Miłość jest ślepa cz 9

Chciała nawet zadzwonić, ale zrezygnowała. W końcu to Kayla miała ją poderwać, a nie odwrotnie.  
Ruszyła. Pomyślała o dobrej kąpieli w pianie. Wiedziała, że John nie jest aż tak głupi żeby coś złapać. Ewa również wyglądała na porządną dziewczynę... Więc słowa o badaniu, były może niepotrzebne, ale z pewnością  nieco obniżyły wartość jej ex w oczach Ewy.
                                                                         *  
Roman otworzył drzwi do mieszkania. Pomyśłał o Marku. Prawdę mówiąc, trochę za nim tęsknił.  

W tym czasie w innej części miasta, bliżej Zamku Królewskiego, Róża przygotowywała się do spotkania z intrygującą brunetką. Zastanawiała się czy Kayla wie, że ona nie ma żadnego narzeczonego.  
  Miała kilka krótkich relacji. Sądziła, że z Leszkiem coś wypali. Ale okazał się niedojrzałym do związku. Pozostawał dwunastoletnim chłopcem w ciele dwudziestolatka. Róża nie potrzebowała być nianią. Nie umiał załatwić najprostrzych spraw, co potrafił, to tylko jak używać, to coś. Ale też raczej wyglądało, że jego przyjemność się bardziej liczyła, niż jej.  
  Od trzech miesiecy nie miała nikogo. W tym właściwym sensie. Zastanawiała się nad tym, nieco tylko starszym od niej mężczyzną, którego z nią widziała. Co robił z lesbijką? Dobrze ubrany, zadbany. Czy to możliwe?
Może się dowie od brunetki. Nie wiedziała co myśleć. Nigdy nie myślała, że może umówić się z dziewczyną. A tu taka sprawa! Od chwili kiedy zobaczyła ją przy stoliku, czuła niekontrolowane prądy w dolnej części pleców. Miała dwadzieścia jeden lat. Dwa lata studiów. Zabezpieczoną przyszłość przez rodziców i zero miłości. Same porażki. Ale nie załamywała się. Musiała przeskanować swoją osobowość. Do tej pory uważała się za pożądną dziewczynę. Kto mógł przypuszczać, że Kayla na nią tak podziała. Dla pewności poprzedniego wieczoru otworzyła komputer i weszła na stronę dziewczynek co lubią dziewczynki. Oglądała zdjęcia, bez większej sensacji. Puściła krótki filmik. Była podniecona, ale w normalny sposób. Ponoć kobieta reaguje podobnie, niezależnie czy widzi dwóch mężczyzn, dwie kobiety czy kobietę i mężczyzne. Jakaś psycholog zrobiła badania i potwierdzono je wiele razy.  (Prawda) Czemu Kayla na nią tak działała?
  Dojechała na Plac Zamkowy pięć minut przed południem. Uspokoiła się.  
A co jak ją wystawi, bo być może robiła sobie tylko jaja? Ale jakaś jej część szeptała, że przyjdzie i będzie pięknie.
- Hej, czekasz na kogoś? - usłyszała głos Kayli.
- No na ciebie.
- Na mnie? To miłe. To idziemy na jakieś dobre rzeczy. Dzisiaj ciebie obsłużą. I ja płacę.  
- A gdzie idziemy?
- To zależy od ciebie. Dzisiaj ty rządzisz. Jesteś głodna?
- Nie tak bardzo.
- Ale zjesz jakąś dobrą i lekką sałatkę, a potem ciacho?
- Dobrze, tu jest milion kawiarni.  
- Masz rację. Studiujesz coś, prawda?
- Takie sprawy z zarządzaniem przedsiebiorstw.
- Czyli umiesz liczyć i przewidywać.
- Trochę.
- Twój narzeczony nie był zły, że nie masz dla niego czasu w sobotę?
  Dziewczyna się lekko zarumieniła.
- Wiesz, nie powiedziałm ci całej prawdy.
- Tylko żartuję. Znam się na ludziach. Nie masz nikogo od wielu miesiecy. Czterech?
- Trzech.
- I zastanawiasz się dlaczego tak jest, ale jesteś dobrej myśli, tak?  
- Dokładnie.
  Weszły do kafejki. Kelnerka mogła mieć tyle lat co Róża, albo rok mniej. Zamówiły dwie sałatki grecki i dwa piwa.  
- To ciastko nie będzie potem bardzo pasować - powiedziała Róża.
- Mnie nie przeszkadza.  
  Kiedy dziewczyna przyniosła posiłek, zaczęły jeść. Kayla patrzyła wszędzie, ale nie na dziewczynę, ta natomiast zerkała na nią co chwilkę.
- Ten młody mężczyzna, to twój znajomy?
- Tak, pracujemy razem. Fajny gość. Podoba ci się?
- Niczego sobie, tylko...
- Tak? - kruczowłosa spojrzała jej w oczy.
- Może nie powinnam...
- Nic się nie stanie jak zapytasz, skoro jest to ważne.
- Nie jest. Wydawał się bardzo wrażliwy. Czy on...
- Masz trudności z wyrażaniem pytań. Tak, on nie jest dla kobiet.  
- Aha, czyli dobrze myślałam. Dziwne, prawda?
- Nie. Ja jestem zgrabna i ładna. Nawet bardzo. I większość facetów by chciała ze mna być bliżej, a jestem teraz z tobą.  
  Róża znowu się zawstydziła.
- Ja nie byłam nigdy z dziewczyną i muszę przyznać, że sprawdzałam wczoraj czy na mnie działają.
- Tak i co?
- Wszystko normalnie. Tylko dziwnie się czuję z tobą.
- Rozluźnij się. Dzisiaj sobie tylko poplotkujemy.
- Och. A ja myślałam...
  Kayla popatrzyła na nią.
- Miło wyglądasz jak się rumienisz. Co myślałaś?
- Że, może. To, tak nie wypada...
- Róża, odwagi. Powiedz. Widzisz, że jestem miła. Jestem taka.
- Masz czas później, bo ja właściwie mam całą sobotę wolną...?
- Zjemy to i wypijemy piwko, a potem zobaczymy. Też mam czas.
  Kayla delikatnie ujęła jej dłoń. Róża zadrżała.
- Pamiętasz co powiedziałam o pierwszym spotkaniu. Ale dzisiaj ty rządzisz.
- Jesteś taka zdecydowana... U mnie są rodzice.
- Ja mieszkam sama.
- To możemy pojechać do ciebie.  
   Zabrzmiało to jak stwierdzenie, a nie jak pytanie.
- Jasne.  
  Dziewczyna od razu się rozluźniła. I Kayla to wyczuła. Wahała się z tym co chciała powiedzieć.
- Nie będziemy na życie. To przygoda. Czegoś cię nauczy, a może zdecyduje o twoim życiu. Ja już podjęłam decyzję, tylko zobaczę jak się to potoczy. Robimy coś świadomie i próbujemy osiagnąć zamierzenia, ale to nie zależy od nas. Niektórzy nie wierzą w przeznaczenie. Plan. Ja wierzę. Pewien facet uratawał życie dziecku. Za dwadzieścia lat wybuchł pożar. I uratował go strażak, z narażeniem życia. Okazało się, że to było to dziecko, które tamten wówczas uratował.  
- To prawdziwa historia?
- Tak, całkowicie.
  Siedziały w milczeniu. Kayla zapłaciła i poszły w dół, w kierunku Nowego Światu.
Godzinę później weszły do jej domu na Sadybie.  
- Kayla ja nie wiem...  
- Wiesz. Wyluzuj. Tylko powiedz.
- Chciałabym tego z tobą. Ale jestem kompletną nogą.
- Żadna kobieta nie jest. Możesz wszystko. Pójdzie dobrze.
- To nie bedzie jeden raz, prawda?
- Nie, maleńka. Ale nie na życie. Szanuję ludzi, ale nie jesteś jedyna.
- Rozumiem, nie będę chciała cię uwiązać. To wybór, a nie przymus.  
- Jesteś pewna?
- Najzupełniej.
  Podeszła do Kayli i pocałowała ją delikatnie w usta. Poczuła, że nogi ma z waty i jest cała mokra.
- Myjemy się najpierw?
- A jak wolisz? - zapytała kruczowłosa.
- Wolałabym nie.
- Zgoda.
  Róża poczuła pewność. Z każdą chwilą czuła większe podniecenie i chyba dostrzegła to u brunetki. Ku własnemy zdziwieniu zaczęła ją rozbierać. W końcu gdy brunetka była nago, zaczęła sama zdejmować swoje ubranie. Po chwili stały nago na przeciw siebie. Zaczęła całować Kayle tak namiętnie, że tej brakowało tchu. Na szczęście zajęła się jej piersiami, a potem pusią, więc Kayla odzyskała oddech. Odważnie popchnęła ją na łóżko. Zaczęła całować jej intymność. Kayla oddała się rozkoszy. A Różą pozbyła się wszelkich zahamowań. Intuicyjnie robiła wszystko jak doświadczona kochanka. W końcu brunetka chciała się odwdzieczyć i zaczęła to robić. A potem już nie było tej, która bierza i tej która daje. Kiedy już nie został kawałek ciała, którego nie całowały, dotykały, gładziły, wówczas zaczęły podróże do wnętrza jaskiń. Najpierw jednej, a potem obu. Kayla niczego jej nie odmawiała.  
  Około dziesiątej Róża zadzwoniła do domu i powiedział, że nocuje u koleżanki i że będzie jutro rano albo koło południa. Rodzice nie mieli zastrzeżeń.
Odpoczęły trochę i zaczęły nowe zmagania. Róża przestała liczyć szczyty. Nie sądziła, że może być tak miło. Na razie nie mogła jednej rzeczy otrzymać, ale mogła ją dać. Sądziła, że za kilka dni albo góra tydzień, to się zmien. Zasnęły po trzeciej.  
  Kayla obudziła się nad ranem, zanim listopadowe słońce zaczęło świecić.
- Jesteś cudowna, kochanie. Mam nadzieję, że będziesz szczęśliwa. Przypominasz mi Maję, ale już wybrałam - szepnęła do śpiącej słodko jak dziecko, młodszej nieco brunetki.
  Przytuliła się do niej i zasnęła.

Po śniadaniu odwiozła Różę do domu.
- Podam ci dni kiedy będę mogła cię widzieć. Poza tymi dniami, pytaj. Może też będę wolna.
- Masz kogoś, tak?
- Będę miała, ale ty masz priorytet.  
- Okej, pasuje mi. Jeśli poznam kogoś, też powiem ci.
- Jasne. Wiem, że chcesz czegoś. Wiesz co robić, żeby to przyspieszyć. Ale nie forsuj. I bez tego jest super, prawda?
- Tak. Szkoda, że muszę iść.  
- Zobaczymy się w środę.
- Fajnie. Do środy.  
  Pocałowała ją delkatnie w policzek.
- Wiesz gdzie bym chciała buziaka, ale ściany mają oczy.
- Jasne. Miłego dnia. Uważaj na siebie, Różyczko.
- Dzięki. Było miło mi się z tobą kochać.
- Wzajemnie.
  Róża poszła w kierunku bloku. Kayla patrzyła za nią, aż ta zniknęła w klatce schodowej. Dopiero wówczas brunetka zapaliła motor.  
- W poniedziałek spotykam się z Renatką - powiedziała cicho do siebie.  
  Pomyślała chwilkę o Maji. Ruszyła.
  
Marek wrócił w poniedziałek wieczorem. Tym razem Romek zrobił dobrą kolację. Mieli dobry czas. Kiedy ich ciała nasyciły się sobę, zasnęli.  

Renatka spotkała się z Kaylą zaraz po pracy. Nie była zawstydzona ani nie zadawała pytań.  
- Pojedziemy do ciebie, dobrze?
- Dobrze. Zrobiłam wczoraj obiad, powinnaś lubić.  
- Rozmawiałam z Romkiem.
- Tak, wiem. Powiedziałaś mu, że jesteś do zdobycia.
- Jestem.
- A kto ma cię zdobywać?
  Renata spojrzała na nią dziwnie.
- W piątek nie spojrzałaś na mnie ani razu, nie rozumiem...
- I ja nie rozumiem. Wytłumacz mi zatem o co chodzi. Zadzwoniłaś wczoraj, że chcesz się spotkać, to się zgodziłam.
  Blondynka poczuła się dziwnie.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użył 1868 słów i 9919 znaków, zaktualizował 29 paź 2020.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto