, a ja wpatrywałem się w niego, nie mogąc wymyślić nic bardziej pomocnego, poza nadaniem imienia dziewczynie z jego koszmarów.
- Grzegorz, mogę cię prosić? – usłyszałem zza pleców. Odwróciłem się i zobaczyłem dyrektora. Pierwsze myśli w głowie? Oczywiście, że zrobiłem coś złego. Podstawówka, do której uczęszczaliśmy nie była wybitna, roiło się tam od dzieci sprawiających wszelkiego rodzaju problemy. Myślę, że na ich tle nie wyróżniałem się zbytnio, a jednak to po mnie przyszedł dyrektor, który rzadko sam fatygował się do ucznia.
   Nathan spojrzał na mnie pytająco, a ja odpowiedziałem wzruszeniem ramion.
   Przekroczyłem próg gabinetu dyrektora zaraz za nim. Zamknąłem drzwi i usiadłem na krzesło, które wskazał mi ruchem ręki.
- Chciałbym, żebyś widział, że jest nam niesamowicie przykro z powodu twojej mamy – mogłem się domyślić, że właśnie o to chodziło. – Była naprawdę niesamowitym pedagogiem, świetnie sobie radziła. Tyle lat pracy i nigdy nas nie zawiodła  – w tym momencie zaczerpnął głęboko powietrza i zdjął z oczu okulary, aby je przetrzeć, chociaż wydaje mi się, że nie było takiej potrzeby. Nie rozumiałem wtedy do końca, co starał mi się przekazać. – No w każdym razie gdybym mógł coś dla ciebie zrobić to przyjdź śmiało – powiedział, przywołując się do porządku i na powrót zakładając okulary.
- W sumie to mam jedną prośbę – odważyłem się, mimo że wiedziałem już, że moja prośba go rozbawi. Zachęcił mnie wtedy ruchem ręki. – Proszę przestać mówić do mnie pełnym imieniem. Jestem Grześ, nie Grzegorz.
   Tak jak od początku przepuszczałem, mężczyzna faktycznie się zaśmiał, ale gdy widział mój wyraz twarzy zorientował się, że mówiłem całkowicie poważnie.
- Dobrze, postaram się zapamiętać.
- Dziękuję – odpowiedziałem i opuściłem pomieszczenie.
   W klasie zobaczyłem jak Piotrek, Tomek i Daga siedzą naokoło Nathana i żywo dyskutują. Podchodząc bliżej dowiedziałem się, co ich tak rozemocjonowało.
- Jestem pewien, że odpowiedź pierwsza. Robiłem to parę razy! – oburzał się Tomek.
- Nie, Tomek, spójrz – i Dagmara zaczęła tłumaczyć chłopakowi zawiłości zadania, nad którym pracowali.
- Piotrek, powiedz coś! – rozkazał.
- Myślę, że Daga może mieć rację – odpowiedział mu cicho, na co Tomek oburzony odszedł do swojej ławki pochylając się nad zadaniem niemal ze łzami w oczach. Dagmara i Piotrek poszli z nim porozmawiać, a ja zająłem ich miejsce przy Nathanie.
- Która odpowiedź? – zapytałem.
- Pierwsza. Tomek nie obliczył tego zgodnie z tym jak pani nas uczyła, ale odpowiedź ma dobrą. Nauczyciel matematyki ma cię uczyć logicznego myślenia a nie gotowych działań, więc moim zdaniem zasługuje na oklaski.
- Dlaczego mu nic nie powiedziałeś?  
- Dowie się na lekcji, a jaki będzie z siebie dumny jak dopiecze Dadze – zaśmiałem się słysząc te słowa. – Co chciał od ciebie dyrektor?
- Powiedzieć, że mu przykro, że mama umarła i zapytać, czy czegoś nie potrzebuję. Powiedziałem mu, że ma przestać mówić do mnie pełnym imieniem. Miejmy nadzieję, że zapamięta – powiedziałem.
- Miejmy nadzieję – przytaknął.
- To co, pierwsza dobra? – spytałem, biorąc zeszyt do ręki i poprawiając swoją wcześniejszą, niepoprawną odpowiedź.

Dodaj komentarz