Matka cz 5 ostatnia

6: 48pm
Mario wyszedł z windy na dwunastym pietrze. Zabrał zesobą potrzebny sprzęt. W mieszkaniu 1207 drzwi były otwarte. Policja czekała wraz ze zdenerwowanym włascicielem mieszkania. Kapitan Marconi z głównej komendy w Turynie podszedł do młodego człowieka.
- Jest pan pewny.
- Dam radę.
  Mario wyszedł na balkon. Zlustrował beton i metalowe barierki.
- Szkoda czasu na liny. Zrobię to inaczej.  
  Ku zaskoczeniu wszystkic w pokoju: Kapitana Marconiego, dwóch reporterów z telewizji Raj 1 i właściciela, wszedł na metalowa balustradę.
- Zwariował pan! To szaleństwo!
- Proszę się uspokoić. Wiem co robię. Szkoda, że nie wiedziałem tego sześć godzin wcześniej.
  Nachylił się i powiedział głośno do kobiety.
- Pani Pantone? Zaraz pani pomogę. Wytrzyma pani chwilkę.
- Tak. Nigdy jej nie puszczę, nigdy...
  Mężczyzna powoli spuścił się po metalowej balustradzie. Zawisł na betonie. Jego palce nie raz trzymały go nad wiekszą przepascią, wysoko w górach...Zaczął poruszać ciałem jakby się chuśtał. Do dolnego balkonu brakowało jego stopom trochę ponad metr. Musiał dokadnie wymierzyć. Tłum na dole wydał pomruk, a ludzie w pokoju wstrzymali oddech, kiedy stracili z pola widzenia jego palce. Skoczył. Zawadził nieznacznie pośladkami o barierkę balkonu rodziny Pantone. Stanął. Przekrecił się. Nie tracąc chwili pochylił się mocno nad balustradę. Wsunął stopę blisko lewej dłoni matki. Chwycił mocno dziewczynkę. Ona dodatkowo złapała jego rękę, swoją lewą.  
- Jest pan pewny? - zapytała słabo brunetka.
- Na moje życie. Nie puszczę jej, trzymam ją mocno. Proszę ją puścić.
  Nie stało się to od razu. Chciała, ale nie mogła. W końcu jakimś cudem rozluźniła stalowy uscisk. To trwało mniej niż sekundę. Carina trzymała się kurczowo jego karku. Podniósł ją jakby nic nie ważyła. Wtuliła się w jego ramiona. Poszedł z nią do drzwi wejściowych. Ciągle trzymając małą, otworzył drzwi.
  Sabrina nie mogła się poruszyć. Jej ciało było napięte, a mięśnie prawej doni twarde jak żelazo. Wszystkie mięśnie prawej ręki pozostawały od sześciu godzin w stanie skurczu. Nawet chwilowy skurcz, boli. Ale jakimś cudem ona tego nie czuła. Na korytarzu, przed drzwiami, czekali sanitariusze. Weszli do pokoju i zajęli się Sabriną. Kiedy poczuła obce dłonie, jej nerwy zaczęły rejestrować. Ból skurczu dał o sobie znać. Zemdlała.
- Musimu zająć się małą - powiedział młoda pielegniarka.
  Carina spojrzała prosto w oczy Mario.
- Dziękuję.
  Poczuł delikatny pocałunek na ustach.  
- Podziękuj mamusi. Byłaś bardzo dzielna.
- Boli mnie rączka i zrobiłam dwa razy siusiu w majteczki, ale mamusia mówiła, że się nie gniewa. Miałyśmy iść na lody...
  Teraz Carina zemdlała.  

Dominik dojechał do Turynu kilkanaście minut po siódmej. Wiedział, dzięki policyjnej radiostacji, że jego dwie umiłowane istoty są w szpitalu. Zwieźli je do tego samego szpitala, gdzie pracował.  
Przybył tam o siódmej czterdzieści pięć. Sabrina leżała na łóżku, zaraz obok łóżka córki. Jej prawa ręka była w unieruchomiona. Do małego ciałka Cariny podłączono kroplówkę. Ale nic poważnego jej nie było. Poza lekkim nadwyrężeniem stawu barkowego i małego sińca na nadgarstku, wszystko inne nie pozostawiało zastrzeżeń.
Wbiegł do sali,w której leżała jego żona i córka. Kiedy Sabrina go zobaczyła, zaczęła płakać. On nie mógł wydobyć głosu. W końcu szepnął.
- Kocham, cię. Dziękuję.
- Och, mój miły. To było... straszne. Jak dałam radę, sama nie wiem.
  Oboje spojrzeli na śpiaca córkę.
- Bała się? - zapytał.
- Jest najdzielniejszą dziewczynką na świecie.

Zatrzymano je tylko dwa dni. Kiedy wrócili do domu, Dominik wziął kilka dni urlopu. Poprzedniego dnia brygada specjalistów usuwała zabezpieczenie w drzwiach. Z uwagi na chałas przeproszono okolicznych lokatorów.
- W sumie, zrobili to na darmo. I tak niedługo się wyprowadzamy.  
- Wiesz co jeszcze zrobią? We wszystkich balkonach zamocują specjalne siatki. Może i to nie potrzebne?
- Może i nie. Chociaż, gdyby stało się coś podobnego, ponownie... nie daj Boże, to warto. Pójdę zrobić herbaty - rzekł Dominik.
  Poszedł do kuchni. Carina układała klocki na dywanie, a jej mama nie spuszczała jej z oczu. Usłyszeli pukanie do drzwi.
  Kto to może być tym razem, pomyśłała. Najpierw telewizja, potem policja, w końcu agenci ubezpieczenia. Sabrina była już tym zmęczona. Mąż wszedł z tacką z herbata i ciasteczkami.
- Otworzę - rzekł.
  Postawił tackę na stole i poszedł do drzwi. Zajrzał przez judasza.
- To jakiś męzczyżna z małą blondyneczką.
  Brunetka zacisnęła pięści.
- No nie! Tego już za wielę - szepnęła.
  Carina zobaczyła kto wszedł. Wstała i pobiegła do koleżanki. Po dosłownie chwli razem układały klocki. Camillo przyniósł bukiet róż.
- A więc poznaliście się w parku - rzekł lekarz - Proszę usiąść, to bardzo miło z pana strony.
- Przynieś kochanie dodatkową filiżankę - poprosiła.
  Kiedy mąż zniknął, zapytała.
- Co pan tu robi!
  Ale poznała po jego twarzy, że to jest inny człowiek. Rozluźniła się.
- Zmieniłem się. Widziałem w telewizji... to dlatego. Przysiegam na grób mojej matki, że będę już wierny żonie - powiedział cicho.
  Dominik przyniósł filiżankę na małym spodeczku.
- Ładnie się bawią - rzekł lekarz.
-Tak. Mirella pytała o Carinę. Oczywiście nic jej nie powiedziałem. Mam prośbę. Mieszkam niedaleko. Czy dziewczynki mogłby się same pobawić? A moja żona przyjdzie ją odebrać?
- Nie widzę przeciwwskazań - odrzekł tata brunetko.
  Camillo wypił herbatę, ukłonił się i wyszedł. Dominik popatrzył lekko zdziwiony na żonę.
- Trochę dziwny i chyba wstydliwy, ale jego córka chyba bardzo lubi naszą. Szkoda, że się wyprowadzamy.
- Przecież może nas czasem odwiedzać. To dobre małżeństwo.
  Powiedziała to, a chwilę wcześniej całkiem zmieniła zdanie, bo zamierzała powiedzieć wszystko mężowi. Po dwóch godzinach przyszła Oliwia. Okazała się bardzo miła i faktycznie miała wysokiej klasy urodę.
  I taką kobietę zdradzał, pomyślała.  
Jednak uwierzyła mu w sercu, że dotrzyma obietnicy. Porozmawiali razem i blondynka wyszła z córeczką. Nie minęło kilka minut i znowu ktoś zapukał.
- Czy to się nie skończy? - powiedziała zrezygnowana Sabrina.
- Chyba wizyta Mirelli i jej rodziców cię nie zmęczyła.
- Och, nie. Nie chce więcej reporterów i policji.
  Brunet poszedł otworzyć i kiedy zobaczył kto, zawołał.
- To twój wybawiciel z jakąś młodą kobietą i chłopcem.
- To Mario, och cieszę się.
  Ucieszyła się jeszcze bardziej kiedy zobaczyła z nimi Biance i Adriano. Zrobiła zdziwioną minę.
Wymienili uprzejmości. Mężczyzna również przyniósł bukiet róż. Mieli ich pełno, bo zarówno z telewizji Raj jeden jak i od policji otrzymała bukiety. Teraz chłopiec zaczął bawić się z dziewczynką. Mario rozmawiał z Dominikiem, a Bianka szepnęła do niej.
- Koniecznie chciałam go poznać. W końcu cię uratował. I wiesz co? Chyba zaiskrzyło. Polubili się z moim synkiem od pierwszej chwili. Jest taki męski, może moje życie się odmieni. Wczoraj mnie pocałował.
  Sabrina zrobiła oczy.
- Nie, nie. Nic z tych rzeczy. Ale mam nadzieję. Jestem nadal w separacji, ale tamto już się skończyło. Myślę, że Mario mi to powie...Dopiero wówczas... chociaż prawdę mówiąc, chciałabym wcześniej.
- Możesz mu ufać - powiedział brunetka.
- Tak i ja czuję - uśmiechnęła się płomiennowłosa.

Tydzień potem byli już w nowym domku. Siedzieli na werandzie. Dom nie był nowy, ale w dobrym stanie. Ktoś dbał o ogród. Patrzyła na trójkę. Adriano, Mirella i jej skarb. Na kolanach spał czteromiesięczny owczarek niemiecki. Dali mu imię Rex.

                                                       Dwa miesiące później.

Zapadał zmierzch. Carina spała smacznie w swoim pokoju, Rex w swoim koszyku. Leżeli na łóżku.
- Dziwne są losy - powiedział cicho Dominik.
- Tak, kochanie.
- To cud, że ją uratowałaś. I będę o tym pamiętał do końca swoich dni. Jestem wdzięczny tobie, Bogu i oczywiście Mario. Wszyscy chcieli pomóc... Ale zobacz! Camillo się poprawił, a Bianka poznała swoje szczęście.  
- Jest jeszcze coś.
- Co kochanie?
- Niemożliwe stało się możliwe. Jestem w ciąży.
  Brunet zaniemówił.
- Och, to cudownie. Widać nie można całkiem ufać lekarzom.
- Niektórym można.
  Uśmiechnęła się i wtuliła w jego ramiona...
                                                                   Koniec.

Historia ta wydarzyła się naprawdę. Nie mogłem uzyskać informacji. To stao się prawdopodobnie w 1962 roku. Nie w Turynie. Co pamiętam, że matka trzymała dziecko sześć godzin. Z jakiś powodów, których nie pamiętam, nie można było dostać się do mieszkania od zewnątrz. Dziecko uratowano w sposób opisany w opowiadaniu. Na podstawie tego wydażenia zrobiono film,pod tym samym tytułemco moje opowiadanie. I własnie kiedy byłemmałym chłopcem, ten film oglądałem.
  A Bóg, w którego wierzy coraz mniej? Dlaczego do tego doprowadził? Dlaczego pozwolił, by Sabrina zamknęła drzwi? Dlaczego pozwolił, żeby mała wzięła stołeczek i wypadła. Ale przecież uczynił cud. Czy naprawdę Sabrina trzymała dziecko, czy On? Tak, powiecie, ale to fikcja.
  Opiszę wam jeszcze jedną prawdziwą historię. Pewna dziewczynka była wcześniakiem. Jak moje dziecko, spędziła dwa miesiące w inkubatorze. Miała komplikacje, ale nigdy nie było zagrożone jej życie. Piszę o tej dziewczynce. Kiedy miała dziewięć lat szła z mamą. Zbliżał się deszcz. Jej córka zapytała
- Czujesz?
   Matka odpowiedziała.
- Tak, deszcz idzie.  
- Wiem, ale nie o tym mówię. To On, czuję Go. Pamiętam ten zapach, kiedy byłam w inkubatorze.
- Czy to możliwe córeczko?
- Tak. Nie umiem ci wytłumaczyć. On mnie tulił i ja Go czułam. Czuję ciebie kiedy mnie tulisz, ale to jest inny zapach. Kocham cię ale nigdy nie zapomnę Jego zapachu.  

Dlaczego takie rzeczy zdarzaja się raz na miliard? Nie wiem.

1 128 czyt.
100%31
AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat, użył 1797 słów i 10097 znaków.

1 komentarz

 
  • Morfina

    Morfina · 30 lis 17:22

    Bóg, Allah, Ktoś, Siła, Kosmos... Coś na pewno jest i cuda się zdarzają. Historia poruszająca. Popraw literówki