Miłość jest ślepa cz 12

Końcówka bardzo erotyczna.  
                                                                              *
- Zostaw ją, to siostra szefa - krzyknął inny policjant.  
Po chwili podjechało Volvo, a z niego wysiadł nie kto inny tylko porucznik Stanisław Krzak. Roman poznał go od razu. Nie mógł wiedzieć, że to jej brat, bo Kayla miała nazwisko panieńskie mamy.
- Dziękujemy za pomoc - powiedział szatyn.
- Dałem ci broń, po to żebyś jej użyła, jeśli trzeba - rzekł sucho, porucznik.
  Roman czuł się mocno zaskoczony.
- To jest Stasiek? Dlaczego mi nie powiedziałaś?
- Powiedziałam imię. Pamiętasz jak opowiadałam o Mai?
- Nie powiem, że się cieszę. Do wozu, muszę was przesłuchać - powiedział nieco szorstko porucznik.
  Usiedli na tylnie siedzenie.
- Czy to co nacisnęłaś to był alarm? - zapytał tylko dla pewności, szatyn.
- Tak. Do najbliższej jednostki. Super lokalizator.  
- Panie Stanisławie, wiem że to nie jest odpowiedni czas ani miejsce, ale chyba czas wybaczyć.
  Trwała cisza.
- Powiedziałaś mu wszystko?
- Tak. Jest moim przyjacielem.
- Teraz pan rozumie, panie Wasilewski, że moje ,,rozumiem”, które powiedziałem podczas rozmowy w sprawie samobójstwa Tomasza, miało podstawy.
- Tak, przepraszam jeszcze raz. Nie chodzimy w butach drugiej osoby. Jeżeli to była kogoś wina to Majki, nie Kayli. Ale sądzę, że niczyja. Albo nas wszystkich.  
- Tak. Możemy o tym teraz nie rozmawiać, panie Wasilewski?
- Sadzę, że ludzie powinni się kochać. Jeżeli coś jest nie tak, powinni jak najszybciej się pojednać. Szczególnie w rodzinie...
- Proszę przestać, proszę.
- Dobrze, zamykam się.
  Roman odczuł uścisk dłoni Kayli, dostrzegł też łzy na jej policzku. Dojechali na posterunek.
Krzak zachowywał się jakby byli mu zupełnie obcy. Zapisał wszystko.
- Jesteście wolni. Chcecie transport?
- Wezmę taksówkę - wstała i chciała wyjść.
- Poczekaj Kayla - rzekł Roman.
  Popatrzył na porucznika.
- Jest pan bardziej mężczyzną niż ja. Proszę podjąć decyzje. Tu i teraz.
- Co pan... - Roman i Kayla zobaczyli, że porucznik wyciera łzę.
- Nie moge ręczyć za rodziców - rzekł cicho.
  Podszedł do siostry, otworzył ramiona. Brunetka wtuliła się w jego pierś jak dziecko i zaczęła ryczeć.  
- Już dobrze, siostrzyczko. Już dobrze...
  Roman czuł coś w gardle i sam zaczął wycierać łzy.
- Nie jestem bardziej mężczyzną niż ty, Roman. Dziękuję.
  Porucznik puścił Kayle i przytulił serdecznie szatyna.  
- Zrobię co mogę. Czas na pokój. Czas abyśmy byli znowu rodziną - rzekł nadal wzruszony.
- Tak, bracie. Czas - szepnęła brunetka.
  
Godzinę później siedzieli w mieszkaniu Marka.  
- Jesteś zuch...
Tym razem nie zdołał zareagować. Poczuł usta Kayli. Tym razem wiedział, że nie przerwie tej rozkoszy. Rozpiął jej bluzkę i zaczął pieścić jej piersi ustami. Przerwał.
- Kurwa, co się dzieję. Wiedziałaś?
- Uwierzyłbyś wówczas?
- Co powie Marek?
- Nie zabije się. Zrozumie.  
- Cholera. Gej od urodzenia zakochał się w lesbijce.
- Nie tak. Lesbijka od urodzenia pokochała najbardziej męskiego faceta jakiego spotkała.  
- Wiesz, że chętnie bym to zrobił, ale powiem najpierw Markowi. Pewnie mnie jednak pobije.
- Nie zrobi tego. Wierz mi.  
- A ty?
- Po co się głupio pytasz? Sądzisz, że mogłabym cię kochać i nadal lizać cipkę Renaty czy Róży?
- Tak tylko zapytałem. Ale się narobiło.  
- Bywa i tak - szepnęła i wtuliła się w jego ramiona.
  Roman tulił ją i nagle coś sobie przypomniał.
- Tego dnia, kiedy mi opowiedziaś, powiedziałaś prawdę, a ja jej nie dostrzegłem, bo jak mógłym. Powiedziałaś : Do dzisiaj liczyła się tylko Maja. Chodziło ci o mnie, prawda?
- A o kogo innego, idioto? Ale to nie był jeszcze twój czas. I nie do końca mój. Mój się zaczął jak umówiłam je obie. Już bądź cicho. Pozwól brzmieć ciszy...
- To kiedy zaczęłaś mnie kochać?
- Zawsze musisz wszystko wiedzieć, co? Obiecaj tylko nie filozofować i nie wstawiać pierdoł. Pamiętasz? Jesteś facet z jajami... Powiem ci, ale nie zrozumiesz. Kiedy zobaczyłeś mój wzrok, jak patrzyłam zalotnie na Renatę. Istotnie tak patrzyłam. I ty odkryłeś, że ja wiem, że ty wiesz. Ale odebrałeś to niewłaściwie. Wówczas cię pokochała moja dusza, czyli prawdziwa ja.
- Właśnie, że rozumiem. Ja? Byłem pewny gdy zasłoniłem cię przed tym bandytą, miałem pewność gdy przytuliłaś się do mnie w nocy. Ale tak, to stało się wówczas. I nie dlatego, że smakowały mi twoje usta, pierwszy raz. Pewnie właśnie dlatego mi smakowały. Wcześniej...
- Pierwszego dnia?
- Nie. Kiedy Maja umarła. Teraz już wiesz dlaczego Bóg ją zabrał.
  Łzy leciały z oczu Kayli jak z kranu.
- Kochanie. Tak! Ona mi powiedziała, że będę kochać. Ale ona nie wrodziła się w ciebie. Bo kocham ją nadal.
- Wiem, skarbie. Jakie to rozkoszne kogoś kochać. Jestem dupa, powinienem ci powiedzieć wcześniej...
- Ciii. Wiesz, że nie mogłeś. A ja i tak wiedziałam. Wiedziałam, mój bardzo wrażliwy pedale.
  
Tego dnia do niczego nie doszło, chociaż oboje bardzo chcieli. Roman był bardzo uczciwy. Czekał na powrót Marka z niecierpliwością. Ten jakby jakby wiedział.
- Coś się stało?
- Nie, że zaraz się stało. To trochę trwało, tylko nie wiedziałem. Usiądź.
- Czuję, że nie jestem na to gotowy - wyszeptał nieco blady Marek.
- Nigdy nie myślałem, że to być może... ale najpierw cię zapytam, chociaż wiem. Kochasz mnie?
- Czemu pytasz? Jest mi z tobą dobrze, pragnę cię. Wzajemnie dajemy sobie rozkosz.
- Pytam czy mnie kochasz.
- Nie wiem, chyba nie... a ty?
- Podobnie. Chodzi o to, że zakochałem się. Kocham kogoś i to jest na życie.
- Co ty mówisz! Zdradziłeś mnie!? Kto?
- Co jest ważniejsze: łóżko czy miłość. To Kayla - odrzekł spokojnie.
- Co! Ta lesbijka! Ona spała z połową miasta. Odjebało ci!? Coś słyszałem o niej. Mistrzyni głowy łabędzia. Podwójnej. Kurwa, nie uwierzę, zakochał się w lesbijce.
  Popatrzył na spokojną twarz byłego partnera. Zrozumiał.
- Przepraszam. Widzę, że ją kochasz. To widać.
- Ona mnie kocha również i również na życie. To to co robiła nie ma znaczenia. Kocham ją i jeśli nadal będzie spotykać kobiety, nie zmieni to mojego uczucia. Może mnie zostawić, chociaż wiem, że tego nie zrobi. Zrozumiesz to jak też kiedyś pokochasz. A życzę Ci tego, Marku.
- Kurwa, nie rozumiem. Jak to?
- Przykro mi. Miłość nie wybiera. Miłości nie można przewidzieć, nie można jej kupić, nie można jej sprzedać, nie można do niej zmusić. Nie można zakochać się na zawołanie. Nie można przestać kochać, na komendę. Miłość jest ślepa. Ślepa i głucha, a jednocześnie jest wszystkim. Jest jedyną ważną rzeczą. Bez niej nic nie ma sensu.
  Mark patrzył uważnie na Romana.
- Widzę, że ją kochasz. Nic nie mogę zrobić. Nie musisz się pakować, możesz zostać jak długo chcesz. Zostaniemy dobrymi znajomymi?
- Jasne, Marku.
  Marek się uśmiechnął.
- Podobają ci się od teraz kobiety?
- Nic się nie zmieniło. Podobają mi się nadal mężczyźni. Ale kocham Kayle i nic innego nie jest ważne.
- Pragniesz ją?
- Czemu pytasz, to nie jest etyczne i nie powinieneś o to pytać.  Ale powiem ci. Tak. Jak cholera. Płonę z pragnienia, ale ten ogień to jak płomień świecy wobec erupcji wulkanu miłości jaką do niej czuję. Jak pokochasz kogoś,  to będziesz wiedział o czym mówię.
- Powodzenia, Romek.
- Dla ciebie również. Jak nie masz nic przeciw, to zacznę się od razu pakować.


Przeprowadził się do niej jeszcze tego samego dnia. Oczywiście brunetka zawiadomiła swoje byłe, dwie gorące kochanki, że od teraz będzie tam z nim. A wieczorem? Poznał ciało Kayli. Wziął ją jako dziewicę. Oboje zresztą byli dziewiczy. Dla siebie.  
                                                                                *
Dla rozładowania napięcia długo delektował się jej językiem. Było miło. Zresztą było już dwa razy, ale każdy następny raz był milszy. Pomyślał, że mimo, to nie miało to wpływu na to, że ją pokochał.  
Ale teraz stał przed czymś nowym. Z jego pamięci wyfrunęły wszystkie wspomnienia. Stał obok istoty którą pokochał. Ale w tej chwili jakby coś górowało.  
- Rozbierałam się sama w większości wypadków. Ale dziwnym zrządzeniam losu nie pamiętam nawet Renatki ani Róży. Jesteś tylko ty. Czuję się jakbym miała to zrobić pierwszy raz.
- Dziwne, a może i nie, ale ja czuję identycznie. I muszę ci coś wyznać. Jestem bardzo ciebie spragniony. Lecz nie zaniedbam niczego. Chciałbym zacząć wolno. Bardzo wolno.
- Ja także. Zobacz jak we wszystkim do siebie pasujemy, kochanie.
  Powoli rozpiął jej bluzkę. Wówczas nie zdołał zapamiętać jej piersi. Pamiętał, że przypominały dwa duże jabłka. Wielkością i twardością. Nigdy nie zwracał uwagi na kobiece ciało. Teraz, miał ideał przed sobą. Wystarczył jeden powód. Kochał. Kayla miała piękne ciało.  
  Delkatnie ułożył dłonie pod jej kulkami. Uniósł. Zakołysały się leniwie. Powtórzył to kilkakrotnie. Liznął napiętą brodawkę. Ujął jej dwa guziczki w palce i zakręcił, a potem delikatnie pociągnął.
- Uch, jesteś znakomity. Nawet nie dotknąłeś mojej cipki, a już zaraz dostanę.
- Pozól mi się nasycić - szepnął.  
  Powrócił do pieszczoty jej jędrnych jabłuszek ... Zaczęła dyszeć i falować biodrami. Korciło ją by się dotknąć i zwiększyć doznania, ale się pohamowała...
Stali w świetle, więc widział każdy centymetr kwadratowy jej ciała. Nokturn chyba poczuł, że powinien iść i udał się do pokoju z fortepianem.
Szatyn rozsunął suwak jej spódnicy, a ta sama spadła. Położył dłonie na jej wąskich biodrach. Zsunął majteczki. Białe z koronką. Czarne spiralki tworzyły idealny trójkąt.  
  Znowu wyprzedziała jego myśli.
- Lubię twoje palce.
- Wybacz, ale musze cię spróbować.
  Przykucnął i poczuł bukiet ciepłego zakątka. Rozsunął pękate pomarszczone listki spragnionym językiem. Już po głębokości westchnień domyślił się, że kruczowłosa nimfa jest znowu blisko. Ale nie sądził, że aż tak blisko...  
Wybuchła. Literalnie widział jak cała okolica pulsuje. Lecz czuł też językiem. Znał anatomię, w końcu nie był dzieckiem. Ona wygięła biodra, jakby znowu widziała co chce zrobić. Wszedł do środka językiem i leniwie nim poruszał, chociaż z wielką trudnością, bo jej jamka zaciskała się szybkimi skurczami. Trwało to długo, może minutę.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użył 1882 słów i 10459 znaków, zaktualizował 30 cze o 5:18.

Dodaj komentarz